Archiwum dla Marzec 2020

Wielki Post – „Ja jestem”… (wtorek V tyg. WP)

Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie. (…) Czyżby miał sam siebie zabić?… Dobrze wiemy, że nie chodzi ani o samobójstwo ani o jakąkolwiek ucieczkę. Zapowiada dobrowolne oddanie życia, które objawi Jego prawdziwą obecność: Ja jestem… Ten, Który jest obecny, jest obecny, bo kocha – jeśli kocha, chce być ciągle obecny – robi więc wszystko, by nic nie oddzielało go od tego, którego kocha, od człowieka – oddaje więc swoje życie za niego… Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię (…) A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba…

Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich… Jeśli nie uwierzycie prawdziwej miłości Ojca i Syna do człowieka, to nie będziecie w stanie jej przyjąć i nią się dzielić – nie będzie jej w was… Bez wiary w Jego miłość, w to, że usuwa wszystko co od Niego oddziela – nie ma wiary w przebaczenie, usprawiedliwienie, odkupienie i w końcu zbawienie.
Śmierć człowieka „w grzechu swoim”, to śmierć w buncie lub obojętności wobec Boga – to rozminięcie się z Nim – to zaprzeczenie Jego obecności przy człowieku, zaprzeczenie tego, że Ja jestem…

Ja jestem – tym imieniem Bóg przedstawił się Mojżeszowi, by mu polecić wyprowadzenie swego ludu z niewoli egipskiej. Tym imieniem objawia się nam, by wyprowadzić nas z niewoli „nieobecności Boga” i wprowadzić do nowej ziemi obiecanej – miejsca, w którym możemy z Nim przebywać… Lubię powtarzać zasłyszane kiedyś stwierdzenie: „brak miłości jawi się światu jako nieobecność Boga”. Tylko wiara w to, że Ja jestem jest w stanie wyprowadzić mnie z niewoli „nieobecności Boga”, czyli niewoli „braku miłości”…
Jeśli w Niego jednak nie uwierzymy, to pomrzemy w grzechach naszych… Człowiek, który umiera w grzechach, odchodzi z tego świata z poczuciem zmarnowanego życia, odchodzi jako przegrany i pozbawiony wszelkiej satysfakcji z czasu spędzonego na ziemi… Czyż może być coś bardziej tragicznego?…
Wiara w Niego jednak – w to, że Ja jestem – sprawia, że odzyskujemy niewinność, że przyjmując Jego obecność i miłość wchodzimy w inny świat a życie może uczynić nas szczęśliwymi. Umrzemy wszyscy, ale możemy wybrać śmierć w grzechach, czyli w beznadziei i poczuciu przegranego życia lub śmierć w Bogu – szczęśliwi, kochający i kochani…

Dodaj komentarz

Wielki Post – światłość świata… (poniedziałek V tyg.WP)

Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia. Myślę, że warto zwrócić uwagę na kontekst – on ma niesamowite znaczenie… Te słowa Jezus wypowiada podczas święta Namiotów – to ono przypominało Żydom, że Bóg towarzyszył im w drodze do Ziemi Obiecanej pod postacią ognistego słupa – zapalano wtedy lampę jako przypomnienie, że Bóg był i jest między nimi. W takim właśnie nieprzypadkowym kontekście Jezus mówi o sobie, że jest światłością…
Ja jestem światłością świata… – znaczy, ni mniej ni więcej, że Bóg jest obecny w świecie przez Jezusa. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności… – to jasny komunikat, że prawdy o świecie nie poznasz bez Jezusa. Światło wydobywa rzeczywistość. Tylko dzięki światłu widzę świat – inaczej chodzę w ciemności i nie wiem, gdzie przebywam i żyję…
Idąc więc za Nim mam szansę widzieć wyraźnie i bez żadnych zniekształceń. Mam szansę zobaczyć, jak naprawdę wygląda moje życie. A nawet jeśli On czasem pokaże mi coś ciemnego we mnie, to nie po to, by poniżyć czy zdeptać – ale po to, by to Jemu oddać. On nie jest ciemnością…

