Archiwum dla Maj 2015

Niepojęta…

KAPLICA TROJCY SWIETEJ

Nie da się inaczej – w taką uroczystość trzeba powiedzieć na kazaniu parę słów o Trójcy Świętej – o Tajemnicy, która zawsze pozostaje niepojęta. Można się wymądrzać i mówić wiele o Tajemnicy, której i tak nikt nie jest w stanie pojąć – a więc również i zweryfikować tego co się o Niej mówi… Można też zamilknąć i nie powiedzieć nic…

Dzisiaj znów staję w Kaplicy Trójcy Świętej na Zamku Lubelskim przed jednym z najpiękniejszych przedstawień Trójcy – za mną, w centralnym miejscu, namalowana zasłona…
I przypomina mi się to, co Św. Tomasz z Akwinu pisał o Trójcy w swojej Sumie Teologicznej:

Człowiek może rozumem przyrodzonym dojść do poznania Boga li tylko ze znajomości stworzeń. Stworzenia zaś wiodą do poznania Boga tak, jak w ogóle skutek wiedzie do poznania przyczyny. Wynika z tego, że tego tylko możemy dowiedzieć się o Bogu przyrodzonym rozumem, co przysługuje Mu jako początkodawcy wszelkiego bytu. Na tym też fundamencie oparliśmy podane wyżej nasze rozważania o Bogu. Siła zaś stwórcza Boga jest wspólna całej Trójcy; dotyczy przeto jedności istoty, a nie odrębności Osób. Rozumem przeto przyrodzonym tego tylko możemy dowiedzieć się o Bogu, co dotyczy jedności Jego istoty, nie zaś tego, co dotyczy odrębności Osób.

Ten przeto, kto sili się rozumem przyrodzonym udowodnić Trójcę Osób, w dwojaki sposób występuje przeciw Wierze: pierwsze, przeciw godności samej Wiary dotyczącej właśnie spraw niewidzialnych, które przekraczają siły rozumu ludzkiego; po tej myśli idą też wypowiedzi Apostoła: „Wiara… jest dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” i „Głosimy mądrość między doskonałymi, ale nie mądrość tego świata, ani władców tego świata… lecz głosimy tajemnicę mądrości Bożej, mądrość ukrytą”. Drugie, godzi w tak pożyteczne wysiłki pociągania innych do Wiary. Przytaczając bowiem dla udowodnienia Wiary nie przekonywujące argumenty, naraża ją tym samym na pośmiewisko ze strony niewierzących; wyrabia przecież w nich przekonanie, że my opieramy się na tych właśnie dowodach i z powodu nich właśnie wierzymy.

Nie silmy się przeto udowadniać spraw Wiary inaczej, jak tylko powołując się na powagi i to oczywiście wobec tych, którzy takowe uznają. Wobec innych zaś wystarczy dla obrony wykazywać, że nie jest niemożliwe to, czego Wiara uczy. Taką drogę wskazał Dionizy mówiąc: „Kto całkowicie robi się głuchy na słowa, do niego nie trafimy naszą filozofią; gdy jednak otwiera uszy na prawdę słów — słów Bożych, wtedy dostrajamy się i nimi posługujemy”.

Dodaj komentarz

komunia, odwaga i modlitwa…

(Dz 2,1-11): Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. (…) I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. (…) – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże.
(J 20,19-23): Wieczorem w dniu Zmartwychwstania, (…) Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.

Warto sobie ciągle przypominać, że świętowanie Zesłania Ducha Świętego w pięćdziesiąt dni po Zmartwychwstaniu [w rzeczywistości nastąpiło wraz z Wniebowstąpieniem w dniu Zmartwychwstania] jest przede wszystkim objawieniem się cierpliwości Boga. Obmywa co nieświęte, oschłym wlewa zachętę, leczy serca rany. Nagina, co jest harde, rozgrzewa serca twarde, prowadzi zabłąkane… Boża cierpliwość jest wynikiem pedagogii Jego zstępowania, która przygotowuje nas do kontemplacji Trójcy, jak mówi Grzegorz z Nazjanzu. To Duch w manifestacji „daru języków” zapowiada, że Jego Kościół będzie przemawiał wszystkimi językami. I Kościół mocą Ducha przemawia wszystkimi językami, by do wszystkich dotarła prawda o Bożej miłości, by niwelować to, co dzieli, by obrócić sytuację spod wieży Babel, by człowiek z człowiekiem mógł się porozumieć. Stąd właśnie pierwszy dar Ducha: odpuszczenie grzechów: tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone… Język miłości Ducha Świętego, którym przemawia Kościół w sakramencie pojednania, prowadzi do porozumienia z Bogiem i drugim człowiekiem…

