Archiwum dla Listopad 2016

włam złodzieja…

(Mt 24,37-44): (…) A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

Jasny komunikat: nadejścia Pana nie da się rozpoznać po naturalnych oznakach. Przyjdzie w chwili, w której nikt się Go nie będzie spodziewał. Wezwanie do wzmożonej czujności

Mnie zaintrygowało jednak porównanie przyjścia Pana do nocnych „odwiedzin złodzieja”: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść… Można oczywiście mówić o zwykłej przenośni, która ma za zadanie pokazać, że złodzieja zasadniczo nie oczekujemy i dlatego jego włamanie wiąże się zwykle zaskoczeniem. Można jednak usłyszeć w tym porównaniu coś więcej… Może Jezus chce nam podpowiedzieć, że gdzieś podświadomie traktujemy Jego przyjście jak „włam złodzieja”…

No bo dlaczego Jego powtórne przyjście ma budzić mój lęk i niepokój? Chyba tylko dlatego, że boję się, że Ktoś zburzy świat, w którego budowanie wkładam tyle wysiłku. Że Ktoś okradnie mnie ze stabilizacji, którą z takim wysiłkiem wypracowałem. Że przyjdzie i zabierze to, co moje, to, co do mnie należy…
Lękam się końca świata, bo gdzieś podświadomie traktuję przychodzącego Pana jak Złodzieja, który chce mi zabrać moje życie i zniszczyć mój świat…

A może po prostu On chce odebrać, to co do Niego należy. Może chce mi pokazać, że trzymając się kurczowo tego, co sam Mu wykradłem i uczyniłem „swoją własnością” zubażam sam siebie… Może po prostu chce mi odebrać to, co – zawłaszczając różne sfery mojego życia – próbowałem Mu ukraść. Może odbierając chce mi zarazem podarować to, co naprawdę do mnie należy: miejsce obok Jego Ojca…

Dodaj komentarz

„królewskość” Chrystusa…

(Łk 23,35-43): (…) Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: To jest Król żydowski. (…) Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.

Król wszechświata na tronie z krzyża, w koronie z ciernia… Te ostatnie chwile na krzyżu są najautentyczniejszym komentarzem do tego, jak należy rozumieć Jego królewską godność. Jest Królem, bo może powiedzieć zbrodniarzowi, zabójcy, cudzołożnikowi, komuś, kto przegrał swoje życie i zniszczył życie wielu innych ludzi: Dziś ze Mną będziesz w raju. Ma władzę ułaskawienia – zadecydowania o zbawieniu i wieczności.
Boża wszechmoc nie objawia się w dominacji lecz w zdolności przebaczenia i miłosierdzia… Tylko wtedy może stać się „moim Królem”, gdy uznam, że taką władzę posiada…

Dziś we wszystkich kościołach w Polsce proklamowany jest jubileuszowy Akt Przyjęcia Jezusa za Króla i Pana. To akt wiary potwierdzający wybór Chrystusa i zawarte z Nim przymierze chrzcielne. To akt uznania panowania Chrystusa nad całym światem i poddania się Jego prawu. Ale to przede wszystkim akt uznania Jego mocy przebaczania i władzy miłosierdzia… „Zbawienie nie zaczyna się od wyznania królewskości Chrystusa, ale od naśladowania dzieł miłosierdzia poprzez które On zrealizował Królestwo. Kto je spełnia pokazuje, że przyjął królowanie Jezusa, bo w swoim sercu uczynił miejsce dla miłosierdzia Boga.” (Franciszek, homilia listopad 2014)

Dodaj komentarz

+ chrzestny

Dziś uczestniczę w pogrzebie mojego chrzestnego. Świadectwo jego wiary przełożone na miłość jaką obdarzał swoją żonę było dla mnie widzialnym znakiem tego, co to znaczy być chrzestnym. Gdybym próbował definiować „powołanie chrzestnego”, opowiedziałbym o wujku i jego życiu…
Takiego chrzestnego wszystkim życzę…
Za to świadectwo mu dziękuję…

Jako ad vocem do mojego dziękczynienia za życie wujka i chrzestnego chciałbym przypomnieć kilka zdań z adhortacji Franciszka Amoris laetitia:

