Archiwum dla Czerwiec 2018

Bóg jest łaskawy…

Po pierwsze „Bóg jest łaskawy” – tak właśnie tłumaczy się imię Jan. Tej łaski doświadczyli jego rodzice, którzy byli już w podeszłym wieku a ich brak potomstwa odczytywano jako brak Bożego błogosławieństwa. Tej łaski doświadczył również sam Jan, który – jak mówią ojcowie Kościoła (choć oficjalnego nauczania Kościoła na ten temat nie ma) – został uwolniony od grzechu pierworodnego już w łonie swej matki Elżbiety, gdy w dniu nawiedzenia spotkały się nie tyle brzemienne matki, ile ich synowie: Jezus i Jan.
Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Gdy Bóg udziela komuś łaski należy się cieszyć, nie wolno zazdrościć. To błogosławieństwo jest również dla mnie. On okazał łaskę nie tylko Elżbiecie, która uchodziła za niepłodną. On w Janie okazał łaskę nam wszystkim…
Może stąd właśnie upór rodziców Jana, by nadać dziecku imię wbrew tradycji. Nadanie synowi imienia ojca albo któregoś z przodków wiązało się to z pragnieniem nieśmiertelności – dziecko noszące imię przodków było jakby przedłużeniem ich życia. Tymczasem rodzice Jana woleli przypominać sobie o łaskawości Pana. Dla mnie to zachęta, by pamiętać wszystkie momenty, w których Bóg był dla mnie łaskawy. Zawsze będę mógł do nich wrócić w chwili trudnej, czy w chwili zwątpienia…

Po drugie: Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu… Każdy z nas pragnie duchowego wzrostu i rozwoju. Każdy z nas „posiada” pierwszy warunek tego rozwoju: obecność „ręki Pana” – dar Bożej łaski, Bożego miłosierdzia, czy towarzyszenie Ducha Świętego. Drugim warunkiem wzrostu jest jednak współpraca z łaską, czyli troska o własny rozwój. Może warto zwrócić uwagę na „pustkowie”. Do tego, aby kochające Boże dłonie mogły mnie formować konieczne jest również wyjście na pustkowie, czyli jakaś forma ascezy…

Dodaj komentarz

ziarnko…

Dwie intuicje:
Pierwsza: każdy z nas jest jak ziarno rzucone w ziemię i każdego z nas czeka długa przygoda dojrzewania. Niektóre kłosy będą małe, ziarno zepsute lub zarażone przez pasożyty. Nie należy się temu dziwić, każdy przecież wśród wielu wspaniałych owoców może wydać i takie, których się wstydzi, i które świadczą o jakiejś jego niedojrzałości. Nikt z nas nie jest doskonały, gwarancja wzrostu pozwala jednak poradzić sobie z porażkami – pozwala trwać w drodze i chroni przed pokusą zatrzymywania się lub cofania…
Druga: warto dostrzec to, co wydaje się małe, być może niezauważalne, a jednak ogromnie wartościowe. Zwykły codzienny trud, jedno dobre słowo, chwila modlitwy, uśmiech… – to ziarnka gorczycy, które mogą wydać niespodziewanie wielkie owoce. Trzeba uważać, by tego malutkiego ziarnka ani w sobie, ani w innych, nie przeoczyć i nie podeptać…

Dodaj komentarz

zazdrość i oszczerstwo…

Chyba każdy doświadczył kiedyś zazdrości. Jeśli w miarę szybko nie zostanie ona spacyfikowana przerodzi się w próbę skompromitowania tego, komu zazdroszczę. Może nastąpić jeszcze rozpaczliwa walka o wpływy, ale jeśli nic się nie zyska pochlebstwem, zostaje jedynie podważenie zaufania. Nieważne staje się szukanie prawdy i dobra wspólnoty. Zostaje ono zastąpione sianiem niepokoju i skłóceniem ludzi między sobą. Najlepszym sposobem podważenia zaufania jest zwykłe oszczerstwo.

Dzisiejsza ewangelia właśnie o tym opowiada. Cieszący się wielką popularnością, oblegany przez tłumy, nie mający czasu na posiłek, Chrystus zaczyna budzić zawiść. Zazdrość i zawiść są mocniejsze od entuzjazmu. Pojawia się oszczerstwo: „odszedł od zmysłów”, „ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy”…

Nie rzuca gromów. Przestrzega przed konsekwencją ulegania zazdrości i zawiści. Pycha zamyka na mądrość i pokorę, a tylko mądrość i pokora pozwala cieszyć się z sukcesów innych i dostrzegać w nich działanie Boga. Pycha zamyka na dostrzeganie działania Bożego w świecie – działania Boga poprzez innych. Oczernianie, to bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu a kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego.