Pierwszym i może najważniejszym skutkiem działania Ducha Świętego w Kościele jest jedność we wspólnocie, komunia. Jezus prosił Ojca „aby byli jedno” i Duch rzeczywiście to sprawia. Zstępując na apostołów, sprawia, że wychodzą z zamknięcia spowodowanego lękiem, sprawia, że wychodzą ze swoich ograniczeń i przemienia ich w głosicieli i świadków „wielkich dzieł Bożych”. A tłum przybyły na to miejsce „ze wszystkich narodów pod słońcem” słyszy słowa apostołów, każdy tak jakby były wypowiedziane w jego własnym języku. Pomieszanie języków pod wieżą Babel było skutkiem buty i pychy. W Duchu Świętym podziały zostają przezwyciężone: poskromiona zostaje pycha wobec Boga i zamknięcie się jednego człowieka na drugiego – następuje otwarcie na Boga… Wyjście, by głosić Jego Słowo nowym językiem – językiem miłości.
Język Ducha Świętego, język komunii, zachęca do przezwyciężenia obojętności, podziałów i konfliktów. Może warto przyglądnąć się swojemu językowi? Czy moje świadectwo wiary jest świadectwem jedności i komunii? Czy daję się prowadzić Duchowi Świętemu?
Podziały, niezdolność do wzajemnego zrozumienia, rywalizacja, zazdrość i egoizm to cechy ludzi spod wieży Babel. Świadectwo ewangelii to: pojednanie, przebaczenie, pokój, jedność, miłość – tym wszystkim obdarza Duch Święty. „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 35)

Drugim, nie mniej ważnym, skutkiem działania Ducha Świętego jest odwaga głoszenia wszystkim, otwarcie, donośnym głosem, w każdym czasie i w każdym miejscu. Kościół narodzony z Ducha Świętego i oddychający Jego mocą powinien o tym ciągle pamiętać.
Miarą otwartości na działanie Ducha we mnie, na Jego prowadzenie, jest moje odważne przyznawanie się do wiary – moje świadectwo bez fałszu i rozmywania Chrystusowej Ewangelii. I znów Duch Święty zadaje mi pytanie: jesteś odważny? nie marnujesz mojej mocy?…

Na Ducha nie jestem jednak w stanie otworzyć się bez modlitwy. Apostołowie z Maryją oczekiwali ognia Ducha Świętego trwając na modlitwie. Tylko intensywna i wierna relacja z Bogiem pozwala na wyjście z naszych ograniczeń, przyjęcie mocy Ducha i otwarte głoszenie Ewangelii. Bez modlitwy nasze działania stają się puste a świadectwo i głoszenie nie ma sensu, bo nie jest ożywiane samym Duchem Świętym.

„Dajmy się prowadzić Duchowi Świętemu, bądźmy ludźmi modlitwy, dającymi świadectwo ewangelii z odwagą, stańmy się narzędziami Bożej jedności i komunii.” (papież Franciszek)

1 komentarz

… poślubił ludzką naturę

(Mk 16,15-20): I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie. (…)
(Dz 1,1-11): (…) Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.

Zbędnym jest już pewnie ciągłe powtarzanie, że „wydarzenie” Zmartwychwstania, Wniebowstąpienia i Zesłania Ducha Świętego, to jedno i to samo wydarzenie…, że w momencie zmartwychwstania Jezus wstępuje do nieba i posyła Ducha…
Dzisiejszym wydarzeniem kończy jedynie okres ukazywania się uczniom: Już wystarczy. Zobaczyliście wystarczająco dużo, macie pewność, że żyję, że jestem realny – teraz do roboty: dajcie temu świadectwo. Tajemnica Wniebowstąpienia, to nic innego jak tajemnica posłania uczniów, by głosili Ewangelię. Jezus zdaje się mówić: od dziś to wy wykonujecie Moją robotę – albo inaczej: Ja wykonuję swoją robotę waszymi rękami. Nie myślcie sobie, że uciekam, że wykonałem misję i wracam do Ojca – zostaję przecież z wami na inny sposób – dowodem Mojej obecności będą znaki… Chrześcijaństwo to nie tylko nowa nauka, która daje wskazówki, jak żyć – to sam Chrystus, który pozostał ze swoim ludem… Paradoksalnie, Wniebowstąpienie staje się niejako „nieba-zstąpieniem” – obecnością żywego Boga pośród swego ludu.

W ten właśnie sposób dopełnia się jedna z piękniejszych prawd o kochającym Bogu. Nie tylko stał się człowiekiem, by z miłości być blisko człowieka i usunąć w tajemnicy krzyża to wszystko, co człowieka od Niego oddala – ale wywyższył i uzdolnił naszą ludzką naturę do tego, byśmy mogli doświadczać bliskości Tego, który przebywa z Ojcem w chwale, a nie tylko mieli na nią nadzieję…

