Archiwum dla 22 stycznia, 2017

wyłowić ze świata „subiektywistycznego relatywizmu”…

(Mt 4,12-23): (…) Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: (…) I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. (…) ujrzał innych dwóch braci, (…) Ich też powołał. (…)

Trzy lata temu pisałem o wrażliwości na zapowiedzi i proroctwa Pisma, o nie rezygnowaniu z człowieka i wezwaniu do nawrócenia oraz o tajemnicy Kościoła, która wyraża się w obietnicy uczynię was rybakami ludzi… Misją Kościoła staje się wyławianie ze świata, w którym człowiek czuje się jak ryba w wodzie, w którym nie potrzebuje niczego więcej – choć nie jest to prawdziwe życie… Misją Kościoła jest pomóc człowiekowi „wyjść z Matrixa”, choć – jak w znanym pewnie wszystkim kultowym filmie – jest to: czasami bolesne, może nawet przeżywamy pewien rodzaj śmierci – śmierci swych prawd, idei, przekonań…

W podobnym tonie mówił wczoraj papież Franciszek w homilii podczas mszy św. w bazylice św. Jana na Lateranie, która kończyła obchody roku jubileuszowego 800-lecia naszego Zakonu. Mówił o tak zwanym „społeczeństwie płynnym”, bez punktów stałych, wytrąconym z równowagi, pozbawionym stałych i stabilnych odniesień… To z takiej „wody” musimy zostać wyłowieni. Połów w świecie subiektywistycznego relatywizmu i „karnawału” doczesnej dociekliwości dokonuje się wg pouczeń św. Pawła: „nalegaj”, „upominaj”, „karć”, „zachęcaj”, a następnie „czuwaj”, „znoś przeciwności”…
Stałe oparcie w środowisku „płynnym” (dają): dobre uczynki, które możemy dokonać dzięki Chrystusowi i Jego Duchowi Świętemu, a które powodują zrodzenie się w sercu dziękczynienia Bogu Ojcu, chwały, a przynajmniej zadziwienia i pytania: „dlaczego?”, „dlaczego ta osoba zachowuje się w ten sposób?”: niepokój świata wobec świadectwa Ewangelii. To właśnie jest misją apostołów i wszystkich duszpasterzy Kościoła, to właśnie jest misją naszego Zakonu. To jest również misja każdego z nas, bo wszyscy stanowimy Kościół…

Pełny tekst homilii za deon.pl:

Dzisiaj Słowo Boże przedstawia dwa przeciwstawne ludzkie scenariusze: z jednej strony „karnawału” doczesnej dociekliwości, z drugiej zaś uwielbienia Ojca przez dobre uczynki. A nasze życie przemieszcza się zawsze pomiędzy tymi dwoma scenariuszami. Należą one bowiem do każdej epoki, o czym świadczą słowa św. Pawła skierowane do Tymoteusza (por. 2 Tm 4,1-5). Także św. Dominik wraz ze swoimi pierwszymi braćmi przed ośmiuset laty przemieszczał się pomiędzy tymi dwoma scenariuszami.

Paweł przestrzega Tymoteusza, który będzie głosił Ewangelię w środowisku ludzi nieustanie poszukujących nowych „nauczycieli”, „baśni”, różnych doktryn, ideologii słuchając „tego, co miłe dla ucha” (por. 2 Tm 4,3). To „karnawał” dociekliwości światowej, uwodzenia. Dlatego Apostoł poucza swojego ucznia, posługując się także mocnymi czasownikami, jak „nalegaj”, „upominaj”, „karć”, „zachęcaj”, a następnie „czuwaj”, „znoś przeciwności” (w. 2.5).
To ciekawe, że już wówczas, dwa tysiące lat temu, apostołowie Ewangelii stawali wobec tego scenariusza, który w naszych czasach bardzo się rozwinął i upowszechnił na cały świat z powodu pokusy subiektywistycznego relatywizmu.

Właściwa człowiekowi skłonność do poszukiwania nowości znajduje idealne środowisko w społeczeństwie pozorów, konsumpcji, w którym wprowadzane są na nowo rzeczy stare, ale ważne staje się sprawienie, by wyglądały jak nowe, atrakcyjne, przyciągające wzrok. Zafałszowana jest również prawda. Poruszamy się w tak zwanym „społeczeństwie płynnym”, bez punktów stałych, wytrąconym z równowagi, pozbawionym stałych i stabilnych odniesień; w kulturze tego, co ulotne, w kulturze „użyj i wyrzuć”.

Wobec tego doczesnego „karnawału” jasno widać scenariusz przeciwny, który znajdujemy w przed chwilą usłyszanych słowach Jezusa: „chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,16). Jak dokonuje się to przejście od pseudo-świątecznej powierzchowności do uwielbienia? Zachodzi dzięki dobrym czynom tych, którzy stając się uczniami Jezusa, stali się „solą” i „światłem”. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,16).

Pośród „karnawału” dnia wczorajszego i dzisiejszego, to jest odpowiedź Jezusa i Kościoła, to jest stałe oparcie w środowisku „płynnym”: dobre uczynki, które możemy dokonać dzięki Chrystusowi i Jego Duchowi Świętemu, a które powodują zrodzenie się w sercu dziękczynienia Bogu Ojcu, chwały, a przynajmniej zadziwienia i pytania: „dlaczego?”, „dlaczego ta osoba zachowuje się w ten sposób?”: niepokój świata wobec świadectwa Ewangelii.

Ale aby doszło do tego „wstrząsu” trzeba, aby sól nie utraciła smaku, a światło się nie ukrywało (por. Mt 5,13- 15). Jezus mówi to bardzo jasno: jeśli sól utraci swój smak, na nic się nie przyda. Biada soli, która utraciła swój smak! Biada Kościołowi, który utracił swój smak! Biada kapłanowi, osobie konsekrowanej, zgromadzeniu, które utraciło swój smak!

Dziś oddajemy chwałę Ojcu za dzieło, które św. Dominik, pełen światła i soli Chrystusa dokonał osiemset lat temu; dzieła w służbie Ewangelii, głoszonego słowem i życiem; dzieła, które, za łaską Ducha Świętego, sprawiło, iż wielu mężczyzn i kobiet zyskało pomoc, aby nie zagubić się pośród „karnawału” doczesnej dociekliwości, lecz przeciwnie poczuli smak zdrowej doktryny, smak Ewangelii i stali się z kolei, światłem i solą, twórcami dobrych dzieł i prawdziwymi braćmi i siostrami, którzy uwielbiają Boga i uczą uwielbiać Boga przez dobre uczynki życia.

Dodaj komentarz