Archiwum dla Kwiecień 2017

błogosławi…

(Łk 24,13-35): Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. (…) I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. (…) Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. (…)

Dla mnie to przede wszystkim katecheza o modlitwie: po pierwsze, spotkanie z żyjącym, żywym i obecnym; po drugie, wspólna droga, która tworzy intymną więź zaufania, bliskości i nadziei; po trzecie, zaproszenie do swojej codzienności, także tej pogmatwanej i pełnej rozterek, zawodów i wątpliwości; po czwarte, słuchanie tego, co On ma do powiedzenia, gdy „wyjaśnia Pisma”… I jeszcze jedno: poznać Go można jedynie po „łamaniu chleba” – każda dobra i prawdziwa modlitwa zawsze prowadzi do stołu, do eucharystii…

Dziś jednak chciałbym nawiązać do komentarza z poprzedniej niedzieli i ponownie zobaczyć w spotkaniu ze Zmartwychwstałym Jego interwencję, by zażegnać kryzysu wiary…
Dwóch uczniów pełnych zawiedzionych nadziei, nierozumiejących tego, co się stało – nawet słowa kobiet o pustym grobie nic im nie pomogły – podąża do Emaus, na zachód od Jerozolimy. Nie w stronę wschodzącego Słońca – światła – ale w stronę ciemności… Smutek, przerażenie i rozczarowanie… Rozczarowanie nie tylko Jezusem ale i sobą – tyle w Niego zainwestowali i teraz klapa…

Jest jednak coś, na co warto zwrócić uwagę: podążają we dwóch, są we wspólnocie – nie zagłębiają się w ciemność samotnie – coś takiego mogłoby się skończyć tragicznie – samotny był Judasz… Mogą ze sobą rozmawiać – ważna rola dialogu we wspólnocie Kościoła – opowiedzieć sobie nawzajem o swoich emocjach i zawiedzionych nadziejach, o swoich rozterkach i wątpliwościach… Tam gdzie są dwaj lub trzej w imię Jego (rozmawiają przecież o Jezusie) tam i On jest obecny… Pozwala im się wygadać… Potem zaczyna tłumaczyć, że ich plany nie są Jego planami, że – pomimo, że wydaje się to wszystko bez sensu – Jego plan jest najlepszy…
Jakże ważną rzeczą jest – po zwykłym wygadaniu się i wyrzuceniu z siebie tego wszystkiego co boli i jest niezrozumiałe – pozwolić Jezusowi opowiedzieć nam o swoim planie wobec nas…
Może nawrócenie polega właśnie na przyjęciu drogi, którą On chce mnie poprowadzić? Nie tej, którą ja sobie wykoncypowałem, i uważam ją za jedynie słuszną, ale tej, na którą On mnie zaprasza i która w rzeczywistości staje się lepszą, bardziej niezwykłą i piękną – mimo, że teraz może jeszcze niezrozumiałą…

Pozwolić Mu mówić to nie wszystko. Trzeba mu jeszcze pozwolić być gospodarzem w naszej codzienności… On nie ma być gościem, któremu będziemy dyktowali co ma robić, ale gospodarzem, któremu pozwalamy przejąć inicjatywę: Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go… Wziął chleb naszego codziennego życia, życia od którego próbujemy – pełni lęku i zawiedzionych nadziei – uciekać… Błogosławi… Pokazuje, że On sam jest w tym, co człowiek próbuje uznać za swoją klęskę… Pokazuje sens tego wszystkiego, co się wydarza… Błogosławi, jakby chciał powiedzieć: zaakceptuj to, bo to ma sens… To jest prawda o „łamaniu chleba”, o eucharystii, o błogosławieniu naszego życia.
Na „łamaniu chleba” powstajemy, by wrócić na wschód, ku Jerozolimie – ku światłu…

Dodaj komentarz

niedziela…

(J 20,19-31): Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. (…) A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! (…)

