Archiwum dla Październik 2019

rekolekcje na Jamnej…

Zakończyłem właśnie rekolekcje dla mężczyzn. Temat rekolekcji „Ojcostwo” był dla mnie pewnym wyzwaniem. Zasadniczo nie posiadam żadnych kompetencji, by takim tematem się zajmować – nie jestem ani pedagogiem, ani psychologiem – mam jedynie doświadczenie ojcostwa z własnej rodziny, no i czasami… mówią do mnie „Ojcze”. Skorzystałem trochę z doświadczenia spotkań z rodzicami dzieci małych, dzieci większych (przygotowujących się do sakramentu bierzmowania), takich „za minutę dorosłych” i takich, które już sobie z domu poszły (nie zawsze w zgodzie z tym, czego spodziewali się po nich rodzice).

Pierwszym pytaniem, które z mężczyznami uczestniczącymi w rekolekcjach sobie postawiliśmy, było: „Józefie, gdzie byłeś?”. Józef, który nie tylko był nazywany „ojcem Jezusa”, ale według prawa był nim w istocie – w pewnym momencie dorosłego życia swojego Syna jest nieobecny, znika. Ewangelie, które wspominają o śmierci przyjaciela Jezusa – Łazarza, nic nam nie mówią o śmierci (ani czasie, ani miejscu) Józefa, której zapewne Jezus towarzyszył. Biblia, która podaje nam miejsce pochówku Patriarchów Starego Testamentu, nie wspomina w ogóle o miejscu pochówku tak ważnej postaci w życiu Jezusa. Ta nieobecność ma swoje znaczenie!…

Następnym etapem było nazwanie różnic pomiędzy kobietą a mężczyzną, odkrycie i nazwanie słabości obu płci oraz zauważenie predyspozycji i uzdolnień mężczyzny do bycia ojcem (oraz kobiety do bycia matką). Bardzo mocno opieraliśmy się na Piśmie Świętym – bez zbytecznego psychologizowania… Męskość, w zasadzie sprawdza się w „ojcowaniu” – powołaniem każdego mężczyzny jest „ojcowanie”, nawet jeśli nie ma ono wymiaru biologicznego.
Do ojca należy więc bezwzględna i bezinteresowna opieka nad dziećmi, ale i żoną (matką dzieci) oraz odpowiedzialność za skutki wszystkich działań dzieci i żony – bierze na klatę błędy nie tylko dzieci (co wydaje się naturalne) ale również swojej małżonki…
Do ojca należy również zachęcanie dziecka do samodzielności – chroni do czasu… Jest tym, który „odrywa dziecko od matki”.

Kolejny etap, to pytanie o odpowiedzialność za klęski wychowawcze. Analizowaliśmy przypowieść o „Synu marnotrawnym” z 15. rozdziału ewangelii św. Łukasza. Ojciec, który nie ma, i nie może mieć, nic sobie do zarzucenia ponosi podwójną klęskę wychowawczą – w przypadku starszego syna prawdopodobnie większą („tyle lat ci służę”). On się jednak nie obwinia – zapewne robił wszystko, co mógł, by ich dobrze wychować – ale dorośli synowie wybierają po swojemu, i mają do tego prawo. Ojciec domyślając się zapewne konsekwencji jakie dotkną młodszego syna, nie zrobił nic, by go zatrzymać… Ojciec ten, ma jednak pamięć o tym, że synowie wyszli z „jego łona” i jest wierny swojemu „ojcostwu” – stąd takie a nie inne jego zachowanie…

Na zakończenie naszych „wędrówek” rozmawialiśmy o „ojcostwie” w słuchaniu Słowa – tu przewodniczką naszą była prawdziwa „uczennica Słowa”, którą w swej ewangelii opisuje św. Łukasz. Tak doszliśmy do modlitwy, która powinna być bardziej słuchaniem niż mówieniem, by pozwolić Bogu mówić…
Uczestnicy rekolekcji wywieźli z Jamnej więcej pytań niż odpowiedzi – ale o to chyba chodziło…

Dodaj komentarz

św. John Henry Newman

Niesamowita radość! Beatyfikowany 19 września 2010 r. przez papieża Benedykta XVI, John Henry Newman, zostaje dziś (13 października 2019 r.) przez papieża Franciszka ogłoszony świętym. Ci, którzy zaglądają na tego bloga wiedzą, że w notce „o mnie” pojawiają się słowa dzisiejszego „już świętego”, co do których jestem głęboko przekonany: Tylko ten, kto wie, gdzie stoi, potrafi podać kierunek, w którym chce iść.
Dziś, gdy tak wiele mówi się o sumieniu, przywołałbym również jego słowa, w których nazywa sumienie pierwotnym Namiestnikiem Chrystusa (dosł.: Conscience is the aboriginal Vicar of Christ.).

