Wielki Tydzień – drogocenny gest miłości… (Wielki Poniedziałek)

Marta i Maria – Marta znów usługuje a Maria wybiera „lepszą cząstkę” – namaszcza Jezusa na pogrzeb…
Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. Zbliża się koniec drogi, arcykapłani są już zdeterminowani – Jezus powraca do Betanii, do domu swoich przyjaciół. Maria zastępuje gospodarza domu i zgodnie ze zwyczajem obmywa nogi ważnego gościa – ale robi też coś więcej: namaszcza je bardzo drogim olejkiem. To jedyny sposób na to, by wyrazić swoją wiarę i miłość…
Jezus nie jest już tylko przyjacielem rodziny – wiele się zmieniło – może nie potrafią tego nazwać, ale On jest naprawdę kimś wielkim, jeśli przyprowadził im brata zza grobu – stamtąd przecież ludzie nie wracają. Chyba właśnie dlatego Maria, niewiele się zastanawiając, przekracza konwenanse i w spontanicznym odruchu serca wylewa flakon drogocennego olejku na stopy Jezusa. Chce powiedzieć: nigdy nie będę się w stanie za to odwdzięczyć. I nawet przez myśl jej pewnie nie przeszło, że ten gest ma „drugie dno”: Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu.

Judasz całkiem sensownie zauważył jednak, że za cenę tego „zmarnowanego” olejku można by pomóc wielu ubogim: Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim? Co prawda Jan od razu zaznacza, że powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano… – można się jednak zastanawiać nad marnotrawstwem – trzysta denarów to przecież roczny zarobek robotnika. Przecież to, co zrobiła Maria było szaleństwem. Ale czy zachowanie, które wypływa z prawdziwej miłości można nazwać bezsensownym, nawet gdy wydaje się ono nieco absurdalne? Kogoś, kto autentycznie kocha trudno zrozumieć…

Jezus nie potępia prawdziwej miłości – nawet jeśli wyraża się ona w szalonych gestach: Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie – miłość względem Boga nigdy nie jest konkurencyjna do miłości ubogich. Drogocenny olejek staje się symbolem tego, co możemy i powinniśmy dać Bogu. Nie wolno żałować Bogu siebie, nie wolno oddawać Mu tylko tego co tanie, co nic mnie nie kosztuje – kochającemu i kochanemu Bogu należy dawać z siebie to, co mam najlepszego…
Dlaczego? Bo i On sam dał nam pierwszy to, co najlepsze – dał nam całego siebie…
Warto pamiętać, że prawdziwa miłość wyraża się nie tyle w słowach, co w czynach – nie ma miłości bez gestów miłości. Słowa zwykle nic nie kosztują – czyny jednak, kosztować mogą już niesamowicie dużo…
On też nie poprzestał na słowie (a mógł nas przecież zbawić jednym słowem) – stał się człowiekiem i umarł na krzyżu – to niesamowicie kosztowny gest miłości Boga do człowieka…

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: