Archiwum dla Wrzesień 2017

o przyjacielu, zazdrości i łasce…

(Mt 20,1-16a): Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, (…) Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących (…) Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! (…) Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; (…) Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? (…)

Jedna z piękniejszych przypowieści o królestwie, ale…
Decyzja właściciela winnicy kłóci się z racjonalnym poczuciem sprawiedliwości. Zasady ekonomii, sprawiedliwość, a nawet zdrowy rozsądek podpowiadają, że zapłata powinna być proporcjonalna do wykonanej pracy. Zachowanie gospodarza może niewątpliwie prowadzić do nadużyć, wspierania lenistwa i nagradzania cwaniactwa…
Jak najbardziej stoję po stronie zmęczonych i przepracowanych. Jak najbardziej rozumiem ich oburzenie. Tzw. „dobroć” gospodarza, który nie uwzględnia rzetelnie przepracowanych godzin musiała boleć…

To przypowieść o łasce…
Słuchający przypowieści faryzeusze i uczeni w Piśmie doskonale rozumieli, że są tymi, których najęto do winnicy o świcie. Wezwanymi pod wieczór i nagrodzonymi tym samym denarem są poganie, celnicy i grzesznicy. W oczach faryzeuszów byli oni pozbawieni jakiejkolwiek szansy na osiągnięcie królestwa Bożego…
Jezus objawia tajemnicę miłosierdzia, które musi się mijać z zasadami ogólnie rozumianej sprawiedliwości społecznej czy ekonomii. Tu nie chodzi o winnicę, tu chodzi o człowieka, który w winnicy został zatrudniony. To opowieść o Bogu udzielającym łask według miłości a nie według zasług. Jego logika nie jest kompatybilna z logiką ludzką i często mija się z ludzkim wyrachowaniem…
Przypowieść nie neguje trudu, w którym człowiek wyraża, jak bardzo zależy mu na królestwie Bożym. Jej celem jest jednak podkreślenie hojności Bożego daru i dlatego akcentuje fakt zbawienia dzięki darmowej łasce a nie ze względu na własne wysiłki.
Uczynki i łaska mają z sobą współpracować…

To przypowieść o zazdrości…
Ci, którzy otrzymali po denarze, zamiast cieszyć się z otrzymanej zgodnie z umową zapłaty, zaczęli rozliczać tych, którzy „niesłusznie” otrzymali podobną zapłatę. Źle rozumiana sprawiedliwość i ukryta pod nią zazdrość sprawia, że trudno nam się cieszyć z tego, że ktoś otrzymał więcej… Nie dostrzegając tego, co sami posiadamy, zajmujemy się rozliczaniem innych. To zazdrość prowadzi do niezdolności dostrzegania tego, co się od Boga otrzymuje… Tak można przegapić łaskę zbawienia!
Warto sobie też uświadomić, że zazdrość, której istotą jest złość na widok dziejącego się dobra, jest cechą diabła. To on szaleje, gdy widzi dziejące się dobro…

Przypowieść o przyjacielu…
Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy… Słowo: „przyjacielu” (gr. hetaire) pojawia się w Nowym Testamencie tylko trzy razy i to tylko w Ewangelii Mateusza. „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając weselnego stroju” w przypowieści o uczcie królewskiej; „Przyjacielu, po coś przyszedł” pyta Jezus Judasza w Ogrodzie Oliwnym; i Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy mówi gospodarz do sfrustrowanego najemnika, który być może pracował od świtu…
Przyjacielem zawsze zostaje nazwany ktoś, kto nie jest bez winy. Tu „przyjaciel” patrzy złym okiem – dosłownie „okiem zawistnym”. Dla ludzi świata semickiego oko było oknem na świat dla serca – organem, przez który serce komunikuje się ze światem. „Złe oko” komunikuje egoizm, skąpstwo, chciwość i zazdrość wobec dobra, które spotkało bliźniego…
Mimo tego, co komunikuje „złe oko”, On darzy miłością i nazywa „przyjacielem”. Tu na pewno nie ma zasługiwania… Tu jest bezinteresowna miłość…

Dodaj komentarz

zadłużony…

(Mt 18,21-35): Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. (…) Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. (…)

