Archiwum dla Październik 2015

Bartymeusz…

(Mk 10,46-52): Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: Synu Dawida, ulituj się nade mną! Jezus przystanął i rzekł: Zawołajcie go! I przywołali niewidomego, mówiąc mu: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: Co chcesz, abym ci uczynił? Powiedział Mu niewidomy: Rabbuni, żebym przejrzał. Jezus mu rzekł: Idź, twoja wiara cię uzdrowiła. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

W naszej bazylice, podobnie jak w większości kościołów, świętujemy uroczystość rocznicy poświęcenia własnego kościoła. Odsyłam więc do krótkiego komentarza związanego z tym świętem i nieco dłuższego komentarza o Zacheuszu.
Jest to również okazja do podziękowania wszystkim wam, którzy wspieracie remonty prowadzone w naszej bazylice. To miejsce poświęcone Bogu jest symbolem naszego poświęcenia i oddania się na własność kochającemu Ojcu. Każdy przejaw troski o piękno tego miejsca jest widzialnym znakiem tego, co dokonuje się w waszych sercach. I nie chodzi tu jedynie o wsparcie materialne i okazywaną życzliwość. Wyrazem troski o piękno „tego miejsca” jest również szczera i wyrażana z miłością krytyka, kierowana również do nas, którzy Wam w tym miejscu posługujemy. Za wszelkie przejawy troski i walki o to, by nasza świątynia była miejscem poświęconym Bogu z głębi serca dziękuję…

W kościołach, w których znana jest data konsekracji, świętujemy zwykłą niedzielę i czytamy ewangelię o uzdrowieniu Bartymeusza. Może warto dziś na nią właśnie zwrócić uwagę…

Po pierwsze, rzadko znamy uzdrowionych przez Jezusa z imienia. Jeśli ewangelista uwiecznia w swojej relacji imię uzdrowionego i – co jeszcze dziwniejsze – imię jego ojca, to zapewne chce zwrócić uwagę na coś wyjątkowego. Może chodzi o imię, którym – znany właśnie z imienia – Bartymeusz, syn Tymeusza, nazywa Jezusa: Jezusie, Synu Dawida.
Bartymeusz jest niewidomy. Ślepota jest w biblii symbolem niewiary. Tymczasem On już jakąś „wiarę” posiada, jeśli woła do Jezusa biblijnym imieniem Mesjasza i prosi o „ulitowanie się nad nim”. Może więc chodzi o coś innego. Może po prostu – jak wielu z nas – w świecie, w którym się obraca, pomimo jakiejś swojej wiary, ma problemy z dostrzeżeniem celu życia, miłości i nadziei. Może nie widzi sensu życia i jak żebrak prosi wszystkich, których spotyka, o jego ukazanie. Może Bartymeusz jest symbolem człowieka zagubionego w świecie, który wątpi, że człowiek jest w stanie dostrzec prawdę absolutną i „bawi się” relatywizmem prawd. Może właśnie dlatego wielu – symbol świat pogubionego i ślepego – nastawało na niego, żeby umilkł i nie zwracał uwagi innych na „Tego jednego”, który może uzdrowić…
Może Bartymeusz właśnie, zachęca nas do tego byśmy się przyznali, że jesteśmy ślepymi żebrakami i potrzebujemy prosić Mesjasza o prawdziwe miłosierdzie. Może zachęca nas, byśmy wbrew światu, który chce nas osadzić w miejscu i uspokoić nasze sumienia, „jeszcze głośniej o to miłosierdzie wołali”…

Po drugie: Zawołajcie go! I przywołali niewidomego, mówiąc mu: Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię. To chyba tajemnica Kościoła – nic dodać, nic ująć… Obyśmy potrafili się odnaleźć w misji niesienia nadziei i przyprowadzania do Tego, który chce miłosierdziem obdarzać…

I po trzecie: On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. To chyba warunek prawdziwego uzdrowienia, prawdziwego przejrzenia. Zrzucił płaszcz, czyli zostawił wszystko co posiadał, by się zerwać z pętów zakłamania i tego czym mami świat. On już wie czego naprawdę chce od Jezusa, Syna Dawida… I dlatego słyszy: Idź, twoja wiara cię uzdrowiła.
Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą… To chyba oznacza wierzyć naprawdę: widzieć i iść za Nim…

Dodaj komentarz

pragnienie bycia blisko…

(Mk 10,35-45): Jakub i Jan synowie Zebedeusza zbliżyli się do Jezusa i rzekli: Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy. On ich zapytał: Co chcecie, żebym wam uczynił? Rzekli Mu: Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie. Jezus im odparł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? (…) Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: (…) Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.

