Archiwum dla Lipiec 2017

zachwyt i radość…

(Mt 13,44-52): Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. (…) Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. (…) przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; (…)

Kontynuacja i dopowiedzenie do przypowieści o chwaście z ubiegłej niedzieli. Przypomnienie, że naszym powołaniem jest szukanie tego, co dobre i piękne a nie usuwanie chwastu… Królestwo niebieskie podobne jest do znalezienia skarbu (sic!), a nie odkrycia grzechu, winy czy słabości, nawet w celu wyplenienia…

Od razu przypomina mi się rozmowa Jezusa z bogatym młodzieńcem, który pytał co ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus odpowiedział mu wtedy „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie.” (Mk 10,21)
Jezus w przypowieści zauważa, że nie jest sztuką natrafić na ukryty skarb, sztuką jest zaryzykować: sprzedać wszystko, by kupić rolę lub drogocenną perłę… Ta decyzja kosztuje, ale to od niej wszystko zależy.
Towarzystwa ubezpieczeniowe przyzwyczaiły nas do asekuranctwa. Jezus mówi o postawieniu wszystkiego na jedną kartę… Taka jest cena wiary! On nie żąda mało, żąda wszystkiego. Ale równocześnie nie obiecuje mało, obiecuje wszystko: życie wieczne w łączności z Bogiem…

Między wierszami tajemnica chrześcijaństwa: zachwyt i radość: Z radości poszedł, sprzedał wszystko… Dlaczego więc w kościołach tylu smutnych wiernych? Dlaczego Królestwo nie kojarzy się nam z zachwytem i radością…
Ewangelia, chrześcijaństwo, łaska, przyjaźń z Bogiem, to skarb ukryty. Ukryty i niestety często nadal nieodkryty. A nawet jeśli zostaje odkryty, to bywa niedoceniony i inne „ziemskie skarby” go wypierają – on zostaje zaniedbany…
Może należałoby się zastanowić, czy przeżywanie wiary jako „obowiązku do wykonania” i nie dostrzeganie w niej cudownego daru, czy skarbu, nie jest czasem grzechem?

Gdzie szukać źródła zachwytu i radości? W przypowieści, w której w roli „tego, który szuka skarbu” zobaczymy Ojca, a w roli skarbu umieścimy nas samych…
Bóg, odnalazłszy ów skarb, porzuca wszystko, co ma – swoje życie – aby nas zdobyć. Nie ma nic bardziej wartościowego w oczach Bożych, niż każdy z nas.
Jeśli On widzi w nas swój największy skarb, to może warto spojrzeć na siebie Jego oczyma.
Skarbem jestem cały, taki jakim jestem, z moimi wadami, słabościami i grzechami. Jemu nie chodzi o perfekcyjność. Jemu chodzi o to, bym odkrywając siebie jako skarb potrafił z siebie skarb uczynić, bo podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Bym mógł znaleźć się pośród ryb dobrych wtedy, gdy przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony…
On nie straszy, on zachęca by odkryć, że jestem skarbem, a zachwyt i radość sprawią, że dobro we mnie ukryte zagłuszy wszystko co mogłoby być złe…

Dodaj komentarz

pielęgnuj dobro…

(Mt 13,24-43): (…) Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. (…) Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; (…) Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; (…) Kto ma uszy, niechaj słucha!

Pełne nadziei przypowieści o ziarnku gorczycy i o zaczynie są jasne i nie wymagają komentarza. Dlatego komentuje jedynie swoją przypowieść o podrzuceniu chwastu.
Komentuje…, ale i tak rzadko kiedy potrafimy wyciągnąć z niej właściwe wnioski.
Dlaczego? Bo szukamy uproszczonych rozwiązań. Jakże łatwo można usprawiedliwić swój upadek przedstawiając siebie jako ziarno pomiędzy żarnami dwóch ścierających się sił i odrzucić własną odpowiedzialność za grzech: „To Zły mnie zwiódł, on jest temu winien”.

