Archiwum dla Marzec 2017

błotem w oczy…

(J 9,1-41): (…) «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. (…) To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» (…) On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» (…) Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». (…) «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».

Człowiek ma tendencję do upraszczania rzeczywistości, do poszukiwania łatwych i prostych odpowiedzi… W obliczu cierpienia i doświadczenia zła takich uproszczonych odpowiedzi dać nie można. I pewnie jednym z najważniejszych pytań stawianych każdej religii, również chrześcijaństwu, jest pytanie „unde malum?” skąd zło?, gdzie jest źródło cierpienia? Dopóki nie damy sobie odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia, dopóty będziemy kroczyć w ciemności. Tylko szczera odpowiedź: stało się tak, aby się (…) objawiły sprawy Boże otwiera oczy i daje możność widzenia świata stworzonego przez Boga w prawdzie…

Smutnym i zastanawiającym jest fakt, że dzisiejsza ewangelia więcej miejsca poświęca „zaślepionym” faryzeuszom niż temu, który został łaską uzdrowiony. Faryzeusze uważali się za specjalistów w sprawach Boga, jednak woleli żyć w ciemności, niż zgodzić się na światło Bożej miłości: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal». Współczesny świat ma również swoich faryzeuszy, którzy w swojej ślepocie – choć mówią, że „widzą” – nie potrafią dostrzec, uzdrawiającego i stwarzającego na nowo Mesjasza. Co więcej, nie chcą podprowadzić „żyjących w ciemności” do Niego, a nawet to zbliżenie utrudniają…
Niestety człowiek „żyjący w ciemności” nigdy prawdziwej pomocy od takich faryzeuszy nie dostanie. Tak było i z niewidomym z ewangelii – żebrał wśród ludzi, bo uważał, że jedynie oni mogą mu pomóc. Nie szukał pomocy u Boga, bo założył, że nic od Boga nie dostanie, że ślepota jest czymś naturalnym i należy się na nią zgodzić. Współczesny człowiek dość często zgadza się na duchową ślepotę i nie prosi Boga o uzdrowienie a jedynie ludzi o wsparcie…

Działanie Jezusa jest zgoła inne. Nie utwierdza człowieka w przekonaniu, że tak musi zostać. Nie poklepuje po ramieniu zachęcając do akceptacji życia w mroku. Działa: lepi na nowo człowieka z prochu ziemi… Ojcowie Kościoła (np. św. Ireneusz już w II w.) zwracali uwagę, że Jezus posługuje się prochem ziemi podobnie jak sam Ojciec przy stwarzaniu człowieka; sama ślina to wręcz skondensowane „tchnienie życia”. On przywraca pierwotny, utracony przez grzech, porządek stworzenia – naprawia stworzenie…
Nie boi się, że to lecznicze działanie – błoto na oczy – może sprawić ból i cierpienie. Nowe narodzenie musi zaboleć. Podobnie jak w kultowym filmie Matrix: Witaj w prawdziwym świecie. Bolą cię oczy? – bo nigdy ich nie używałeś. On jednak nie zostawia w bólu: Idź, obmyj się… Obmyj się w wodzie chrztu i w sakramencie pojednania, który jest zakorzeniony w wodzie chrztu…
I tu pojawia się pytanie, czy mam wiarę i odwagę płynącą z wiary, by, gdy spotkam „ślepego”, położyć błoto na jego oczy? Czy mam wiarę i odwagę płynącą z wiary, by sprawić mu uzdrawiający ból i potem wskazać drogę do wody narodzin? Czy mam wiarę i odwagę płynącą z wiary, by stać się narzędziem Mesjasza? Czy może po prostu zaniecham działania, by nie sprawić bólu „ponownych narodzin” – wówczas razem zostaniemy ślepcami…

Dodaj komentarz

zaślubiny przy studni…

(J 4,5-42): Jezus przybył do miasteczka samarytańskiego, (…) Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny. Nadeszła /tam/ kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić! (…) Na to rzekła do Niego Samarytanka: Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? (…) Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko. Powiedział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, który z tobą mówię. (…)

