Archiwum dla Luty 2020

Wielki Post – pójdź za mną!… (sobota po Popielcu)

Jezus zobaczył celnika, imieniem Lewi, siedzącego na komorze celnej. Rzekł do niego: „Pójdź za Mną!” Wydarza się coś, co trudno nam zrozumieć – no, może powinienem mówić za siebie – trudno mi to zrozumieć i przyjąć… Mówi do Lewiego „pójdź za mną” zanim ten stał się dobrym człowiekiem… Jakby chciał dać jasno do zrozumienia, że powołanie do pójścia za Nim nie jest nagrodą za dobre sprawowanie czy wynagrodzeniem jakiś zasług…
On zostawił wszystko, wstał i z Nim poszedł… I jeszcze jedno – celem pójścia za Nim nie jest zmienianie świata, ale zmienianie siebie… Idę za nim dlatego, że potrzebuję lekarza…

Potem Lewi wydał dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu… Początek drogi to „wielkie przyjęcie” – ta uczta to część składowa pokuty… Bez radości z nawrócenia, bez radości z przyznania się do tego, że się zbłądziło, pójście za Nim nie jest możliwe. Pokuta powinna stać się jednym z radośniejszych momentów w życiu – może warto o tym pamiętać przystępując do spowiedzi… Nawrócenie to: pójdź za mną, zasiądź ze mną, posłuchaj… Pozwólmy sobie na komfort ucztowania z Nim i słuchania Go…

I na zakończenie te mocne słowa: Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać do nawrócenia się sprawiedliwych, lecz grzeszników… Kontekst podpowiada, że On tak naprawdę nie zna „zdrowych” i „sprawiedliwych”. Dla Niego wszyscy są chorzy i grzeszni. Każdy bez wyjątku potrzebuje Jego miłosierdzia…

Dodaj komentarz

Wielki Post – motyw postu… (piątek po Popielcu)

W judaizmie post oznaczał uniżenie się przed Bogiem. Jego wartość zależała od wielkości rozdanej jałmużny. Posty o charakterze ascetycznym w celu „umartwienia ciała” były zabronione. Może warto sobie o tym przypomnieć, gdy podejmujemy różnego rodzaju wyrzeczenia – szczególnie wtedy, gdy głównym motywem staje się „zachowanie linii”…
Warto pomyśleć nad motywacją postu…
Post – zarówno w judaizmie, jak i w Kościele – był również sposobem wzmocnienia modlitwy. Modlitwa – szczególnie błagalna czy przebłagalna – staje się wtedy jakby pełniejsza i przez to prawdziwsza. To dlatego właśnie w Kościele, gdy ogłaszano jakieś modlitwy błagalne z powodu zagrożenia (wojna, zaraza czy kataklizm), ogłaszano również i post. Prawdziwa modlitwa – jak mówili Ojcowie Kościoła – by wznieść się do Boga musi mieć dwa skrzydła: post i jałmużnę (uczynki miłosierdzia). Stąd istotna uwaga: modlitwa poparta postem – nawet jeśli jest żarliwa, a post surowy – nie spodoba się Bogu, jeśli płynie z serca twardego i zamkniętego na drugiego człowieka…

Stąd chyba ten dzisiejszy dialog: Podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: „Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?” Jan przygotowywał ich do spotkania z Jezusem, oni jednak zbliżyli się do faryzeuszy – droga, którą Jan prostował, znów stawała się krętą…
Jezus im rzekł: „Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Uczestnicy uczty weselnej nie mogli pościć, ciężko pracować i wykonywać aktów żałobnych aż przez siedem dni. Jeśli On jest naszym Oblubieńcem a my Mu towarzyszymy, naśladujemy Go – to post jest zbędny i nawet niewskazany…
Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć” – post jest sposobem wołania do nieba, że jest nam źle w oddaleniu od Pana. Post jest wyrazem pragnienia, by Jego obecność była w stanie ogarnąć całe moje życie, wszelką działalność i jej motywację. A Jego obecność to otwartość na drugiego i „bycie dla niego”…
Bo jak powiedział Izajasz: Czyż nie jest raczej postem, który Ja wybieram: (…) dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. (…) Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: „Oto jestem!”.