Kto ma uszy, niechaj słucha!
Może trzeba usłyszeć, że mówiąc o nieprzyjacielu, który pod osłoną nocy zasiał chwast, chce zwrócić uwagę na perfidię działania Złego, który podszywa się pod dobro… Chwast pojawia się ukradkiem i niepostrzeżenie, przyzwyczaja do swojej obecności i miesza się z dobrem.
Wbrew niepoprawnym idealistom jest realistą i zwraca uwagę, że nie ma wspólnot doskonałych, że cały świat jest „zachwaszczony”, że nawet gdyby pojawiła się wspólnota „doskonałych”, to będzie ona skazana na to, że prędzej czy później zło zasieje w niej swoje ziarno chwastu…
Może warto usłyszeć, że nie ma realnej możliwości podziału życia społecznego na pola pszenicy i pola chwastu. Nie da się podzielić świata na część dobrą i twórczą oraz część złą, zdemoralizowaną i upadłą. Taki podział nie ma nic wspólnego z Bożym spojrzeniem na świat, spojrzeniem, które wszędzie szuka ziarenek dobra, nawet na polu zła…

Kto ma uszy, niechaj słucha!
Może warto usłyszeć, że nie da się też, tak po prostu, wykorzenić zła, bo można przy okazji zniszczyć to, co dobre i piękne.
Może warto usłyszeć słowa: Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa… Przemiana świata nie polega na odchwaszczaniu, ale na wysiłku włożonym w dojrzewanie ziarna dobra. Zło jak najbardziej należy dostrzegać, ale nie może być ono przedmiotem naszego zainteresowania. Chrześcijaństwo nie polega na walce ze złem, ale na budowaniu tego, co dobre i piękne…
To prawda, że zło jest bardziej krzykliwe, że wydaje się bardziej realne iż dobro, którego po prostu nie zauważamy – na tym też polega perfidia działania Złego… To prawda, że wyrywanie chwastu wydaje się człowiekowi bardziej konkretne niż budowanie dobra. Niestety, chwast skupia wtedy na sobie całą naszą uwagę, wciąga w nieustanną walkę, chce by poświęcać mu cały czas… Staje się wtedy mocniejszy od dobra… Grzech staje się mocniejszy od łaski…

Kto ma uszy, niechaj słucha!
Walka z chwastem, walka ze złem, to walka o dobro, pielęgnowanie dobra i naprawianie tego co się w tym, co dobre popsuło. Walka ze złem polega na pielęgnowaniu i naprawianiu a nie na niszczeniu… Walka ze złem polega na umacnianiu dobra, które złem zostało przesłonięte…
Prawda o człowieku nie zamyka się w upadkach i grzechu, ale w tym, co w jego życiu dobre i piękne.
Żniwo więc, nie będzie czasem potępienia – żniwo będzie czasem ocalenia…

Dodaj komentarz

przebitka…

(Mt 13,1-23): (…) Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha! (…) Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy! Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.

Dziś dołączyłem się do mszy św. w jednym z naszych dominikańskich kościołów. Jeden z naszych braci, odprawiający właśnie tę mszę, spytał mnie przed mszą, czy nie zechciałbym powiedzieć kazania. Żartobliwie odpowiedziałem: „Po co mówić kazanie, przecież Pan Jezus sam go już powiedział w ewangelii. Sam wyjaśnił to, co chciał powiedzieć i… zasadniczo nie ma już co dopowiadać, trudno z Nim konkurować…”
Faktem jest, że Jezus wyłożył wszystko jak należy i trudno cokolwiek dopowiedzieć. Dość długi komentarz do tej ewangelii zrobiłem jednak trzy lata temu, bo uważałem, że należy zwrócić uwagę na to, że mówi w przypowieściach a nie wprost, że słowo Boga jest ziarnem a nie gotowym produktem, że jest ono wysiewane wszędzie równomiernie, że istnieją takie sytuacje, że pozostaje ono bezowocne, ale jest również nadzieja, że są miejsca, gdzie może wydać plon, i to niesamowicie ogromny plon… Sekret chrześcijańskiego optymizmu polega na tym, że Bóg jest w stanie zgodzić się na klęskę i zniszczenie bardzo wielu ziaren swego bezcennego Słowa, bo ma świadomość, że jedno „dobrze trafione” jest w stanie dać stokrotny plon…

