Archiwum dla Kwiecień 2020

Pan naprawdę dba o swój Kościół – Pius V…

Dodaj komentarz

„Ty myśl o Mnie, Ja będę myślał o Tobie” – Katarzyna ze Sieny…

Świętowaliśmy święto św. Katarzyny ze Sieny – homilia wygłoszona podczas mszy św. o godz 19.00 w Sanktuarium Matki Bożej Niezawodnej Nadziei w Jamnej – 29 kwietnia 2020 r.

Dodaj komentarz

Emaus – III Niedziela Wielkanocna (rok A)

Homilia wygłoszona w III Niedzielę Wielkanocną (rok A) podczas mszy św. o godz. 13.00 w Sanktuarium Matki Bożej Niezawodnej Nadziei w Jamnej (26 kwietnia 2020r.)

 

Dodaj komentarz

Oktawa Wielkanocy – Niedziela Miłosierdzia…

Niesamowita katecheza o miłosierdziu:
Choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus – ma moc przyjść do mnie nawet wtedy, gdy się przed Nim zamykam. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok – nie mówi: „patrzcie coście zrobili”, ale: „patrzcie jak was kocham”. Św. Tomasz z Akwinu powie potem, że męczennicy po śmierci zachowają ślady męczeństwa – by pamięć o ranach, pamięć w miłości, uzdrawiała. Pamięć w miłości nie jest destrukcyjna, pamięć w miłości uzdrawia ludzką psychikę… Tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” – obdarza życiem jak pierwszego człowieka Adama. Władza odpuszczania grzechów to powtórzenie aktu stwórczego – przekazuje władzę wskrzeszania i stwarzania na nowo wspólnocie Kościoła… Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Rozumie wątpliwości tego, który nie zamierza być „świadkiem z drugiej ręki”. Ten, który przed zmartwychwstaniem odmawiał wszystkim, którzy domagali się znaku pozwala Tomaszowi pokonać niewiarę przez zanurzenie dłoni w swoim przebitym boku…

„Niewierny Tomasz” stał się dla wielu synonimem sceptyka – niektórzy próbują tłumaczyć imię Didymos jako „człowiek o dwóch duszach”, rozdwojony, poszukujący… Tymczasem „Didymos” oznacza po prostu „bliźniak” – zapewne nosi w sobie doświadczenie częstego mylenia go z bratem. Pierwsze skojarzenie bliźniaka: zobaczyli kogoś podobnego do Jezusa. Takie wytłumaczenie jest przecież o wiele bardziej prawdopodobne niż pomysł, że zmarły ożył. Tomasz jest najzwyczajniej w świecie wierny swojemu doświadczeniu…
Reszta uczniów niestety nie potrafi zrozumieć doświadczenia bliźniaka – proste „zaszufladkowanie”: nie wierzy…
I znów, kolejny cud miłosierdzia: Tomasz, pomimo niezrozumienia ze strony współ-uczniów, uznania jego wątpliwości za niepoważne, braku zaufania i wzajemnych pretensji – pozostaje we wspólnocie. Nie odchodzi – choć ma mocne powody by się obrazić. Nie chce jednak opuszczać wspólnoty – pojawia się tydzień później, by być razem… Oni również, pomimo tlącego się pewnie braku zaufania, pozwolili mu być z sobą…

Mocnym znakiem jest również to, że Zmartwychwstały nie przychodzi do Tomasza na osobności, by leczyć jego „wątpliwości”. On przychodzi do wspólnoty – w ten sposób leczy nie tylko Tomasza, ale i wzajemne więzi apostołów…
Grzegorz Wielki komentując to wydarzenie powiedział: „Więcej pomaga naszej wierze niewiara Tomasza, niż wiara apostołów”. Ale jest to „niewiara” szczególna – „niewiara”, która nie wyprowadza ze wspólnoty – to jedyne miejsce, gdzie Zmartwychwstały chce się spotkać z tymi, którymi targają wątpliwości… I nauka dla Kościoła: mimo niezrozumienia i pretensji z powodu „niewiary” swoich członków, należy okazywać im cierpliwość – Jezus sam, w odpowiednim czasie, pochyli się nad „dylematami wiary” wątpiących…

Na zakończenie – by nie ulec wrażeniu, że tajemnica Bożego Miłosierdzia jest nowością w Kościele – fragment z Dialogu o Opatrzności Bożej św. Katarzyny ze Sieny, dominikanki, patronki Europy:
Przez Twe Miłosierdzie obmyłeś nas w Twojej Krwi,
przez miłosierdzie zechciałeś rozmawiać ze stworzeniami.
O Ty, Oszalały z miłości!
Nie wystarczyło Ci, że wcieliłeś się, ale zechciałeś także umrzeć! (…)
O Miłosierdzie!
Moje serce rozpływa się na myśl o Tobie,
tak iż dokądkolwiek zwrócę moją myśl,
nie znajdę niczego poza miłosierdziem.

