Archiwum dla Maj 2017

jestem…

(Mt 28,16-20): (…) A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

Zapewne truizm, ale powtórzę… „Wydarzenie” Zmartwychwstania, Wniebowstąpienia i Zesłania Ducha Świętego, to jedno i to samo wydarzenie… W momencie zmartwychwstania Jezus wstępuje do nieba i posyła Ducha…
Warto jednak przypominać sobie te największe „wydarzenia”, bo są one niesamowicie dyskretne… Dowiadujemy się o nich post factum, z wydarzeń następujących po nich, z wydarzeń, które dokonują się w życiu Kościoła…

I następny pewnie truizm: Wniebowstąpienie jest „nieba-zstąpieniem”… A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Nie uciekłem z tego świata… Wstępuję do nieba, by jeszcze bardziej być z wami…

Przez Wniebowstąpienie Bóg jeszcze bardziej zbliża się do człowieka… Kończy się misja historyczna Jezusa – tym samym rozpoczyna się misja Ducha Świętego w Kościele… Po co wstępuje do nieba? By jeszcze bardziej pozostać na ziemi… Bym sobie uświadomił, że niebo nie jest „gdzieś tam wysoko”, ale przenika świat, w którym żyję… Bym zadbał o Jego obecność i… by i inni mogli jej doświadczyć…

Dodaj komentarz

przyjaciel…

(J 14,15-21): (…) Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, (…) Nie zostawię was sierotami: (…) Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.

Po pierwsze klamra, która obejmuje i definiuje „drogę”, o której było w ewangelii z poprzedniej niedzieli. Na początku: Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania, i na końcu, w odwrotnym porządku: Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. I jako dodatek: Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie…
Jedyną drogą prowadzącą do Boga jest miłość – miłość, która jest wypełnianiem przykazań. Innej drogi nie ma… „Miłość” jednak, jest pojęciem trudnym i niezrozumiałym – stąd podpowiedź: tylko przykazania poprowadzą nas drogą „miłości praktycznej”. To miłość definiuje przykazania a przykazania definiują praktykę miłości…

Po drugie: Nie zostawię was sierotami. W drodze „praktykowania miłości” nikt z nas nie jest dojrzały i wystarczająco samodzielny. Potrzeba nam Tego, który przeprowadzi nas „drogą”, który będzie nam towarzyszył. Tego, który jest Duchem Prawdy, który wyprowadza ze świata ułudy i wprowadza w świat Bożej rzeczywistości.

Po trzecie Paraklet (Pocieszyciel), z grec.: „wezwany obok”, ktoś przywołany na pomoc… Ktoś, kogo wzywa się w chwilach zwątpienia, kryzysu, problemów, ciemnej nocy… Ktoś, kto umie pocieszyć i udzielić wsparcia. Prawdziwy „Przyjaciel”.
To On włącza w miłość, która polega na zachowywaniu przykazań. Nie mają one wartości same w sobie – ich wartość wypływa z tego, że wprowadzają nas w zażyłe relacje z Ojcem. „Punktem docelowym” jest Ojciec. Nasza droga zmierza ku Niemu przez miłość wg przykazań i dzięki towarzyszeniu Ducha Prawdy.

Dodaj komentarz

droga…

(J 14,1-12): (…) Idę przecież przygotować wam miejsce. (…) abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę. Odezwał się do Niego Tomasz: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. (…) Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. (…) Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. (…) Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? (…) Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. (…) Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca.

