Archiwum dla Luty 2016

cierpliwy i miłosierny…

(Łk 13,1-9): (…) I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia? Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.

Prowadzę właśnie rekolekcje wielkopostne w Gdańsku. Ma być o miłosierdziu… Dzisiejszy fragment ewangelii jest wspaniałym wstępem do zrozumienia tajemnicy Bożego miłosierdzia. No i oczywiście fragmenty z Franciszka (bulla Misericordiae vultus):

«Cierpliwy i miłosierny» — to podwójne określenie spotykamy często w Starym Testamencie jako opis natury Boga. To Jego bycie miłosiernym znajduje swe potwierdzenie w wielorakich dziełach historii zbawienia, gdzie dobroć Boga zwycięża nad chęcią kary i zniszczenia. (,,,) Miłosierdzie Boga nie jest więc jakąś abstrakcyjną ideą, ale jest konkretnym faktem, dzięki któremu On objawia swoją miłość ojcowską i matczyną, która wypływa z wnętrzności i zwraca się do syna. To naprawdę jest ten przypadek, kiedy można mówić o miłości wypływającej z wnętrza. Pochodzi ona z wnętrza jako głębokie uczucie, naturalne, akt czułości i współczucia, odpuszczenia i przebaczenia.

Ze wzrokiem utkwionym w Jezusie i w Jego obliczu miłosiernym możemy zagłębić się w miłość Trójcy Przenajświętszej. Misją, którą Jezus otrzymał od Ojca, było objawienie tajemnicy Bożej miłości w jej pełni. «Bóg jest miłością» (1 J 4, 8.16), ogłasza — po raz pierwszy i jedyny na kartach Pisma świętego. — Jan Ewangelista. Ta miłość jest już wtedy możliwa, widoczna i namacalna w całym życiu Jezusa. Jego osoba jest niczym innym jak tylko miłością. To miłość, która się daje za darmo. Relacje Jezusa z osobami, które Go otaczają, ukazują coś jedynego i niepowtarzalnego. Znaki, które czyni przede wszystkim w stosunku do grzeszników, do biednych, wyłączonych, chorych i cierpiących, są naznaczone miłosierdziem. Wszystko w Nim mówi o miłosierdziu. Nie ma też w Nim czegoś, co byłoby pozbawione współczucia.

Dodaj komentarz

zmęczenie…

(Łk 9,28b-36): Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. (…)

W naszej czterdziestodniowej wędrówce rekolekcyjnej druga niedziela Wielkiego Postu, to niedziela wspinania się na Górę Tabor. Zachęcam, by zajrzeć do komentarzy nt. wspinania się na górę i samej tajemnicy Przemienienia.

Dziś jednak kilka cytatów z papieża Franciszka. Pierwszy z 16 lutego, z przemówienia do rodzin wygłoszonego podczas pielgrzymki do Meksyku. Papież widzi rodzinę jako trud ciągłego wspinania się, choć wielu tej wspinaczki na Górę nie chce podejmować, co sprawia, że rodzina jest osłabiana i kwestionowana. Często jest wzorcem, który już przeminął i dla którego pod pozorem nowoczesności nie ma już miejsca w naszych społeczeństwach:

Nie ulega wątpliwości, że życie w rodzinie nie zawsze jest łatwe, często jest bolesne i meczące, ale sądzę, że można zastosować do rodziny to, co nieraz już mówiłem w odniesieniu do Kościoła: wolę rodzinę poranioną, która zabiega codziennie o miłość, niż rodzinę i społeczeństwo chore z powodu zamykania się czy wygodnictwa, ze strachu przed miłością. Wolę rodzinę, która ciągle próbuje rozpoczynać na nowo, niż rodzinę i społeczeństwo narcystyczne i mające obsesję na punkcie luksusu i wygody. Ile masz dzieci? Nie mamy, bo oczywiście lubimy jeździć na wakacje, uprawiać turystykę, chcę kupić sobie domek letniskowy. Luksus i komfort. A dzieci się odkłada. I kiedy w końcu chcesz je mieć, to okazuje się, że twój czas już minął. Ile szkody to wyrządziło, nieprawdaż? Wolę rodzinę o obliczu zmęczonym wyrzeczeniami od rodziny o wypacykowanych twarzach, które nie znają czułości ani współczucia.

