Archiwum dla Kwiecień 2015

Pasterz Franciszek przypomina…

(J 10,11-18): Jezus powiedział: Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; /najemnik ucieka/ dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. (…)

Niedziela Dobrego Pasterza… Jezus nazywając siebie Dobrym Pasterzem pragnie powiedzieć Kościołowi coś naprawdę ważnego.
Po pierwsze, stawia konkretne wymagania funkcjonariuszom Kościoła, czyli swoim następcom w misji pasterskiej: być gotowym, by oddać życie za owce; znać te owce; sprawić, by one również dobrze znały pasterza i przy tym wszystkim nie zapomnieć o innych owcach, które trzeba do owczarni przyprowadzić….
Po drugie, wyraźnie daje znać wspólnocie Kościoła, że dobrą owcą jest tylko ta, która słucha głosu pasterza i dobrze zna ten głos…
Po trzecie, „dominikańskim” komentarzem do ewangelii może być jeszcze pasterski pies. Nasz Zakon bardzo mocno pielęgnuje tę właśnie formę opieki nad owczarnią…

IMAG1755

Plac Św. Piotra, 22 kwietnia 2015

Dziś jednak, piękne i ważne słowa o pasterzowaniu przekazał nam Pasterz Franciszek – w środę dane mi było uczestniczyć w Jego audiencji na Placu Świętego Piotra.
W rozważaniu przed modlitwą Regina Caeli Papież przypomniał, że w wyraźnym przeciwieństwie do fałszywych pasterzy, Jezus jawi się jako prawdziwy i jedyny pasterz ludu: zły pasterz myśli o sobie i wykorzystuje owce; dobry pasterz myśli o owcach i daje samego siebie. W odróżnieniu od najemnika, Chrystus-Pasterz jest przewodnikiem opiekuńczym, który uczestniczy w życiu swojej owczarni, nie szuka innego interesu, nie ma innych ambicji niż prowadzić, pielęgnować i strzec swych owiec. A wszystko to za najwyższą cenę – ofiary własnego życia. (…) Trzeba naśladować Dobrego Pasterza. Zwłaszcza ci, którzy mają w Kościele misję prowadzenia – księża, biskupi, papieże – są wezwani, aby nie przyjmowali mentalności menadżera, ale aby byli sługami, na wzór Jezusa, który ogołacając samego siebie, zbawił nas swoim miłosierdziem.
Parę godzin wcześniej, gdy udzielał święceń kapłańskich skonkretyzował bycie sługą a nie menadżerem: Wraz z chrztem przyprowadzicie nowych wiernych do Ludu Bożego, nigdy nie odmawiajcie chrztu temu, kto o niego prosi… To brzydko, gdy ksiądz żyje po to, by podobać się samemu sobie i jest jak paw… Miejcie zawsze przed oczami Dobrego Pasterza, który nie przyszedł po to, by mu służono, ale by służyć, nie po to, by żyć w wygodzie, ale by wychodzić i zbawiać…
Księży często postrzegamy poprzez głoszone przez nich kazania i posługę w konfesjonale. Dlatego też pewnie Pasterz Kościoła usilnie prosił: Niech wasze kazania nie będą nudne, niech docierają do serc ludzi i niech wypływają z waszych serc. I dodał: Będziecie w konfesjonale po to, by przebaczać, a nie by potępiać…

Może właśnie dziś w Niedzielę Dobrego Pasterza warto, by wszyscy pasterze Kościoła usłyszeli na nowo to, co powinni wiedzieć i czym powinni żyć… Ja staram się usłyszeć na nowo!…

Dodaj komentarz

Ciało Kościoła…

(Łk 24,35-48): Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: Pokój wam! Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: Macie tu coś do jedzenia? Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. Potem rzekł do nich: (…) w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego.

Trzy lata temu, gdy w trzecią Niedzielę Wielkanocną czytaliśmy również ten fragment ewangelii, pisałem o uporze Jezusa, by uczniowie dostrzegli Jego prawdziwą cielesność po zmartwychwstaniu. By dotarło do ich świadomości, że nie jest duchem ani zjawą, że nie jest wytworem wyobraźni czy nawet projekcją ludzkiej tęsknoty…
Naciskając na realizm cielesności po zmartwychwstaniu Chrystus odkrywa przed nami godność i wartość ludzkiego ciała. Ciała, które jest „tworzywem” osobistego zmartwychwstania każdego z nas. Ciała, które nie jest i być nie może, ani „błędem” w stworzeniu, ani nawet zbędnym dodatkiem ludzkiej natury. Ciała, które przez Chrystusa i w Chrystusie, staje się najbardziej integralną i ważną „częścią” człowieka. Ciała, któremu należy się szacunek – nigdy: pogarda czy poniżenie.

