Archiwum dla Kwiecień 2016

gesty miłości…

(J 13,31-33a.34-35): Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: (…) Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.

Zwracałem już uwagę, że „nowością” przykazania jest nie tylko to, że wcześniej nie mogło zostać sformułowane, bo nikt do tej pory nie dał takiego przykładu miłości – miłości w krzyżu… Nowością przykazania jest również to, że uczniów Jezusa poznaje się nie tyle po miłości nieprzyjaciół, co po miłości wzajemnej! Miłość wzajemna dotyka mojej rodziny, wspólnoty – tych najbliższych. Ona jest najtrudniejsza…

Dziś chciałbym przypomnieć fragment rozważań papieża Franciszka przed modlitwą Regina coeli w ubiegłym roku:

Jezus oddał swoje życie za przyjaciół swoich. Przyjaciół, którzy Go nie rozumieli, którzy w kluczowym momencie Go opuścili, zdradzili i zaparli się Go. Mówi to nam, że On nas miłuje, mimo że nie jesteśmy godni Jego miłości. Tak bardzo nas Jezus miłuje.

W ten sposób Jezus wskazuje nam drogę, by Go naśladować, drogę miłości. (…) Jest to droga konkretna, która prowadzi nas do wyjścia poza siebie, aby pójść ku innym. (…) Zatem to Słowo Pana wzywa nas abyśmy się wzajemnie miłowali, chociaż nie zawsze się rozumiemy, nie zawsze się ze sobą zgadzamy… Ale właśnie w takich sytuacjach dostrzega się miłość chrześcijańską, miłość, która wyraża się także gdy istnieją różnice opinii czy charakterów, bo miłość jest większa od tych różnic. To jest miłość, jakiej nauczył nas Jezus. To jest nowa miłość, ponieważ jest odnowiona przez Jezusa i jego Ducha. Jest to miłość odkupiona, wyzwolona z egoizmu. (…)

Jest wiele małych i wielkich uczynków, wyrażających posłuszeństwo wobec przykazania Pana: „abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”. Małe gesty dnia powszedniego, gesty bycia blisko osoby w podeszłym wieku, dziecka, chorego, osoby samotnej w czy przeżywającej trudności, bez domu, pracy, imigranta, uchodźcy… Dzięki mocy tego Słowa Chrystusa, każdy z nas może stać się bliźnim napotykanego brata i siostry. Gesty solidarności, bliskości – w tych gestach wyraża się miłość, jakiej nauczył nas Chrystus. (…)

Dodaj komentarz

owce słuchają…

(J 10,27-30): Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. (…)

Niedziela Dobrego Pasterza – stąd dziś niewielki fragment z ostatniego dokumentu Pasterza Franciszka Amoris laetitia. O pasterskiej misji Kościoła, który daje życie, ale i o słuchaniu Jego słowa – nauczania…

296. (…) W związku z tym, chcę przypomnieć to, co chciałem z jasnością przedstawić całemu Kościołowi, aby się nam nie przytrafiło pomylenie dróg: „Dwie logiki spotykamy w całych dziejach Kościoła: usuwanie na margines i włączanie […]. Drogą Kościoła, począwszy od Soboru Jerozolimskiego, jest zawsze droga Jezusa: droga miłosierdzia i integracji […]. Drogą Kościoła jest niepotępianie nikogo na wieczność; ofiarowanie miłosierdzia Boga wszystkim ludziom, którzy szczerym sercem o to proszą […]. Prawdziwa miłość zawsze jest bowiem niezasłużona, bezwarunkowa i bezinteresowna!” . Dlatego „trzeba unikać osądów, które nie uwzględniają złożoności różnych sytuacji i koniecznie zwracać uwagę na sposób, w jaki ludzie żyją i cierpią z powodu stanu, w jakim się znajdują”.