Jezus siada przy studni i podobnie jak na krzyżu [Pragnę! (J 19,28)] wypowiada „słowa pragnienia”: Daj Mi pić! Dzisiejsza ewangelia mówi o „zaspokojeniu pragnienia Boga”. I nie chodzi tu o pragnienie zwykłej wody – jeśli Ojciec posłał Go, aby zaspokoić nasze ludzkie pragnienie życia wiecznego – to On sam pragnie wiary i miłości człowieka

Dziś myślę o studni, przy której siadł Jezus. W Starym Testamencie mamy trzy wydarzenia przy studni. Pierwsze, gdy Abraham wysłał swego sługę, by znalazł żonę dla Izaaka – sługa spotkał piękną kobietę przy studni i zaczął rozmowę od słów: Daj mi się napić trochę wody z twego dzbana! (Rdz 24, 17) – tak Rebeka stała się żoną Izaaka. Drugie, gdy przy studni patriarcha Jakub spotyka swą przyszłą żonę Rachelę (Rdz 29, 10). I trzecie, to spotkanie Mojżesza z siedmioma córkami kapłana Madianitów Reuela, które bierze w obronę i poi ich owce – jedna z nich Sefora zostaje jego żoną (Wj 2,15-22).
Czyż nie tak samo zasiada przy studni Jezus ze swoim pragnieniem miłości? To przy studni właśnie, przed Samarytanką, jako pierwszą osobą, otwiera swoje serce i mówi wprost, że jest Mesjaszem. Ona otwiera swoje serce i przyznaje się do pogubienia w miłości. To jakby mistyczne zaślubiny Chrystusa z człowiekiem pragnącym prawdziwej miłości i ciągle tej miłości nieosiągającym… Chrystus pomaga nam zrozumieć prawdę o tym, że jest Oblubieńcem Kościoła.

Jest jeszcze jeden ciekawy wątek tego spotkania przy studni. Zasadniczo do studni przychodziło się unikając upału, rano lub wieczorem, a nie w samo południe. Ona przychodzi tak, by nikogo nie spotkać. Niby pragnie i szuka prawdziwej miłości – a jednak ucieka z tych przestrzeni, gdzie może ją spotkać. Wie, że się pogubiła, że lokowała serce nie tam, gdzie miłość byłaby trwała i prawdziwa… Tak naprawdę boi się już jakichkolwiek spotkań…
On jednak w samo południe czeka na nią, by ofiarować jej siebie i pragnąc jej otwartości. Nie przeszkadzają Mu żadne bariery: ani to, że ona unika ludzi i ucieka przed spotkaniem, ani to, że dzielą ich różnice kulturowe i narodowościowe…
Może warto odkryć w tej Samarytance siebie. Wszyscy mamy pragnienie prawdziwej miłości, ale też jesteśmy w zaspokajaniu tego pragnienia pogubieni. Jest w nas taki samarytański synkretyzm religijny (lokujemy serce nie w tym co nam daje prawdziwe szczęście) i zdrada przymierza miłości. On z takim/taką mną chce się naprawdę spotkać. Czeka w samo południe naszego życia przy studni, by dać nam wody żywej. By otworzyć swoje serce i zaprosić mnie do wejścia z Nim w żywą relację miłości. On pragnie zaślubin ze mną…

Dodaj komentarz

na spotkanie…

(Mt 17,1-9): Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. (…)

W historii zbawienia góra jest miejscem uprzywilejowanym – tu „ziemia dotyka nieba”. Nic więc dziwnego, że Wielki Post, zaprasza do wspinaczki na górę. Trzy lata temu pisałem, że celem tej wspinaczki jest uświadomienie sobie, że to On sam rozbija swój namiot dla mnie a nie ja dla Niego. Dawałem też zachętę do przypominania sobie wszystkich momentów doświadczenia Jego obecności w moim życiu, by mogły być umocnieniem w chwilach próby, ciemności i opuszczenia. Zachęcałem również do usłyszenia na nowo Jego słów: ty jesteś mój syn umiłowany, ty jesteś moja córka umiłowana…