W pewnym punkcie żałoby trzeba pomóc w odkryciu, że my, którzy utraciliśmy ukochaną osobę, mamy jeszcze do wypełnienia pewną misję i że nie warto przedłużać cierpienia, jakby było ono aktem hołdu. Osoba miłowana nie potrzebuje naszego cierpienia, ani też nie jest dla niej pochlebstwem burzenie naszego życia. Nie jest także najlepszym wyrazem miłości wspominanie jej i wymienianie cały czas, ponieważ oznacza to trwanie w przywiązaniu do pewnej przeszłości, która już nie istnieje, a nie miłości realnej osoby, która jest teraz po tamtej stronie. (…) Miłość ma intuicję, która pozwala jej słuchać bez dźwięków i widzieć w niewidzialnym. Nie oznacza to wyobrażania sobie ukochanej osoby, taką jaka była, ale umiejętność zaakceptowania jej przemienionej, takiej jaką jest teraz. (…) [AL 255]

Jednym ze sposobów komunikowania się z bliskimi, którzy zmarli jest modlitwa za nich. (…) Modlitwa za zmarłych „nie tylko może im pomóc, lecz także sprawia, że staje się skuteczne ich wstawiennictwo za nami”. (…) Św. Dominik twierdził, że „będzie bardziej użyteczny po śmierci […] będzie skuteczniej pomagał niż za życia”. (…) [AL 257]

Jeśli zaakceptujemy śmierć, to możemy się na nią przygotować. (…) W ten sposób przygotujemy się także na spotkanie naszych bliskich, którzy zmarli. (…) Nie marnujmy energii zatrzymując się przez całe lata w przeszłości. Im lepiej żyjemy na tej ziemi, tym więcej szczęścia będziemy mogli dzielić z naszymi najbliższymi w niebie. (…) [AL 258]

Dodaj komentarz

pomimo wszystko…

(Łk 21,5-19): Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, powiedział: Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony. (…) Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. (…) I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. (…) Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. (…) I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.

Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony… – jasny komunikat dla Żydów: „mówię o końcu świata!” Kres świątyni jerozolimskiej to kres domu, w którym mieszka Bóg, kres Jego błogosławieństwa. A więc katecheza na temat czasów ostatecznych
Nie ma tu jednak odpowiedzi na pytanie o datę – nawet przybliżoną. To rzecz drugorzędna… Ważniejszą rzeczą jest nie dać się sparaliżować lękowi i nie dać się zwieść fałszywym „mesjaszom” i „zbawicielom”, którzy próbują zająć miejsce Boga i pociągnąć za sobą umysły i serca…

Ale jest jeszcze jedna uwaga w tej katechezie. Ten czas oczekiwania, bo tak go chyba należy traktować, jest dla nas darem… Każdy dar Boży wiąże się jednak z zadaniem. Tym zadaniem dla nas jest potraktowanie tego czasu jako czasu świadectwa i wytrwałości. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. (…) Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.
Wszystkie trudności i przeciwności, które stają nam na drodze wytrwałego przyznawania się do wiary i wierności Ewangelii, są okazją do dawania świadectwa. One nie mają oddalać od Boga – one mają pobudzać do jeszcze większego zdania się na moc Jego łaski. Ale włos z głowy wam nie zginie.

Chyba tego mam się nauczyć tu na ziemi – On nie chce mojej zguby i ja w to wierzę „pomimo wszystko”…

Dodaj komentarz

po drugiej stronie…

(Łk 20,27-38): Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go (…) Jezus im odpowiedział: Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją.

Stając na grobami naszych najbliższych i czując ból rozłąki często zastanawiamy się jak będzie wyglądało życie po drugiej stronie granicy, którą jest śmierć. Bywa, że myśl o owej „innej rzeczywistości” nieco nas przeraża. Dzisiejsza ewangelia też nie jest jakimś pocieszeniem, bo mówi o nietrwałość naszych ludzkich relacji – ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Myśl, że nie przetrwają nasze ziemskie miłości, że nie rozpoznamy twarzy ukochanych, wcale nie napawa otuchą – budzi wręcz obawę, a nawet wątpliwości co do owego przyszłego życia