Bóg przebacza tylko trzy razy, za czwartym razem wymierza już karę – tak, powołując się na teksty proroków (Amos), twierdzili rabini. Trzykrotne przebaczenie ze strony człowieka jest więc wystarczające… Piotr, wrażliwy już pewnie na nauczanie Pana, rozszerza zasadę przebaczania aż do siedmiu razy. Spodziewał się raczej pochwały. Tymczasem Jezus mówi aż siedemdziesiąt siedem razy.
Prosto i w jasny sposób wyjaśnia Piotrowi: nie myśl „ile razy?” ale „jak?”. Musisz być zawsze gotowy do przebaczenia… Liczba 77 jest zapewne aluzją do biblijnej postaci Lameka, jedynego z potomków Kaina, który deklarował, że gotów jest mścić się aż siedemdziesiąt siedem razy (Rdz). Logice zemsty Jezus przeciwstawia świat przebaczenia…

Stąd pewnie przypowieść o królestwie niebieskim podobnym do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Raczej nie ma problemu ze zrozumieniem przypowieści. Jeśli pragniesz miłosierdzia Boga, jeśli pragniesz Jego przebaczenia, to sam okazuj miłosierdzie i sam przebaczaj. Jest to przecież również jedna z próśb modlitwy, której nauczył sam Jezus: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy tym, którzy zawinili przeciwko nam”. Dosłownie: „Daruj nam nasze długi, jak i my darowaliśmy naszym dłużnikom”. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.
Jedyną przeszkodą, która blokuje nam dostęp do bezmiaru Bożego miłosierdzia, jest twardość serca wobec naszych dłużników. Mur, którym odgradzamy się od bliźniego, jest murem, którym odgradzamy się od Boga i Jego przebaczenia…

W przypowieści pewnym szokiem powinna być jeszcze suma długu. Jak dług drugiego ze współsług jest do wyobrażenia: sto denarów, to zapłata za sto dni pracy. Tak dług pierwszego ze współsług jest trudny do wyobrażenia nawet współczesnemu człowiekowi. Dziesięć tysięcy talentów, to ok. 60 mln denarów, a więc zapłata za 168 tysięcy lat pracy. Biblijne komentarze próbują dług przeliczać na 420 ton złota…
Takiego długu nikt nie jest w stanie zaciągnąć, a co dopiero spłacić. Może w przypowieści więc chodzi o dług, którego rzadko jesteśmy świadomi. Tym długiem jest moje życie…
Jestem dłużnikiem wobec Boga, otrzymałem swoje życie na kredyt. Ten kredyt jest niewyobrażalnie wielki. Może warto to sobie uświadamiać za każdym razem, gdy będę miał pretensje do bliźniego, że jest mi coś winien…

Dodaj komentarz

w trosce o człowieka…

(Mt 18,15-20): (…) Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! (…)

Upomnienie, które nie przewiduje wyjątków. Upomnienie, które jest wyrazem odpowiedzialności za Kościół i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Upomnienie jako wyraz miłości, bo kochać, to pragnąć prawdziwego dobra osoby kochanej. Jeśli kocham, to nie mogę pozwolić by kochana osoba się zagubiła i zginęła. To miłość wzywa do reagowania na grzech…
Aby ocalić człowieka przed potępieniem należy potępić zło… Nie chodzi o osąd człowieka. Nie chodzi o satysfakcję, że mam rację. Nie chodzi również o pokonanie wroga. Drugi człowiek nie może być wrogiem – on jest bratem…

Zło, podobnie jak dobro, ma wymiar wspólnotowy. Każdy grzech uderza w innych, zwłaszcza w słabszych… Jeśli zło staje się publiczne, wspólnota Kościoła nie może milczeć. Milczenie oznaczałoby akceptację, przyzwolenie a nawet współdziałanie ze złem. Nie wolno zacierać granic pomiędzy dobrem a złem…
Dla dobra wspólnoty Kościoła, w skrajnych przypadkach grzesznik zostaje usunięty poza wspólnotę (ekskomunika), by ratować przed zgorszeniem innych. To też wyraz troski o dobro. O dobro wspólnoty i ochronę jej tożsamości (jasne odróżnianie tego co dobre od tego co złe) oraz dobro samego grzesznika – pobłażanie zabija sumienie i zaślepia jasny ogląd Prawdy.