Święty od dziś, John Henry Newman, stał się niegdyś postacią, którą się zafascynowałem. Fascynacja była tak silna, że jedno z jego dzieł „An Essay in Aid of a Grammar of Assent”, w tłumaczeniu polskim „Logika wiary”, stało się podstawą mojej pracy magisterskiej. Fascynacja nie minęła – stąd tym tym większa radość z dzisiejszej kanonizacji.

Na okoliczność więc dzisiejszej uroczystości, piękny fragment z „Wykładów o doktrynie usprawiedliwienia przez wiarę”:
Prawdziwą wiarę możemy określić jako przeźroczystą, niby powietrze lub woda; jest niby przejrzysty przekaz, który pozwala duszy oglądać Chrystusa; w tym dusza znajduje największe odpocznienie, w tym się zagłębia, niby wzrok, który tonie w przestworzach. Gdy jednak ludzie decydują się (jak bywa) pochwycić ją rękoma, badając z ciekawością, analizując, roztrząsając, spowodują, że wiara straci swą przejrzystość i zmętnieje, a wszystko tylko po to, by dało się ją zobaczyć i zbadać dotykiem. Z tego też powodu zastępują wiarę tym lub owym, uczuciem, pojęciem, wrażeniem, przekonaniem, aktem rozumu, które mogą uchwycić i na nich się skupić. Skupiają się raczej na swych doświadczeniach (jak to nazywają), niż na Bogu, który jest poza nimi.

I jeszcze fragment z „Kazań okolicznościowych” o miłości Boga do człowieka:
„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał”(por. J 3,16). Pokochał rodzaj ludzki z jego zepsuciem, pomimo obrzydzenia jaki budzi w Nim grzech. Pokochał ludzi ojcowską miłością, która nie odrzuca na wieki najnikczemniejszego z synów, lecz z czułością kieruje się ku niemu, gdy obrzydzi on sobie swe występki. Pokochał w ludziach to, co pozostało w nich z pierwotnej doskonałości, sprzed upadku w raju, a doskonałość ta była – przy zachowaniu właściwej miary – odbiciem Jego Natury. Pokochał ludzi, zanim ich odkupił. Odkupił, gdyż ich kochał.

I prawda, do której doszedł studiując Ojców Kościoła – to ona sprawiła, że z anglikanizmu przeszedł na katolicyzm („O rozwoju doktryny chrześcijańskiej”):
Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie odłamy chrześcijaństwa zgodzą się co do tego, że spośród wszelkich nurtów istniejących w chrześcijaństwie, wspólnota oparta na władzy Rzymu jest w rzeczywistości najbliższa Ojcom Kościoła, choć niektórzy przypuszczalnie mogą sądzić, że jest tak tylko na papierze. Nie może być wątpliwości, jaką wspólnotę uznaliby za swoją święty Atanazy (ok. 295-373) lub święty Ambroży (ok. 340-397), gdyby raptem powrócili do życia. Wszyscy z pewnością zgodzimy się, że Ojcowie, niezależnie od ich własnych opinii, naszych zastrzeżeń, mogliby poczuć się bardziej u siebie w domu u boku takich ludzi jak święty Bernard i święty Ignacy Loyola, lub u boku samotnego księdza na plebani, żyjącej świątobliwie siostry miłosierdzia, lub wśród nieuczonego tłumu przed ołtarzem, niż wśród nauczycieli lub wiernych jakiegokolwiek innego wyznania. I czy możemy nie dodać, że byli to ci sami święci, którzy swego czasu przybyli do Trewiru (jeden jako wygnaniec, drugi z misją), zdążając dalej i dalej na północ, wędrując tak długo, póki nie odkryli kolejnego miasta, położonego wśród gajów, zielonych łąk, spokojnych strumieni; czyż ci święci bracia mogliby się nie odwrócić od tego mnóstwa wysokich naw i pełnych powagi krużganków, pod które położyli zręby i nie zapytać o drogę do jakiejś małej kapliczki, gdzie odprawiano Mszę świętą w pełnych tłumu alejach lub wymarłych przedmieściach?

