Archiwum dla Luty 2017

nie marnuj energii na tworzenie scenariuszy przyszłości…

(Mt 6,24-34): (…) Dlatego powiadam wam: Nie martwcie się o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. (…) Nie martwcie się zatem i nie mówcie: co będziemy jedli? co będziemy pili? czym będziemy się przyodziewali? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. (…)

I bardzo dobrze, że w nowych lekcjonarzach pojawiło się lepsze tłumaczenie dzisiejszego fragmentu ewangelii – choć pewnie w niektórych kościołach czyta się jeszcze ze starych lekcjonarzy… Chodzi o słowo „zbytnio”, które tłumacz Biblii Tysiąclecia dodał (a nie ma go w oryginale) zmieniając sens wypowiedzi Chrystusa: Nie martwcie się [zbytnio] o swoje życie, o to, co macie jeść i pić…
Nie troszczcie się zbytnio… może oznaczać: „trzeba ufać Bogu, ale warto się zabezpieczyć, tak na wypadek, gdyby, nie daj Boże, Bóg nas zawiódł”… A w ewangelii stoi: Nie troszczcie się o swoje życie… Św. Paweł doda (Flp 4,2): O nic się nie troszczcie…

Na pewno Jezus nie wzywa do „nic-nierobienia” i zastąpienia brania odpowiedzialności za swoje życie i swoją przyszłość totalnym i bezrozumnym zaufaniem: „Bóg się mną opiekuje i da mi wszystko…” Zostaliśmy przecież obdarzeni rozumem i zdolnością odpowiedzialności za siebie i tych, którzy potrzebują naszej pomocy. Zostaliśmy obdarzeni zdolnością brania losu w swoje własne ręce…
Niesamowicie trafnym komentarzem do dzisiejszej ewangelii mogą być słowa św. Augustyna: „Pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie, ale ufaj tak, jakby wszystko zależało od Pana Boga”.
Jeśli wczytamy się w słowa Jezusa mając w pamięci komentarz Augustyna, to zrozumiemy, że chciał On jedynie zwrócić uwagę na to, że cokolwiek by się ze mną działo, Bóg mnie nie zostawi; że On zawsze przy mnie był, że On ze mną jest i mogę mieć pewność, że będzie ze mną i jutro. On, nie zraża się moimi kryzysami, zwątpieniami, poczuciem osamotnienia – ciągle powtarza: „Ja nie zapomnę o tobie!”. Poddawanie się lękom o przyszłość, marnowanie energii na tworzenie scenariuszy przyszłości i „zbytnia” troska o jutro potrafi przesłonić nadzieję, że On jest obok i mnie nie zostawi…

To dlatego papież Franciszek, nawiązując dziś przed modlitwą Anioł Pański do ewangelii wspomniał, że chociaż doświadczamy codziennie wielu trosk, które mogą zniechęcać, to jednak „Jezus wzywa nas usilnie, byśmy nie martwili się o dzień jutrzejszy, przypominając, że ponad wszystkim jest miłujący Ojciec, który nigdy nie zapomina o swoich dzieciach”, a powierzenie się Jemu „nie rozwiąże wprawdzie magicznie problemów, ale pozwala podjąć go z właściwym nastawieniem”. Przestrzegł też przed opieraniem się na dobrach doraźnych i przypadkowych oraz przed zapominaniem, a tym bardziej odrzuceniem dobra najwyższego, jakim jest ojcowska miłość Boga…

Dodaj komentarz

zawstydzić zło…

(Mt 5,38-48): Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. (…) Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; (…) ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. (…)

Trzy lata temu pisałem, że nikt o zdrowych zmysłach nie podejrzewa Jezusa o to, że nakazuje by nie zauważać krzywdy i zła i… by na niego nie reagować. Nikt nie podejrzewa Go o bycie skrajnym pacyfistą. On jest po prostu realistą i wie, że ból i cierpienie wyrządzone przez drugiego człowieka staje się źródłem złych emocji, które potrafią człowieka zaślepić. Dlatego chce zwrócić uwagę, że zło, które tak jasno i wyraźnie potrafimy dostrzec w drugim człowieku, i które niewątpliwie boleśnie nas dotyka, jest tylko częścią prawdy o nim. Przypomina, że zasłona „nienawiści” może zdecydowanie utrudnić odkrywanie w drugim człowieku dobra – może w jakiś sposób zdeformowanego i niewidocznego, ale jednak dobra. I dopowiada również, że każdy człowiek – nawet „ten zły” – jest kimś kochanym przez Ojca…

Dzisiejszy fragment Kazania na Górze to strategia walki ze złem, a nie z wrogiem, który to zło czyni. Wrogiem nie jest człowiek, ale zło, które ten człowiek czyni. Jak pokonać zło, oszczędzając człowieka?
Jezus jest realistą i wie, że zła nie da się pokonać jeszcze większym złem – taka strategia prowadzi jedynie do eskalacji samego zła – zło, na które odpowiada się złem, jeszcze bardziej się zbroi. Jego pomysł jest więc dość nowatorski: zło można pokonać jedynie zawstydzając go dobrem: powstrzymać się od odwetu i przemocy, a w zamian kochać i modlić się za czyniącego zło. Tylko zło zaskoczone i zawstydzone dobrem da się rozbroić.

