Archiwum dla Styczeń 2017

w drodze na górę błogosławieństw…

(Mt 5,1-12a): Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: Błogosławieni ubodzy w duchu, (…) którzy się smucą, (…) cisi, (…) którzy łakną i pragną sprawiedliwości, (…) miłosierni, (…) czystego serca, (…) którzy wprowadzają pokój, (…) którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, (…)

Wyszedł na górę – miejsce spotkania z Bogiem… Podążając za intuicją starożytnych komentarzy słuchamy nowego Mojżesza. Jak Mojżesz ogłosił Dekalog, tak Jezus ogłasza swoje Nowe Prawo, nową konstytucję, podstawę funkcjonowania swojego Kościoła…
Można też podążyć za innym tropem, który podpowiadają niedzielne ewangelie. Przez kolejne niedziele Chrystus jest nam „objawiany”: najpierw świadectwo Ojca i Ducha podczas chrztu w Jordanie, potem mocne świadectwo Jana Chrzciciela, następnie świadectwo powoływanych uczniów i dziś… świadectwo samego Jezusa o sobie… Chrystus formułując błogosławieństwa opowiada o sobie, komponuje swój autoportret. Zdaje się wręcz mówić: poznaj i naśladuj!…

Poznaj i naśladuj, a będziesz szczęśliwy. Grecki przymiotnik „makarioi” przetłumaczony jako „błogosławieni” ma również znaczenie „szczęśliwi”. Jezus zdaje się nazywać szczęśliwymi tych, którzy potrafią przyjąć Jego zbawcze posłannictwo i w nim uczestniczyć. Czy tak rzeczywiście jest?

Niestety bywa, że słuchając błogosławieństw (źródła naszego uszczęśliwienia), w naszych umysłach tworzy się obraz słabych i ciągle poniewieranych chrześcijan. Patrzymy na nie jakby były zapowiedzią nagrody dla tych, którzy na ziemi umieją przegrywać. Może też dlatego podświadomie je negujemy. Według logiki tego świata szczęście jest i powinno być ściśle związane z osiągniętym sukcesem – im więcej sukcesów tym więcej szczęścia. Przecież na ziemi szczęśliwymi są ci, którzy gromadzą bogactwa, którzy nie muszą płakać; szczęśliwymi są ludzie mocni, a o ich sukcesie często decyduje tupet, siła głosu, twardość pięści; szczęśliwymi są ci, którzy potrafią wymierzać sprawiedliwość bez zbędnych emocji (uczucia, miękkie serce i przebaczenie to forma słabości); szczęśliwymi są ci, którzy umieją się dobrze urządzić: innym dobrze, ale sobie najlepiej…
Trudno więc przyjąć i zaakceptować świat kształtowany przez Jezusa, świat w którym szczęście zostaje mocno związanie z umiejętnością ponoszenia klęski…

Można jednak spojrzeć na ten zestaw błogosławieństw (źródeł naszego uszczęśliwienia) bez wyżej wymienionych uprzedzeń. Może błogosławieństwa rzeczywiście są nagrodą dla tych, którzy na ziemi, tu i teraz, potrafią zwyciężać? Może te zwycięstwa polegają jednak na czymś innym? Może poprzeczka została podniesiona?
Chrześcijaństwo nie jest dla mięczaków – ono jest dla twardzieli. Bycie chrześcijaninem naprawdę wymaga odwagi, siły i samozaparcia… Nie byłoby to możliwe bez szczególnej łaski i błogosławieństwa. Dlatego w kazaniu Jezusa słyszymy: Błogosławieni jesteście już, bo…
Szczęśliwi jesteście bo, otrzymaliście już tę szczególną łaskę i możecie zadbać o czystość serca (nie jest ono zniewolone rzeczami tego świata) uzdalniającą do oglądania Boga. Macie odwagę podejmowania czynów miłosierdzia. Macie energię by podjąć wysiłek zmierzający do wprowadzania na ziemi sprawiedliwości społecznej przez dobrowolne dzielenie się z potrzebującymi tym, co sami posiadamy. Już jesteście nastawieni na wprowadzanie pokoju, czyli tego, co ludzi jednoczy a nie dzieli… itd., itp.