Dziś kilka znaków miłosierdzia:
Przychodzi pomimo drzwi zamkniętych, na znak, że ma moc przyjść nawet wtedy, gdy się przed Nim zamykam. W postawie miłości ukazuje swe rany, by uzdrowić poranioną i pełną poczucia winy psychikę. Przekazuje moc wskrzeszania Kościołowi. Potrafi zrozumieć wątpliwości i daje się dotknąć tym, którzy je mają…
Pierwsza wspólnota Kościoła zaczęła przeżywać kryzys związany ze „odejściem” Mistrza: zawiedzenie, wątpliwości, lęk i zamknięcie się. Dlatego przychodzi nie tylko do Tomasza, ale do wspólnoty, by uzdrowić nadwyrężone przez nieufność i brak wiary wzajemne relacje.
Znamiennym jest, że kryzys zażegnuje w pierwszy dzień po szabacie – w niedzielę (w sam dzień zmartwychwstania i znowu po ośmiu dniach).
To dzień spotkania wspólnoty Kościoła z Chrystusem Zmartwychwstałym…

Może więc to dwa najważniejsze przesłania dzisiejszej ewangelii:
Pierwsze: kryzys wiary może zostać zażegnany jedynie we wspólnocie Kościoła, a nie poza nią…
Drugie: aby kryzys wiary mógł być zażegnany musisz być obecny ze wspólnotą Kościoła w wieczerniku, pierwszego dnia po szabacie. Tylko obecność na niedzielnej mszy św. daje gwarancję spotkania Zmartwychwstałego, który daje się dotknąć…

1 komentarz

fakt!…

(J 20,1-9): Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, /które mówi/, że On ma powstać z martwych.

„Oto dzień, który Pan uczynił: radujmy się zeń i weselmy!” – woła dziś Kościół słowami psalmu – tymczasem Ewangelia pozbawiona jest jakichkolwiek emocji: uderza suchy zapis faktów i niechęć do objaśnień:
Przez całą sobotę [szabat] nie mogła – zabraniały tego przepisy religijne – teraz, jeszcze przed świtem, Maria Magdalena biegnie do grobu.
Ani słowa na temat jej uczuć i emocji. Przecież musiało się coś dziać w jej sercu: przywrócił jej ludzką godność…
Ten, który także był umiłowanym uczniem opisuje to bez emocji – dwa suche fakty: zastała grób otwarty i natychmiast pobiegła do Apostołów.
Możemy się jednak domyślać jej wzburzenia: „nawet po śmierci robią mu krzywdę…” – podsuwa uczniom interpretację: ktoś wykradł ciało z grobu…
I dalej znów suchy zapis: zaalarmowani Piotr i Jan biegną do grobu.
Jan, choć dobiegł pierwszy, poczekał na Piotra, by on mógł tam wejść i zbadać co się stało. Dlaczego się zatrzymał? Interpretację pozostawia nam. Ewangelista skupia się na faktach, na tym, co widać:
We wnętrzu grobu leżą płótna, w które było owinięte ciało Jezusa, oraz osobno w innym miejscu chusta z Jego głowy – ujrzał i uwierzył.
Brak komentarza. To my zauważmy, że gdyby ktoś wykradał ciało z grobu, to z pewnością by go tam nie rozbierał [tym bardziej, że Jezus umarł poraniony – płótna musiały się mocno skleić z Jego ciałem]…
Zmartwychwstał! – zapis faktów, bez emocji i interpretacji…
Zmartwychwstał! – może i suche fakty – potężna jednak radość!!!