Bardzo mocno kusi chęć skupienia się na miejscu, do którego odchodzi i gdzie przygotowuje nam mieszkanie… On tymczasem nie chce mówić o „miejscu”, On chce zwrócić uwagę na drogę… Znacie drogę, – a my ciągle jak Tomasz: nie wiemy, dokąd idziesz...
Nie zastanawiaj się gdzie idę – pomyśl o drodze… Wtedy zobaczysz, że nie idziesz sam, że nie musisz zaprzątać sobie głowy myśleniem jak tam dotrzeć…

Wszyscy znają pewnie – skąd inąd bardzo bogatą w treść – książeczkę „O naśladowaniu Chrystusa”. Mnie osobiście nie odpowiada sam tytuł. Nikt z nas nie ma naśladować Chrystusa, bo nikt nie jest w stanie tego zrobić. Nikt z nas nie ma naśladować Chrystusa, bo wtedy stawiamy Chrystusa obok siebie, patrzymy na Jego „zachowanie i czyny” i próbujemy sami tego dokonać… Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie myśli, że jest w stanie sam, wykorzystując jedynie swoje własne ludzkie siły, czynić to, co czynił Chrystus…
My mamy zjednoczyć się z Nim, pozwolić Mu wejść w siebie i działać – dać się Mu prowadzić – On jest drogą…
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Tylko wtedy gdy, pozwolę Mu być drogą, którą przemierzam, dojdę do domu Ojca. Tylko wtedy, gdy stanę w Prawdzie, którą jest On sam, wejdę do domu Ojca. Tylko wtedy, gdy pozwolę Mu być swoim życiem, będę żył w domu Ojca…
Bo nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. (…) Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? (…) Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie.

Poza tym, jeśli stanę się drogą twego życia, prawdą, którą się kierujesz i samym życiem, doświadczysz tego, że Ojciec jest blisko ciebie, wręcz w tobie, bo Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie… Nie musisz więc pytać o cel drogi, o miejsce, do którego idę…
Odkryj to miejsce w sobie!
Jeśli odkryjesz Moją obecność w tobie, jeśli odkryjesz obecność Ojca w tobie, będziesz dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczynisz…

Dodaj komentarz

szacunek do człowieka i obdarzanie życiem…

(J 10,1-10): Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. (…) Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. (…) Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby /owce/ miały życie i miały je w obfitości.

Na temat Dobrego Pasterza – w poprzednich moich komentarzach…
Dziś krótkie słowo z Kijowa…

Warto zwrócić uwagę, że Jezus nie zaczął mówić ot tak sobie „Jestem dobrym Pasterzem”. Nie chodziło Mu bynajmniej o to, by nadać sobie jakiś nowy, ciekawy tytuł, którym, od teraz będą Go nazywać… Tak naprawdę zareagował na krzywdę człowieka i postawił się w opozycji do pasterzy Izraela… W tym kontekście należałoby chyba czytać Jezusową wypowiedź o Pasterzu, o Bramie, o Pasterzu, który chce dać owcom życie w obfitości…

Całą mowę o Pasterzu poprzedza dość długi opis uzdrowienia niewidomego od urodzenia (9,1-41). W opisie tym, oprócz samego aktu uzdrowienia, przedstawieni są pełni złego nastawienia do człowieka faryzeusze. Nie akceptują działania Jezusa, bo nie akceptują człowieka… Po uzdrowieniu prowadzą śledztwo: czy rzeczywiście był niewidomy od urodzenia, kto mu przywrócił wzrok i jak się to stało, nawet wzywają rodziców dorosłego już człowieka na świadków… Do tego należy dodać zastraszenie: wszyscy wiedzą, że kto uwierzy w Jezusa zostanie wykluczony z Synagogi… Sam uzdrowiony musi się gęsto tłumaczyć – w końcu zostaje zelżony i poniżony – jako ten, który się w grzechach cały urodził…

Jezus zareagował na określoną sytuację: oto pasterze Izraela, źli pasterze, poniżyli człowieka, pokazali, że nie zależy im na człowieku… Więcej nawet, chcieli tego człowieka pozbawić wiary w Jezusa Chrystusa… Chcieli mu wmówić, że Jezus jest grzeszny…
Jezus reaguje: widząc złych pasterzy, którzy nie dbają o człowieka, którzy pozbawiają go życia i wiary, mówi: „to ja jestem dobrym Pasterzem”…
Je się nie wdzieram bokiem, ja wchodzę przez bramę… Ba, sam jestem Bramą… Każdy kto przejdzie przeze mnie otrzyma życie i to w obfitości…

Dodaj komentarz