To dlatego papież Franciszek podczas dzisiejszej modlitwy Anioł Pański przypomniał, że „zemsta nigdy nie prowadzi do rozwiązania konfliktów”. O dzisiejszym fragmencie ewangelii mówił, że najlepiej wyraża on „rewolucję chrześcijańską”:

Jezus nie każe swoim uczniom znosić zła, ale wręcz reagować, tyle, że nie innym złem, lecz dobrem. Wystarczy więc przerwać łańcuch zła i naprawdę zmienić ten stan rzeczy. (…) Zło jest bowiem w istocie „brakiem” dobra i nie można wypełnić pustki inną próżnią, ale tylko „pełnią”, czyli dobrem. Zemsta nigdy nie prowadzi do rozwiązania konfliktów.
(…) miłość chrześcijańska, która przejawia się szczególnie w miłosierdziu stanowi doskonalszą realizację sprawiedliwości. (…) Wolno nam szukać sprawiedliwości; naszym obowiązkiem jest czynienie sprawiedliwości. Nie wolno nam natomiast mścić się, ani w żaden sposób podsycać zemsty, jako wyraz nienawiści i przemocy.
(…) wróg jest osobą ludzką, stworzoną jako taki na obraz Boga, chociaż w chwili obecnej jest przyćmiony niegodnym postępowaniem…

Dodaj komentarz

prawo na straży Miłości…

(Mt 5,17-37): Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. (…) Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano (…) A Ja wam powiadam: (…)”

Trzy lata temu komentując dzisiejszy fragment Kazania na Górze pisałem: Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków… Przyszedłem podnieść poprzeczkę… Nic nie zmieniam, nic nie dodaję, tłumaczę Prawo, którego podstawowym nakazem jest miłość.
Chcę przywrócenia relacji miłości pomiędzy Bogiem i człowiekiem… Kto stoi po stronie Boga nigdy nie stanie przeciw człowiekowi…

Ten fragment Kazania na Górze jasno pokazuje jak łatwo można w przestrzeganiu Prawa skupić się jedynie na zewnętrznej sferze obowiązków. Tak jest prościej – nie trzeba się wtedy zastanawiać o co chodziło samemu Prawodawcy. Nie trzeba się wsłuchiwać w intencje kochającego Boga. Jest Prawo – wystarczy go jedynie literalnie przestrzegać… Ale czy to jest miłość? Czy takie Prawo spełnia swoją rolę i stoi na straży prawdziwej miłości?

Podobnie stało się z adhortacją papieża Franciszka Amoris laetitia i niezrozumieniem ósmego jej rozdziału. Najlepiej nasze postępowanie sprowadzić do literalnego i zewnętrznego przestrzegania prawa: „Komunia św. nie jest dostępna dla osób żyjących w drugich związkach”. Prawo jest jasne, wskazania są jasne – umywamy ręce, jesteśmy usprawiedliwieni i nic nie musimy w tej sytuacji robić: sami sobie pogmatwali życie…
Ale czy na tym polega miłość kochającego Boga do każdego człowieka? Czy takie prawo stoi na straży prawdziwej miłości?
Chyba o tym chciał napisać Franciszek w swoje adhortacji. To dlatego pochwalił interpretację ósmego jej rozdziału podaną w liście biskupów regionu Buenos Aires (5.09.2016): Nie ma innych interpretacji. (…) To właśnie duszpasterskie miłosierdzie wzywa nas do wyjścia na spotkanie oddalonych i do podjęcia drogi przyjęcia, towarzyszenia, rozeznawania i integracji we wspólnocie Kościoła. Wiemy, że jest to wymagające, chodzi bowiem o duszpasterstwo „ramię w ramię”, które nie zadowala się środkami programowymi, organizacyjnymi czy prawnymi, także koniecznymi.
To chyba podniesienie poprzeczki a nie zmiana nauczania Kościoła. Oby w ten sposób zaczęto postrzegać intencje Franciszka…

Wskazania Listu:

1) W pierwszej kolejności przypominamy, że nie jest stosowne mówić o „pozwoleniach” do przystępowania do sakramentów, lecz o procesie rozeznawania przy towarzyszeniu duszpasterza. Jest to rozeznawanie „osobiste i duszpasterskie” (AL 300).
2) Na tej drodze duszpasterz powinien przekazać szczególnie podstawowe przepowiadanie, czyli kerygmat, który pobudzi i odnowi osobiste spotkanie z Jezusem Chrystusem.
3) Towarzyszenie osobiste to via caritatis. Jest ono zaproszeniem do podążania „drogą Jezusa: drogą miłosierdzia i integracji” (AL 296). Ten szlak wymaga od kapłana okazania duszpasterskiego miłosierdzia, które przyjmuje penitenta, wysłuchuje go uważnie i ukazuje matczyne oblicze Kościoła. Natomiast penitent wezwany jest do przyjęcia czystej intencji i dobrego postanowienia postawienia całego swego życia w świetle Ewangelii i wprowadzania miłości w czyn.
4) Ta droga nie musi koniecznie prowadzić do sakramentów, lecz może skierować ku innym formom ściślejszej integracji z życiem Kościoła takim jak: większa obecność we wspólnocie, uczestnictwo w grupach modlitewnych i formacyjnych, zaangażowanie w różne posługi kościelne itp. (por. AL 299).
5) Gdy jest to wykonalne w konkretnych warunkach danej pary małżonków, szczególnie gdy obydwoje są chrześcijanami kroczącymi drogą wiary, można im zaproponować życie we wstrzemięźliwości seksualnej. Amoris Laetitia nie pomija trudności związanych z takim wyborem (por. AL przypis 329) i pozostawia otwartą możliwość przystępowania do sakramentu pojednania, kiedy się upadnie w tym postanowieniu (por. AL przypis 364 według nauczania Jana Pawła II w liście do kardynała Williama Bauma z dnia 22.03.1996).
6) W innych bardziej skomplikowanych okolicznościach i kiedy nie można było stwierdzić nieważności małżeństwa, wyżej wymieniona opcja może nie być wykonalna. Niemniej jednak jest nadal możliwa droga rozeznawania. Jeśli dochodzi się do rozpoznania, że w konkretnym przypadku istnieją okoliczności łagodzące odpowiedzialność i winę (por. AL 301-302), szczególnie jeśli bierze się pod uwagę dobro dzieci z nowego związku, Amoris Laetitia otwiera możliwość przystąpienia do sakramentów: pojednania i Eucharystii (por. AL przypisy 336 i 351). One dzięki sile łaski przyczyniają się do dalszego dojrzewania i wzrostu takich osób.
7) Należy jednak unikać rozumienia tej możliwości jako nieograniczonego dostępu do sakramentów dla osób żyjących w sytuacjach nieregularnych albo uznania, że jakakolwiek sytuacja to usprawiedliwia. Proponuje się natomiast rozeznanie, które pozwoli ocenić odpowiednio każdy przypadek. Na przykład szczególnej ostrożności wymagają sytuacje „nowego związku zawartego po niedawnym rozwodzie” lub „kogoś, kto wielokrotnie nie wypełniał swoich zobowiązań rodzinnych” (AL 298). Odnosi się to również do swego rodzaju apologii lub afiszowania się z własną kondycją, „jakby była częścią ideału chrześcijańskiego” (AL 297). W tych trudniejszych sytuacjach jako pasterze powinniśmy towarzyszyć z cierpliwością, szukając jakiejś drogi integracji (por. AL 297, 299).
8) Zawsze jest ważne, aby osobom żyjącym w sytuacjach nieregularnych wskazywać drogę do stanięcia w swym sumieniu przed Bogiem. Do tego pożyteczny jest „rachunek sumienia” proponowany przez Amoris Laetitia (AL 300), szczególnie odnośnie do tego, „w jaki sposób zachowywały się wobec swoich dzieci” i opuszczonego małżonka. Gdy doszło tu do niesprawiedliwości, która nie została naprawiona, dopuszczenie do sakramentów byłoby szczególnie gorszące.
9) Może być niekiedy wskazane przystępowanie do sakramentów w sposób poufny, zwłaszcza gdy przewiduje się jakieś sytuacje konfliktowe. Jednocześnie nie można zaniedbywać prowadzenia wspólnoty do wzrastania w duchu zrozumienia i przyjęcia, co nie może jednak wiązać się z powstaniem zamieszania odnośnie do nauki Kościoła na temat nierozerwalności małżeństwa. Wspólnota jest narzędziem miłosierdzia, które jest „niezasłużone, bezwarunkowe i bezinteresowne” (AL 297).
10) Rozeznawanie się nie kończy, ponieważ „jest dynamiczne i zawsze powinno być otwarte na nowe etapy rozwoju i nowe decyzje pozwalające na zrealizowanie ideału w pełniejszy sposób” (AL 303) według „prawa stopniowości” (AL 295) i z zaufaniem w pomoc łaski Bożej. Jesteśmy duszpasterzami, dlatego pragniemy przyjąć słowa papieża: „Zachęcam duszpasterzy, aby słuchali z miłością i spokojem, ze szczerym pragnieniem, aby dojść do sedna dramatu osób i zrozumieć ich punkt widzenia, aby pomóc im żyć lepiej i rozpoznać własne miejsce w Kościele” (AL 312).