Dodaj komentarz

Wigilia Niedzieli Miłosierdzia… – konferencja…

Konferencja o „Miłosierdziu jako miłości bez warunków” wygłoszona 18 kwietnia 2020 r. podczas wieczornego czuwania w wigilię Niedzieli Miłosierdzia w Sanktuarium Matki Bożej Niezawodnej Nadziei w Jamnej…

Dodaj komentarz

Oktawa Wielkanocy – Sobota…

Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów – najpierw Marii Magdalenie, choć istnieje również przekonanie, że przed ukazaniem się przy pustym grobie Marii Magdalenie Zmartwychwstały odwiedził swoją matkę. Dowodem na to miałaby być jej nieobecność w grupie kobiet, które o świcie poszły do grobu. Poza tym pierwszymi świadkami zmartwychwstania, zgodnie z Jego wolą, były kobiety, które wiernie stały pod Jego krzyżem – wśród nich była też i Jego matka…

Wróćmy jednak do ewangelii i Marii Magdaleny – ukazał się najpierw tej, która wśród Jego uczniów była chyba najbardziej doświadczona przez życie, może nawet przez grzech (z której wyrzucił siedem złych duchów). Ani umiłowany uczeń Jan, ani przyszły pierwszy papież Piotr, nie byli bardziej godni by jako pierwsi zobaczyć Go żyjącym. Można zadawać pytanie: dlaczego?
Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. Kościół pierwszych wieków nazywał ją „Apostołką apostołów” – była pierwszą głosicielką Dobrej Nowiny o zmartwychwstaniu – może dlatego też jest ulubioną patronką dominikanów, kaznodziejów, głosicieli Dobrej Nowiny…
Oni jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć – relacja kobiety wydaje się im nieprawdopodobna. Można to oczywiście usprawiedliwiać mentalnością semicką – kobieta, jako człowiek „drugiej kategorii”, nie mogła sprawować funkcji publicznych a także, ze względu na słabość kobiecej natury, nie mogła być świadkiem (także w sprawach sądowych) – była więc po prostu osobą niewiarygodną. Uczynienie więc kobiety pierwszym świadkiem najważniejszego – fundamentalnego dla naszej wiary – wydarzenia, świadczy bezwzględnie o prawdziwości Ewangelii. Gdyby przesłanie Dobrej Nowiny miało być zmyślone – co w historii niektórzy sugerowali – to „zmyślający” opowiadanie Ewangeliści na pewno nie uczyniliby kobiet świadkami w tak ważnej sprawie…

Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli na wieś. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. „W innej postaci” – to próba wytłumaczenia nierozpoznania Go. Ciekawe jest jednak to, że również ich świadectwo nie wzbudza wiary w Jego zmartwychwstanie – Jedenastu uznaje to zapewne za jakąś formę przywidzenia. Dopiero gdy ukazuje się apostołom zgromadzonym równocześnie w jednym miejscu – „przywidzenie” zostaje wykluczone: W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego.
Czy uwierzyli? Gdyby nie uwierzyli, Jego nakaz nie miałby sensu: I rzekł do nich: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Można się dzielić jedynie tym, co się samemu przyjęło…

Bez wątpienia wiara w zmartwychwstanie nie jest rzeczą łatwą. Łatwiej wierzyć w informacje złe niż dobre. A gdyby tak obrócić nasz sposób rozumowania i założyć, że Zmartwychwstały ukazał się najpierw bodaj największej grzesznicy spośród wszystkich uczniów – niniejszym przepraszam Marię Magdalenę – a nie tym „najlepszym”… A może jest tak, że Zmartwychwstały idzie z Dobrą Nowiną najpierw do tych, którzy najbardziej potrzebują umocnienia – bo to oni są dla Niego najważniejsi… Idzie najpierw do tych najbardziej potrzebujących…