Życie jako wspinaczka nie dotyczy jedynie rodzin. Wspinaczką ma być również życie kapłańskie, choć my kapłani, często o tym zapominamy. Dlatego papież zwraca uwagę:

Często pojawia się na tej drodze pokusa, którą trzeba odrzucić: pokusa «normalności», pasterza, który chce tylko «normalnie» żyć. Wtedy taki kapłan zaczyna zadowalać się okazywanym mu poważaniem, swą posługę ocenia na podstawie własnych osiągnięć. I zaczyna szukać tego, co się mu podoba, stając się letnim i pozbawionym prawdziwej troski o innych. «Normalnością» dla nas jest jednak świętość duszpasterska, dar z życia. Jeśli ksiądz decyduje się na bycie jedynie osobą «normalną», będzie kapłanem przeciętnym, albo jeszcze gorzej.

W homilii w czasie wielkoczwartkowej Mszy św. Krzyżma papież zwrócił uwagę na zmęczenie, którego doświadcza funkcjonariusz Kościoła podczas wspinaczki na Górę:

Chciałbym teraz podzielić się z wami niektórymi zmęczeniami, nad którymi się zastanawiałem.

Istnieje takie zmęczenie, które można nazwać „zmęczeniem ludźmi, zmęczeniem tłumami”: Jak mówi Ewangelia, dla Pana, podobnie jak dla nas, było to wyczerpujące, ale jest to dobre zmęczenie, zmęczenie pełne owoców i radości. (…) Jeśli Jezus pasie swoją owczarnię pośród nas, to nie możemy być pasterzami z kwaśną miną, narzekającymi, czy – co gorsze – pasterzami znudzonymi. Zapach owiec i uśmiech ojców… Mimo, że zmęczeni, ale z radością tych, którzy słuchają swego Pana mówiącego: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego” (Mt 25,34).

Istnieje także „zmęczenie przeciwnikami”. Diabeł i ci, którzy za nim idą, nie śpią, a zważywszy, że ich uszy nie mogą znieść Słowa Bożego, niestrudzenie działają, aby je uciszyć, albo wypaczyć. Tutaj zmęczenie w stawianiu im czoła jest trudniejsze. Chodzi nie tylko o czynienie dobra, z całym wysiłkiem, jakie to za sobą pociąga, ale trzeba bronić owczarni i samych siebie od zła (por.Evangelii gaudium, 83). Zły jest bardziej przebiegły od nas i zdolny jest do zniszczenia w jednej chwili tego, co cierpliwie budowaliśmy przez długi czas. Tutaj musimy prosić o łaskę uczenia się i neutralizowania – to ważny nawyk: uczyć się neutralizować – neutralizować zło, nie wyrywać kąkolu, nie usiłować bronić jak supermen tego, co jedynie Pan musi obronić. Wszystko to pomaga uniknąć opuszczenia rąk przed ogromem nieprawości, przed szyderstwem niegodziwych. Słowo Pana dla takich sytuacji zmęczenia to: „Miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33). To słowo daje nam siłę.

I wreszcie na końcu – żeby ta homilia zbytnio was nie znużyła – jest też „zmęczenie samymi sobą” (por. Evangelii gaudium, 277). Jest ono być może najbardziej niebezpieczne. Ponieważ dwa pozostałe zmęczenia wypływają z faktu bycia narażonymi, wyjścia od siebie, aby namaścić i pracować (jesteśmy tymi, którzy otaczają troską). To zmęczenie jest natomiast bardziej skoncentrowane na sobie: jest rozczarowaniem samymi sobą, któremu nie stawiliśmy czoła, z pogodną radością tych, którzy odkrywają, że są grzesznikami, potrzebującymi przebaczenia, pomocy: ci proszą o pomoc i idą dalej. Chodzi o zmęczenie, powodujące, że „chcę i nie chcę” postawić wszystko na jedną kartę, a potem żałować czosnku i cebuli w Egipcie – zabawa z iluzją, że jest się kimś innym. To zmęczenie chciałbym nazywać „flirtowaniem ze światowością duchową”. A kiedy zostajemy sami, zdajemy sobie sprawę, jak wiele dziedzin życia zostało przesączonych tą światowością, a nawet mamy wrażenie, że w żadnej kąpieli nie można jej oczyścić. Może to być tutaj złe zmęczenie. Słowo Apokalipsy wskazuje nam przyczynę tego zmęczenia: „Ty masz wytrwałość: i zniosłeś cierpienie dla imienia mego – niezmordowany. Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości” (2,3-4). Tylko miłość daje odpoczynek. To, czego się nie kocha, męczy w zły sposób, a na dłuższą metę męczy coraz bardziej.