Dziś chciałbym odnieść przemienienie na górze do Jego pierwszego przemienienia, gdy Bóg stał się człowiekiem: On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi (Flp 2,6-7). Bez prawdy o Wcieleniu nie da się zrozumieć tego co wydarzyło się na górze.
Ojcowie Kościoła prawie jak mantrę powtarzali, że Bóg po to stał się człowiekiem, aby człowiek mógł uczestniczyć w życiu Boskim. Chrystus na górze ukazuje nam cel naszego życia. Tam uczniowie zostają oświeceni Bożym światłem, które przenika szczeliny tego, co zamknięte, wnika głęboko i budzi życie. Wyjście z Chrystusem na górę daje każdemu z nas uczestnictwo w Jego Boskim życiu i możność chodzenia w Jego światłości.

Po co Mojżesz i Eliasz? Oni również wychodzili na wysoką górę, by rozmawiać z Bogiem. Obaj przed spotkaniem z Panem odbyli czterdziestodniowy post. Jeden zawiera z Bogiem przymierze, drugi spotyka Pana w łagodnym powiewie wiatru.
Ta wielkopostna „wspinaczka” nie jest dla sportu – ona ma się skończyć spotkaniem z żywym Bogiem. Czy to będzie na wzór mojżeszowy jakieś moje przymierze z Bogiem czy jak u Eliasza odkrycie Jego delikatnej obecności – na pewno będzie czymś realnym…

Dodaj komentarz

jak nie ulec pokusie…

(Rdz 2,7-9;3,1-7): (…) A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. (…)
(Mt 4,1-11): (…) Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem . Lecz on mu odparł: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. (…) Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. Odrzekł mu Jezus: Ale jest napisane także: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. (…) Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. (…)

Mogłoby się wydawać, że w ewangelii mamy zapis walki Jezusa z szatanem. Tymczasem Bóg z szatanem nie walczy – szatan nie jest „godnym” walki przeciwnikiem, on jest tylko stworzeniem…
W ewangelicznym opisie kuszenia Jezusa mamy w rzeczywistości wizualizację naszej ludzkiej walki z pokusami diabła. Jezus chce nas jednak zapewnić, że On również wychodzi na pustynię i staje u naszego boku. On jest z nami podczas każdego naszego kuszenia, wspomaga nas i pokazuje jak należy odpowiadać na pokusy. To On walczy w nas…

Dzisiejsze Słowo, tak naprawdę, podpowiada nam w jaki sposób pozwolić Jezusowi na prowadzenie tej zwycięskiej walki z szatanem w nas samych…

Po pierwsze, w naszym codziennym życiu należy zauważać i dostrzegać ogrom tego, czym mnie Pan obdarzył, co mam, i co jest niewątpliwie Jego darem. Nie wolno skupiać się na tym czego nie mam i czego mi brakuje. Tak stało się z Ewą w raju – wąż chciał, by przestała dostrzegać to wszystko, co jest dla niej, i skupiła się na tym, co dla niej nie jest. Tak wygrał walkę…

Po drugie… Pamiętam jeszcze z wykładów prawa, jak wykładowca powtarzał prawie jak mantrę: „przywileje należy interpretować szeroko a zakazy wąsko i ściśle”. Warto więc ciągle uświadamiać sobie na jak dużo nam Bóg pozwala – jaką wolnością i zaufaniem się cieszymy. Nie wolno skupiać się na zakazach, które nie są ograniczeniem wolności a pomocą w dostrzeżeniu właściwej drogi i dobrych wyborów. Wąż naprowadził myślenie Ewy na zakaz – zaczęła się na nim skupiać – pojawiła się wątpliwość, że Bóg ogranicza wolność – bardzo szybko zakaz rozszerzyła: „a nawet go dotykać”. Tak wygrał walkę…