Znajomości, koneksje, układy rodzinne… Wielu twierdzi, że bez tego nic się nie da osiągnąć. Nie dziwi więc zachowanie Jakuba i Jana. Nie dziwi również protest pozostałych, zapewne z powodu irytacji i zazdrości, że ktoś zdążył ich ubiec w „walce o przywileje”.
Nie dziwi to również Jezusa. Co więcej, uważa, że każdego samolubnego i pełnego niezdrowych ambicji człowieka da się przemienić w dojrzałego i zdolnego do poświęcenia świadka Ewangelii. Warunkiem jest zrozumienie, że lekarstwem na pychę i egoizm współczesnego świata jest pokora, służba i prawdziwe poświęcenie…

Użyjmy jeszcze klucza, który towarzyszy nam od kilku ostatnich niedziel: przesłanie dla funkcjonariuszy Kościoła…
Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie. Spróbujmy nie widzieć w tej prośbie samej tylko „walki o przywileje”. Spójrzmy na bliskich już Jezusowi współpracowników jak na ludzi, którzy przez towarzyszenie Mu zostali już trochę wewnętrznie przemienieni – mimo, że nie mają jeszcze do końca świadomości tej przemiany…
Może w tej prośbie właśnie zawarte jest to nieuświadomione pragnienie „bycia blisko Jezusa”… Przecież „chodzenie z Nim” i uczestniczenie w Jego nauczaniu i cudach musi obudzić w funkcjonariuszu Kościoła pragnienie większej jeszcze bliskości z Nim.
Nawet jeśli nie do końca wiemy na czym ta bliskość polega. Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? Nawet jeśli nie do końca pojmujemy, że bycie „blisko Jezusa” polega na całkowitym oddaniu się drugiemu człowiekowi w akcie prawdziwej miłości – to owo pragnienie jednak w nas jest i powoli nas przemienia w kogoś, kto stanie sie naprawdę „bliskim Jezusa”…
Obyśmy to pragnienie odkrywali i dawali się mu prowadzić…

1 komentarz

sprzedaj wszystko…

(Mk 10,17-30): Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. (…) Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. (…)

Komentując tę ewangelię trzy lata temu pisałem o tym jak Jezus potrafi mnie sprawdzić – sprawdzić, czy wiem, o co chodzi w przestrzeganiu przykazań… Sprawdza czy rozumiem, że w przykazaniach chodzi o uwolnienie się od tego co mnie zniewala.
Tylko człowiek wolny jest w stanie naprawdę kochać, tylko człowiek wolny dostrzeże w przykazaniach drogę miłości a nie narzucone z góry jarzmo prawa. W ewangelicznym ubóstwie nie chodzi o to, by nic nie mieć, lecz o to, by być wolnym.

Stosując dziś klucz, który towarzyszy mi od kilku niedziel, patrzę na te słowa jako na pouczenie skierowane do nas, funkcjonariuszy Kościoła. Być może wielu z nas powie, że trwa w wiernym przestrzeganiu przykazań. Ale czy każdy z nas może powiedzieć, że „sprzedał wszystko co miał” i jest wolny?… I nie chodzi tu bynajmniej o mniejsze czy większe bogactwo, które piętnuje się u księży – choć i ono jest często problemem. Chodzi o pewne relacje międzyludzkie, układy i układziki, wchodzenie w różne środowiska, które dają nam poczucie bezpieczeństwa oraz życiowej i duchowej wygody.
Te mniejsze czy większe „zniewolenia” w pewnym momencie zagłuszają zdrową naukę Kościoła i przyćmiewają wewnętrzny wzrok tak, że przymykamy oczy na „nieprzestrzeganie przykazań”. Co więcej, przestajemy być zdolni do tego, by jak Jezus w pełni wolności i z miłością upominać: „nie grzesz więcej”.
Ponadto, gdy ktoś próbuje nam zwrócić uwagę i zburzyć ten „stabilny światek”, traktujemy go jak intruza, który nie wie na czym polega „prawdziwe miłosierdzie”…

Jezus zaniepokoił się o zbawienie młodzieńca. Jest realistą i ma świadomość, że człowiek – także funkcjonariusz Kościoła – zbytnio uwikłany w relacjach tego świata, wcześniej czy później może się zacząć mijać z Bożymi przykazaniami…
Oderwać się od czysto ludzkich kalkulacji i zabezpieczeń mogę jedynie w przestrzeni prawdziwej miłości i wolności, którą tworzy przestrzeganie przykazań. Może warto więc myśląc o ewangelicznym uchu igielnym, pomyśleć o naszych wielbłądzich garbach i powoli zacząć się ich pozbywać…