Dodaj komentarz

wskazująca Drogę…

Zbliża się jedno z piękniejszych świąt maryjnych – Matki Bożej Różańcowej (Zwycięskiej). Święto wprowadzone przez papieża dominikanina Piusa V po wyproszonym modlitwą różańcową zwycięstwie floty chrześcijańskiej pod Lepanto – 7 X 1571 r. W tradycji Kościoła pierwsza niedziela października poświęcona jest właśnie NMP Różańcowej. Mnie zdarzyło się przy tej okazji prowadzić krótkie rekolekcje przygotowujące do odpustu w Pawłowie. Dziś kazania odpustowe, w których próbuję nawiązać również do obrazu MB Pawłowskiej, który co prawda jest obecnie w konserwacji, ale proboszcz chciałby rozwinąć bardziej jego kult. Zadanie mi zlecone nie jest zbyt trudne, bo obraz jest typową hodegetrią (grec.: ή oδηγήτρια), czyli przedstawia Wskazującą Drogę – Maryję wskazującą Jezusa…

Podczas rekolekcji – oprócz bogatej tradycji dominikańskiej związanej z modlitwą różańcową – nawiązywałem do słów Maryi z Kany Galilejskiej: Zróbcie cokolwiek wam powie. Czyż to nie Wskazująca Drogę właśnie?… Zapraszałem do szkoły Maryi, która jest niedoścignionym wzorem kontemplacji Chrystusa. Bo, jak pisał Jan Paweł II w Liście o Różańcu: żyje z oczyma zwróconymi na Chrystusa i skarbi sobie każde Jego słowo: «Zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu». Wspomnienia o Jezusie, wyryte w Jej duszy, towarzyszyły Jej w każdej okoliczności, sprawiając, że powracała myślą do różnych chwil swego życia obok Syna. To te wspomnienia stanowiły niejako ‚różaniec’, który Ona sama nieustannie odmawiała w dniach swego ziemskiego życia…

Co prawda, często modlitwę różańcową sprowadza się do skutecznej „techniki wzbudzenia zainteresowania Boga”. Przyrównuje się ją do ewangelicznej kobiety cierpiącej na krwotok i przeciskającej się przez tłum, by się dotknąć Jezusa: w ten sposób wielokrotne powtarzanie słów modlitwy, w połączeniu z rozważaniem tajemnic, jest jak przeciskanie się przez tłum spraw do Jezusa, żeby się Go z wiarą dotknąć w poszczególnych tajemnicach.
Zwraca się również uwagę na pokorę, której uczy Maryja: modlę się nie swoimi słowami, ale słowami zaczerpniętymi z Pisma Św. W ten sposób we mnie i przeze mnie modli się sam Duch Święty…
Ja jednak zwracałem mocno uwagę na to, że różaniec szkoły Maryi jest modlitwą mocno kontemplacyjną. Papież Paweł VI pisał, że różaniec pozbawiony wymiaru kontemplacji jest wyzuty ze swej natury: Jeśli brak kontemplacji, różaniec upodabnia się do ciała bez duszy i zachodzi niebezpieczeństwo, że odmawianie stanie się bezmyślnym powtarzaniem formuł, oraz że będzie w sprzeczności z upomnieniem Chrystusa, który powiedział: ‚Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani’ (Mt 6, 7)… Szkoła Maryi zachęca, by na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego (Zdrowaś Mario) pozwolić, by przed oczyma naszej duszy przesuwały się główne momenty z życia Jezusa. W kontemplację Chrystusa nie da się wejść inaczej, jak słuchając w Duchu Św. głosu Ojca, bo nikt nie zna Syna, tylko Ojciec (Mt 11, 27).
To dlatego właśnie Jan Paweł II w Liście o Różańcu bardzo mocno podkreślał, że aby dać medytacji podstawy biblijne i większą głębię, dobrze jest, po zapowiedzi tajemnicy, odczytać odnośny tekst biblijny, […] Inne słowa nie są bowiem nigdy tak skuteczne, jak Słowo natchnione. Należy go słuchać, mając pewność, że jest to Słowo Boga, wypowiedziane na dzisiaj i «dla mnie» […] Przyjęte w ten sposób, wchodzi ono w różańcową metodologię powtarzania, nie powodując znużenia, jakie wywoływałoby zwykłe powtarzanie informacji dobrze już przyswojonej. Nie chodzi bowiem o przywoływanie na pamięć informacji, ale o to, by pozwolić Bogu ‚mówić’.

Dodaj komentarz