I wracając do początku: wyszedł na górę… Góry pozwalają człowiekowi oderwać się od codzienności dolin, przenoszą w inny, piękniejszy świat… W dolinach zostaje wszelkie zanieczyszczenie, smog i śmieci… Dzisiejsza ewangelia podpowiada, że warto podjąć wysiłek, że warto się zmęczyć, że warto nawet podejmować ryzyko, tylko po to, aby spojrzeć na życie z innej perspektywy, przeżyć chwilę szczęścia… Chrześcijanin to ktoś, kto jest w drodze na Górę Błogosławieństw… Może właśnie o to chodzi papieżowi Franciszkowi gdy w swoich dokumentach powtarza ciągle, że człowiek jest w drodze… w drodze na Górę Błogosławieństw…
Te osiem błogosławieństw jawi się jak osiem oznaczonych innym kolorem górskich szlaków – szlaków prowadzących na ten sam szczyt. Jezus nie tylko naucza „z góry”. On jest Drogą na szczyt i zawsze można Go spotkać na każdym ze szlaków…
Towarzyszy, by nas zaopatrywać w prowiant – umacnia wiarę i podnosi na duchu. Towarzyszy, by ostrzegać przed przepaścią i asekurować. Towarzyszy i nie pogania, nie narzuca tempa bym nie dostał zadyszki, czeka cierpliwie, gdy przystanę na chwilę…

Dodaj komentarz

wyłowić ze świata „subiektywistycznego relatywizmu”…

(Mt 4,12-23): (…) Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: (…) I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. (…) ujrzał innych dwóch braci, (…) Ich też powołał. (…)

Trzy lata temu pisałem o wrażliwości na zapowiedzi i proroctwa Pisma, o nie rezygnowaniu z człowieka i wezwaniu do nawrócenia oraz o tajemnicy Kościoła, która wyraża się w obietnicy uczynię was rybakami ludzi… Misją Kościoła staje się wyławianie ze świata, w którym człowiek czuje się jak ryba w wodzie, w którym nie potrzebuje niczego więcej – choć nie jest to prawdziwe życie… Misją Kościoła jest pomóc człowiekowi „wyjść z Matrixa”, choć – jak w znanym pewnie wszystkim kultowym filmie – jest to: czasami bolesne, może nawet przeżywamy pewien rodzaj śmierci – śmierci swych prawd, idei, przekonań…

W podobnym tonie mówił wczoraj papież Franciszek w homilii podczas mszy św. w bazylice św. Jana na Lateranie, która kończyła obchody roku jubileuszowego 800-lecia naszego Zakonu. Mówił o tak zwanym „społeczeństwie płynnym”, bez punktów stałych, wytrąconym z równowagi, pozbawionym stałych i stabilnych odniesień… To z takiej „wody” musimy zostać wyłowieni. Połów w świecie subiektywistycznego relatywizmu i „karnawału” doczesnej dociekliwości dokonuje się wg pouczeń św. Pawła: „nalegaj”, „upominaj”, „karć”, „zachęcaj”, a następnie „czuwaj”, „znoś przeciwności”…
Stałe oparcie w środowisku „płynnym” (dają): dobre uczynki, które możemy dokonać dzięki Chrystusowi i Jego Duchowi Świętemu, a które powodują zrodzenie się w sercu dziękczynienia Bogu Ojcu, chwały, a przynajmniej zadziwienia i pytania: „dlaczego?”, „dlaczego ta osoba zachowuje się w ten sposób?”: niepokój świata wobec świadectwa Ewangelii. To właśnie jest misją apostołów i wszystkich duszpasterzy Kościoła, to właśnie jest misją naszego Zakonu. To jest również misja każdego z nas, bo wszyscy stanowimy Kościół…

Pełny tekst homilii za deon.pl:

Dzisiaj Słowo Boże przedstawia dwa przeciwstawne ludzkie scenariusze: z jednej strony „karnawału” doczesnej dociekliwości, z drugiej zaś uwielbienia Ojca przez dobre uczynki. A nasze życie przemieszcza się zawsze pomiędzy tymi dwoma scenariuszami. Należą one bowiem do każdej epoki, o czym świadczą słowa św. Pawła skierowane do Tymoteusza (por. 2 Tm 4,1-5). Także św. Dominik wraz ze swoimi pierwszymi braćmi przed ośmiuset laty przemieszczał się pomiędzy tymi dwoma scenariuszami.