Dodaj komentarz

Oktawa Wielkanocy – Piątek…

Niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą… – i poszli – poszli do miejsca swojego zamieszkania i pracy… Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Trzeba zabić jakoś te myśli o zawiedzionych nadziejach – nie można też przecież „nic nie robić”. Najbardziej konstruktywnym pomysłem i celowym działaniem jest powrót do starego wyuczonego zawodu: Szymon Piotr powiedział do nich: Idę łowić ryby. Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi… – zgadzają się z Piotrem: „nie zajmujmy się mrzonkami, zajmijmy się tym, co potrafimy robić najlepiej”… I tu zonk, zaskoczenie – tej nocy nic nie złowili… Profesjonaliści nic nie złowili…
Zapomnieli, że specjalistą od połowu – tego prawdziwego połowu – jest kto inny: A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: Dzieci, czy macie co na posiłek? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć.

Mija właśnie czternaście lat, gdy stałem w miejscu połowu i chrystofanii – pamiętam, jak próbowałem sobie wyobrazić całe to wydarzenie. Bohaterowie tej sceny już wcześniej spotkali Zmartwychwstałego – dalej jednak nie wiedzą co robić i czym się zająć. Zaczyna brakować przywódcy – kimś takim był przecież Jezus. Wydają się zdezorientowani – nie tak przecież wyobrażali sobie przyszłość.
I tu dzieje się coś, nad czym się pewnie do końca nie zastanawiali – gromadzą się wokół Szymona Piotra, który wcześniej został namaszczony przez Jezusa, by stał na ich czele. Piotr wraca do zajęcia sprzed powołania – które dokonało się nad tym właśnie jeziorem: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi (Mk 1, 17) – praca ta jednak staje się daremna i nie przynosi żadnych efektów… I posłuchali nieznajomego – zrobili coś, czego rybak-profesjonalista nie robi – zarzucanie sieci rano, po całej nocy daremnego połowu, jest czynnością bezsensowną i prowadzi jedynie do bezcelowej utraty resztek sił…
Totalne zaskoczenie – aż postanowili dokładnie policzyć złowione ryby – i cud, który otwiera im oczy: Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę – był bowiem prawie nagi – i rzucił się w morze. (…) Od brzegu bowiem nie było daleko – tylko około dwustu łokci. (…) żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan. Nie tylko im się ukazuje ale troszczy się jeszcze o ich pracę i posiłek – jest z nimi dalej, choć inaczej niż przedtem. Daje też do zrozumienia, że powołanie „połowu ludzi” nie zostało cofnięte – wręcz przeciwnie, dopiero teraz będą je mogli skutecznie realizować…

Scena nad Morzem Tyberiadzkim to nie tylko chrystofania – to także ujawnienie tożsamości Kościoła – wspólnoty budowanej na Chrystusie, której celem jest głoszenie ewangelii światu. Dzisiejszy tekst ewangelii zawiera niesamowite mnóstwo szczegółów – nie tylko dokładnie wymienia wszystkich uczestników i wskazuje, kto inicjuje połów – ale także podaje odległość łodzi od brzegu i dokładną liczbę złowionych ryb. Nie wiem czy liczba uczestników – siedmiu – ma w tej części Janowej relacji jakieś symboliczne znaczenie – na pewno symboliczne znaczenie ma miejsce – miejsce pierwszego powołania – miejsce zawiązywania się Kościoła.
Co do liczby sto pięćdziesiąt trzy – wiele uczonych głów przedstawia różne jej znaczenia, łącznie z tymi opartymi na rabinicznej sztuce interpretacji słów zwanej gematrią. Do mnie najbardziej przemawia to, powołujące się na Arystotelesa – opisując wszystkie znane wówczas gatunki ryb, wymienia ich łącznie sto pięćdziesiąt trzy. Może więc Jan chce podpowiedzieć, że targetem Kościoła (połowu, którego dokonuje) jest cała ludzkość – każdy człowiek ma być odbiorcą orędzia Kościoła o zbawieniu.
Rzekł do nich Jezus: Chodźcie, posilcie się! (…) A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im – podobnie i rybę. Zmęczonym i zagubionym przygotowuje posiłek – taką rolę w Kościele pełni Eucharystia…

Dodaj komentarz