Dlaczego tak jest? Bo nieświadomie popełniamy ten sam błąd co saduceusze. Nie uznawali oni życia po śmierci, bo wyobrażali je sobie po ludzku – jako kontynuację tego, co było na ziemi… Dlatego Jezus wyjaśnia, że życie po śmierci będzie zupełnie inne niż obecne, i my ludzie żyjący w rzeczywistości tego świata nigdy nie będziemy potrafili go sobie wyobrazić.
Życie, które Bóg nam przygotowuje, nie jest prostym upiększeniem obecnego życia: ono przekracza naszą wyobraźnię, gdyż Bóg nas stale zaskakuje swoją miłością i swoim miłosierdziem. – powiedział na Anioł Pański papież Franciszek trzy lata temu (10.11.2013).
Można by tu dodać, że również małżeństwo będzie inne. W tym świecie jest znakiem i narzędziem miłości Boga, w świecie przyszłym zajaśnieje przemienione w pełnym świetle w chwalebnej komunii świętych w niebie. Zaniknie zapewne sama instytucja małżeństwa – miłość jednak przetrwa, bo miłość jest istotą nieba…

Ciekawą intuicję miał jeden z moich ulubionych autorów (pisałem z jego dzieł pracę magisterską) bł. kard. John Henry Newman. W jednym z kazań napisał: Bóg łaskawie nazwał siebie „Bogiem Abrahama”. Nie powiedział „Bóg duszy Abrahama”, lecz po prostu „Abrahama”. Pobłogosławił Abrahama i dał mu życie wieczne, nie tylko dla jego duszy bez jego ciała, ale dla Abrahama jako całego człowieka. Jego zdaniem „dusza i ciało tworzą jednego człowieka, który rodzi się raz i nigdy nie umiera”.
Nasza ludzka percepcja inaczej odbiera rzeczywistość – nasze ciała się rozkładają. Perspektywa Boga jest jednak zgoła inna, dla Niego jedność ciała i duszy w człowieku nigdy się „nie rozpada”. Bóg widzi ciągle całego człowieka, choć ta „całość” nie jest już dostępna dla naszych zmysłów. Próbując więc wyobrażać sobie życie ludzkie po śmierci nie można mieć na myśli jedynie duszy człowieka, choć nasze wyobrażenia dają nam właśnie taką podpowiedź. Modląc się więc za zmarłych starajmy się unikać „nie-Boskiej” perspektywy i nie módlmy się „za dusze zmarłych” ale „za zmarłych” – za ich dusze i ciała razem, bo tak ich postrzega Bóg…

Dodaj komentarz

święty grzesznik…

Dziś, w dzień imienin każdego z nas, obok przyjaźni ze swoim świętym Patronem, słowo papieża Franciszka nt. świętości z homilii wygłoszonej podczas porannej mszy w kaplicy Domu św. Marty, w maju 2014 r.:

Jakże Kościół może być święty, skoro my wszyscy w nim jesteśmy? A przecież wszyscy jesteśmy grzesznikami. Ale Kościół jest święty! My jesteśmy grzesznikami, ale on jest święty. Jest to oblubienica Jezusa Chrystusa, którą On kocha i uświęca każdego dnia swoją Ofiarą eucharystyczną, bo tak bardzo ją miłuje. I tak my jesteśmy grzesznikami, ale w świętym Kościele. I także my się uświęcamy tą przynależnością do Kościoła: jesteśmy dziećmi Kościoła i Matka Kościół nas uświęca swoją miłością, sakramentami swego Oblubieńca.

I żeby było jasne, nie chodziło Franciszkowi – o czym sam wspomniał – o jakiś rodzaj samouświęcenia. Chodzi tu, po prostu, o przyjęcie od Boga łaski. Jeśli pozwolę na to, by Jego łaska wkraczała we wszystkie nieuporządkowane, zniewolone, poranione i słabe sfery mojego życia – to On je wypełni. Stajemy się świętymi Jego świętością!

Święci to nie herosi, ale grzesznicy, którzy postępują za Jezusem drogą pokory i krzyża. W ten sposób pozwalają się przez Niego uświęcić, bo nikt nie jest w stanie tego dokonać samemu. – dodał Franciszek.

Dodaj komentarz