Paweł przestrzega Tymoteusza, który będzie głosił Ewangelię w środowisku ludzi nieustanie poszukujących nowych „nauczycieli”, „baśni”, różnych doktryn, ideologii słuchając „tego, co miłe dla ucha” (por. 2 Tm 4,3). To „karnawał” dociekliwości światowej, uwodzenia. Dlatego Apostoł poucza swojego ucznia, posługując się także mocnymi czasownikami, jak „nalegaj”, „upominaj”, „karć”, „zachęcaj”, a następnie „czuwaj”, „znoś przeciwności” (w. 2.5).
To ciekawe, że już wówczas, dwa tysiące lat temu, apostołowie Ewangelii stawali wobec tego scenariusza, który w naszych czasach bardzo się rozwinął i upowszechnił na cały świat z powodu pokusy subiektywistycznego relatywizmu.

Właściwa człowiekowi skłonność do poszukiwania nowości znajduje idealne środowisko w społeczeństwie pozorów, konsumpcji, w którym wprowadzane są na nowo rzeczy stare, ale ważne staje się sprawienie, by wyglądały jak nowe, atrakcyjne, przyciągające wzrok. Zafałszowana jest również prawda. Poruszamy się w tak zwanym „społeczeństwie płynnym”, bez punktów stałych, wytrąconym z równowagi, pozbawionym stałych i stabilnych odniesień; w kulturze tego, co ulotne, w kulturze „użyj i wyrzuć”.

Wobec tego doczesnego „karnawału” jasno widać scenariusz przeciwny, który znajdujemy w przed chwilą usłyszanych słowach Jezusa: „chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,16). Jak dokonuje się to przejście od pseudo-świątecznej powierzchowności do uwielbienia? Zachodzi dzięki dobrym czynom tych, którzy stając się uczniami Jezusa, stali się „solą” i „światłem”. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,16).

Pośród „karnawału” dnia wczorajszego i dzisiejszego, to jest odpowiedź Jezusa i Kościoła, to jest stałe oparcie w środowisku „płynnym”: dobre uczynki, które możemy dokonać dzięki Chrystusowi i Jego Duchowi Świętemu, a które powodują zrodzenie się w sercu dziękczynienia Bogu Ojcu, chwały, a przynajmniej zadziwienia i pytania: „dlaczego?”, „dlaczego ta osoba zachowuje się w ten sposób?”: niepokój świata wobec świadectwa Ewangelii.

Ale aby doszło do tego „wstrząsu” trzeba, aby sól nie utraciła smaku, a światło się nie ukrywało (por. Mt 5,13- 15). Jezus mówi to bardzo jasno: jeśli sól utraci swój smak, na nic się nie przyda. Biada soli, która utraciła swój smak! Biada Kościołowi, który utracił swój smak! Biada kapłanowi, osobie konsekrowanej, zgromadzeniu, które utraciło swój smak!

Dziś oddajemy chwałę Ojcu za dzieło, które św. Dominik, pełen światła i soli Chrystusa dokonał osiemset lat temu; dzieła w służbie Ewangelii, głoszonego słowem i życiem; dzieła, które, za łaską Ducha Świętego, sprawiło, iż wielu mężczyzn i kobiet zyskało pomoc, aby nie zagubić się pośród „karnawału” doczesnej dociekliwości, lecz przeciwnie poczuli smak zdrowej doktryny, smak Ewangelii i stali się z kolei, światłem i solą, twórcami dobrych dzieł i prawdziwymi braćmi i siostrami, którzy uwielbiają Boga i uczą uwielbiać Boga przez dobre uczynki życia.

Dodaj komentarz

poznać Baranka…

(J 1,29-34): Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. (…) Ja Go przedtem nie znałem, (…) Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym.

Komentując dzisiejszą ewangelię trzy lata temu pisałem o Janie przypominającym, że wiara nie jest i nie może być sprawą prywatną. Że z autentyczną wiarą nie ma nic wspólnego praktykowanie jej w ukryciu lub tylko pośród tych, których nie „zgorszę” moim wyznaniem…
Dla Jana jest oczywistym, że uwierzyć oznacza: wyznać, przyznać się do Tego, w którego wierzę, i więcej nawet: wskazać na Niego… Dla niego wyznacznikiem autentycznej wiary jest pragnienie apostolstwa, i to pragnienie realizowane, a nie w potencji tylko…
Dziś Franciszek podczas południowej modlitwy Anioł Pański wyraźnie zaznaczył, że „Kościół w każdym czasie, jest wezwany do czynienia tego, co uczynił Jan Chrzciciel, wskazywania Jezusa mówiąc Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata!