297. Chodzi o włączenie wszystkich. Trzeba pomóc każdemu w znalezieniu jego sposobu uczestnictwa we wspólnocie kościelnej, aby czuł się przedmiotem „niezasłużonego, bezwarunkowego i bezinteresownego” miłosierdzia. Nikt nie może być potępiony na zawsze, bo to nie jest logika Ewangelii! Nie mam na myśli tylko rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach, ale wszystkich niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdują. Oczywiście, jeśli ktoś afiszuje się z obiektywnym grzechem tak, jakby był częścią ideału chrześcijańskiego, czy chciałby narzucić coś innego od tego, czego naucza Kościół, to nie może domagać się, by uczyć katechizmu czy przepowiadać, i w tym sensie istnieje coś, co go oddziela od wspólnoty (por. Mt 18, 17). Musi na nowo usłyszeć Ewangelię i wezwanie do nawrócenia. Nawet jednak dla takiej osoby może istnieć jakiś sposób uczestniczenia w życiu wspólnoty: w pracy socjalnej, w spotkaniach modlitewnych lub w tym, co może sugerować jego osobista inicjatywa wraz z rozeznaniem duszpasterza. (…)

300. (…) Zadaniem kapłanów jest „towarzyszenie osobom zainteresowanym na drodze rozeznania, zgodnie z nauczaniem Kościoła i wytycznymi biskupa. W tym procesie przydatne będzie dokonanie rachunku sumienia, przez chwile refleksji i skruchy. Osoby rozwiedzione, które zawarły ponowny związek, powinny zadać sobie pytanie, w jaki sposób zachowywały się wobec swoich dzieci, gdy związek małżeński przeżywał kryzys; czy były próby pojednania; jak wygląda sytuacja opuszczonego małżonka; jakie konsekwencje ma nowa relacja dla pozostałej rodziny i wspólnoty wiernych; jaki przykład daje ona ludziom młodym, którzy przygotowują się do małżeństwa. Szczera refleksja może umocnić zaufanie w miłosierdzie Boże, które nikomu nie jest odmawiane” . Chodzi o proces towarzyszenia i rozeznania, który „kieruje tych wiernych do uświadomienia sobie swojej sytuacji przed Bogiem. Rozmowa z księdzem, na forum wewnętrznym, przyczynia się do tworzenia prawidłowej oceny tego, co utrudnia możliwość pełniejszego uczestnictwa w życiu Kościoła oraz kroków mogących mu sprzyjać i je rozwijać. Biorąc pod uwagę fakt, że w samym prawie nie ma stopniowości (por. Familiaris consortio, 34), to rozeznanie nigdy nie może nie brać pod uwagę wymagań ewangelicznej prawdy i miłości proponowanej przez Kościół. Aby tak się stało, trzeba zapewnić niezbędne warunki pokory, dyskrecji, miłości do Kościoła i jego nauczania, w szczerym poszukiwaniu woli Bożej i chęci osiągnięcia na nią odpowiedzi doskonalszej” . Postawy te mają fundamentalne znaczenie, aby uniknąć poważnego ryzyka przesłań błędnych, jak idea, że jakiś kapłan może szybko zgodzić się na „wyjątki”, lub że są ludzie, którzy mogą uzyskać przywileje sakramentalne w zamian za przysługi. Kiedy mamy do czynienia z osobą odpowiedzialną i dyskretną, która nie domaga się stawiania swoich pragnień ponad dobro wspólne Kościoła, i duszpasterzem, który potrafi rozpoznać powagę kwestii, jaką rozważa, to unika się niebezpieczeństwa, że pewne określone rozeznanie doprowadzi do myślenia, iż Kościół popiera podwójną moralność.

Dodaj komentarz

Amoris laetitia…

(J 21,1-19): Jezus ukazał się znowu nad Morzem Tyberiadzkim. (…) rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. (…) A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili. (…) Chodźcie, posilcie się! (…) A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? Odpowiedział Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. (…)

Gdy po śniadaniu oswoili się z obecnością Jezusa, musiało paść decydujące pytanie: co dalej? Nie pyta czy są gotowi, czy chcą, czy wiedzą, co mają robić, i czy potrafią… Pyta tylko czy kochają
Kochasz Mnie? Kochasz Kościół? Kochasz tych, do których jesteś posłany?…