Dodaj komentarz

Wielki Post – naśladowanie… (czwartek po Popielcu)

Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Ewangelia, Dobra Nowina… – bez uwodzenia jednak i tanich obietnic łatwego szczęścia.
Warunkiem podążania za Chrystusem jest podjęcie krzyża. On najpełniej definiuje prawdę o miłości. Gdy mówię „miłość” – słyszę „krzyż”. „Zaprzeć się samego siebie”, to odrzucić wszystkie egoistyczne pobudki mojego działania i wyborów. „Wziąć krzyż”, to poczuć się zaproszonym do współuczestnictwa w zbawczej misji Chrystusa – znów odrzucenie egoizmu i zrozumienie, że prawdziwa miłość polega na dawaniu siebie. I wreszcie „naśladować”… – nie da się Go naśladować bez jednoczesnego towarzyszenia Mu w Jego misji. Nie da się naśladować stojąc z boku. Naśladować to współuczestniczyć: „To czyńcie na Moją pamiątkę”…

Że jest to niesamowicie trudne? – jako funkcjonariusz Kościoła, dobrze o tym wiem. Przecież nam funkcjonariuszom Kościoła również bardzo trudno przyjąć prawdę o krzyżu. Może w pracy duszpasterskiej potrafimy jeszcze innym mówić o potrzebie podjęcia krzyża, o jego zbawczym wymiarze. Potrafimy innych, w obliczu krzyża, umacniać i pocieszać. Sami jednak, dobrowolnie, tego krzyża podejmować nie bardzo chcemy…
I nie chodzi tu o krzyż cierpienia. Chodzi raczej o krzyż „totalnego oddania się innym”. Umierania dla siebie i poświęcenia swego życia innym, służbie… Przecież tego właśnie wymaga od nas prawdziwa miłość… A bez „krzyża” nasze nauczanie nie ma większego sensu…

Dodaj komentarz

Wielki Post – START – pożar serca!…

Rozpoczynamy Wielki Post – mało kto jednak uświadamia sobie, że ten czas ma podwójny charakter – oprócz pokutnego, również chrzcielny… To czas, w którym zarówno katechumeni jak i wszyscy wierni przygotowują się do obchodów paschalnego misterium: katechumeni przez katechezę i skrutynia doprowadzani są do sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego a pozostali wierni do odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych poprzez gorliwe słuchanie Słowa, modlitwę i pokutę…
Może warto o tym pamiętać wchodząc znów w kolejny Wielki Post – tu nie chodzi o wzbudzanie w sobie żalu za grzechy i upadki, które doprowadziły do Tajemnicy Krzyża. Nie chodzi też o jakąś formę ekspiacji i zadośćuczynienia za grzechy… On nie potrzebuje sentymentalnych łez – płaczącym niewiastom mówi: „nie płaczcie nade Mną…” Nie potrzebuje również chyba zadośćuczynienia – skruszonemu Piotrowi zadaje trzykrotnie pytanie: „kochasz Mnie?”

On chce byśmy na nowo usłyszeli słowa, które wypowiedział Ojciec o każdym z nas w momencie naszego chrztu: „Ty jesteś mój syn umiłowany/moja córka umiłowana”.
To czas, w którym mam sobie uświadomić, że bez Jego miłości jestem prochem i w proch się obrócę… Odkrycie daru Jego miłości prowadzi do prawdziwego nawrócenia, które dokonuje się w miłości – miłości Jego, miłości siebie i miłości każdego, kto stoi na mojej drodze…
To dlatego post – by nie stał się gestem pustym – jest wspierany przez jałmużnę i modlitwę. Jałmużna przemienia go na prawdziwy dar dla drugiego człowieka – jeśli z czegoś rezygnuję, to tylko po to, by obdarować potrzebującego. Rozmowa z Kochającym natomiast, oczyszcza ten dar z egoizmu i egocentryzmu.
Niech ten czas będzie czasem płonącego serca – niech ten ogień spopieli to, co miłością nie jest…

Dodaj komentarz

po Bożym Narodzeniu – pustkę można wypełnić jedynie „pełnią”…

Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty… Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie… Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Wyznacznikiem mojej świętości jest mój stosunek do wyrządzającego mi krzywdę i zarazem pamięć, że każdy człowiek jest świątynią Boga…