To dlatego Św. Leon I Wielki napisał: „Po błogosławionym zmartwychwstaniu Pana naszego Jezusa Chrystusa, którego wskrzesiła moc Boża dnia trzeciego jako świątynię rozwaloną, dzisiaj najmilsi, upływa dzień czterdziesty, przeznaczony najświętszym wyrokiem dla naszego pouczenia, aby widokiem zmartwychwstałego ciała umocniła się wiara nasza… Zaiste wielka i nieopisana była przyczyna szczęścia Apostołów, kiedy widzieli, jak na oczach tłumu wstępowała natura rodzaju ludzkiego ponad wszystkie stworzenia niebieskie, bijące godnością chóry aniołów, a nawet ponad zastępy archaniołów się wznosząc i dochodząc do granic Bóstwa – bowiem Syn Boży ją sobie poślubił. Dlatego wyniesienie Chrystusa jest równocześnie i naszym także wyniesieniem: co bowiem pochodzi z Głowy, spada i na ciało. Dzisiaj bowiem nie tylko zostaliśmy umocnieni w posiadaniu nieba, lecz wznieśliśmy się wyżej dzięki łasce Chrystusa, niż utraciliśmy przez zazdrość szatana. Jak bowiem zawzięty nieprzyjaciel zrzucił nas z posiadłości niebieskich, tak nas jako braci swoich syn Boży społem po prawicy Ojca umieszcza”.

Dodaj komentarz

konkretna i udzielająca się…

(J 15,9-17): Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.(…) To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.
(1 J 4,7-10): Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. (…)

Czytając św. Jana – czy to ewangelię, czy jego listy – można odnieść wrażenie, że nie potrafi on mówić o niczym innym, jak tylko o miłości. Gdyby Kościół osadzić tylko na pismach Janowych prawdziwym stałoby się pewnie złośliwe powiedzenie, że Kościół jest raczej „żeńsko-katolicki” niż rzymsko-katolicki… Zamiast precyzyjnych zasad – sama „reguła miłości”… Nic „tylko Mnie kochaj” – jak w tytule jednego z polskich filmów…
Czy miłość jest naprawdę taka ważna?

Niewątpliwie tak. O miłości, i to tej praktycznej przypominają również ostatni papieże. Znamy wypowiedzi św. Jana Pawła II. Znamy encykliki o miłości Benedykta XVI. Papież Franciszek też zasadniczo nie potrafi mówić inaczej jak tylko o miłości.
W ubiegły czwartek (7 maja) podczas porannej mszy św. w Domu Świętej Marty zaznaczył, że istnieją dwa kryteria pozwalające nam odróżnić prawdziwą miłość. [za Deon.pl]

Pierwsze z nich, to fakt, że miłość bardziej przejawia się w czynach niż w słowach. Nie jest miłością z telenoweli, fantazją, historią pobudzającą jedynie rytm naszego serca. Miłość przejawia się w konkretnych faktach. Dlatego Pan Jezus ostrzegał: „Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie!», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie”(Mt 7,21).
„Innymi słowy, prawdziwa miłość jest konkretna, przejawia się w dziełach, jest miłością stałą. Nie jest zwykłym entuzjazmem. Często jest też miłością bolesną: pomyślmy o miłości Jezusa niosącego krzyż.
Papież przypomniał, że jedną z pierwszych herezji chrześcijaństwa był gnostycyzm, mówiący o Bogu dalekim, gdzie brakowało konkretności. Natomiast miłość Ojca była konkretna – posłał swego Syna, aby nas zbawić, Słowo stało się ciałem.

Drugim kryterium miłości jest to, że miłość się udziela, nie zamyka się w sobie, daje siebie i otrzymuje. Jest to ta komunikacja, jaka istnieje między Ojcem i Synem, w Duchu Świętym. „Nie ma miłości bez komunikowania się, nie ma miłości odizolowanej.
Z takim pojmowaniem miłości wiąże się radość. Pan Jezus mówi uczniom: „To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna”. Chociaż z radością tą niekiedy związany jest krzyż, to jednak nikt nie może jej nam odebrać.

Dodaj komentarz

krzyż i latorośle…

(J 15,1-8): Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja /będę trwał/ w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – o ile nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

st-clement

mozaika w Bazylice Św. Klemensa w Rzymie

Komentarz do dzisiejszej ewangelii można znaleźć we wpisie sprzed trzech lat.

Dla mnie jednak najlepszym komentarzem do dzisiejszej ewangelii jest kontemplacja mozaiki z Bazyliki San Clemente w Rzymie. Półtora tygodnia temu mieszkałem w klasztorze dominikańskim przy tej właśnie bazylice i dane mi było wpatrywać się w tę mozaikę – nie tylko odwiedzając samą bazylikę ale również przechodząc korytarzem klasztornym do wewnętrznej kaplicy…

Oto cała teologia krzewu winnego, którego jesteśmy latoroślami…

Jakże inaczej można widzieć i rozumieć krzew winny, w którego centrum jest Krzyż… W Kościele nie ma przypadków i nie przypadkiem jest, że właśnie dziś w naszej bazylice relikwii Drzewa Krzyża Świętego jest odpust. Rocznica znalezienia Krzyża Chrystusowego przez św. Helenę…
Może prawdziwe „odnalezienie” i odkrycie Krzyża w swoim życiu pozwoli zrozumieć o jakie zaszczepienie, jaki Krzew winny i jakie latorośle Chrystusowi chodzi…

Dodaj komentarz