Papież Franciszek powiedział kiedyś, że logika chrześcijanina jest „logiką dnia pojutrzejszego”, która nie zatrzymuje się na chwili obecnej, ale z ufnością spogląda na zmartwychwstanie ciała… Zwrócił uwagę, że gdy składamy Wyznanie Wiary, to ostatnią jego część często wypowiadamy w pośpiechu, ponieważ boimy się myśleć o przyszłości, o zmartwychwstaniu. Łatwo nam wejść w logikę przeszłości, która jest konkretna, czy teraźniejszości, którą widzimy, tymczasem logika przyszłości przeraża nas swoją totalnością… „Łatwiejsza jest pobożność spirytualistyczna, pobożność niuansów, ale trudno wejść w logikę ciała Chrystusa.”
Mówił też, że często myślimy o niebie w kategoriach gnostyckich, sądząc, że wszystko w nim będzie duchowe, obawiając się ciała…

Tymczasem Zmartwychwstanie to nie jest „fakt intelektualny”. Ten fakt wymaga od wierzących tego, by nie bać się rzeczywistości, nie zamykać się w sobie, nie uciekać od tego, czego się nie rozumie. Wymaga tego byśmy „nie zamykali oczu w obliczu problemów, nie negowali ich, nie usuwali znaków zapytania”.

„Wejście w misterium oznacza wykroczenie poza nasze własne wygodne zabezpieczenia, poza hamujące nas lenistwo i obojętność, aby wyruszyć na poszukiwanie prawdy, piękna i miłości, szukanie sensu nieoczywistego, niebanalnych odpowiedzi na kwestie stawiające pod znakiem zapytania naszą wiarę, naszą wierność i naszą racjonalność.”

Dodaj komentarz

Wielki Czwartek…

Dziś, gdy Chrystus ustanawia dwa sakramenty: Eucharystię i Kapłaństwo, jak zwykle dziękowałem moim współbraciom w kapłaństwie za posługę kapłańską, za posługę duszpasterską… W poprzednich latach, w życzeniach wspominałem o tym, że kapłan powinien być przede wszystkim człowiekiem: ludzkim być, choć niekoniecznie idealnym…; mówiłem też o kapłańskim „ojcostwie”, które jest rolą mężczyzny…

Dziś, w roku jubileuszu 50-lecia nadania przez Ojca Świętego Pawła VI naszemu kościołowi „ad perpetuam rei memoriam” tytułu Bazyliki Mniejszej, przypomniałem o szczególnym związku naszej Bazyliki ze Stolicą Apostolską oraz osobą Ojca Świętego – jednym z głównych zadań wspólnoty związanej z bazyliką jest studiowanie, upowszechnianie i wprowadzenie w życie dokumentów Stolicy Apostolskiej. Wspólnota bazyliki wezwana jest ponadto do szczególnej troski o wysoki poziom duszpasterski i kult sprawowany w świątyni…
Dlatego dziś, dziękowałem moim Bracia w kapłaństwie – w naszej Bazylice: za świadectwo wierności nauczaniu kolejnych papieży; za pielęgnowanie bogatej tradycji pobożności wypracowanej w naszym kościele; za świadectwo miłości Boga i Ojczyzny oraz Miasta Lublina; za pielęgnowanie szacunku do człowieka i godności jego pracy…

W tym kontekście, przypomniały mi się dziś również słowa Ojca Świętego Franciszka wygłoszone w ubiegłym roku w Sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie: „Kapłan nie zadowala się życiem przeciętnym, płonie pragnieniem świadczenia, lubi ryzyko i wychodzi nie ograniczony drogami już wytyczonymi, lecz jest otwarty i wierny trasom wskazanym przez Ducha Świętego: przeciwny wegetacji, uradowany z ewangelizacji”…
Przypomniał też wtedy, że kapłani i osoby konsekrowane są powołani do konkretnej miłości, czyli służby i dyspozycyjności i przestrzegł przed pokusą strachu i wygody, zamknięciem w sobie samych i swoich środowiskach: „Jezus nie lubi dróg przemierzanych połowicznie, przymkniętych drzwi, podwójnego życia. Wymaga, by wyruszyć w drogę bez obciążeń, wyjść rezygnując ze swoich zabezpieczeń, mocni jedynie w Nim (…) Jest to życie, gdzie nie ma przestrzeni zamkniętych i własności prywatnych, dla własnej wygody”…