Nikt o zdrowych zmysłach nie podejrzewa chyba Jezusa o sugerowanie, by nie zauważać krzywdy i zła, i więcej, by na niego nie reagować. Nikt też pewnie nie podejrzewa Go o skrajny pacyfizm… On jest realistą i wie, że ból i cierpienie wyrządzone przez drugiego człowieka stają się źródłem złych emocji – emocji, które są w stanie człowieka zaślepić.
Może dlatego właśnie podpowiada, że zło, które tak jasno i wyraźnie potrafimy dostrzec w drugim człowieku, i które niewątpliwie boleśnie nas dotyka, jest tylko częścią prawdy o tym człowieku. Zasłona nienawiści zdecydowanie utrudnia odkrywanie w drugim dobra – może w jakiś sposób zdeformowanego i niewidocznego, ale jednak dobra…
Stąd przypomnienie, że każdy człowiek – nawet „ten zły” – jest kimś kochanym przez Ojca…

Dzisiejszy fragment Kazania na Górze to strategia walki ze złem. Walki ze złem, a nie z człowiekiem, który to zło czyni – wrogiem nie jest człowiek! Jak więc pokonać zło, oszczędzając człowieka?
Jest realistą i wie, że zła nie da się pokonać jeszcze większym złem – taka strategia prowadzi jedynie do eskalacji samego zła – zło, na które odpowiada się złem, jeszcze bardziej się zbroi.
Stąd nowatorski pomysł, „chrześcijańska rewolucja”: zło można pokonać jedynie zawstydzając go dobrem: powstrzymać się od odwetu i przemocy, a w zamian kochać i modlić się za czyniącego zło. Tylko zło zaskoczone i zawstydzone dobrem da się rozbroić.
On nie nakazuje swoim uczniom znosić zło – wręcz przeciwnie – każe na nie reagować. Tyle, że nie reagować innym złem, lecz dobrem.
Św. Tomasz powtarzał za Augustynem, że zło jest w swej istocie „brakiem dobra”. Nie da się wypełnić pustki inną pustką – pustkę można wypełnić jedynie „pełnią”, czyli dobrem…

Dodaj komentarz

po Bożym Narodzeniu – wyjaśniam… podnoszę poprzeczkę…

Dziś niesamowicie dużo mówi się o wolności i o tę „wolność” walczy… Bezrefleksyjnie… Bezrefleksyjnie – bo coraz częściej walczy się o „wolność od” jakiegokolwiek prawa – czy to prawa stanowionego, czy Prawa Bożego… „Wolność” to zerwanie kajdan, usunięcie ograniczeń… W świecie, w którym człowieka nie powinna determinować nawet płeć – nie może być miejsca również na coś tak skostniałego jak Dekalog…
Poza tym Jezus przecież powtarzał, że jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego (Mt 5,20). A więc? Może wystarczy nie trzymać się tak kurczowo prawa, być łagodnym dla drugiego człowieka i nie potępiać jego postępków – tak będziemy bliżej Jezusa, Jego nauczania i królestwa niebieskiego…

Coś tu jednak nie gra… Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić (Mt 5,17)… Co więcej: Słyszeliście, że powiedziano przodkom… A Ja wam powiadam (Mt 5,21a.22a)… Przyszedłem podnieść poprzeczkę…
Nie zmieniam, nic nie dodaję… Tłumaczę tylko i wyjaśniam, co miał na myśli mój Ojciec…
Może warto ciągle przypominać, że Prawo Boże nie jest jakimś „widzimisię” Pana Boga: „daję ci tu oto człowieku kilka nakazów i zakazów – przestrzegaj ich, a wtedy nic ci z mojej strony nie grozi”.
Dekalog to piękna wykładnia Przykazania miłości… Każde z „dziesięciu słów” tłumaczy na czym polega prawdziwa sprawiedliwość – czyli „oddać każdemu co się mu należy”. Począwszy od tego: co oznacza oddać Bogu, który nas kocha i stworzył nas z miłości, to, co się mu należy… poprzez oddanie sobie, który jestem umiłowany i wybrany przez Boga, tego, co się mi należy… aż do oddania bliźniemu, którego też kocha miłujący Ojciec, tego, co się mu należy… O tej sprawiedliwości mówi dzisiaj Jezus…
A miłość? Kochać może jedynie ktoś naprawdę wolny!!!

Dodaj komentarz

po Bożym Narodzeniu – powołanie…

Ciągłe przypominanie kim jesteśmy.

