Archiwum dla Grudzień 2016

dziękowanie w stajence…

Dwie myśli na Boże Narodzenie…

Pierwsza to: dziękczynienie…
Ileż dziś radości z tego że Bóg zechciał przyjąć ludzką naturę, że wkroczył w naszą ludzką rzeczywistość, że… stał się człowiekiem, by nas zbawić… Radość, która zmusza do dziękowania Bogu za Tajemnicę Wcielenia.
I pewnie nie zauważamy, że to On dziękuje człowiekowi za to, że mógł być bliżej nas, że mógł stać się człowiekiem… Tajemnica Wcielenia jest nierozerwalnie związana z Jego dziękowaniem. Dziękuje Maryi za jej „tak”. Dziękuje każdemu z nas za nasze „tak” dzięki, któremu może dzielić z nami nasz świat. To w wolności wypowiedziane Bogu „tak” sprawia, że jest obecny pośród nas…
Tam gdzie się rodzi – tam dziękuje człowiekowi…

Druga myśl to: stajenka…
Jeden z moich współbraci mówił przed świętami, że nie zamierza sprzątać swojej zakonnej celi, że chce pozwolić Panu Jezusowi się narodzić – a On narodził się w stajence a nie w posprzątanym pokoju. Coś w tym jest…
On naprawdę przychodzi do stajenki naszego życia. Nie ma się czego wstydzić, nie ma co przed Nim ukrywać. Nasze życie we wszystkich wymiarach, od duchowego, poprzez rodzinne, społeczne, aż po polityczne, często przypomina stajenkę – może nawet bez tego zdrobnienia…
On jednak rodzi się w tej stajence i się uśmiecha. Oby ten stajenny rozgardiasz i wrzaski, „bród, smród i ubóstwo” nie skupiły zbyt mocno na sobie i pozwoliły nam dostrzec uśmiechające się do każdego z nas Dziecię…
Tego właśnie życzę na te Święta…

Dodaj komentarz

miesza… ale prowadzi!

(Mt 1, 18-24): (…) wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto Anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. (…) Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił Anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.

Mam pokusę, by w obliczu ostatnich zajść w polskim parlamencie podpowiedzieć mądrość Pisma: Józef, zaskoczony sytuacją nie zrobił nic głupiego zbyt pochopnie – poszedł się przespać… Rano mógł spokojnie podjąć decyzję i to tę – wydaje się – właściwą…
Pokusę zwalczam – ale myśl pozostawiam tym, którzy szukają mądrości w postępowaniu…

Trzy lata temu pisałem o tym, że Słowo Boże nie jest wyalienowane z tego świata, że jest Ono żywe, podejmujące problem realnych wątpliwości i realnych obaw, że jest naprawdę wcielone i ludzkie… Słowo to proponuje, by nie uciekać od wątpliwości i obaw, by zaufać Bogu, podjąć walkę i mocą Bożą zwyciężać…

Byli już po pierwszym etapie żydowskich zaślubin, ale nie mieszkali jeszcze razem. Nagle okazuje się, że Maryja jest w ciąży – spokojny poukładany świat legł Józefowi w gruzach. Widzi ciemność i postanawia uciec…
Nieważne, którą z interpretacji biblistów przyjmiemy. Czy tę, że czy zgrzeszyła niewiernością czy padła ofiarą przemocy, Prawo domagało się procesu i Józef nie chciał fundować jej upokorzenia. Czy tę, że znał prawdę, przyjął jej tłumaczenie i uznał, że to wszystko go przerasta i jako niegodny wolał się wycofać. Niezależnie od interpretacji Pismo mówi, że kiedy Bóg wkracza w ludzkie życie, to potrafi w nim nieźle namieszać. Jest się czego lękać…

Interwencja Boga zwykle zmienia nasze poukładane plany na przyszłość i otwiera nową wizję. Zwykle wielu z nas, podobnie jak Józef, niewiele z tej wizji potrafi zrozumieć. Józef zaprasza nas dziś do refleksji, takiej głębokiej refleksji, nad własną wizją życia. Jeśli nie została ona jeszcze zburzona, to może nie było jeszcze interwencji Boga? Może to obrócenie świata do góry nogami jeszcze przed nami?
Zanim Józef zrozumiał, czego Bóg od niego oczekuje, musiał przejść przez duchowe zmagania. Taka jest droga człowieka… Zanim będę w stanie powiedzieć Bogu „tak” pojawi się wiele pytań, wątpliwości i lęków… Na drodze rozpoznawania woli Bożej nie da się uciec od „józefowych” lęków…
Jest jednak nadzieja: anioł, który rozjaśnia dylematy. On przychodzi w nocy zmagań i pozwala podjąć właściwą decyzję. Gdy Bóg do czegoś powołuje, zawsze dopowiada: „Nie bój się”.
Nie bój się, bo Emmanuel, nie bój się, bo „Bóg jest z nami”. Nawet, gdy ci się wydaje, że pozbawia cię twojej wizji świata, burzy plany i „miesza”, to gdy spojrzysz potem wstecz, zobaczysz, że jest z tobą i cię prowadzi…

Dodaj komentarz

gotowość do zmiany zdania…

(Mt 11,2-11): Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. (…) Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. (…)

Niesamowicie realna postać, z krwi i kości, z normalnymi ludzkimi wątpliwościami… I te wątpliwości nie są czymś, co go dyskwalifikuje. Co więcej: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Tak ciepłych słów nie wypowiedział publicznie nawet o swojej Matce.