Dziś warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt realnego ciała Zmartwychwstałego. Przecież Ciałem Chrystusa nazywamy również Kościół. Jest ono Mistyczne ale realne zarazem. Ciało, w którym możemy dotykać obecności samego Boga – w sakramentach.
Bywa jednak, że w Kościele nie chcemy widzieć Ciała Chrystusa. Ciało, którym jest Kościół, często nas zawstydza. Ciągle widzimy Ciało zranione grzechami, skandalami i pychą.
Tymczasem Chrystus nie wstydzi się ran, pokazuje je uczniom. Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie… Nie ma też do nich pretensji, a nawet zaprasza, by podejść bliżej i dotknąć… On nie wstydzi się Ciała Kościoła. Właśnie to, być może „niedoskonałe”, ale święte (Kościół jest święty świętością Chrystusa) Ciało Kościoła jest nośnikiem Jego obecności. Nie zbliżając się do Kościoła – nawet tego poranionego brudem grzechów – nie zbliżę się do Jezusa… Nie dotknę Jego „obecności”.

Stąd pewnie Jezusowa uwaga: W imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów… Tajemnica odpuszczenia grzechów, to tajemnica zrozumienia ran w Jezusowym Ciele Kościoła. To tajemnica doświadczenia prawdziwego przebaczenia i pokoju: Pokój wam!

Dodaj komentarz

tajemnica Bożego Miłosierdzia…

Uwzględniając główne znaki Bożego Miłosierdzia, dwa lata temu pisałem o ich przejawach we wspólnocie Kościoła. Zaznaczyłem wówczas, że Zmartwychwstały nie przychodzi do Tomasza na osobności, by uleczyć jego „wątpliwości”. On przychodzi do wspólnoty, gdzie uczniowie przebywają razem. Leczy nie tylko Tomasza, ale i wzajemne więzi apostołów, odnawia więź pomiędzy Tomaszem a innymi. (…) Dla Chrystusa wszystkie rozterki są ważne i potrafi je uzdrowić – ale wspólnota Kościoła to jedyne miejsce, gdzie znajduje człowieka…