I, proszę, prośmy o łaskę umiejętności bycia zmęczonymi, ale dobrze zmęczonymi!

Dodaj komentarz

rekolekcje…

(Łk 4,1-13): Jezus pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu i czterdzieści dni przebywał w Duchu na pustyni, gdzie był kuszony przez diabła. (…) Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem. (…) Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje. (…) Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół! Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. (…)

Pierwsza Niedziela Wielkiego Postu przypomina nam o rekolekcjach… I nie chodzi jedynie o te głoszone w okresie Wielkiego Postu w naszych kościołach – mniej lub bardziej zwyczajne… Chodzi o rekolekcje, które ma podjąć każdy z nas samodzielnie…
Rekolekcje to przecież czas modlitwy, postu i walki duchowej, to nawet czas „bycia kuszonym”… Takie właśnie rekolekcje przeżywał Jezus. Duch wyprowadził Go na pustynię, by się modlił, pościł i odbywał walkę duchową, gdzie był kuszony przez diabła
Czy Mu to było potrzebne? I tak i nie… Jako Bogu na pewno nie. Jako Bogu w ludzkiej naturze być może tak, by odkryć swoją tożsamość… Jedno jest pewne, zrobił to dla nas. Pokazał nam na czym polegają prawdziwe rekolekcje, pokazał ich sens i wartość i zapewnił, że w czasie naszych rekolekcji na pustyni będzie z nami i pomoże nam nie ulec pokusie…

Gdy przyglądamy się kuszeniu Jezusa w relacji Łukaszowej, jak dzisiaj, czy Mateuszowej, możemy dostrzec potęgę manipulacji i „kuszenie do czegoś po ludzku dobrego”. I o to właśnie chyba chodzi w tych rekolekcjach. By nie dać się w naszym codziennym życiu zmanipulować poczuciem głodu i zaspokajaniem ludzkich potrzeb człowieka; by nie ulec pysze i przeświadczeniu, że to ode mnie tak wiele zależy i ja mogę ten świat naprawić; i by przede wszystkim nie igrać z Bożym miłosierdziem i nie wystawiać Boga na próbę…

Może warto na ten czas rekolekcji w Roku Miłosierdzia przypomnieć parę zdań papieża Franciszka z bulli Misericordiae vultus, ogłaszającej Jubileusz Miłosierdzia:

Jest moim gorącym życzeniem, aby chrześcijanie przemyśleli podczas Jubileuszu uczynki miłosierdzia względem ciała i względem ducha. Będzie to sposobem na obudzenie naszego sumienia, często uśpionego w obliczu dramatu ubóstwa, a także umożliwi nam coraz głębsze wejście w serce Ewangelii, gdzie ubodzy są uprzywilejowani dla Bożego miłosierdzia. Przepowiadanie Jezusa przedstawia te uczynki miłosierdzia, abyśmy mogli poznać, czy żyjemy jak Jego uczniowie, czy też nie. Odkryjmy na nowo uczynki miłosierdzia względem ciała: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, przybyszów w dom przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać, umarłych pogrzebać. I nie zapominamy o uczynkach miłosierdzia względem ducha: wątpiącym dobrze radzić, nieumiejętnych pouczać, grzeszących upominać, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować, modlić się za żywych i umarłych.

I na czas Wielkiego Postu:

Niech czas Wielkiego Postu w Roku Jubileuszowym zostanie przeżyty jeszcze bardziej intensywnie, jako istotny moment w celebrowaniu i doświadczaniu miłosierdzia Boga. Ileż stron Pisma Świętego można przemedytować podczas tych tygodni Wielkiego Postu, aby odkryć na nowo miłosierne oblicze Ojca! (…)
W tym czasie modlitwy, postu i uczynków miłości, strony Księgi proroka Izajasza będą mogły zostać przemedytowane w sposób jeszcze bardziej konkretny: «Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On [rzeknie]: „Oto jestem!” Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem. Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci duszę twoją na pustkowiach. Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie» (58, 6-11).