W Kościele nie ma przypadków… Ta dzisiejsza ewangelia nie jest też pewnie przypadkowa. To właśnie w jej kluczu warto spojrzeć na podpisaną 19 marca i opublikowaną parę dni temu adhortację papieża Franciszka Amoris laetitia, która podsumowuje obrady dwóch synodów o rodzinie…
Dokument bardzo obszerny. Dokument, który nie jest syntetycznym wykładem doktryny ale zachętą do towarzyszenia ludziom, którzy doświadczają zagubienia w swoim życiu rodzinnym. Pełne miłości, życzliwości i serdeczności wskazówki duszpasterskie. Wskazówki rodzące się z troski o wszystkich ludzi i mające swe źródło w bliskości wobec wszystkich, również i tych, którzy się pogubili… Towarzyszyć, rozeznawać w prawdzie i wierności niezmiennemu Nauczaniu Kościoła i włączać w życie Kościoła…
To jakby „kontynuacja” ewangelicznych przypowieści i pawłowych nauk o miłości. Papież patrzy na współczesne rodziny oczami Jezusa i Kościoła starając się dostrzec i wydobyć wszystkie zalążki dobra, choćby to było jedynie (lub aż) tylko pragnienie Boga i momenty prawdziwej modlitwy. Nie odrzuca, pociesza…
Mówi o radości miłości, nawet, wtedy, gdy ta miłość nie jest jeszcze pełnią tej miłości, jaką Duch Święty rozlewa w naszych sercach przez łaskę (Rz 5,5).

Sam wspomina w dokumencie: Adhortacja ta nabiera szczególnego sensu w kontekście Jubileuszowego Roku Miłosierdzia. Po pierwsze, ponieważ uważam ją za propozycję dla chrześcijańskich rodzin, która pobudzi je do docenienia darów małżeństwa i rodziny oraz do podtrzymania miłości silnej i pełnej takich wartości jak wielkoduszność, zaangażowanie, wierność i cierpliwość. Po drugie, ponieważ pragnie ona zachęcić wszystkich, by byli znakiem miłosierdzia i bliskości tam, gdzie życie rodzinne nie jest realizowane w sposób doskonały lub nie przebiega w pokoju i radości. (p. 5)

Dodaj komentarz

… bez sprawiedliwości jest matką nieporządku…

Dziś niesamowicie dużo mówi się o Miłosierdziu, które jest imieniem Boga. Papież Franciszek wydając rok temu, w wigilię II Niedzieli Wielkanocnej (Niedzieli Miłosierdzia), bullę Misericordiae vultus, pisał: Miłosierdzie: to jest słowo, które objawia Przenajświętszą Trójcę. Miłosierdzie: to najwyższy i ostateczny akt, w którym Bóg wychodzi nam na spotkanie. Miłosierdzie: jest podstawowym prawem, które mieszka w sercu każdego człowieka, gdy patrzy on szczerymi oczami na swojego brata, którego spotyka na drodze życia. Miłosierdzie: to droga, która łączy Boga z człowiekiem, ponieważ otwiera serce na nadzieję bycia kochanym na zawsze, pomimo ograniczeń naszego grzechu.

Słuchając Papieża warto sobie może przypomnieć definicję miłosierdzia wg św. Augustyna: miłosierdzie (łac. miserocordia) od tego wywodzi swoją nazwę, że czyni smutnym serce (łac. miseris cor) tego, który współczuje nieszczęściu drugiego.
Miłosierdzie więc to smutne serce Boga – źródłem tego smutku nie jest nic innego jak nasz grzech. I dalej pisze Augustyn: miłosierdzie jest to przykre odczucie nędzy bliźniego, przez co jesteśmy skłaniani by mu pomóc, o ile to możliwe. To „smutne serce”, „przykre odczucie nędzy” przymusza Boga by pomóc człowiekowi…
On wie najlepiej jak pomóc człowiekowi w jego nędzy. I trzeba Mu zaufać. Cytowany już Augustyn dodaje również: miłosierdzie nie zawsze polega na dawaniu tego, o co nas proszą, ale na robieniu tego, co mogłoby być pożyteczne dla tych, którzy nas proszą.

Może w tym ostatnim cytacie z Augustyna jest właśnie miejsce na Bożą sprawiedliwość. Nie byłbym sobą, gdybym nie zacytował tu również mojego współbrata św. Tomasza z Akwinu, który jasno twierdził, że miłosierdzie i sprawiedliwość to jakby dwa wymiary tej samej tajemnicy miłości Boga do człowieka. To nie są rzeczywistości alternatywne i wykluczające się. Tomasz pisze: Miłosierdzie bez sprawiedliwości jest matką nieporządku. Sprawiedliwość bez miłosierdzia jest okrucieństwem.

Dodaj komentarz