Dziś pozostaje mi zwrocić uwagę jedynie na pewną przebitkę – arytmetyka się tu gubi. Z jednej strony trzy czwarte ziaren stracone, a z drugiej jedna czwarta posianych ziaren wydaje plon stokrotny, sześćdziesięciokrotny i trzydziestokrotny… Trzem sytuacjom bezproduktywności odpowiada jedna sytuacja o potrójnej sile rażenia, no może należy powiedzieć „żyzności”.
Oto prawdziwa moc Słowa. Oto prawdziwa zachęta, by nie być pośród tych, którzy marnują zasiane ziarno Słowa…

Dodaj komentarz

„Drugi” w jarzmie…

(Mt 11,25-30): (…) Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. (…) Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, (…) jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

I wszystko byłoby dobrze, gdybym poprzestał na pierwszym wezwaniu pierwszego zdania modlitwy: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi… Uwielbienie, to nie tylko treść modlitwy, ale i, a może przede wszystkim, postawa modlitewna… Odkrywanie tego, za co można Go wielbić sprawia, że zaczynam dostrzegać Jego obecność, że Mu na mnie zależy… Kiedy ostatnio wyrwało mi się spontaniczne uwielbienie Boga? Czym mnie Bóg zaskoczył, czym mnie zadziwił, czym poruszył?…
Problem zaczyna się przy drugiej części pierwszego zdania Chrystusowej modlitwy: że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom… Jako członek „zakonu mądrościowego”, któremu przyświeca dewiza poszukiwania prawdy (Veritas), trudno mi wielbić Boga za to, „że zakrył przed mądrymi i roztropnymi a objawił prostaczkom”…
Tak pisałem trzy lata temu w mądrości prostaczka…

Nie zadowala mnie oczywiście twierdzenie, że dziękczynienie Jezusa za to, że Bóg objawił się prostaczkom, a nie mędrcom, stanowi głos w dyskusji o statusie ubogich i niewykształconych, która toczyła się w tym czasie w żydowskiej literaturze mądrościowej. Że próbowano wtedy przeforsować „prawdę”, że tajemnice Boże dostępne są tylko dla wybranych.
Bardziej przemawia do mnie teza, że „mądrość” i „roztropność”, o których mówi Jezus, mają charakteryzować tych, którzy przestają słuchać i ufać Bogu. To prawda, że i mądrość i roztropność to piękne cnoty. Próba jednak kształtowania swojego życia, nawet mądrego i roztropnego, bez Boga, prowadzi w ostateczności do grzechu pychy. Bóg z miłością patrzy jedynie na pokornego, na tego, który zna swoje miejsce na ziemi, który nie próbuje stawiać się w miejsce Stwórcy…
Pycha prowadzi do kombinowania po swojemu, bez zaufania Bogu. Ona nigdy nie doprowadzi do Prawdy, ona sprowadzi na manowce. Dlatego uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem… On „stał się posłusznym, aż do śmierci i to śmierci krzyżowej”.

To jednak nie koniec: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo… Jakoś tak po ludzku chcielibyśmy by zabrał wszystko, co trudne i ciężkie, z czym sobie nie radzimy – wtedy byłoby za co Go wielbić… Tymczasem On nie obiecuje, że zdejmie z nas trud czy ciężar – obiecuje jedynie, że pokrzepi – co więcej zachęca, by jarzmo podejmować…
To niezły paradoks: ciężar umacnia tych, którzy go niosą…
Pewnie ważnym jest kontekst. Tradycja rabiniczna identyfikuje Torę jako „jarzmo”: „Każdy, kto przyjmuje na siebie jarzmo Tory, zdejmuje z siebie jarzmo władztwa i jarzmo ziemskiego sposobu życia. Każdy zaś, kto zrzuca z siebie jarzmo Tory, kładzie na siebie jarzmo władztwa i jarzmo ziemskiego sposobu życia”.
Poza kontekstem jednak, może warto przypomnieć sobie jak wygląda jarzmo – zwykle była w nie zaprzęgnięta para zwierząt… Może więc chodzi o podejmowanie trudów przynajmniej we dwóch/dwoje, we wspólnocie?… A może chodzi nawet o zwrócenie uwagi, na Tego, który jest zaprzęgnięty do jarzma obok mnie – Chrystusa?… Może dlatego właśnie jarzmo to jest słodkie i lekkie?
Dostrzeżenie „Drugiego” w jarzmie wymaga jednak prawdziwej pokory i uznania, że sam o własnych siłach niczego nie zdziałam i nic nie osiągnę… Może to jest właśnie mądrość i roztropność prostaczka…

