Archiwum dla Wrzesień 2016

El-āzār

(Łk 16,19-31): Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. (…) Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. (…)

Pomimo tego, że bogacz nie uczynił nic złego i był, wydaje się, w miarę uczciwym i pobożnym człowiekiem (w ewangelii nie ma mowy o jego nieuczciwości, a dotykać „nieczystego” i umierającego zabraniało Prawo), nie chodzi w tej przypowieści o to, że biedni mają pójść do nieba, a bogaci do piekła. Chodzi tu raczej o „grzech” zgody na nędzę za bramą mojego własnego „bogactwa”. Bogactwo zabiło w bogaczu wrażliwość na cudzą biedę i potrzeby innych…

Życie bogacza i żywot biedaka zdają się biec po równoległych torach – ich warunki życiowe wzajemnie się wykluczają i nie pozwalają się im spotkać.
Ich losy krzyżują się jednak na ułamek sekundy w momencie śmierci – to jedyny moment, gdy doświadczają tego samego. Chwilę później ich losy znów się rozchodzą i bogacz i biedak nigdy już się nie spotkają… Ten ułamek sekundy zdaje się zmieniać diametralnie całą ich dotychczasową sytuację: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz (16,25).

Tak naprawdę śmierć niczego jednak nie zmienia. Ona tylko objawia prawdę o naszym życiu. Przekraczając granicę śmierci okazuje się czy moje życie było wypełnione treścią, czy było puste… Dzisiejsza przypowieść nazywa wprost na czym polega mądrość.
Życie bogacza trudno nazwać mądrym – tam panuje przerażająca pustka. Bogacz nie posiada imienia – on należy do tłumu żyjącego w dobrobycie, który niczego nie potrzebuje.
Człowiek ubogi tymczasem daleki jest od pokusy myślenia, że jest samowystarczalny. On wie, że każdy kolejny dzień jest darem – że żyje tylko dlatego, że Bóg mu pomaga. Takie jest właśnie znaczenie imienia Łazarz – hebr. El-āzār: „Ten, któremu pomaga Bóg”.
Tylko noszący takie imię może być wrażliwy na ubóstwo i cierpienie drugiego człowieka. Potrafi współ-odczuwać…

1 komentarz

dobrze roztrwonić…

(Łk 16,1-13): Jezus powiedział do swoich uczniów: Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą. Na to rządca (…) Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty ile jesteś winien? Ten odrzekł: Sto korcy pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. (…)

Dziwna przypowieść: odpowiedzią na oskarżenie o trwonienie majątku jest jeszcze większe jego roztrwonienie… I tu zamiast kary – pochwała…
Dziwna jest logika Boża…

Za każdym razem, gdy czytam tę przypowieść, mając oczywiście świadomość, że ewangelia nie może być pochwałą wyrafinowanego oszustwa – niepokoi mnie powoływanie się na przykład, który raczej nie jest godny naśladowania.
Skoro jednak ewangelia nie jest pochwałą oszustwa i cwaniactwa, to musi być zachętą do aktywności i „kombinowania” w celu osiągnięcia zbawienia. To niejako wezwanie do zapobiegliwości i sprytu w zadbaniu o życie wieczne…

Ale jest w tej przypowieści coś jeszcze…
Trwonienie majątku może domagać się oskarżenia i nagany – tak było w przypadku syna marnotrawnego. Ale równie dobrze, trwonienie majątku może być godne pochwały – jak w dzisiejszej przypowieści. W pierwszym przypadku, majątek został zmarnowany – roztrwoniony na zrealizowanie własnych egoistycznych pomysłów. W drugim przypadku o zmarnowaniu majątku nie do końca może być mowa – pojawiła sie wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka i zaangażowanie się w zaradzenie jego problemom.
Chyba o to więc chodzi w dobrym marnowaniu majątku, by nie było tam egoizmu…

Majątkiem opisanym w przypowieści jest niewątpliwie moje życie…
Zmarnować (roztrwonić) życie, to żyć dla siebie samego. To nie tyle uczynić coś złego, ile raczej nie uczynić nic dobrego dla innych!… Marnowanie zaczyna się wtedy, gdy nie rozdaję swojego życia (majątku) innym, gdy zatrzymuję go dla siebie.