I słowo do nas funkcjonariuszy Kościoła – spowiedników:

Nie zmęczy mnie nigdy powtarzanie, żeby spowiednicy stali się prawdziwym znakiem miłosierdzia Ojca. Bycie spowiednikiem to nie improwizacja. Spowiednikami stajemy się przede wszystkim wtedy, gdy wpierw sami jako penitenci szukamy przebaczenia. Nigdy nie zapominajmy, że być spowiednikiem znaczy mieć udział w samej misji Jezusa i być konkretnym znakiem ciągłości Boskiej miłości, która przebacza i zbawia. Każdy z nas otrzymał dar Ducha Świętego dla przebaczenia grzechów i za to jesteśmy odpowiedzialni. Nikt z nas nie jest panem sakramentu, ale wiernym sługą przebaczenia Boga. Każdy spowiednik powinien przyjmować wiernych jak ojciec z przypowieści o marnotrawnym synu: to ojciec, który wybiega na spotkanie syna, pomimo, że ten ostatni roztrwonił jego majątek. Spowiednicy są wezwani, aby objąć skruszonego syna, który wraca do domu i by wyrazić radość z tego, że się odnalazł. Niech nie zmęczy spowiedników również to, że będą musieli wyjść do drugiego syna, który pozostał na zewnątrz i jest niezdolny do radości, aby wytłumaczyć mu, że jego ostry osąd jest niesprawiedliwy i nie ma sensu w obliczu miłosierdzia Ojca, które nie zna granic. Niech nie zadają aroganckich pytań, lecz jak ojciec z przypowieści niech przerwą wywód przygotowany przez syna marnotrawnego, ażeby potrafili uchwycić w sercu każdego penitenta wezwanie do pomocy i prośbę o przebaczenie. Spowiednicy są wezwani do tego, aby byli zawsze i wszędzie, w każdej sytuacji i pomimo wszystko, znakiem prymatu miłosierdzia.

Proszę o modlitwę abym dobrze przeżył te rekolekcje Wielkiego Postu…

Dodaj komentarz

wypłyń na głębię…

(Łk 5,1-11): (…) rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. (…) Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Komentując kiedyś tę ewangelię wspominałem, że – jakkolwiek dziwnym by się to wydawało -wyciągnięcie ryby z wody jest dla niej ratunkiem. I to jest właśnie dobra nowina dzisiejszej ewangelii. Zarzucić sieć to ratować…
Zwracałem też uwagę na to, że ewangelia zdaje się sugerować, że jedynie doświadczenie przepaści pomiędzy powołującym a powołanym może stać się podstawą posłania. Spoufalanie się z Bogiem nie służy skutecznemu głoszeniu, bo rodzi pokusę wymuszania tego, co się wydaje słuszne. Tymczasem na Bogu nie da się niczego wymusić…

No i oczywiście mocne wezwanie: Wypłyń na głębię... Zostaw mieliznę, odpłyń od swojej „płycizny”… On zawsze przychodzi z pewnym pomysłem na moje życie… Jeśli to Jego pomysł – to jest to najlepszy pomysł. On o tym wie i On o to zadba…
Dlatego też zachęca do porzucenia infantylnej wiary w swoje możliwości, do porzucenia płycizny cynizmu i powątpiewania. On widzi sens tego, czego mogę na Jego słowo dokonać i pragnie ten sens przede mną odkryć…
Jest oczywiście w tym wezwaniu jakiś element ryzyka. Ale jest również zaufanie… To ryzyko i zaufanie dotyczy oczywiście mnie – ja mam podjąć ryzyko i Jemu zaufać… Ale to ryzyko i zaufanie jest również i po Jego stronie – On ryzykuje zapraszając mnie do jakiegoś działania i zarazem ufa, że odpowiem pozytywnie na Jego zaproszenie… Co więcej ryzykuje i ufa, że będę wierny podjętej decyzji i nie załamię się pod pierwszym lepszym podmuchem zwątpienia…

No i jeszcze w kluczu „do funkcjonariuszy Kościoła” – Wypłyń na głębię…
Często narzekamy, że nic się już nie da zrobić, że musi być jak jest i trzeba tylko przetrwać, lub po prostu usprawiedliwiamy „płyciznę” pracy duszpasterskiej tym, że głoszenie ewangelii polega jedynie na towarzyszeniu pogubionemu.
A On dziś do każdego z nas woła: Nie zadowalaj się „płycizną” prowadzonego przez ciebie duszpasterstwa. Wymagaj od siebie i wymagaj od tych, do których jesteś posłany… Sam wypłyń na głębię i wzywaj innych, by również to uczynili… Na tym polega prawdziwe głoszenie…

Dodaj komentarz