Archiwum dla Listopad 2017

chrześcijańska monarchia…

(Mt 25,31-46): (…) On oddzieli jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. (…) Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. (…) Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (…)

Święto stosunkowo młode. Przez długie wieki chrześcijaństwa nikt nie miał wątpliwości, że Chrystus jest Pantokratorem – Władcą i Sędzią Wszechświata. Zmiany społeczno-polityczne sprawiły jednak, że ustrój zwany monarchią został sprowadzony do symboli i reprezentacji. Na królów zaczęto spoglądać z przymrużeniem oka i zaczęli się oni kojarzyć bardziej z bajkami niż z realnym światem. Tytuł Pantokratora stawał się coraz mniej zrozumiały.
Dlatego też, niecałe sto lat temu, 11 grudnia 1925 r., encykliką Quas Primas, papież Pius XI wprowadza do liturgii Kościoła uroczystość „Chrystusa Króla”. Po reformie Liturgii, w roku 1969, święto otrzymuje nową nazwę „Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata” i jego obchody zostają przeniesione z ostatniej niedzieli października na ostatnią niedzielę roku kościelnego. Podkreślono w ten sposób, że „wszystko, co rodzaj ludzki w nadprzyrodzonym i przyrodzonym porządku posiada i czego się spodziewa, ma swój początek i mieć będzie swój chwalebny koniec w Jezusie Chrystusie”.

Wszystko, co rodzaj ludzki w nadprzyrodzonym i przyrodzonym porządku posiada i czego się spodziewa, ma swój początek i mieć będzie swój chwalebny koniec w Jezusie Chrystusie. Te słowa bardzo mocno wskazują na czym polega „królowanie” Chrystusa i na czym polega chrześcijańska „monarchia”. Tu chodzi nie tyle o „jedną władzę (władcę)” (od gr. „mona arché”), ale o „jedną (jedyną) zasadę”. Dla nas chrześcijan tą arché jest sam Jezus Chrystus. To On jest Jedynym Źródłem i Jedyną Zasadą wszystkiego. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone (Kol 1,16). Dlatego podczas mszy św. wołamy „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”. Dlatego wypowiadając słowa „Przyjdź królestwo Twoje…” w modlitwie „Ojcze nasz” myślimy: „bądź Źródłem i Zasadą mojego życia”…
Jako chrześcijanie wszyscy jesteśmy monarchistami…

Co więc dzisiejsza ewangelia podpowiada na temat Jezusa Chrystusa, Monarchy, Źródła i Zasady naszego życia?
Podpowiada, że istotą Chrystusowego królowania jest miłość. On przyszedł na ziemię, aby objawić miłość Ojca. Każdy z nas uczestniczy w królewskiej misji Chrystusa, każdy z nas jest wezwany do budowania Chrystusowego królestwa miłości. Dlaczego? Bo, jak zauważył papież Benedykt: „miłość bliźniego jest drogą do spotkania również Boga, a zamykanie oczu na bliźniego czyni człowieka ślepym również na Boga” (Deus caritas est, 16).
Ta miłość nie wyraża się w pięknych słowach, ale w czynach: daliście jeść, daliście pić, przyjęliście, przyodzialiście, odwiedziliście, przyszliście… Same konkrety…
Co więcej: ta konkretna miłość i dobroć ma wejść niejako w krew, ma być czymś tak normalnym, że aż niezauważalnym. Sprawiedliwi z ewangelii nawet nie zauważyli kiedy okazali pomoc. Konkretna miłość i dobroć ma być po prostu źródłem i zasadą mojego postępowania. Arché mojego życia.

„Króluj nam Chryste! Zawsze i wszędzie!” Niech nie będzie żadnej chwili ani żadnej sfery mojego życia nieogarniętej Twoim panowaniem. Niech każdą chwilę i wszystkie sfery mojego życia wypełnia miłość człowieka. Niech ona będzie źródłem i zasadą mojego życia. Na tym polega chrześcijańska monarchia…

Dodaj komentarz

trudne talenty…

(Mt 25,14-30): (…) Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. (…) Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. (…) Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: (…) poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! (…) Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. (…) A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Bardzo lubię gdy w ewangelii pojawia się język ekonomii, język komunikowania się współczesnego człowieka. Nie odstrasza mnie, gdy Jezus każe spojrzeć na życie jak na przedsiębiorstwo. Przecież chrześcijaństwo nie polega na bierności i liczeniu na to, że Pan Bóg wszystko za nas zrobi.
On zaprasza do współpracy: jestem inwestycją Boga – On we mnie zainwestował i oczekuje owoców. Poza tym moje życie polega na inwestowaniu w siebie, w swój rozwój, w swoje piękne, mądre i uczciwe życie, z wykorzystaniem danego mi „kapitału początkowego” – talentów…

