Archiwum dla Kwiecień 2019

św. Jerzy a Miłosierdzie…

Jak na Niedzielę Miłosierdzia w Wilnie przystało, dzień rozpocząłem od odwiedzin niegdysiejszego klasztoru, w którym przez niecałe trzy lata [z przerwami] mieszkała s. Faustyna Kowalska. Zajmowała się tu przyklasztornym ogrodem.
W czasie pobytu w Wilnie, odwiedziła malarza Eugeniusza Kazimirowskiego, który namalował obraz Jezusa Miłosiernego sugerując się jej wskazówkami. Tu też doznała widzenia, w którym Jezus podyktował jej modlitwę zwaną Koronką do Miłosierdzia Bożego.

Na tajemnicę Miłosierdzia musiałem jednak dziś spojrzeć z trochę innej strony. Zostałem zaproszony z kazaniem na odpust parafialny w Solecznikach Małych – kościołowi patronuje św. Jerzy. Jerzy jest również patronem Litwy i archidiecezji wileńskiej. To on mnie więc dzisiaj prowadził przez tajemnicę miłosierdzia…

Z bardzo nikłych danych biograficznych o św. Jerzym wyłaniała się tajemnica miłosierdzia:
Uproszony przez rodziców w późnej ich starości długą modlitwą. Ochotnik legionów rzymskich, w których doszedł do rangi wyższego oficera. Rozdaje całą swą majętność ubogim. Podczas prześladowań za czasów Dioklecjana odmawia złożenia ofiary bóstwom rzymskim, za co zostaje poddany okrutnym i długim męczarniom. Okrucieństwo zastosowane wobec Jerzego musiało być na tyle wyjątkowe, że wśród ogromnej liczby męczenników, to jemu właśnie nadano tytuł Wielkiego Męczennika. Jego kult na Wschodzie był tak popularny, że zajmował pierwsze miejsce po Najświętszej Pannie Maryi i św. Michale.

I tu ciekawostka, wielki męczennik, a w ikonografii przedstawiany jest jako rycerz na koniu zabijający smoka…
Smok symbolizujący szatana pochodzi zapewne ze średniowiecznych podań o Jerzym, a historię opisał około roku 1260 w Złotej legendzie nie kto inny, jak dominikanin właśnie, Jakub de Voragine. Czytamy tam, że na źródle, którego woda zaopatrywała miasto Silene (być może późniejsza Cyrena w Libii), smok zrobił sobie gniazdo. Gdy mieszkańcy chcieli naczerpać wody musieli wypędzać smoka, a jedynym sposobem było podrzucenie mu każdego dnia owcy. Kiedy owiec zabrakło, mieszkańcy musieli oddawać codziennie jedną z dziewcząt – ofiara była wybierana drogą losowania… Pewnego razu losowanie wskazało księżniczkę – monarcha żebrał o jej życie, jednak bez skutku. Gdy miała już zostać ofiarowana smokowi, na jego drodze pojawił się święty Jerzy. Stanął twarzą w twarz ze smokiem, przeżegnał się znakiem krzyża i zabił smoka. Wdzięczne miasto porzuciło pogaństwo i przeszło na chrześcijaństwo…
Czyż to nie piękna historia Bożego działania? – okazania Bożego Miłosierdzia?…

Tajemnica Bożego Miłosierdzia nie jest nowością w Kościele. Jutro wspominamy św. Katarzynę ze Sieny, patronkę Europy. W Dialogu o Opatrzności Bożej, przedstawiła ona Chrystusa jako most przerzucony między niebem a ziemią, a zbudowany z trzech schodów, którymi są stopy, bok i usta Jezusa. Tam czytamy słowa:
Przez Twe Miłosierdzie obmyłeś nas w Twojej Krwi,
przez miłosierdzie zechciałeś rozmawiać ze stworzeniami.
O Ty, Oszalały z miłości!
Nie wystarczyło Ci, że wcieliłeś się, ale zechciałeś także umrzeć! (…)
O Miłosierdzie!
Moje serce rozpływa się na myśl o Tobie,
tak iż dokądkolwiek zwrócę moją myśl,
nie znajdę niczego poza miłosierdziem.