I jeszcze jeden wątek dzisiejszej ewangelii: Ja nie sądzę nikogo. A jeślibym nawet sądził, to sąd mój jest prawdziwy, ponieważ nie jestem sam, lecz Ja i Ten, który Mnie posłał. Także w waszym Prawie jest napisane, że świadectwo dwóch ludzi jest prawdziwe. Oto Ja daję świadectwo o sobie samym oraz zaświadcza o Mnie Ojciec, który Mnie posłał. (…) Nie znacie ani Mnie, ani mego Ojca. Gdybyście Mnie poznali, poznalibyście i mojego Ojca.
Jakże często człowiek polega jedynie na swoim własnym sądzie – osądzie. Wystarczy mi moje własne patrzenie na siebie lub na drugiego. Zapominam, że polegając jedynie na sobie łatwo wpadam w pułapki ludzkiego patrzenia i albo pobłażliwie usprawiedliwiam albo ostro krytykuję i potępiam. Tak rodzi się pycha, czyli wiara, że mój własny ogląd jest jedynym i właściwym…
Stąd problemy z wiarą… Wy osądzacie według zasad tylko ludzkich. Patrząc na świat na świat jedynie własnymi oczami – oczami ze skazą krótkowzroczności – nie jestem w stanie dostrzec Jego obecności… Potrzeba świadectwa „Dwóch” – Ojca i Syna, którzy trwają w relacji Miłości. Potrzeba wsparcia się Jego oglądem sytuacji – a On patrzy przez pryzmat miłości. Oprzeć swój osąd rzeczywistości, swoje postrzeganie świata na świadectwie „Dwóch” – to nic innego jak kierować się w swoich ocenach prawdziwą i odpowiedzialną miłością a nie egoizmem…
Stąd potrzeba światła – świadectwa Ojca, który z jednej strony pomaga odkryć to, co oddala od miłości, a z drugiej pomaga nie potępiać…

Dodaj komentarz

Wielki Post: „Wyjdź na zewnątrz!”… (V Niedziela WP)

Panie, gdybyś tu był… – to wołanie jak najbardziej na czasie. Gdybyś tu był, na pewno nie chciałbyś tego całego niepokoju związanego z pandemią – nie pozwoliłbyś na cierpienie potęgowane troską o niepewne jutro. Gdybyś tu był, nie pozwoliłbyś zamykać kościołów i ograniczać dostępu do sakramentów… Dwa dni temu papież Franciszek na pustym Placu św. Piotra w Rzymie wołał: „Zbudź się, Panie!”: W tym naszym świecie, który kochasz bardziej niż my, ruszyliśmy naprzód na pełnych obrotach, czując się silnymi i zdolnymi do wszystkiego. Chciwi zysku, daliśmy się pochłonąć rzeczom i oszołomić pośpiechem. Nie zatrzymaliśmy się wobec Twoich wezwań, nie obudziliśmy się w obliczu wojen i planetarnych niesprawiedliwości, nie słuchaliśmy wołania ubogich i naszej poważnie chorej planety. Nadal byliśmy niewzruszeni, myśląc, że zawsze będziemy zdrowi w chorym świecie. Teraz, gdy jesteśmy na wzburzonym morzu, błagamy Cię: „Zbudź się, Panie!”.
Okrzyk rozpaczy, zawiedzenia i niezrozumienia w obliczu trudnego doświadczenia, które nas spotyka… Panie dlaczego, na to pozwalasz, czemu jesteś taki okrutny? A może po prostu o mnie zapomniałeś?…
I znów słowa Franciszka: Na czym polega brak wiary uczniów? (…) zobaczmy, jak Go wzywają: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” (…) myślą, że Jezus się nimi nie interesuje, że się o nich nie troszczy. Wśród nas, w naszych rodzinach, jedną z rzeczy, która boli najbardziej, jest to, kiedy słyszymy: „Czy tobie na mnie nie zależy?”. To zdanie boli i rozpętuje burze w sercach. Musiało też wstrząsnąć Jezusem. Bo nikomu nie zależy na nas bardziej niż Jemu…

Jezus… wzruszył się w duchu, rozrzewnił… zapłakał… – czytamy w dzisiejszej ewangelii…
Płacze nie tyle nad Łazarzem, co nad naszą ludzką śmiercią. Płacze, bo człowiek oddala się od kochającego Boga, oddala się od Źródła życia – i sprowadza na siebie śmierć.
Ale idzie do naszego ludzkiego „grobu”, by być obok – nie zostawia nas samymi, wspiera… Choć nie jest twórcą zła, to z miłości do człowieka towarzyszy mu w doświadczeniach… Bierze krzyż na swoje ramiona i umiera poddając się konsekwencjom ludzkiego grzechu…