Chrześcijaństwo, a nawet bycie człowiekiem, polega więc na wykazywaniu inicjatywy – On ceni sobie tych, którzy wykazują inicjatywę i stają na wysokości zadania. Chrześcijaństwo, a nawet bycie człowiekiem, to prawdziwa współpraca i nie marnowanie talentu.
Piętnuje „postawę zachowawczą”: poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność. Niby nic złego, a jednak… Okradł Pana z tego, czego Pan spodziewał się otrzymać.
Piętnuje „postawę lenistwa”: Sługo zły i gnuśny (leniwy)! (…) Powinieneś więc był… Tu nie wystarczy udowodnić, że nie uczyniłem nic złego. Tu trzeba wykazać, że pomnożyłem ofiarowany mi kapitał początkowy… On oczekuje twórczego podzielenia się tym, co od Niego otrzymałem…

Kapitał to nie tylko zdolności (tzw. „talenty”), ale również różnego rodzaju szanse i miejsca, w których nas Bóg postawi…
Kapitał, talenty, które Bóg daje nam do dyspozycji, to rozum i wola; to intuicja (mają ją nie tylko kobiety), co należy wykonać; to cały świat uczuć – wspaniałych detektorów, które pozwalają orientować się w rzeczywistości…
Do talentów należałoby zaliczyć również czas, który jest nam dany i zadany, a który często marnujemy…
Talenty, to również łaski, które od Niego otrzymujemy. Czy to łaska sakramentu spowiedzi, dzięki której jesteśmy w stanie nie popełniać następnych grzechów – z którą rzadko udaje nam się na poważnie współpracować. Czy to łaska sakramentu małżeństwa, które traktujemy jako jedno wydarzenie przy ołtarzu i po pewnym czasie zakopujemy zapominając, że wymaga on rozwijania, by czynić małżeństwo coraz piękniejszym…
Talentem może być – pewnie trudno nam się będzie na to zgodzić – również krzyż, który stanie na naszej drodze, cierpienie, którego doświadczamy. Można przecież tego „daru” nie zakopywać ale podjąć i nadać mu sens ofiarując w jakiejś intencji.
Mówiąc o talencie krzyża można zwrócić uwagę na trudny „talent samotności”. Trudno go przyjąć – lepiej zakopać i mieć pretensje do Boga, że nie dał mi małżonka. A może jest to zaproszenie do tego, by go podjąć i zacząć pomagać komuś, kto mojej pomocy potrzebuje, a życie małżeńskie mogłoby na to nie pozwalać…
Itd. itp.

Dodaj komentarz

mądrość praktyczna…

(Mt 25,1-13): Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. (…) A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie! Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. (…)

Ewangeliczny schemat dwóch dróg życiowych: dobro-zło, prawda-fałsz, życie-śmierć i… mądrość-głupota. To ja dokonuję wyboru, którą drogą pójdę…
I definicja „mądrości”: mądrość to troska o zbawienie. Do spotkania z oblubieńcem prowadzi sztuka przewidywania i wiedza o tym, jak „serwisować” swoją lampę. Kto bierze lampę, musi ją zaopatrzyć w oliwę. Nie ma tu miejsca na „teoretyzowanie”…
Skutki braku serwisowania, objawią się w chwilach próby. Kryzys odsłoni skutki głupoty… Ewangelia pokazuje głupotę jako grzech…

Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć… Ewangeliczna asertywność…
Nie wspieramy grzechu głupoty. W imię mądrości i w imię miłości nie wspieramy lenistwa… Chrześcijaństwo nie polega na byciu naiwnym, którego można wykorzystać. Mądrością jest również nie wyrządzić krzywdy poprzez zgodę na życie cudzym kosztem…
Mądrość to nie tylko troska o własną lampę. Mądrość to, również umiejętność rozpoznania głupoty i lenistwa. Mądrość to również sztuka mówienia „nie” żyjącym kosztem innych. To sztuka niemarnowania swoich „talentów”.

Dodaj komentarz

uwaga! exempla trahunt…

(Mt 23,1-12): Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.