Wy jesteście solą dla ziemi… (Mt 5,13a). I jak sól chroni pokarmy przed zepsuciem, konserwuje, nadaje i podkreśla smak oraz zimą pozwala poruszać się bezpiecznie po drogach… – tak przed każdym z nas stoi zadanie ochrony świata przed moralnym zepsuciem, konserwowania, czyli umacniania i zachowywania na dłużej tego, co dobre, nadawania smaku i sensu życiu, pracy i miłości, oraz ochrony przed poślizgiem i wypadnięciem z drogi, która prowadzi ku życiu…
Lecz jeśli sól utraci swój smak… (Mt 5,13a) – oby nie „zwietrzało” więc to, co otrzymaliśmy na chrzcie. Oby wiara przez zobojętnienie, wypalenie, i jakiś rodzaj zakompleksienia, nie stała się pustą formą bez treści…

To jednak nie wszystko…
Wy jesteście światłem świata… I nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu (Mt 5,14a.15). Bardzo mocny przekaz, że wiara nie jest sprawą prywatną. Przestrzeń publiczna potrzebuje „mojego” światła. To moja relacja z Bogiem realnie wpływa na postawę innych, kształtuje ich poglądy i dobre relacje…

Dodaj komentarz

40 dni po Bożym Narodzeniu – Ofiarowanie Pańskie…

Dziś, w święto Matki Bożej Gromnicznej, można by się było skupić na święceniu gromnic (chroni przed gromami) i spróbować zachęcić do niemagicznego traktowania świecy, która towarzyszy wierzącemu przez okres ziemskiego pielgrzymowania: od chrztu, przez pierwszą Komunię świętą i inne ważne momenty w życiu – aż do śmierci – jako znak Jego obecności. Maryja – symbol Kościoła, w którym rodzi się Chrystus – w progu świątyni naszego życia (próg symbolizuje i początek i koniec) wręcza nam Jezusa, który jest Światłością świata… Byśmy nie kroczyli w ciemności…

Dziś jednak warto skupić się na tajemnicy Ofiarowania Pańskiego…
Gdy jednak wczytujemy się w ewangelię, dostrzegamy pewną „nieścisłość”, która nie powinna mieć miejsca: Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego (Łk 2,22-24). Dziwnym jest, że Łukasz pomieszał – lub świadomie połączył – dwa prawa. Jedno z Księgi Kapłańskiej dotyczące oczyszczenia kobiety po porodzie – mówiące, że czterdzieści dni po narodzinach dziecka (a tyle mamy od 25 grudnia) kobieta miała złożyć za siebie ofiarę oczyszczenia (baranka lub ofiarę ubogich: dwie synogarlice albo dwa młode gołębie). I drugie z Księgi Wyjścia (dopełnione w Księdze Liczb), które dotyczyło wykupu pierworodnych – za co jest podana dokładna cena.
Oczywiście możemy tłumaczyć Łukasza, że był Grekiem i zwyczaje żydowskie były dla niego nie zawsze jasne – mógł pomieszać jakieś żydowskie prawa. Z drugiej jednak strony wiemy, że często świadomie łączył pewne kwestie – podobnie zapewne jest i w dzisiejszym fragmencie…
Chciał w jakiś sposób ukazać fakt ominięcia przez Józefa i Maryję złożenia ofiary wykupu – to prawo powinno być dopełnione dziesięć dni wcześniej – trzydzieści dni po narodzinach dziecka. Łukasz całkiem świadomie zwraca uwagę na to, że w związku z niedokonaniem wykupu pierworodnego syna, następuje oddanie go na wyłączną własność Bogu…
Skoro ofiara oczyszczenia jest pierwszą okazją odwiedzin świątyni przez Maryję i Józefa, to mieli oni pełną świadomość, że ich Dziecko do nich nie należy – i nawet nie próbują Go „wykupić”.

I tu pojawia się pytanie do mnie: co już udało mi się „wykupić” od Boga?… Co w moim życiu jest moją własnością?… Bo przecież nierzadko zdarza mi się mówić: „to moja prywatna sprawa – Ty się Boże w to nie wtrącaj, niech się Kościół do tego nie miesza, ewangelia nie przystaje do życia, itd. itp.”
Czyż nie jest to wtedy zawłaszczanie niektórych sfer mego życia? Czyż nie jest to „okradanie” Boga…
Może dziś właśnie powinienem sobie zrobić rachunek sumienia i oddać Bogu to, co do Niego należy… Podziękować za życie i to wszystko, co tak naprawdę nie jest moją własnością…

Dodaj komentarz