Archiwum dla Marzec 2015

w obu tłumach…

(J 12,12-16): Wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: „Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie” oraz „Król izraelski!” (…)
(Mk 14,1-15,47): (…) Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować. (…) Ukrzyżowali Go i rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy, co który miał zabrać. A była godzina trzecia, gdy go ukrzyżowali. Był też napis z podaniem Jego winy, tak ułożony: Król żydowski. Razem z Nim ukrzyżowali dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Tak wypełniło się słowo Pisma: W poczet złoczyńców został zaliczony. Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go, potrząsali głowami, mówiąc: „Ej, Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, zejdź z krzyża i wybaw samego siebie!” (…) O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: „Eloi, Eloi, lema sabachthani”, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (…) Jezus zawołał donośnym głosem i oddał ducha. (…)

Z jednej strony pełne radości „Hosanna” z drugiej dramatyczne „Ukrzyżuj Go!”
Być może właśnie dzisiaj Kościół daje nam możliwość dostrzeżenia siebie nie tylko w wiwatującym tłumie witających Króla, ale również w tłumie skandujących „na krzyż z Nim!”

I nie chodzi tu tylko o nasze grzechy – choć każdy z nich jest niewątpliwie okrzykiem: „na krzyż z Nim!”
Nie chodzi też pewnie tylko o to, że zaliczamy Go wielokrotnie, mniej lub bardziej świadomie, w poczet złoczyńców. Dzieje się tak za każdym razem, gdy mówimy, że jest „nieżyciowy”, że Jego ewangelia nie przystaje do naszych czasów a jej przesłanie jest anty-ludzkie. W ten sposób właśnie stawiamy Go po stronie tych, którzy są wrodzy prawdziwemu humanizmowi i człowiekowi…
Nie chodzi też pewnie o samo kpienie ze „słabości” Tego, który śmie się nazywać Bogiem: zejdź z krzyża i wybaw samego siebie! „Gdzie był Bóg, gdy działy się te okropieństwa. Gdyby istniał, nie pozwoliłby na to.” „Słabość” Boga jest nie na miejscu. Takiego Boga nie rozumiem, za takiego Boga dziękuję – takiego Boga nie potrzebuję, obok takiego Boga przechodzę obojętnie. Ja potrzebuję Boga pełnego siły, zwyciężającego i pokonującego wszystko to, co mnie wyniszcza. Nie potrzebuję Boga jedynie „towarzyszącego” mi w mojej drodze… Tak gromkie i radosne „hosanna!” przemienia się w przepełnione zawodem i zmierzające ku nienawiści „ukrzyżuj!”

Dla mnie jednak, to dzisiejsze zestawienie okrzyków „Hosanna” i „Ukrzyżuj Go”, jest obrazem człowieka, który coraz częściej jest tylko praktykujący – praktykujący i niewierzący lub słabo wierzący. Praktyki religijne, które wykonujemy, bywają wielbieniem Króla, który w naszym życiu codziennym bywa niestety nierealny i sprowadzany do jakiegoś abstraktu – krzyżowany i uśmiercany – umarły… Coraz częściej traktujemy chrześcijaństwo dość lekko – jest ono tylko tradycją, obyczajem, elementem kultury, w której żyjemy, zbiorem przyzwyczajeń i ładnych obrzędów…
Czyż nie jest pustym okrzykiem „Hosanna” modlitwa, która sprowadza się do bezmyślnego klepania różnych formuł modlitewnych a nie jest dialogiem z żywą Osobą. Jeśli w mojej modlitwie nie ma spotkania z żywym, żyjącym Bogiem – to Go właśnie uśmierciłem…
Czyż nie jest pustym okrzykiem „Hosanna” obecność na mszy św. – tak z przyzwyczajenia, tradycji, obawy przed grzechem – sprowadzona często do szkółki niedzielnej, do wysłuchania Słowa Bożego i mniej lub bardziej udanego kazania. Jeśli nie ma tu zasiadania do stołu z żywym i żyjącym Chrystusem – to Go właśnie uśmierciłem…
Czyż nie jest pustym okrzykiem „Hosanna” potraktowanie spowiedzi jak umywalki lub formy terapii… Jeśli nie ma w sakramencie pojednania spotkania z żywą Osobą Boga, który nie tylko przebacza ale i wyciąga rękę by realnie pomagać – to Go właśnie uśmierciłem…
I tak można by przechodzić poprzez wszystkie praktyki religijne…