Dlaczego Bóg zezwala na ciemność wiary u Jana? Czyżby chciał by Jan skorygował swoje wyobrażenia nt. Mesjasza – nad Jordanem przedstawiał Go jako Mocarza nad mocarzami, który „ma wiejadło w ręku i oczyści”, a teraz widzi kogoś innego… Kogoś, kto przywraca wzrok niewidomym, słuch głuchym, kto leczy z wielu chorób nawet w szabat… Chyba nie do końca janowemu wizerunkowi Mesjasza odpowiadają też Jezusowe wizyty w domach ludzi odrzucanych przez społeczeństwo. Chyba nie do końca jest zadowolony również z tego, że wśród uczniów Jezusa znajdują się celnicy i była prostytutka…

Wątpliwości Jana są bardzo realne i nie bez podstaw. Pojawia się pytanie o gotowość zmiany zdania na temat Mesjasza…
Jezus nie potępia Jana, nie zraża się jego wątpliwościami – uczniom Jana poleca jedynie, by uważnie obserwowali, to co się dzieje wokół Niego: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. Pozwala, by sami odpowiedzieli sobie na pytanie, kto za tym wszystkim stoi: człowiek, czy Bóg?

Dziś wszystkim wątpiącym Jezus odpowiada podobnie. Nie szkodzi, że masz wątpliwości i wielu rzeczy nie rozumiesz… Ważne byś miał gotowość zmiany swojego zdania… Spójrz więc, na to co dokonuje się w Kościele i poprzez Kościół…
Jeśli będziesz miał otwarte oczy i niezatwardziałe serce, poznasz Mesjasza…

Dodaj komentarz

kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem?…

(Mt 3,1-12): (…) Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie . (…) Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia, a nie myślcie, że możecie sobie mówić: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam, że z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi. Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, (…) On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym.
Zakończył się Rok Miłosierdzia. Można by powiedzieć, że o Miłosierdzi Bożym wiemy już wszystko. W tę tajemnicę wprowadzał św. Jan Paweł II ogłaszając s. Faustynę świętą. Franciszek od początku swojego pontyfikatu mówi jedynie o miłosierdziu. Bulla ogłaszająca Rok Miłosierdzia „Miserocordiae vultus”, sama adhortacja „Amoris laetitia”, czy wreszcie List apostolski na zakończenie Roku Miłosierdzia „Misericordia et misera” – to dokumenty, które zawierają pewnie wszystko, co można by o miłosierdziu powiedzieć.

Franciszek w ostatnim Liście „Misericordia et misera” dopowiada:

Miłosierdzie nie może być bowiem jakąś dygresją w życiu Kościoła, ale stanowi samo jego życie, czyniąc widoczną i namacalną głęboką prawdę Ewangelii. Wszystko objawia się w miłosierdziu; wszystko się rozstrzyga w miłosiernej miłości Ojca.
Spotkali się kobieta i Jezus. (…) Jezus spojrzał tej kobiecie w oczy i czytał w jej sercu: znalazł tam pragnienie zrozumienia, uzyskania przebaczenia i wyzwolenia. Nędza grzechu została okryta miłosierdziem miłości. (…) A po tym milczeniu Jezus mówi: „Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?… I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz!”. W ten sposób pomaga jej z nadzieją patrzeć w przyszłość i być gotową do rozpoczęcia swojego życia na nowo. Od tej pory, jeśli zechce, będzie mogła „postępować drogą miłości” (por. Ef 5,2). Kiedy zostaniemy okryci miłosierdziem, to od nadal istniejącego stanu słabości i grzechu większa staje się miłość, która pozwala patrzeć dalej i żyć inaczej.
(…)
Nic z tego, co skruszony grzesznik przedstawia miłosierdziu Boga, nie może pozostać bez objęcia Jego przebaczeniem. Z tego względu nikt z nas nie może obwarować miłosierdzia warunkami. Jest ono zawsze aktem bezinteresowności Ojca niebieskiego, miłości bezwarunkowej i niezasłużonej. Nie możemy więc pozwolić sobie na przeciwstawianie się pełnej wolności miłości, z jaką Bóg wkracza w życie każdego człowieka.
Miłosierdzie jest tym konkretnym działaniem miłości, które przebaczając, przekształca i zmienia życie.

Tak przyzwyczailiśmy się do prawdy o bezinteresownej miłości Boga i Jego bezwarunkowym przebaczeniu, że zapominamy o tym, że miłosierdzie Boże to początek drogi… Idź, a od tej chwili już nie grzesz! – mówi Jezus do kobiety, której przebacza. Miłosierdzie jest tym konkretnym działaniem miłości, które przebaczając, przekształca i zmienia życie – dopowiada Franciszek…
Jakże mocno brzmią dziś słowa Jana Chrzciciela z dzisiejszej ewangelii – one chyba są najlepszym komentarzem do zrozumienia tajemnicy Bożego Miłosierdzia: kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia (…) Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone. (…) Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym.
Niesamowicie piękna jest prawda o Bożym miłosierdziu i przebaczeniu. Pojmują ją jednak jedynie ci, którzy tego daru nie marnują; ci, którzy przyjąwszy bezinteresowny dar nawracają się i wydają owoce…

Dodaj komentarz