Dalej papież mówił szczególnie do nas kapłanów-zakonników: „Jeśli życie konsekrowane ma zachować swą proroczą misję i urok, będąc dalej szkołą wierności dla bliskich i dalekich, musi zachować świeżość i nowość centralnego miejsca Jezusa, powab duchowości i moc misyjną; musi ukazywać piękno pójścia za Chrystusem, promieniując nadzieją i radością. (…) Aspektem, o który trzeba zadbać szczególnie, jest życie braterskie we wspólnocie. Należy je ożywiać modlitwą wspólnotową, modlitewną lekturą Słowa, czynnym udziałem w sakramentach Eucharystii i Pojednania, braterskim dialogiem i szczerym komunikowaniem między członkami wspólnoty, napomnieniem braterskim, miłosierdziem względem brata czy siostry, którzy grzeszą, dzieleniem odpowiedzialności. Temu wszystkiemu ma towarzyszyć wymowne i radosne świadectwo prostego życia u boku ubogich i misja skierowana przede wszystkim na peryferie egzystencjalne.”

Dziś rano natomiast, Franciszek przestrzegał księży: „Nigdy prawda o dobrej nowinie nie może być jedynie jakąś prawdą abstrakcyjną, z tych prawd, które nie w pełni wcielają się w życie ludzi, ponieważ czują się wygodniej w drukowanym piśmie książek.”
„Niech nikt nie próbuje oddzielić tych trzech łask Ewangelii: jej prawdy – która nie podlega negocjacjom; jej miłosierdzia – bezwarunkowego dla wszystkich grzeszników; oraz jej radości – wewnętrznej i integrującej.”

Wsłuchując się więc w słowa Franciszka życzyłem dziś Braciom: trwania w zachwyceniu się niezmienną Prawdą Ewangelii; odwagi w dawaniu świadectwa bezwarunkowego miłosierdzia; i radości – nie tylko tej zewnętrznej, ale wewnętrznej właśnie – tej która tworzy wspólnotę wiary…

Dodaj komentarz

zasłona przybytku rozdarła się…

(Mt 21,1-11): (…) A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: „Hosanna Synowi Dawida. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie. Hosanna na wysokościach”. (…)
(Mt 26,14 – 27,66): (…) A gdy nastał ranek, wszyscy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby Go zgładzić. (…) Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie. (…) Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Elí, Elí, Lemá sabachtáni? To znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (…) A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha. A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. (…)

Parę dni temu skończyłem dwie serie rekolekcji wielkopostnych, podczas których mówiłem o „katechezie krzyża” – o tym, co Bóg chce nam powiedzieć o swojej miłości. To w krzyżu właśnie słowo Boże „Kocham” wypowiedziane do człowieka staje się ciałem… Sam krzyż, męka i śmierć Jezusa, są czymś wtórnym wobec prawdy o miłości Boga, który robi wszystko, by nic nie oddzielało człowieka od Jego miłości…
Niestety człowiek bardzo często wpatrując się w krzyż koncentruje się na cierpieniu Boga… Ono ma budzić w nas poczucie winy. Z tego poczucia winy, i po trosze pewnie z wdzięczności za cierpienie Boga, ma się rodzić w nas posłuszeństwo Bogu, wierność w zachowywaniu przykazań i wykonywanie różnych praktyk religijnych…
Człowiek koncentruje się na cierpieniu, bo nie wie czym jest i nie potrafi zrozumieć prawdziwej miłości. W swojej często niedojrzałej, egocentrycznej miłości koncentruje się na tym co daje. Stąd pewnie w krzyżu widzi jedynie cierpienie Boga a nie dar miłości dla siebie. Podobnie bywa z „kochającymi” rodzicami, którzy zamiast skupić się na darze miłości, który otrzymują od nich dzieci, wypominają im swoje poświęcenie, cierpienie i to, ile z siebie dają… Istotą miłości, która nie jest egocentryczna, nie jest to, co robię dla drugiej osoby i co z siebie daję, ale to, co otrzymuje obdarowany. Miłość, to zabieganie o dobro drugiego a nie koncentracja na sobie i swoim poświęceniu…
Stąd właśnie istotą daru Jezusa, Jego krzyża, nie jest i nie może być Jego cierpienie, które prowadzi do poczucia winy. Istotą daru Jezusa, Jego krzyża, jest miłość… Przez krzyż i w krzyżu właśnie doświadczamy Bożej miłości…