Nie wiem, czy Łazarz był zadowolony ze swojego wskrzeszenia – być może więzy rodzinne były tak mocne, że nie stanowiło dla niego problemu to, że na nowo musi wrócić do trosk tego świata i kłopotów tzw. normalnego życia, ze świadomością, że śmierć przeżyje jeszcze raz… Pewnie Jezus wziął pod uwagę ryzyko niezadowolenia przyjaciela.
Czy jednak demonstracja panowania nad śmiercią jest wystarczającym powodem wskrzeszenia po tylu dniach? Niewątpliwie musiało chodzić o coś jeszcze – i to coś niesamowicie istotnego… Chciał pokazać, że więzy miłości są dla Niego na tyle ważne, że nic nie powinno im przeszkadzać i ich rozrywać – nawet śmierć…
Chciał przekazać prawdę o kochającym Ojcu, który robi wszystko, by usunąć to, co nas od Niego oddala…

Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! – to wołanie skierowane do każdego z nas. Każdy z nas jest naznaczony śmiercią – a Chrystus nie chce się zgodzić na groby, które sobie budujemy naszą zgodą na zło i grzech… On wzywa nas dziś, byśmy z tych grobów wyszli. Wzywa byśmy opuścili ciemne więzienia życia przepełnionego fałszem, egoizmem i przeciętnością.
Obyśmy usłyszeli to Jego wołanie i mieli odwagę wyjść na powierzchnię…

Dodaj komentarz

Wielki Post – słuchanie i schizma… (sobota IV tyg. WP)

Wśród słuchających Go tłumów odezwały się głosy: Ten prawdziwie jest prorokiem. Inni mówili: To jest Mesjasz. Ale – mówili drudzy – czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem? I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie odważył się podnieść na Niego ręki. Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszów, a ci rzekli do nich: Czemuście Go nie pojmali? Strażnicy odpowiedzieli: Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia. Odpowiedzieli im faryzeusze: Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty…
Strażnicy nie znaleźli powodu do aresztowania – byli sługami niechętnych Jezusowi przywódców religijnych, ale mówią o Nim z podziwem. Wyszli, by Go aresztować, a wracają z osobistym doświadczeniem uczestniczenia w czymś niezwykłym. Zostają oskarżeni, że łatwo dali się zwieść – Jezus jest przecież odstępcą i sekciarzem, a ci, którzy w Niego uwierzyli, są motłochem…
Zaskoczył ich Nikodem – wcześniej Go poznał i po rozmowie z Nim uwierzył – wskazuje na wątpliwy proces i pozbawienie prawa do obrony: Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co czyni? – wzbudza irytację…
Ludzie prości próbują zrozumieć podstawy wiary, zajmujący się jednak religią „urzędowo” ufają jedynie w legalizm. Jedni przylgnęli do Jezusa, inni żonglują słowami…
Dzisiejsza ewangelia to wezwanie słuchania – umiejętność słuchania nie tylko ułatwia relacje z ludźmi, ale także (może jeszcze bardziej) z Bogiem. Słuchanie to jedno z oblicz mądrości…

Rozdwojenie, któremu ulegają słuchający pokazuje jak wieloznaczne i tymczasowe są instytucje i ludzkie schematy myślowe. Paradoksalnie to właśnie „schizma” (z greckiego „rozdwojenie”) streszcza i podsumowuje misję Jezusa. Jego Słowo, tak mocno dotyka słuchacza, że musi doprowadzić do konkretnego opowiedzenia się „za” lub „przeciw”… Ten podział będzie zawsze towarzyszył Jego misji… Tylko ci, którzy potrafią słuchać – będą w stanie opowiedzieć się za Nim…

Brak słuchania sprawia, że człowiek jest w stanie tworzyć sobie system religijny pod Jego sztandarem – ale nie ma w nim niestety na Niego miejsca. Jego postać nie zgadza się z oczekiwaniami, burzy świat i wyobrażenia…
Brak słuchania prowadzi wreszcie do naginania Prawa, aby jak najszybciej się Go pozbyć – człowiek potrafi przecież zmieniać zasady tak, by były adekwatne do jego celów…

Słuchać jednak, to pozwolić, by znaki, które Jezus czyni: uzdrawianie, wskrzeszanie, wyrzucanie złych duchów oraz słowa nawoływania do miłości Boga, do miłości bliźniego oraz zdrowo rozumianej miłości samego siebie stały się silniejsze niż własne wyobrażenia o tym na czym polega prawdziwa religijność.
Każdy z nas nosi w sobie coś z faryzeusza i trudno nam przyjąć Jego orędzie i Jego osobę tak zwyczajnie, tak prosto. Często miewamy problem z właściwym obrazem Boga – dlatego musimy się codziennie przełamywać.
Słuchajmy więc Kim On jest i po co przyszedł!…

Dodaj komentarz

Wielki Post – „prostota” przychodzenia… (piątek IV tyg. WP)