Tak naprawdę pozostawiłbym tę ewangelię bez komentarza. No bo co tu komentować…
Jezus mówi do tłumów, ale „dowala” (przepraszam za to słowo) nam funkcjonariuszom Kościoła. Momentalnie ulegam pokusie wskazywania adresatów krytyki: tych, którzy lubią zaszczyty, mają „parcie na ekran”, rozkoszują się pouczaniem innych i pompują własną próżność. Dopiero po chwili dociera do mnie refleksja, że słowa te skierowane są również do mnie… Mina mi rzednie…
Zaraz jednak przypominam sobie słowa, które często powtarzałem jako młody duszpasterz, gdy spotykałem się z krytyką księży, że co innego mówią na ambonie a co innego widać w ich życiu. Na taką krytykę odpowiadałem często żartobliwie, że „kapłan ma być drogowskazem – a widział kto kiedy aby drogowskaz podążał w kierunku, który wskazuje?”…
Nie jest to moja wizja duszpasterza, ale żart ten podpowiada coś bardzo istotnego: duszpasterz staje w pokorze przed Słowem, które wypowiada – nie jest to przecież jego Słowo. Tu właśnie drogowskaz się zatrzymuje. Gdybym osobiście miał głosić z ambony siebie – nigdy bym na tę ambonę nie wyszedł. Mam świadomość, że Słowo które wypowiadam jest skierowane także i do mnie. Sam sobie głoszę także każde kazanie mając świadomość swoich niedomagań i słabości. Sam sobie wskazuję drogę którą mam podążać. I przyznaję, że choć zasadniczo kazania przygotowuję, to często już podczas jego wygłaszania bywam zaskoczony tym co usłyszę i do czego jestem wezwany. Wtedy naprawdę odczuwam, że stoję w miejscu i wskazuję drogę – a przecież trzeba zrobić krok naprzód i wyruszyć tam gdzie wskazałem. (fragment z mojego listu do Przyjaciół)

„Verba docent, exempla trahunt” – wszyscy pewnie znamy tę łacińską maksymę. Wzywa ona do dawania dobrego przykładu. Przecież wszyscy mamy w sobie coś z dzieci, które bardziej przyswajają sobie zachowania i postawy rodziców niż ich napominanie. Jezus dobrze o tym wie i dlatego przestrzega: Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią… Ostrzega przed duszpasterzami, którzy nie potrafią żyć głoszonym słowem. Bycie duszpasterzem wcale nie sprawia, że staję się „święty” i można brać ze mnie przykład. Mimo to Jezus nie zwalnia żadnego z pasterzy z głoszenia Jego Ewangelii i jej wymagań. Nie zwalnia też żadnego chrześcijanina ze słuchania swoich pasterzy. Co więcej ewangelia dzisiejsza zachęca do odpowiedzialności za siebie nawzajem: pasterzy za owce i owce za pasterzy – wszyscy jesteśmy braćmi.

Jezus daje również piękną receptę, by troska o Kościół mogła być realną i skuteczną: jeśli każdy z nas, i duszpasterz i tzw. „świecki”, przyswoi sobie postawę ucznia, brata, syna i sługi. Kościół stanie się piękniejszy a obłuda i faryzeizm nie będą miały w nim miejsca…
Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Jesteś nauczycielem, bo przekazujesz i interpretujesz Słowo, ale nie jest to twoje słowo – musisz stanąć wobec niego w postawie ucznia i samemu słuchać. Gdy staniesz w pokorze wobec Słowa i odkryjesz w sobie ucznia, nigdy nie będziesz się wywyższał wobec drugiego ale zaczniesz mu towarzyszyć jak brat…
Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Jesteś ojcem, bo prowadzisz, wychowujesz… – ale twoje „ojcostwo” czerpie siłę z bycia synem jedynego Ojca…
Największy z was niech będzie waszym sługą. Na tym polega bycie chrześcijaninem, bycie człowiekiem… Moje życie jest darem dla innych – jeśli to odkryję, to może Pan zmieni swoje słowa i powie: „Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam poleci, naśladujcie również jego uczynki. Mówi bowiem, ale i sam to czyni…”

Dodaj komentarz

odkrywając świętość…

Gdy tzw. grobbing [chodzenie po grobach], refleksja i zaduma przysłaniają radość i wesele dzisiejszej uroczystości; gdy modlitwa o Boże miłosierdzie dla zmarłych przeplata się z modlitwą o ukojenie żalu i smutku rozłąki dla nas samych… warto dziś, w Uroczystość Wszystkich Świętych, stając nad grobem bliskiej osoby podziękować za wszelkie dobro, które otrzymaliśmy za jej przyczyną… Warto podziękować za to, że zmarły potrafił współpracować z łaską Bożą. Warto podziękować za to, że w ten sposób starał się podążać drogą świętości. Podziękujemy za wszystkie mniej lub bardziej drobne okruchy miłości…

Dziś właśnie, w sposób szczególny powinniśmy dziękować za ich „świętość”.

Dodaj komentarz