Dodaj komentarz

miłuj Go bardziej…

(Mt 10,37-42): (…) Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. (…) Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. (…) Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, (…) nie utraci swojej nagrody.

Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Czyżby ewangelii nie dało się pogodzić z pięknymi relacjami w życiu rodzinnym? Czy miłość do moich najbliższych kłuci się z miłością do Boga? I jeszcze te słowa z Księgi Wyjścia, gdy Bóg przekazuje Dekalog: Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym (Wj 20,5)… Ten Bóg jest zaborczy i egoistyczny… Chce zawłaszczyć moje uczucia i unieważnić piękne relacje. Taki Bóg budzi sprzeciw…

Od razu czuję, że jest coś nie tak w tej interpretacji… Przecież gdyby odrzucał relacje ziemskie i miłość ludzką nie stałby się człowiekiem… O co więc chodzi?
To prawda, że wzywa, by skierować ku Niemu całą naszą miłość. Nie może tu jednak chodzić ani o Jego egoizm, ani o Jego zazdrość o innych ludzi… Jemu nie chodzi Siebie i swoje szczęście. Jemu chodzi o moje dobro. Miłość przecież, to dbanie o prawdziwe dobro osoby kochanej. On po prostu ostrzega i chroni przed wypaczeniem miłości. Dobrze wie ile nieszczęścia i tragedii ma swe źródło w przesadnym umiłowaniu tego, co przemija…

To On sam jest Miłością. Nic więc dziwnego, że jedynym źródłem miłości w rodzinie, jedynym źródłem jej szczęścia, jest wypełnienie własnego serca miłością Boga. On nie wzywa do rezygnacji z miłości opartej na więzach krwi. On wzywa do jej uporządkowania…
Sam Jezus kocha każdego z nas „aż do końca” tylko dlatego, że nikogo z nas – nie boję się tego powiedzieć – nie kocha bardziej niż swego Ojca. To miłość do Ojca uzdalnia Go do miłowania każdego człowieka w stopniu najdoskonalszym. On, w oparciu o swoje własne doświadczenie, ukazuje nam jedynie mądre uporządkowanie miłości.
Zachowanie tej hierarchii miłości to jeden z najistotniejszych elementów mądrości. Jej zlekceważenie zawsze prowadzi do dramatów. Gdy więc woła Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien, ma na uwadze nie siebie, lecz prawdziwe dobro moje i dobro moich najbliższych… Miłując Go, nie my ubogacamy Jego, lecz On ubogaca nas. Tylko ten, kto kocha Boga, potrafi naprawdę ubogacić matkę, ojca, córkę, syna, męża, żonę, siebie…

To dlatego następne zdanie mówi o krzyżu: Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Krzyż objawia pełnię miłości, całkowite oddanie swojego życia dla prawdziwego dobra osoby kochanej. Bez totalnej miłości do Boga, nie byłbym w stanie naprawdę kochać, nie byłbym w stanie pojąć prawdziwego dobra drugiej osoby. Nie byłbym w stanie poświęcić swego życia dla drugiego…

Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje… Kto was przyjmuje, przyjmuje Kościół i moją w Nim obecność, obecność kochającego Ojca… Tylko we wspólnocie Kościoła zrozumiesz, na czym polega prawdziwa miłość i szukanie prawdziwego dobra drugiego człowieka… Tylko we wspólnocie Kościoła będziesz w stanie uporządkować hierarchię miłości, i otworzyć się na tych, którzy naprawdę potrzebują twojej pomocy: Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych…

Dodaj komentarz