Bóg kocha i dlatego robi wszystko, by nic nie oddzielało od Niego człowieka. Przez krzyż usuwa grzech i jego skutek – śmierć; przez krzyż czyni nas jeszcze bardziej bliższymi sobie: zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół… W Liście do Hebrajczyków czytamy: Do pierwszej części przybytku zawsze wchodzą kapłani sprawujący służbę, do drugiej zaś części przybytku jedynie arcykapłan, i to tylko raz w roku, i nie bez krwi, którą składa w ofierze za grzechy swoje i swojego ludu. Przez to pokazuje Duch Święty, że jeszcze nie została otwarta droga do Miejsca Świętego, dopóki istnieje pierwszy przybytek…. [Chrystus] przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie (Hbr 9,6-12). Od momentu śmierci Jezusa na krzyżu wszyscy mają przytęp do Ojca – Bóg już nie jest niedotykalny i nic nas od Niego nie oddziela…
Bariera znika. Bóg staje się bliski… Zasłona przybytku rozdarła się, a to oznacza, że niebo otwiera swe podwoje dla tych, którzy uwierzą w to, co dokonało się na krzyżu, tych, którzy uwierzą w Jego miłość…

1 komentarz

„Wyjdź na zewnątrz!”…

(J 11,1-45): (…) Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. (…) Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. (…) Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. (…) Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. (…) wzruszył się w duchu, rozrzewnił (…) zapłakał. (…) zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! (…) Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. (…)

Nie wiem, czy Łazarz był zadowolony ze swojego wskrzeszenia… Zapewne Jezus wziął pod uwagę ryzyko niezadowolenia przyjaciela z powrotu do obecnego życia. Czy jednak demonstracja panowania nad śmiercią jest wystarczającym powodem wskrzeszenia?
Niewątpliwie… Chciał przekazać coś niesamowicie istotnego, chciał pokazać, że więzy miłości są dla Niego na tyle ważne, że śmierć nie powinna im przeszkadzać… Chciał przekazać prawdę o kochającym Ojcu, który robi wszystko, by usunąć to, co nas od Niego oddala…

Trzy lata temu (6.04.2014) Franciszek podczas modlitwy na Anioł Pański nawiązał do wołania Jezusa przed zapieczętowanym grobem przyjaciela Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!:

To stanowcze wołanie skierowane jest do każdego człowieka, ponieważ wszyscy jesteśmy naznaczeni śmiercią. (…) Chrystus nie godzi się z grobami, jakie sobie wybudowaliśmy poprzez nasze wybory zła i śmierci, błędami i grzechami. On się z tym nie godzi. Wzywa nas, niemal nam nakazuje, byśmy wyszli z grobu, do którego strąciły nas nasze grzechy. Nieustannie nas wzywa, byśmy wyszli z ciemności więzienia, w którym się zamknęliśmy, zadowalając się życiem fałszywym, egoistycznym, przeciętnym. Mówi nam: „Wyjdź na zewnątrz!”, (…) dla miłosierdzia Bożego oferowanego wszystkim nie ma żadnych ograniczeń! (…) Pan jest zawsze gotów do podniesienia kamienia nagrobnego naszych grzechów, (…)

Dodaj komentarz