Komentując tę ewangelię zwracałem również uwagę na coś, co może zaskakiwać w świadectwie Jana: wskazuje na Jezusa (Oto Baranek Boży…) i dopowiada: Ja Go przedtem nie znałem… Przecież Jan i Jezus byli kuzynami, pewnie wiele czasu spędzili razem, choćby na wspólnych zabawach czy nauce. Co więcej, Jan już w okresie prenatalnym „rozpoznał Jezusa” i „ucieszył się” z wizyty Maryi, która była w stanie błogosławionym (Łk 1, 44)… Skąd więc takie wyznanie?
Jan po prostu przyznaje się do tego, że poznał wiele faktów z życia Jezusa, ale nie poznał samego Jezusa. Jakby chciał nam powiedzieć, że istnieje ogromna różnica między znajomością faktów z życia osoby, a poznaniem samej osoby.
Dziś można by dodać, że Jan chce nas ostrzec i przypomnieć, że odmawianie różnych formuł modlitewnych, czytanie Pisma Św. i literatury religijnej, chodzenie do kościoła, rutynowe wykonywanie wielu praktyk religijnych, itd. itp. nie zagwarantuje nam znajomości Osoby Jezusa. Tu potrzeba otwarcia na działanie Ducha Św. i poznanie w Jezusie „Baranka Bożego, który gładzi grzechy”. Tylko Duch Św. może mnie uzdolnić do spotkania z Tym, który oddał swoje życie z miłości do mnie i jest w stanie przebaczyć mi każdą zdradę. Tylko Duch Św. może sprawić, że poznam Osobę.

Tylko wtedy, gdy moja wiara zostanie ożywiona działaniem Ducha, który poprowadzi do prawdziwego poznania Osoby będę mógł dawać świadectwo i wskazywać z pełni własnego doświadczenia: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata… Tylko wtedy odnajdę się w misji Kościoła, o której wspominał dziś papież Franciszek – misji „wskazywania Jezusa mówiąc Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata!
Franciszek przypomniał również, że te janowe słowa kapłani powtarzają każdego dnia podczas mszy św., kiedy ukazują ludowi chleb i wino, które stały się Ciałem i Krwią Chrystusa. „Ten liturgiczny gest, przedstawia całą misję Kościoła, który nie głosi siebie samego, ale głosi Chrystusa; nie przynosi samego siebie, przynosi Chrystusa. Ponieważ On i tylko On zbawia swój lud od grzechu, wyzwala go i prowadzi do ziemi życia i wolności.”

Dodaj komentarz

znasz datę swojego chrztu?…

Dziś w święto Chrztu Pańskiego chciałbym przypomnieć parę zdań z katechezy papieża Franciszka o chrzcie (8.01.2014):

(…) może zrodzić się w nas pytanie: czy chrzest jest naprawdę konieczny, by żyć jako chrześcijanie, by iść za Jezusem? Czy nie jest w istocie zwykłym obrzędem, formalnym aktem Kościoła, by nadać imię dziecku? Takie pytanie może się pojawić. Pouczające jest to, co w związku z tym pisze Apostoł Paweł: „Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca” (Rz 6,3-4). Nie jest to więc formalność! Jest to akt, który dogłębnie dotyka naszego istnienia. Nie jest tym samym dziecko ochrzczone i nie ochrzczone, osoba ochrzczona i nie ochrzczona. Poprzez chrzest jesteśmy zanurzeni w tym niewyczerpanym źródle życia, jakim jest śmierć Jezusa, będąca największym aktem miłości w całej historii. Dzięki tej miłości możemy żyć nowym życiem, nie we władzy zła, grzechu i śmierci ale w komunii z Bogiem i z braćmi!