Może warto właśnie dziś spróbować się im przyglądnąć.
Może właśnie dziś zobaczę swoją obecność równocześnie w obu skandujących tłumach…

Dodaj komentarz

oddać pokłon…

(J 12, 20-33): Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go mówiąc: „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. (…) A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie”. To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.
Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. I to oni właśnie szukają Jezusa. Szukają dojścia do Niego przez Jego uczniów. Grecy to nie tylko cudzoziemcy i poganie, to obznajomieni z mądrością tego świata filozofowie i mędrcy. Jakże łatwo skojarzyć tę scenę z Mędrcami ze wschodu, którzy przybyli trzydzieści lat wcześniej, by oddać pokłon Nowonarodzonemu Królowi. Nadeszła właśnie godzina, aby został uwielbiony, nadeszła właśnie godzina gdy przyciągnie wszystkich do siebie…
I jakie musi być ich zaskoczenie, gdy słyszą: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfitynie o takie wywyższenie przybywającym chyba chodziło, nie o takie uwielbienie…

cruxA może to właśnie podpowiedź, by skorzystać z rozumu i zadać pytanie: dlaczego? Dlaczego wywyższenie na krzyżu? Dlaczego śmierć? Czy to wszystko było konieczne? Czy nie dało się inaczej?

Paradoksalnie, i chyba nie przypadkowo, dziś właśnie zasłania się krzyże. Nasza pobożność w okresie Wielkiego Postu przy akompaniamencie nabożeństw pasyjnych (Drogi Krzyżowej i Gorzkich Żali) skupia się zwykle na uczuciach i emocjach związanych z męką i śmiercią Pana Jezusa. Staramy się wzbudzać w sobie żal za grzechy i upadki, które doprowadziły do Tajemnicy Krzyża – zwykle sprowadza się to jednak tylko do płaczu i zawodzenia nad cierpieniem jakie człowiek zadał kochającemu Bogu. Zapominamy, że Chrystus na swej drodze krzyżowej zwrócił uwagę płaczącym niewiastom, że nie chce i nie potrzebuje sentymentalnych łez, zawodzenia i biadolenia, a nawet zwykłego wzruszenia z powodu Jego męki i samej śmierci. To dlatego w piątą niedzielę Wielkiego Postu zasłaniamy krzyże w kościołach – gestem zasłonięcia krzyża wyrażamy potrzebę zasłonięcia męki i śmierci aby nie skupiać się na samym krzyżu ale pójść głębiej. Tylko wtedy gdy zaczniemy dążyć do źródła zrozumiemy, że sama męka i śmierć [jakże ważne w wymiarze odkupienia] są rzeczywistością wtórną – są konsekwencją czegoś o wiele bardziej pierwotnego – samej miłości Boga.

W naszej zakrystii wisi piękna figura Chrystusa ukrzyżowanego na palmie. Ukrzyżowany na palmie, rajskim Drzewie Życia, chce nam powiedzieć, że Krzyż jest znakiem życia, a nie śmierci, i owo życie – a nie śmierć – ciągle nam daje.
Co więcej, Krzyż objawia niesamowitą wartość mojego życia. To przecież cena, którą za życie wyznaczył Ojciec. Mógł nas zbawić i obdarzyć prawdziwym życiem w inny sposób. Nie zrobił tego jednak. Moje życie ma wartość śmierci Boga na krzyżu.

Zapraszam do zakrystii naszej lubelskiej bazyliki, by spojrzeć na Ukrzyżowanego na palmie, by zobaczyć ile warte jest moje życie i pokłonić głowę przed tą tajemnicą…

Dodaj komentarz

spowiedź na przystanku V

Ks. Leszek Surma, publicysta katolicki z o. Grzegorzem Kluzem, przeorem klasztoru dominikanów umówili się na wielkopostne rozmowy. Dzieląc się kapłańskim doświadczeniem, w murach starego klasztoru będą rozmawiać o sakramencie pojednania, w którym udzielają rozgrzeszenia, ale też sami przystępują do niego, by to rozgrzeszenie otrzymać. Spotkanie pierwsze.