Żydzi mieli zamiar Go zabić.(…) Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, (…) ucząc w świątyni, zawołał tymi słowami: I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał. Zamierzali więc Go pojmać…
Człowiek zachowuje się czasami jak ranne zwierzę, które potrafi ugryźć wyciągniętą w jego kierunku pomocną rękę. Bóg szuka człowieka, by go ocalić, a on – wykorzystując to, że stał się jednym z nas – szuka sposobu, by Go zabić…

Nie potrafię uwierzyć, że zwierzchnicy żydowscy, którzy przecież czytali Pisma i będąc ludźmi pełnymi dobrej woli próbowali odczytać w nich prawdziwe Słowo kochającego Ojca, nie zdawali sobie sprawy z tego, że On naprawdę może być Mesjaszem. Było w nich jednak mnóstwo mieszanych uczuć, pojawiły się obawy co do Jego osoby. To zapewne strach i wątpliwości doprowadziły ich do niewiary…
Jakże mocna przestroga dla nas: strach przed utratą kontroli prowadzi do wątpliwości i w konsekwencji do zaprzeczania swojej wierze!…
Jakże potrzeba nam teraz prawdziwej roztropności i umiejętności przewidywania konsekwencji swoich decyzji. Jakże potrzeba nam teraz ufności, że On jest w stanie rozproszyć wszystkie wątpliwości i obawy…

Ciągle jednak wracam do tego: dlaczego? Dlaczego nie byli w stanie Go przyjąć, dlaczego zanegowali, że może być Mesjaszem?
Może dlatego, że byli niesamowicie mocno przekonani, że Mesjasz musi się zjawić w sposób tajemniczy i spektakularny, tak że wszystkim opadną szczęki ze zdumienia… Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest. On jednak uwielbia – przepraszam za to wyrażenie – prostotę.
Może warto się nad tym dziś trochę zastanowić… Szczególnie wtedy, gdy szukamy Boga w tym, co tajemnicze i ponadnaturalne, spektakularne, widowiskowe i mocno działające na emocje… Szczególnie wtedy, gdy jesteśmy wręcz do tego przekonani i oczekujemy w obecnej sytuacji takiego właśnie tajemniczego i ponadnaturalnego, spektakularnego, widowiskowego i mocno działającego na emocje działania Boga…
A On uwielbia prostotę – jest obok na co dzień.
Jest w drugim człowieku, i podpowiada „zadbaj o mnie”…
Zadbaj o człowieka, bo i Ja przyszedłem, by o niego zadbać!…

Dodaj komentarz

Wielki Post – miłość i więź… (czwartek IV tyg. WP)

Gdybym Ja wydawał świadectwo o sobie samym, sąd mój nie byłby prawdziwy. Jest przecież ktoś inny, kto wydaje sąd o Mnie; a wiem, że sąd, który o mnie wydaje, jest prawdziwy. (…) Są to dzieła, które Ojciec dał Mi do wykonania; dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał. Ojciec, który Mnie posłał, On dał o Mnie świadectwo.
Już od kilku dni słyszymy w ewangelii o smutku lub wręcz irytacji Jezusa, na brak słuchania i ciągłe wyczekiwanie znaków – dziś mówi: to mój Ojciec daje o mnie świadectwo w dziełach, które czynię…
Dziś punktuje także powody niewiary Słowu:

Pierwszy z nich to ewidentny brak miłości: Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne (…) ale wiem o was, że nie macie w sobie miłości Boga. (…) Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga? Prawdziwe nawrócenie zaczyna się więc od przyznania się do braku miłości Boga – początkiem jakiejkolwiek przemiany jest właściwe rozpoznanie tego, co się ze mną dzieje, co mi szkodzi, co nie funkcjonuje we mnie jak należy… To brak prawdziwej miłości Boga jest powodem poszukiwania „chwały” w człowieku – w sobie nawzajem…
Dominikanka, św. Katarzyna ze Sieny usłyszała od Chrystusa: Ty myśl o Mnie, Ja będę myślał o Tobie… Chyba o to właśnie chodzi w prawdziwym nawróceniu – o budowanie prawdziwej więzi osobowej z Chrystusem. On chce dzielić ze mną moje życie i obdarzyć mnie tym, czego mi naprawdę brakuje i w czym nie domagam…