To dlatego św. Augustyn pisze:

„Jeśli twój brat zgrzeszy przeciw tobie, upomnij go w cztery oczy”. Dlaczego go upominasz? Ponieważ ty cierpisz, że zgrzeszył przeciwko tobie? Niech tak nie będzie!
„Jeśli twój brat zgrzeszy przeciwko tobie, upomnij go w cztery oczy”. Jeśli tego zaniedbałeś, gorszy jesteś od niego. Popełnił niesprawiedliwość i przez to zranił ciężko sam siebie, a ty lekceważysz ranę swego brata? Ty widzisz, że ginie lub że zginął, a zaniedbujesz go? Jesteś gorszy przez twoje milczenie niż on przez swoje obelgi. Jeśli więc kto zgrzeszy przeciw nam, miejmy wielką troskę; nie o nas jednak – jest bowiem rzeczą chwalebną zapominać zniewagi, zapomnij więc twoją zniewagę – ale o ranę brata twego. A więc „upomnij go w cztery oczy”. Chcąc go jednak upomnieć, oszczędź mu wstydu, bo może właśnie ze wstydu zacząłby bronić swego grzechu i tak tego, którego chciałeś napomnieć, uczyniłbyś jeszcze gorszym. „Upomnij go więc w cztery oczy”.
„Jeśli cię usłucha, pozyskasz brata swego”, zginąłby bowiem, gdybyś tego nie uczynił. „Jeśli zaś cię nie usłucha – to znaczy zacznie bronić swego grzechu jak sprawiedliwości – weź z sobą jeszcze dwóch lub trzech, bo na słowie dwu lub trzech świadków opiera się wszelka sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi, a jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jako poganin lub celnik”. Nie wliczaj go już do liczby swoich braci, co nie znaczy bynajmniej, że nie masz dbać o jego zbawienie. Bo my także nie wliczamy pogan do liczby braci, a jednak pilnie staramy się o ich zbawienie.

Dodaj komentarz

słabość i naśladowanie…

(Mt 16,21-27): Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy (…) będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. (…) Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. (…)

W Kościele nie ma przypadków. Dziś również dzień św. Grzegorza Wielkiego, który będąc wspaniałym duszpasterzem i papieżem, wyrzucał sobie uleganie słabościom, które tej misji przeszkadza. Zawierzył się jednak miłosierdziu Boga: „Mocen jest jednak Stwórca i Odkupiciel rodzaju ludzkiego udzielić mnie niegodnemu zarówno prawości życia, jak skuteczności słowa, bo z miłości ku Niemu całkowicie poświęcam się głoszeniu Jego słowa.”

Dzisiejsza ewangelia, druga część dialogu spod Cezarei Filipowej, opowiada również o słabości. Ten, który chwilę wcześniej zdał sprawdzian i stał się Opoką dla Kościoła doświadcza potknięcia. I to niezwykle wielkiego potknięcia, jeśli słyszy z ust Jezusa: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą…
Czy słabość „Opoki” ma nas pogodzić ze słabością Kościoła? Czy to wezwanie do pokornego uznania, że Kościół posiadał, posiada i będzie posiadał ludzkie słabości?
Piotr przez swoje słabości doświadczył upokorzenia… Potrafił jednak uznać grzech, przyznać się do niego, oddać go samemu Chrystusowi. Był apostołem, który potrafił budować nie tyle na własnej sile i doskonałości, ile na Bożej mocy i Bożym miłosierdziu… To piękna lekcja, która uczy, że nie da się inaczej uczestniczyć we wspólnocie Kościoła (którego on jest Opoką) jak tylko opierając się na mocy i miłosierdziu samego Boga…
Więcej w moim komentarzu sprzed trzech lat…

Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. W ewangelii nie ma uwodzenia i tanich obietnic łatwego szczęścia. Warunkiem podążania za Chrystusem jest podjęcie krzyża. Lęk przez krzyżem bywa często wykorzystywany przez szatana. Stąd tak mocna reakcja Jezusa: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Bywa, że podobnie jak Piotr Skała stajemy się kamieniem – przeszkodą – uniemożliwiającą rozwój królestwa Boga na ziemi. Stąd „trzy warunki” podążania za Nim.
Pierwszy: „zaparcie się samego siebie” – odrzucenie własnych egoistycznych pobudek.
Drugi: „wzięcie swojego krzyża” – a nie unikanie go. To wezwanie do współuczestnictwa w zbawczej misji Chrystusa. To znów odrzucenie egoizmu i zrozumienie, że prawdziwa miłość polega na dawaniu siebie…
I warunek trzeci: „naśladowanie Chrystusa” – nie da się Go naśladować bez jednoczesnego towarzyszenia Mu w Jego misji. Nie da się naśladować stojąc z boku. Naśladować to współuczestniczyć: „To czyńcie na Moją pamiątkę”…

Dodaj komentarz