Dodaj komentarz

w obronie rodziny…

(Rdz 2,18-24): Potem Pan Bóg rzekł: Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc. (…) Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. (…) Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. (…)
(Mk 10,2-16): (…) na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela! W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo. (…)

Dziś rozpoczyna się zgromadzenie Synodu Biskupów nt. rodziny. W Kościele nie ma przypadków i jakże nieprzypadkową jest dzisiejsza ewangelia, która staje na straży małżeństwa i rodziny właśnie. Problemy w życiu małżeńskim, niewierność, zdrady i w konsekwencji rozwody, to nie wynalazek naszego wieku. Od wieków człowiek przyznaje się, że w pewnym momencie życia popełnił błąd: zabrakło dojrzałości i źle dokonał wyboru partnera. Przyznając się do niedojrzałości i błędu, nie chce równocześnie, by zaważył on na jego „szczęściu”. Stąd właśnie pretensje ludzi niedojrzałych skierowane do Boga, że decyzja zawarcia małżeństwa wiąże w sposób nieodwracalny i aż do śmierci. Przecież musi być jakiś sposób, by usprawiedliwić rozpad małżeństwa i możliwość zmiany partnera…

Wczoraj, w przeddzień rozpoczęcia synodu prefekt Kongregacji Nauki Wiary Kard. Gerhard Müller wyraził nadzieję, że Synod wypowie się jaśniej na temat sakramentalności i świętości małżeństwa. Ostrzegł przed mediami, które w sposób totalitarny narzucają opinii publicznej ideologię gender, która prowadzi do kompletnego rozkładu człowieka mając zgubne konsekwencje dla dzieci, młodzieży i małżeństw.
Kard. Müller powiedział: „Małżeństwo to nie tylko jakiś ludzki ideał, ale Boży dar. Niektórzy twierdzą, że oblubieńcza relacja między Chrystusem a Kościołem to tylko pewna metafora. Ale zgodnie z nauczaniem Kościoła jest to istotny element sakramentu. Nie można uprawiać teologii, która nie jest katolicka, nie uwzględniając wszystkich dogmatów Kościoła o sakramencie małżeństwa. Nie można relatywizować małżeństwa sakramentalnego. Mam nadzieję, że dyskusje na Synodzie nie będą powierzchowne, lecz oparte na głębokiej znajomości nauczania Jezusa, Starego i Nowego Testamentu, a także autentycznej interpretacji Objawienia przez Magisterium. Są to podstawowe warunki synodalnej debaty, jeśli ma ona przynieść owoce. A ten Synod jest bardzo ważny dla przyszłości nie tylko rodziny, ale i Kościoła.”

Przez ostatnie niedziele w swoich komentarzach zwracałem uwagę, że nauczanie Jezusa jest skierowane przede wszystkim do funkcjonariuszy Kościoła. Dzisiejsza ewangelia również. Mieliśmy wczoraj przykład (ks. Krzysztof Charamsa) ile zła może wyrządzić funkcjonariusz Kościoła, który nie potrafi wsłuchiwać się w Chrystusowe nauczanie. Nie mieści się w postawie ewangelicznego miłosierdzia przemianowanie ludzkiego grzechu na sztandar, którym się wymachuje w imię tegoż miłosierdzia właśnie…

Dlatego też papież Franciszek wołał wczoraj wieczorem: „Módlmy się zatem, aby rozpoczynający się jutro Synod potrafił przywrócić pełnemu obrazowi człowieka doświadczenie małżeństwa i rodziny; by uznał, docenił i zaproponował to, co w nim jest piękne, dobre i święte; by poświęcił uwagę sytuacjom kruchości, które stawiają ją w obliczu prób: ubóstwa, wojny, choroby, śmierci bliskich, poranionych i chaotycznych relacji, z których rodzą się trudności, urazy i porażki; by przypominał tym rodzinom, jak i wszystkim innym rodzinom, że Ewangelia jest nadal „dobrą nowiną”, od której trzeba zacząć. Aby ze skarbca żywej tradycji Ojców potrafił czerpać słowa pociechy oraz nastawienie nadziei dla rodzin powołanych, by w tym czasie budować przyszłość wspólnoty kościelnej i miasta człowieka.”

Dodaj komentarz