Dodaj komentarz

by Imię Boże nie doznało zniewagi…

(Mt 5,13-16): Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? (…) Wy jesteście światłem świata. (…) Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, (…) aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.

Trzy lata temu pisałem, co znaczy być solą i na czym polega jej zwietrzenie. Wspomniałem również o remedium na zwietrzenie – być światłem: wiara nie jest sprawą prywatną. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Przestrzeń publiczna potrzebuje „naszego” światła. To wiara w kochającego Boga wpływa na postawę innych, kształtuje ich poglądy i dobre relacje…

Nie da się ukryć, że dzisiejsza ewangelia skierowana jest głównie do funkcjonariuszy Kościoła (duchowieństwa i osób konsekrowanych). Niestety, funkcjonariusze (sam biję się w piersi) zdają się często postępować tak, jakby ich „zawód” już był solą i światłem: zaprzestają starań by sól ciągle miała swój smak i wypełniała swoje zadanie oraz by światło naprawdę świeciło tym, którzy go potrzebują… Dlatego przypomnę sobie i innym fragment homilii papieża Franciszka na zakończenie Roku Jubileuszowego 800-leca naszego Zakonu (28.01.2017): trzeba, aby sól nie utraciła smaku, a światło się nie ukrywało (por. Mt 5,13- 15). Jezus mówi to bardzo jasno: jeśli sól utraci swój smak, na nic się nie przyda. Biada soli, która utraciła swój smak! Biada Kościołowi, który utracił swój smak! Biada kapłanowi, osobie konsekrowanej, zgromadzeniu, które utraciło swój smak!

Tydzień temu na prowadzonej przeze mnie katechezie dla dorosłych omawiałem encyklikę św. Jana XXIII „Princeps Pastorum”. Jest w niej kilka słów, które są pięknym komentarzem do dzisiejszej ewangelii:

Przede wszystkim bowiem poprzez swoją świętość kapłani mogą i powinni być światłością świata i solą ziemi (por. Mt 5,13 n), to jest i dla ich własnego narodu i dla całego świata. Zwłaszcza przez świętość mogą pokazać wszystkim piękno i nadprzyrodzoną moc Ewangelii, a zarazem uczyć wszystkich, że celem życia chrześcijańskiego jest doskonałość, o którą mogą i powinny zabiegać wszystkie dzieci Boże walcząc o nią wytrwale wszelkimi siłami bez względu na to, z jakiego pochodzą ludu, w jakim środowisku życiowym przebywają i z jakiej korzystają cywilizacji.

Ktokolwiek przyznaje się do imienia chrześcijanina, niech w pełni zdaje sobie sprawę z tego, że jest związany naczelnym i szczególnym jakimś obowiązkiem sumienia, aby być świadkiem prawdy, w którą wierzy i łaski, która przemieniła jego duszę: „Chrystus po to nas tutaj postawił – jak powiada jeden z wybitnych Ojców Kościoła [św. Jan Chryzostom] – abyśmy byli niby pochodniami, byśmy się stali nauczycielami drugich, byśmy byli na modłę zaczynu, byśmy obcowali z ludźmi jakoby aniołowie, z dziećmi jak dorośli mężowie, z istotami zmysłowymi jako duchowi, aby ich pozyskać, abyśmy byli posiewem, byśmy owoc obfity przynosili. Nie byłoby potrzeby przemawiania, gdyby tak jaśniało nasze życie, nie trzeba by słów, gdybyśmy świadczyli czynami. Nie byłoby żadnego poganina, gdybyśmy byli prawdziwie chrześcijanami”.

W związku z tym warto przytoczyć słowa Naszego Poprzednika, św. Klemensa Papieża: „Gdy bowiem poganie słyszą z ust naszych słowa, które Bóg wypowiada: Nie macie zasługi, jeśli miłujecie tych, którzy was miłują, ale wielką zasługą jest, jeśli miłujecie nieprzyjaciół i tych, którzy was nienawidzą! (por. Łk 6,32-35); gdy więc to słyszą, podziwiają wzniosłość dobroci. Jeśli jednak zobaczą, że my nie tylko nie miłujemy tych, którzy nas nienawidzą, lecz nawet tych, którzy nas miłują, to wyśmiewają się z nas, a Imię Boże doznaje zniewagi”.

Dodaj komentarz