Wczoraj w wigilię II Niedzieli Wielkanocnej, Święta Bożego Miłosierdzia Roku Pańskiego 2015, Ojciec Święty Franciszek wydał bullę „Misericordiae vultus”. Opisał w niej najistotniejsze cechy Bożego miłosierdzia. Czytamy w niej:
Miłosierdzie: to jest słowo, które objawia Przenajświętszą Trójcę. Miłosierdzie: to najwyższy i ostateczny akt, w którym Bóg wychodzi nam na spotkanie. Miłosierdzie: jest podstawowym prawem, które mieszka w sercu każdego człowieka, gdy patrzy on szczerymi oczami na swojego brata, którego spotyka na drodze życia. Miłosierdzie: to droga, która łączy Boga z człowiekiem, ponieważ otwiera serce na nadzieję bycia kochanym na zawsze, pomimo ograniczeń naszego grzechu.
(…)
Powracają w pamięci pełne wymowy słowa, które św. Jan XXIII wypowiedział na rozpoczęcie Soboru, aby wskazać drogę, którą należy kroczyć: «Dziś jednakże Oblubienica Chrystusa woli posługiwać się raczej lekarstwem miłosierdzia, aniżeli surowością. […] Kościół Katolicki pragnie okazać się matką miłującą wszystkich, matką łaskawą, cierpliwą, pełną miłosierdzia i dobroci względem synów odłączonych, podnosząc za pośrednictwem tego Soboru Powszechnego pochodnię prawdy katolickiej». W tym samym horyzoncie poruszał się również bł. Paweł VI, który tak wyraził się na zakończenie Soboru: «Chcemy przede wszystkim zwrócić uwagę na to, iż religią naszego Soboru była przede wszystkim miłość; […]. Biblijna historia o Samarytaninie stała się paradygmatem duchowości Soboru. […] Strumień miłości i uwielbienia wylał się z Soboru na współczesny świat ludzki. Odrzucono naturalnie błędy, owszem; ponieważ to wymaga miłości nie mniej, niż prawdy; ale dla osób pozostało tylko wezwanie, szacunek i miłość. Zamiast deprymujących diagnoz, zachęcające lekarstwa; zamiast złowrogich przewidywań, w stronę świata współczesnego wysłaliśmy z Soboru przesłania pełne zaufania: jego wartości nie tylko zostały uszanowane, ale i uhonorowane, jego wysiłki wsparte, jego zamierzenia oczyszczone i pobłogosławione. […] I jeszcze inną rzecz powinniśmy zauważyć: całe to bogactwo doktrynalne jest zwrócone w jednym kierunku: służyć człowiekowi. Człowiekowi, możemy tak to powiedzieć, w każdym jego położeniu, w każdej jego chorobie i w każdej jego potrzebie»
(…)
«Właściwe Bogu jest stosowanie miłosierdzia i w tym najwyraźniej wyraża się jego wszechmoc». Słowa św. Tomasza z Akwinu pokazują, że miłosierdzie Boże nie jest znakiem słabości, lecz przejawem wszechmocy Boga. Z tego też powodu liturgia w jednej ze swoich najstarszych kolekt przywołuje następujące słowa modlitwy: «Boże, Ty przez przebaczenie i litość najpełniej okazujesz swoją wszechmoc». Bóg zawsze będzie w ludzkiej historii jako Ten, który jest obecny, bliski, opatrznościowy, święty i miłosierny.
(…)
Nie zmęczy mnie nigdy powtarzanie, żeby spowiednicy stali się prawdziwym znakiem miłosierdzia Ojca. Bycie spowiednikiem to nie improwizacja. Spowiednikami stajemy się przede wszystkim wtedy, gdy wpierw sami jako penitenci szukamy przebaczenia. Nigdy nie zapominajmy, że być spowiednikiem znaczy mieć udział w samej misji Jezusa i być konkretnym znakiem ciągłości Boskiej miłości, która przebacza i zbawia. Każdy z nas otrzymał dar Ducha Świętego dla przebaczenia grzechów i za to jesteśmy odpowiedzialni. Nikt z nas nie jest panem sakramentu, ale wiernym sługą przebaczenia Boga. Każdy spowiednik powinien przyjmować wiernych jak ojciec z przypowieści o marnotrawnym synu: to ojciec, który wybiega na spotkanie syna, pomimo, że ten ostatni roztrwonił jego majątek. Spowiednicy są wezwani, aby objąć skruszonego syna, który wraca do domu i by wyrazić radość z tego, że się odnalazł. Niech nie zmęczy spowiedników również to, że będą musieli wyjść do drugiego syna, który pozostał na zewnątrz i jest niezdolny do radości, aby wytłumaczyć mu, że jego ostry osąd jest niesprawiedliwy i nie ma sensu w obliczu miłosierdzia Ojca, które nie zna granic. Niech nie zadają aroganckich pytań, lecz jak ojciec z przypowieści niech przerwą wywód przygotowany przez syna marnotrawnego, ażeby potrafili uchwycić w sercu każdego penitenta wezwanie do pomocy i prośbę o przebaczenie. Spowiednicy są wezwani do tego, aby byli zawsze i wszędzie, w każdej sytuacji i pomimo wszystko, znakiem prymatu miłosierdzia.
(…)
W Sakramencie Pojednania Bóg przebacza grzechy, które zostają naprawdę zgładzone, lecz jednak negatywny ślad, który grzechy zostawiły w naszym postępowaniu i w naszych myślach pozostaje. Miłosierdzie Boże jest jednakowoż silniejsze również niż ten ślad. Staje się ono odpustem Ojca, który poprzez Kościół – Oblubienicę Chrystusa – dosięga grzesznika, któremu udzielił już przebaczenia i uwalnia go od każdej pozostałości skutków grzechu, umożliwiając mu raczej działanie z miłością oraz wzrastanie w miłości, niż ponowny upadek w grzech.
(…)
Miłosierdzie posiada wartość, która przekracza granice Kościoła. Pozwala nam ono wejść w relacje z Judaizmem i z Islamem, które to religie uważają miłosierdzie jako jeden z najistotniejszych atrybutów Boga. Izrael jako pierwszy otrzymał to objawienie, które trwa w historii jako początek niezmierzonego bogactwa, które ma do zaoferowania ludzkości. Jak to już zauważyliśmy, strony Starego Testamentu przesycone są miłosierdziem, ponieważ opowiadają dzieła, których Pan dokonał dla swojego ludu w najtrudniejszych momentach jego historii. Islam ze swej strony, pośród imion przypisanych Stworzycielowi, przywołuje szczególnie dwa słowa: Miłosierny i Litościwy. To wezwanie jest często na ustach wiernych muzułmanów, którzy czują bliskość i wsparcie miłosierdzia w ich codziennych słabościach. Również oni wierzą, że nikt nie może ograniczyć miłosierdzia Bożego, ponieważ jego bramy pozostają zawsze otwarte.
(…)
W sposób szczególny myśl kieruje się ku wielkiej apostołce miłosierdzia, świętej Faustynie Kowalskiej. Ta, która została wezwana do wejścia w głębokości Bożego miłosierdzia, niech wstawia się za nami i uzyska dla nas łaskę życia i chodzenia zawsze w świetle Bożego przebaczenia oraz w niezachwianej ufności w Jego miłość.
Rok Święty Nadzwyczajny jest zatem po to, aby w codzienności żyć miłosierdziem, które od zawsze Ojciec rozciąga nad nami. W tym Jubileuszu dajmy się Bogu zaskoczyć. On nigdy nie przestaje otwierać drzwi swojego serca, by powtarzać, że nas kocha i że chce dzielić z nami swoje życie. Kościół bardzo silnie odczuwa pilną potrzebę głoszenia miłosierdzia Boga. Życie Kościoła jest autentyczne i wiarygodne, gdy czyni z miłosierdzia swoje pełne przekonania przesłanie. Kościół wie, że jego pierwszym zadaniem, przede wszystkim w takim momencie, jak obecnie, pełnym wielkich nadziei i silnych przeciwieństw, jest wprowadzenie wszystkich w wielką tajemnicę miłosierdzia Boga, kontemplując oblicze Chrystusa. Kościół jako pierwszy jest wezwany do tego, aby stał się wiernym świadkiem miłosierdzia, wyznając je i żyjąc nim jako centrum objawienia Jezusa Chrystusa. Z serca Przenajświętszej Trójcy, z nieprzeniknionych głębokości tajemnicy Boga, wytryska i nieprzerwanie płynie wielka rzeka miłosierdzia. To źródło nigdy się nie może wyczerpać, bez względu na to, jak wielu do niego przyjdzie. Za każdym razem, gdy ktoś będzie go potrzebował, będzie mógł do niego przystąpić, ponieważ miłosierdzie Boga nie ma końca. Jak są nieprzeniknione głębokości tajemnicy, którą w sobie zawiera, tak też jest niewyczerpane bogactwo, które od niej pochodzi.