Po trzecie wreszcie, nie wolno walczyć z szatanem samemu – nie wolno wchodzić z nim w dialog. Sam, jako człowiek, nie jestem w stanie z nim wygrać. Trzeba w pokorze uznać swoją niższość i pozwolić działać samemu Jezusowi. Każdy dobry egzorcysta wie, że podczas egzorcyzmu nie dyskutuje się ze złym duchem, nie zadaje się własnych pytań i nie prowadzi się rytuału „po swojemu”. Wypowiada się słowa z Pisma św. i zatwierdzonych modlitw Kościoła. To Chrystus prowadzi dialog i walkę…
W ewangelii właśnie taki sposób dialogu z pokusami pokazuje Jezus. Szatan kusi Go by odpowiedział na mesjańskie oczekiwania ludu: zamień kamienie w chleb, pokaż cudowne ocalenie, obejmij władzę nad tym światem. Jezus nie wchodzi w bezpośredni dialog – odpowiada cytatami z biblijnego objawienia. Podpowiada nam wyraźnie: wobec pokusy jedynym ratunkiem jest Słowo Pana a nie moja mądrość…

Dodaj komentarz

trzecia dłoń…

KazimierzDziś w Kościele Polskim obchodzimy święto św. Kazimierza, królewicza. Współczesny mu autor żywota zanotował: Niewypowiedziana i najszczersza miłość ku Wszechmogącemu Bogu w Duchu Świętym tak bardzo ogarniała serce Kazimierza, tak obfitowała i wylewała się na zewnątrz z głębi serca ku bliźnim, iż nic nie było dlań przyjemniejszym, nic bardziej upragnionym, jak wszystko swoje, a także i siebie samego oddać ubogim Chrystusa, podróżnym, chorym, więźniom i strapionym.
W katedrze wileńskiej, gdzie został pochowany znajduje się ikona, na której Kazimierz ma trzy dłonie (dwie prawe i jedną lewą). Legenda wyjaśnia, że malarz próbował zmienić nieco kompozycję wizerunku Świętego Kazimierza, zamalowując jedną rękę, malując ją w innym miejscu, lecz zamalowywana kończyna wciąż pozostawała widoczna. Dlaczego? Możliwe, że trzy dłonie mają przypominać o życiu świętego. Królewicz był dobry, hojny i pobożny…

Właśnie na postać św. Kazimierza zwróciłem m.in. uwagę w kazaniu, które głosiłem trzy dni temu, w Środę Popielcową, w katedrze lubelskiej. Zachęcałem, by ta trzecia dłoń stała się dla nas symbolem nawrócenia wiekopostnego, symbolem hojności w dziełach miłosierdzia!!!
Nawrócenie, to nie tylko odwrócenie się od grzechu i zwrócenie się do Boga. Nawrócenie to również dostrzeganie drugiego – bo widzi go ciągle Ojciec. Nawrócenie, to postawa miłosierdzia, bo miłosierny jest nasz Ojciec.

KazimierzTo dlatego Ojciec Święty Franciszek w tegorocznym orędziu na Wielki Post powiedział: chrześcijanin jest wezwany, by powrócił do Boga „całym swym sercem” (Jl 2,12), aby nie zadowalał się życiem przeciętnym… Druga osoba jest darem. (…) nie jest irytującą przeszkodą, ale wezwaniem do pokuty i przemiany swojego życia. (…)Wielki Post jest czasem sprzyjającym otwarciu drzwi każdemu potrzebującemu i rozpoznaniu w nim, czy też w niej, oblicza Chrystusa. (…) Każde życie, które napotykamy, jest darem i zasługuje na akceptację, szacunek, miłość.

Niech to nawrócenie będzie nie tylko zerwaniem z grzechem, ale również wyciągnięciem trzeciej dłoni w geście hojności w dziełach miłosierdzia wobec drugiego człowieka…

Dodaj komentarz