Dodaj komentarz

zmartwychwstał, bo kocha…

Dziś mija dokładnie miesiąc od mojego przyjazdu do Wilna – wyruszyłem z Lublina w pierwszy dzień wiosny. Mieszkam w „mieście Miłosierdzia” – chyba nie muszę tłumaczyć tego pojęcia… Miłosierdzia też mocno doświadczam. Chociażby przez ostatnie dni: niesamowite doświadczenie obmycia stopy w Wielki Czwartek, prowadzenie Liturgii Męki Pańskiej (z kazaniem) w kościele św. Filipa i Jakubów w piątek, kazanie podczas Liturgii Wigilii Paschalnej u Ducha Świętego i po powrocie jeszcze kazanie w kościele na Łukiszkach i dziś znów kazanie u Ducha Świętego (specjalista od kazań?… 😉 ). No i dane mi było jeszcze zrobić dziś wspaniały świąteczny żurek…

Ale cóż, dziś właśnie jest dzień Miłosierdzia – mimo że Niedziela Miłosierdzia przypada za tydzień… Ukrzyżowany i Zmartwychwstały jest pełnym objawieniem miłosierdzia. Życie pokonało śmierć. Miłosierdzie i miłość zwyciężyło zdradę grzechu…

Wg ewangelicznych relacji o Zmartwychwstaniu, Pan ukazuje się najpierw kobietom. To one pierwsze wyznają wiarę, choć czasami widzą tylko aniołów. Wystarcza im świadectwo posłańców nieba, którzy posyłają je do apostołów. Oni niestety, w przeciwieństwie do kobiet, powątpiewają i uznają ich opowieści za „czczą gadaninę”.
Co sprawiło, że kobietom było łatwiej uwierzyć w zmartwychwstanie? Czy są one bardziej naiwne, irracjonalne, łatwowierne i polegające na intuicji i uczuciach? Czy mężczyźni w przeciwieństwie do kobiet są zdroworozsądkowi i racjonalni?
A może chodziło o coś innego? Może te, które już wcześniej chodziły za Jezusem i usługiwały Mu „ze swego mienia” lepiej rozumiały o co chodzi Jezusowi. Dlatego łatwiej im było zaufać – łatwiej jest zaufać, gdy się kocha… Może właśnie dlatego „tajemnicę” miłosierdzia objawił Pan właśnie kobiecie – siostrze Faustynie.

Mogłoby się wydawać, że Zmartwychwstanie nie ma nic wspólnego z miłosierdziem, a samo Święto Miłosierdzia jest „wynalazkiem” polskiej pobożności i Jana Pawła II. Może tak się stało dlatego, że miłosierdzie redukuje się tylko do przebaczenia – tak jakby Bóg był miłosierny tylko dla grzeszników…
Tymczasem miłosierdzie oznacza przede wszystkim wierność Boga względem Jego ludu. Śmierć i Zmartwychwstanie to tak naprawdę najwyższe dowody wierności Boga – potwierdził w ten sposób daną nam obietnicę… Naszym problemem jest to, że nie do końca potrafimy uwierzyć w miłość bez warunków… W tajemnicy Zmartwychwstania właśnie o tym chce nam powiedzieć…

Faustyna, podobnie jak kobiety, które towarzyszyły Jezusowi i były pierwszymi świadkami Jego Zmartwychwstania, zrozumiała co jest istotą Ewangelii. Tylko otwarcie się i przyjęcie miłości Boga, na którą nie zasługujemy otwiera nas na tajemnicę miłości Boga do mnie i do drugiego człowieka… Nie da się kochać Boga, nie kochając bliźniego, ale też nie da się kochać bliźniego bez doświadczenia miłości Boga – i to jest właśnie miłosierdzie.
Uzdrowienie relacji może się dokonać jedynie dzięki zbliżeniu się do miłosiernego Boga. Boga, który zmartwychwstał!

Życząc więc świątecznie i wielkanocnie wszelkiego dobra – życzę „kobiecej” otwartości na tajemnicę miłości Boga objawioną w tajemnicy zmartwychwstania. Życzę otwartości na tajemnicę Miłosierdzia, bo tylko ona pozwoli nam zbliżyć się do próby zrozumienia bezwarunkowej miłości Boga do każdego z nas…
Chrystus zmartwychwstał, prawdziwie zmartwychwstał – bo kocha…

Dodaj komentarz

wielki czwartek…

Niesamowite przeżycie…
Przez ostatnie sześć Liturgii Wielkiego Czwartku sam umywałem nogi… Wcześniej – przez parę lat – „pilnowałem” Liturgii i tych, którzy do obmycia nóg mieli przystąpić… Dziś siadłem na ławce, zdjąłem buta z prawej nogi, skarpetkę i… podałem nogę do obmycia i ucałowania… To było prawdziwe kazanie, które przedarło się do mojej świadomości przez te wszystkie mury, które stawiałem, gdy chciałem zapanować nad rzeczywistością…

Było to przed świętem Paschy – jak pisze Jan w dzisiejszej ewangelii. Spożywa wieczerzę na pamiątkę wyjścia z Egiptu, wyjścia z niewoli – prawdziwego wyzwolenia. Jan nie opisuje samej wieczerzy – skupia się na tym co było po wieczerzy: umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował (…) wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.
Tylko tak zdobywa się prawdziwą wolność…
To czyńcie na moja pamiątkę…

Dodaj komentarz

ukrzyżuj Go!…

palma w kościele Ducha Świętego w Wilnie

Palma – znak zwycięstwa… Pomimo czytania Męki Pańskiej, dziś nie wspominamy tego, na co męka Chrystusa zdawałaby się wskazywać. Nie płaczcie nade mną… Dziś celebrujemy jego zwycięstwo – zwycięstwo, choć (albo pomimo tego, że) dokonane na krzyżu.