Bardzo zachęcam do lektury całej Bulli o Nadzwyczajnym Jubileuszu Miłosierdzia „Misericordiae vultus”. Sam dziś pielgrzymuję – przy okazji – do Sanktuarium Miłosierdzia w Krakowie…
Przy okazji, bo okazją jest wielkie miłosierdzie Boga objawione w ślubach wieczystych składanych w naszym Zakonie, w klasztorze krakowskim, przez siedmiu współbraci…
Niech tajemnica Bożego Miłosierdzia ciągle się objawia!…

1 komentarz

pustego grobu…

Dodaj komentarz

kapłańsko-dominikańsko…

Dziś, jak zwykle dziękowałem moim współbraciom w kapłaństwie za posługę kapłańską, za posługę duszpasterską, za posługę bycia „Ojcem” – bo nasze kapłaństwo (nie da się tego ukryć) jest naznaczone „zakonnością” – i szczególnie w tym roku, Roku Życia Konsekrowanego trzeba to odkrywać…

W Roku Życia Konsekrowanego chciałem do „męskich” cech kapłana dodać wdzięczność Zakonowi za to, że to właśnie w Zakonie Dominikańskim odkrywam: co to znaczy być dobrym kapłanem. Dlatego też, wzorem lat poprzednich, w życzeniach pojawił się wiersz. Wiersz, którego autorką jest osoba korzystająca z naszej dominikańsko-kapłańskiej posługi w Lublinie: p. Ewa Bechyne-Henkiel.

Dominicanes *

Ojcom Dominikanom

jestem psem
Pańskim:
strzegę i bronię
Jego domu,
owiec na pastwiskach
i wszelkiego dobra,
zawsze przy Nim
blisko,
lub po śladach
dążę –
najwierniejszy
towarzysz i przyjaciel
poprzestający
na małym,
byle tylko
o zmierzchu —
skulić się
przy Jego stopach
i ognisku…

czasem
mam marzenie:
wędrować przed Nim
samotnie —
dalej i jeszcze
dalej –
tropiąc ślady
zagubionych owiec
i niosąc je
mocą SŁOWA
(zamiast ramion) –
przywracać
do Jego owczarni…

* Ewa Bechyne-Henkiel, Pod różą stulistną, Dominicanes, Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu, Lublin 2013, s. 66 – mam nadzieję, że autorka wiersza nie ma mi za złe jego publikacji… 😉

Dodaj komentarz