Dziś raczej nikt nie zarzuca Chrystusowi opętania przez złego ducha. Zdarza się jednak, że próbujemy przywołać Go do porządku… Nikt nie może zaprzeczyć, że Go kochamy i jest dla nas kimś ważnym. Bywa jednak, że traktujemy Jego nauczanie jako nieżyciowe i nie pasujące do dzisiejszego świata – zaczynamy wprowadzać korekty: W dzisiejszym świecie, dla dobra naszego i rodziny, trzeba przecież trochę zakombinować, oszukać, ukraść… Szaleństwem dziś byłaby nierozerwalność małżeństwa, modlitwa za nieprzyjaciół, czy nie dopuszczanie wyjątków w szacunku wobec poczętego życia… Nasz świat rządzi się swoimi prawami – nie bądźmy fanatykami…

Może właśnie dlatego niepokoili się o Niego Jego krewni. Widzieli niezrozumienie przez innych, zawiść i próbę podporządkowania własnemu postrzeganiu świata. A On spokojnie tłumaczy, że jesteśmy Jego rodziną, o ile słuchamy Jego Słowa i przyjmujemy je. Bez zazdrości, zawiści i oszczerstwa pod Jego adresem. Bez poprawiania ewangelii… Stajemy się Jego rodziną, gdy zaczyna nas boleć i niepokoić to, że inni Go nie rozumieją, że próbują Go poprawiać, że traktują Go jak niedostosowanego do dzisiejszego świata szaleńca…

Dodaj komentarz

szabat…

„Będziesz zważał na szabat, aby go święcić, jak ci nakazał Pan, Bóg twój. Sześć dni będziesz się trudził i wykonywał wszelką twą pracę, lecz dzień siódmy jest szabatem Pana, Boga twego. Nie będziesz wykonywał żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służąca, ani twój wół, ani twój osioł, ani żadne twoje zwierzę, ani przybysz, który przebywa w twoich bramach; aby wypoczęli twój niewolnik i twoja niewolnica, jak i ty. (…)” (Pwt 5, 12-15)
(…) „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. (…)”. Wszedł znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. (…) A do nich powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie uratować czy zabić?” Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę!” Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. (…) (Mk 2, 23 – 3, 6)

Napięcie pomiędzy: „Będziesz zważał na szabat, aby go święcić (…) Nie będziesz wykonywał żadnej pracy” a „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie uratować czy zabić?”. Do tego dochodzą emocje Jezusa: gniew i smutek… oraz lekko przebijająca się zachęta do czujności wobec faryzeizmu we własnym sercu…

„To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu.” Każdy dzień jest darem, ale szabat jest wyjątkowym darem dla człowieka – bardziej wyjątkowym niż inne dni… W powołaniu do pracy niezbędnym jest również dzień odpoczynku i oderwania się od codziennego zabiegania, by nie stać się niewolnikiem własnej aktywności i działania…
Być może dlatego właśnie, niedziela, jako czas „niedziałania”, kojarzy się z żydowskim dniem szabatu. Siódmego dnia po stworzeniu świata Bóg odpoczął, więc i człowiek ma odpoczywać – a odpoczywać znaczy „nic nie robić” lub „starać się robić jak najmniej”. Szabat to poświęcenie dnia Bogu a nie światu…

Tymczasem w ewangelii św. Jana Jezus przypomina, że: „Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam” (5, 17). Dla Boga nie ma szabatu, wcale nie odpoczywa, ciągle działa. Działa w samym Jezusie, działa w Kościele, działa w nas i przez nas… Dzień zmartwychwstania jest pierwszym dniem po szabacie a nie dniem szabatu (sic!). Niedziela jest pierwszym dniem tygodnia – jakby pierwszym dniem stworzenia. Niedziela więc, nie jest i nie może być dniem odpoczynku jako „nicnierobienia”…
Niedziela to dzień współpracy z Bogiem w Jego dziele stwórczym. Przez zmartwychwstanie Bóg na nowo stwarza świat i zaprasza nas do współudziału w tym dziele. Dla chrześcijan niedziela jest dniem intensywnej pracy polegającej na odbudowywaniu świata poprzez tajemnicę miłości…
Dla chrześcijan wierność przykazaniu „Pamiętaj abyś dzień święty święcił” nie polega na pustym odpoczynku i godzinie poświęconej na mszę św. Poświęcenie dnia Bogu, to odkrycie Jego czynnej miłości i współpraca z Nim w dziele realizowania tej miłości w relacjach z najbliższymi…
Nasze życie często wygląda jak praca robotnika biegającego z pustymi taczkami po budowie, który na pytanie o powód odpowiada: „Panie, jest taki zap…, że nie ma czasu nawet taczek załadować”. Niedziela więc, to czas na załadowanie naszych duchowych taczek. Czas na dostrzeżenie tego, co istotne i ważne w życiu każdego z nas. Czas dla rodziny, czas wyjścia na spacer i pobycia razem, czas rozmów, które budują więź. Czas dla najbliższych, dla tych którzy potrzebują mojego słowa lub tylko uśmiechu. Czas dzielenia się miłością…

Do synagogi w szabat wchodzi człowiek z uschniętą ręką. Został uleczony. To zdarzenie obrazuje sens szabatu… Chrześcijański szabat – niedziela – to czas stawania przed Panem z „uschniętymi” rękami – z naszym przepracowaniem, zmęczeniem, wypaleniem – oraz z „uschniętymi” relacjami i emocjami. On uzdrawia!…
Może nieprzypadkowo mamy w ewangelii informację o uczniach zrywających kłosy w szabat. Budzi ona skojarzenie z Eucharystią. Przez eucharystię uczę się, że to we mnie i przeze mnie ten świat staje się piękniejszy i coraz bliższy utraconego raju. Brak miłości jawi się światu jako nieobecność Boga. Gdzie nie ma prawdziwej miłości w relacjach międzyludzkich, tam nikt Boga nie spotka. Świętować Dzień Pański to wskazywać Boga. Nie da się inaczej wskazać na Boga jak tylko poprzez intensywną „pracę” nad czynnym realizowaniem przykazania miłości…

Dodaj komentarz