I dziś na tym zwycięstwie Chrystusa powinniśmy się skupić.
Łatwo zapewne to uczynić, gdy postawimy się w tłumie wiwatujących „Hosanna Synowi Dawida”.
Gorzej z tym jednak, gdy znajdziemy swoje miejsce w drugim tłumie, tłumie skandujących „Na krzyż z Nim!”. I mógłbym protestować, że to przecież przesada, bym miał się tam umieszczać; to jakieś fałszywe uniżanie się…
Gdy jednak na chłodno pomyślę, że zasadniczo Wysokiej Radzie nikt nie mógł zarzucić braku gorliwości i religijności – że „błędem” stało się dopiero wykorzystywanie nauczania, Pisma i samego Boga instrumentalnie… Że w pewnym momencie ich religijność stała się jedyną akceptowaną formą kultu i życia… Że…
Zaczynają mi się otwierać klapki na oczach… Ja też ulegam pokusie oswojenia się ze swoim obrazem religijności, pobożności i wierności Bogu… Każdy inny – nie mój – jest zły. I jestem gotów podważyć, ośmieszyć, zdewaluować, usunąć, a nawet zniszczyć wszystko, co sprzeciwia się mojemu obrazowi „prawdziwej religijności”. Usunę wszystko, co stoi na przeszkodzie „mojej wizji” religijności i pobożności – nawet gdyby tym, co stoi na przeszkodzie miał być i sam Bóg…
A jednak w tłumie skandujących: „ukrzyżuj Go!”…

Dodaj komentarz

bez warunków…

rys. o. Tomasz Rojek OP

Dość znana i często komentowana ewangelia. Na wiele jednak pytań nie ma jednoznacznych odpowiedzi:
Co pisał palcem po ziemi? Dlaczego sam nie rzucił kamieniem, choć zachęcał do tego tych, którzy są bez grzechu? Czy miał w takim razie świadomość swojej „bezgrzeszności”? Kim byli ci, którzy o brzasku przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie? Czy wśród nich nie było również tych, którzy z usług owej kobiety właśnie dopiero co skorzystali? – przecież chcieli wystawić go na próbę… Dlaczego zaczęli odchodzić, uciekać, poczynając od starszych? Co znaczą słowa: Nikt cię nie potępił? (…) I ja ciebie nie potępiam. Czy to już przebaczenie, o które wcale nie prosiła? Idź i odtąd już nie grzesz – czy to przemieniający życie nakaz, czy tylko pobożne życzenie?…

Czy to całe wydarzenie zanotowane przez Jana ma obnażyć obłudę potępiania innych dla własnego lepszego samopoczucia lub tworzenia – na potrzebę chwili – obrazu samego siebie jako człowieka lepszego od innych? Jako stróże moralności nie możemy przecież podlegać jakimkolwiek osądom – tak można ukryć największe nawet nieprawości.
Czy Jan – jak twierdzi wielu komentatorów – chce zwrócić uwagę na rozróżnienie potępienia człowieka od potępienia grzechu? Wszyscy jesteśmy grzesznikami a On potępiając grzechy usiłuje zachować nas od potępienia. Potępia tylko grzech by od niego uwolnić.
Czy wreszcie Jan – co jest niezwykle interesujące – próbuje przemycić prawdę o przebaczeniu bez warunków wstępnych: bez przyznania się do winy, bez okazania żalu i bez prośby o przebaczenie? Ona przecież nie przeprasza za to, co uczyniła… Człowiek tak nie potrafi – przebaczę drugiemu dopiero jak się zmieni. Podobnej postawy oczekuję od Boga…
Jego logika przebaczenia bezwarunkowego jest co najmniej niezrozumiała – czyżby ze względu na swą miłość do mnie nie miał wobec mnie żadnych oczekiwań i niczego się po mnie nie spodziewał? Czy aż tak wierzy w swoją własną miłość do mnie i jej moc przemiany?…

W takiej perspektywie każdy z nas jest cudzołożnikiem, bo każdy grzech polega na cudzołóstwie. Każdy grzech jest zdradą Kochającego i Ukochanego. Zdradzając Ukochanego zachowuję się jak nierządnica…

Dodaj komentarz