Tym, który dał przykład roztrwonienia majątku Ojca, jest niewątpliwie Jego Syn, który nie zawłaszczył swojego życia dla siebie, ale oddał je dla nas i dla naszego odkupienia…

Dodaj komentarz

radość z grzesznika, który się nawraca…

(Łk 15,1-32): (…) Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? (…) Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata z domu i nie szuka staranne, aż ją znajdzie. (…) Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca. (…) Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; (…) A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. (…)

Pierwsza myśl: „faworyzuje grzeszników” i… zazdrość! Aż odechciewa się walczyć o to, by być lepszym…
Z pomocą jednak przychodzi intuicja, że każdy pogubiony, zagubiony, każdy grzesznik, staje się dla Niego kimś ważnym, wręcz najważniejszym. Tak ważnym, że sam zaczyna go szukać. Droga poszukiwania prowadzi aż na krzyż…

kampaniaAle poszukuje człowieka całkiem inaczej, niż przedstawia to kampania społeczna, o której ostatnio stało się głośno, i w którą zaangażowały się redakcje kilku katolickich pism: „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku”, „Kontaktu” (pismo KIK-u w Warszawie) i „Więzi”.
Dwie dłonie przekazujące sobie znak pokoju: w jednej różaniec, na drugiej tęczowa opaska symbolizująca przynależność do środowiska LGBT… Celem kampanii wg redakcji pism katolickich jest m.in. nawiązanie dialogu z drugim człowiekiem oraz porozumienie ponad podziałami.
I co dalej?

„Kościół w sprawie homoseksualizmu jest cierpliwy i miłosierny dla grzeszników oraz jednoznaczny i nieprzejednany wobec grzechu. Wychowując swoich wiernych do szacunku dla każdego człowieka, jasno naucza, że nie może to nigdy prowadzić do aprobowania aktów homoseksualnych lub legalizowania związków jednopłciowych. Ta prawda moralna, zawarta w Katechizmie (por. KKK 2357-2359) i w nauczaniu papieży, obowiązuje w sumieniu każdego katolika.” – przypomniał ostatnio Kard. Stanisław Dziwisz.

Może warto wsłuchać się w dzisiejszą ewangelię i przyjąć do wiadomości, że: pasterz znajdując zagubioną owcę nie zostawia jej tam, gdzie ją znalazł, ale przyprowadza do stada; kobieta znajdując zagubioną drachmę nie pozostawia jej tam gdzie upadła, ale podnosi; ojciec rzuca się na szyję synowi, który wraca stwierdziwszy wcześniej: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie…
W Kościele chodzi o radość z grzesznika, który się nawraca…

Może ta kampania znalazłaby realną akceptację w Kościele gdyby zdjęcie obrócić o 90 stopni i przejść z pozycji horyzontalnej do pozycji wertykalnej… O wydobycie z grzechu i nawrócenie przecież Chrystusowi i Kościołowi chodzi…

Dodaj komentarz

odetnij pępowinę…

(Łk 14,25-33): (…) Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. (…)

Dość dziwne słowa jak na ewangelię, której istotą jest miłość: Bóg jest miłością a człowiek jest wezwany do miłości… i to nawet nieprzyjaciół.
Oczywiście bibliści będą nam podpowiadać wytrych, że w językach semickich „nienawidzić” oznacza: „kochać mniej”, „nie stawiać wyżej”… i te trudne słowa mówią o porządkowaniu hierarchii miłości
To chyba jednak nie wyjaśnia wszystkiego…

Ciekawą podpowiedzią do zrozumienia treści dzisiejszej ewangelii może być często stosowania w Biblii figura retoryczna zwana meryzmem. Upraszczając, meryzm polega na wskazaniu dwóch skrajnych punktów zbioru, aby wyrazić jego całość. I tak np. użyta w Księdze Rodzaju para wyrazów „niebo i ziemia” oznacza „wszystko”, „cały istniejący świat”, „wszechświat”, „byty widzialne i niewidzialne”…
Przy zastosowaniu tej figury retorycznej, wymienianie członków rodziny może wskazywać na cały dom rodzinny – całą wielopokoleniową rodzinę ze swoją historią i tradycjami…

Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego… On nie wzywa do nienawidzenia konkretnych osób – w ten sposób przeczył by sam sobie. On mówi o nienawiści do domu rodzinnego, wzywa do nienawidzenia tego, co w tym domu złe i nie-chrystusowe, do nienawidzenia tego całego bagażu doświadczenia, który mnie zatrzymuje i nie pozwala mi iść za Chrystusem. On wzywa do odcięcia pępowiny…
Wzywa do uwolnienia się od różnych „pobożnych rad” obecnych w naszych domach rodzinnych, które często nijak się mają do ewangelii: a to, że trzeba zawsze walczyć o swoje, a to, że trzeba być sprytnym i zadbać o siebie, bo nikt inny o mnie nie zadba, a to, że zawsze trzeba trochę zakombinować i oszukać, bo inaczej się życiu nie da… itd. itp.
Gdy mówi o nienawiści domu, to wzywa do odcięcia pępowiny od świeckiego myślenia, religijnych stereotypów, przesądów, uprzedzeń i zwyczajów. Wzywa do nienawiści pogaństwa, które gdzieś tam w naszych domach ciągle ma swoje miejsce…

Tylko wtedy, gdy odetnę pępowinę od świeckich i pogańskich tradycji swego domu, tylko wtedy gdy się nie dam im zniewolić, dam radę wziąć krzyż na swoje ramiona i pójść za Chrystusem…

Dodaj komentarz