Wielu z nas wcale nie pamięta celebracji tego sakramentu, a jest to oczywiste, jeśli zostaliśmy ochrzczeni wkrótce po urodzeniu. Dwa lub trzy razy postawiłem tu na placu pytanie: kto z was zna datę swego chrztu? Podnieście ręce! Niewielu! Ważna jest jednak znajomość dnia, kiedy zostałem zanurzony w tym Jezusowym nurcie zbawienia. Pozwalam sobie dać wam radę, więcej – zadanie na dziś: po powrocie do waszych domów poszukajcie daty waszego chrztu. Dzięki temu będziecie dobrze wiedzieli, kiedy był ten piękny dzień waszego chrztu. Czy to zrobicie? – Tak! Bo chodzi o poznanie szczęśliwej daty naszego chrztu! Jeśli nie będziemy jej znali, grozi nam zatracenie pamięci tego, co Pan w nas uczynił, pamięci o otrzymanym przez nas darze. Wtedy ostatecznie uważamy go jedynie za pewne wydarzenie, które miało miejsce w przeszłości – i nie z powodu naszej woli, ale woli naszych rodziców. Dlatego też nie ma on żadnego wpływu na teraźniejszość. Musimy rozbudzić pamięć naszego chrztu. Jesteśmy wezwani, by żyć naszym chrztem każdego dnia, jako rzeczywistością aktualną w naszym życiu. Jeśli udaje się nam iść za Jezusem i trwać w Kościele, pomimo naszych ograniczeń, słabości i grzechów, to dzieje się to jedynie ze względu na sakrament, w którym staliśmy się nowymi stworzeniami i zostaliśmy przyobleczeni w Chrystusa. To właśnie na mocy chrztu uwolnieni od grzechu pierworodnego zostaliśmy wszczepieni w relację Jezusa z Bogiem Ojcem; niesiemy nową nadzieję, bo chrzest daje nam ową nową nadzieję, nadzieję podążania drogą zbawienia przez całe życie, a tej nadziei nic i nikt nie może zgasić, bo nadzieja nie zawodzi. (…)

Dodaj komentarz

być gwiazdą…

Przypominając – podobnie jak w ubiegłym roku – wpis sprzed czterech lat:
Bóg w tajemnicy Wcielenia jest w stanie dać się poznać tym, którzy naprawdę szukają… Jeśli ktoś naprawdę szuka, Bóg się przed nim odkryje, objawi mu prawdę o sobie…
Dziś, przede wszystkim, mówi do współczesnych „mędrców”, wszystkich poszukujących: (…) Jeśli naprawdę szukasz, to znajdziesz Tego, który jest Prawdą. Jeśli naprawdę szukasz – to już jesteś prowadzony przez Ducha Prawdy… Jeśli naprawdę…

Podobnie jak w ubiegłym roku dopowiadam:
tajemnicę dzisiejszego Święta powinni odkrywać również funkcjonariusze Kościoła… Głosząc ewangelię, głosząc Prawdę, „obracając” się wśród tzw. poszukujących – warto pamiętać, że „bycie poszukującym” jest tylko pewnym etapem życia a nie sposobem na życie…

Chciałbym dziś jednak o jedno słowo więcej dopowiedzieć…
Gdy przyglądam się życiu społecznemu, politycznemu a nawet pracy duszpasterskiej funkcjonariuszy Kościoła dostrzegam jedną z istotnych sił motywujących działanie: pragnienie bycia nie tyle mędrcem, co raczej gwiazdą, która świeci i pokazuje jedyną właściwą drogę…
Dzisiejsze Święto podpowiada nam co to znaczy być gwiazdą… Gwiazda zdecydowanie prowadzi do poznania Mesjasza – także pogan…

Dodaj komentarz

światowy dzień modlitw o pokój…

Miałem dziś pisać znów o błogosławieństwie, ale zainspirowany katechezą dla małych dzieci podczas dzisiejszej mszy dla rodzin z małymi dziećmi przypominam inicjatywę współbraci franciszkanów i modlitwę św. Franciszka o pokój:

(…) Jesteśmy przekonani, że Pan, usłyszy krzyk swoich „małych” i że modlitwa dzieci całego świata stanie się także okazją do refleksji i nawrócenia dorosłych.
Prosimy każdą wspólnotę, aby Mszę św. dziecięcą lub Mszę św., w której częściej uczestniczą dzieci, czy też podczas Mszy św. w pierwszą niedzielę miesiąca, poświęcić modlitwie na rzecz pokoju, w miarę miejscowych możliwości. (…)

Modlitwa o pokój
O, Panie, uczyń z nas narzędzia Twego pokoju,
abyśmy siali miłość tam, gdzie panuje nienawiść;
wybaczenie tam, gdzie panuje krzywda;
jedność tam, gdzie panuje zwątpienie,
nadzieję tam, gdzie panuje rozpacz;
światło tam, gdzie panuje mrok;
radość tam, gdzie panuje smutek.
Spraw, abyśmy mogli nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać;
nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć;
nie tyle szukać miłości, co kochać;
Albowiem dając – otrzymujemy;
wybaczając – zyskujemy przebaczenie;
a umierając, rodzimy się do wiecznego życia,
przez Jezusa Chrystusa Pana naszego. Amen

Dodaj komentarz