To z powodu braku więzi z Bogiem nie potrafimy czerpać ze Słowa – i to jest ten drugi powód, który wypunktowuje dziś Jezus. Nie mniemajcie jednak, że to Ja was oskarżę przed Ojcem. Waszym oskarżycielem jest Mojżesz, w którym wy pokładacie nadzieję. Gdybyście jednak uwierzyli Mojżeszowi, to byście i Mnie uwierzyli. O Mnie bowiem on pisał. Jeżeli jednak jego pismom nie wierzycie, jakżeż moim słowom będziecie wierzyli? To z powodu braku więzi z Bogiem trudno nam uwierzyć, że wszystkie nasze pragnienia i tęsknoty mogą się spełnić w osobie Jezusa. Brak więzi z Nim sprawia, że upieramy się ciągle przy własnej wizji ich zaspokojenia – nie potrafimy przyjąć do wiadomości, że spełnienie, którego wszyscy potrzebujemy, może dokonać się inaczej, niż sądzimy…
Bez dostrzeżenia stereotypów, w jakich się poruszam i zerwania z nimi nie ma prawdziwego nawrócenia. Nawrócenie to danie Bogu przestrzeni, by nas zaskoczył – On czeka na taką możliwość…

Dodaj komentarz

Wielki Post – Jego Obecność… (Zwiastowanie Pańskie)

Tajemnica Zwiastowania, to tajemnica miłości i pokory Boga – On nie wyobraża sobie miłowania człowieka bez dotyku, przytulenia czy pocałunku – bez realnej obecności… To początek wywyższenia człowieka… To tajemnica zgody Boga na dziewięciomiesięczny pobyt w łonie ludzkiej matki…

Dziś, tajemnica Zwiastowania, to tajemnica jego zgody na obecność w świecie ogarniętym epidemią – On zgadza się na te kilka miesięcy „niemocy” w łonie ludzkości cierpiącej z powodu szerzącego się wirusa… Często się zastanawiałem, czy to nie jakaś ironia, że tak piękne święto wypada zwykle w Wielkim Poście – jest w tym jednak piękna intuicja: tajemnicę rodzącego się życia należy łączyć z tajemnicą Krzyża, tajemnicą śmierci…
W Kościele nie ma przypadków: jeśli życie ludzkie, człowieczeństwo, jest tajemnicą obecności Boga – to każde wystąpienie przeciwko człowiekowi jest wystąpieniem przeciwko Bogu, zabijaniem Boga…
Może warto o tym pamiętać, gdy niektórzy z nas w tym trudnym czasie „męczą się z sobą” zamknięci w swoich domach i mieszkaniach. Może to „bycie skazanym” na długą obecność drugiego człowieka w pobliżu jest szansą na odkrywanie wartości drugiego człowieka, wartości życia w ogóle… Może to czas zadbania o tę wartość – czas uczenia się odpowiedzialności za życie swoje i życie drugiego człowieka…
Może to czas, w którym zaczniemy wreszcie dostrzegać i odkrywać wartość obecności Boga w życiu moim i w życiu drugiego – bo o tej obecności właśnie mówi dzisiejsza tajemnica wchodzenia Boga w ludzkie życie…

Bóg klęka przed człowiekiem – czy ta prawda jest w stanie do mnie dotrzeć? „Emanuel”: „Bóg z nami” – On naprawdę jest z nami i w nas…
Pan z Tobą – te słowa słyszeliśmy podczas każdej mszy św. – czy one jednak w nas zostały? „Pan z wami!” – to przypomnienie, że On jest z każdym z nas, by nas napełnić swoją łaską – to dzięki niej stajemy się pięknymi w Jego oczach… W tajemnicy zwiastowania opowiada o sobie i o swojej fascynacji człowiekiem, człowiekiem, którego uczynił pięknym…
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie… – wielkość i piękno daru łaski może zaskoczyć każdego. Stąd wezwanie Nie bój się… – trzeba nie lada odwagi, by usłyszane Słowo (wezwanie Boga) przełożyć na konkret mojego życia. I nie chodzi tu o infantylne pozbywanie się daru rozumu (Maryja też z niego korzystała: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?), ale o wiarę, że to, co On stawia przede mną jest naprawdę możliwe do zrealizowania. Wierzę, bo On wierzy we mnie: nie bój się, masz wystarczająco łaski… Nie bój się, bo i Ja się nie boję postawić przed tobą wyzwania. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego…
I ta niesamowita delikatność Boga wobec człowieka. Nie obdarza darami na siłę i nie gwałci naszej wolności. Czeka na moje „tak”: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa… Pięknie oddał to Fra Angelico (dominikanin) w scenie zwiastowania – anioł klęczy przed Maryją… Bóg klęczy przed człowiekiem i prosi: „przyjmij Mnie… stań się Moim domem…” Gdy człowiek wypowiada „tak”, On rozpoczyna „człowieczą” wędrówkę – staje się obecny we wszystkich chwilach ludzkiego życia…
Może warto Mu na to zezwolić…

Dodaj komentarz