5 rozmów w soboty Wielkiego Postu

Przystanek Ziemia
na Przystanku Ziemia: o spowiedzi cz. V – zapraszam do obejrzenia…

Dodaj komentarz

„prawo podobieństw”?…

(J 3, 14-21): Jezus powiedział do Nikodema: „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony (…)”.

Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego… Przez długie lata nie wiedziałem o co, w tym fragmencie Ewangelii, chodzi. Co więcej, zrobienie przez Mojżesza miedzianego węża po to, by ci, którzy zostali na pustyni przez węże ukąszeni, mogli wyzdrowieć spojrzawszy na niego – kojarzyło mi się zawsze z jakimś magicznym rytuałem. Tym bardziej przecież, że sam wąż jest w Piśmie św. symbolem szatana – tego, który miał swój udział w pojawieniu się grzechu pierworodnego…
Dlaczego więc symbol diabła ma być uzdrawiający? Dlaczego ten, który sprowadził na człowieka największe zło i nieszczęście, teraz od zła i nieszczęścia ma chronić? Czy nie ma w tym magii?
I dlaczego taki magiczny rytuał przywołuje w swym nauczaniu sam Jezus? Co więcej, sam jakby chce brać udział w tym rytuale zachęcając, by i Jego wywyższono jak węża.

Paradoksalnie z podpowiedzią do zrozumienia dzisiejszej Ewangelii, przyszła mi forma magiczna stosowana w homeopatii (z gr. homoios – podobny; pathos – cierpienie). „Prawo podobieństw”, które mówi, że podobne należy leczyć podobnym; że rozcieńczona substancja, która (w wyniku spożycia) wywołuje symptomy podobne do obserwowanych w chorobie – leczy tę chorobę. Abstrahując od całej magiczności tej paramedycznej metody, zrozumiałem co Jezus miał na myśli…

Jak w „prawie podobieństw”: wąż staje się ratunkiem przed wężami.
Jak w „prawie podobieństw”: wywyższenie Chrystusa na krzyżu, Jego śmierć – ma się stać ratunkiem od śmierci i to śmierci wiecznej…
Nie o magię „prawa podobieństw” tu jednak chodzi!… W krzyżu objawia się prawda o Bożej miłości… Ukrzyżowany bierze na siebie konsekwencje grzechu, konsekwencje działania tego, którego symbolizuje wąż z raju. Co więcej objawia, że jedynie totalna miłość, taka do końca, jest w stanie przezwyciężyć to co jest jej zaprzeczeniem – nienawiść i zawiść diabła…
Nie o „prawo podobieństw” więc chodzi…

Nie o „prawo podobieństw” chodzi – kto uwierzy w miłość ma życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony…
Klątwa „prawa podobieństw” może jednak sprawić, że zamknę się na przebaczenie. Klątwa „prawa podobieństw” może sprawić, że uwierzę, że za brak miłości i nienawiść należy mi się tylko to samo: brak miłości i nienawiść…

Jak Mojżesz postawił miedzianego węża na pustyni mówiąc: „Spójrzcie, a zostaniecie przy życiu”, tak Kościół, wskazując na Chrystusa, na Jego Krzyż, woła: „Spójrz, a zostaniesz przy życiu”. On tak umiłował świat, że zrobi wszystko abyś miał drogę powrotu do Niego…
Kto uwierzy w Jego miłość – nie podlega potępieniu…

Dodaj komentarz

spowiedź na przystanku IV

Ks. Leszek Surma, publicysta katolicki z o. Grzegorzem Kluzem, przeorem klasztoru dominikanów umówili się na wielkopostne rozmowy. Dzieląc się kapłańskim doświadczeniem, w murach starego klasztoru będą rozmawiać o sakramencie pojednania, w którym udzielają rozgrzeszenia, ale też sami przystępują do niego, by to rozgrzeszenie otrzymać. Spotkanie pierwsze.

5 rozmów w soboty Wielkiego Postu

Przystanek Ziemia
na Przystanku Ziemia: o spowiedzi cz. IV – zapraszam do obejrzenia…

Dodaj komentarz

świątynia mojego życia…

(Wj 20,1-17): W owych dniach mówił Bóg wszystkie te słowa: Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (…)
(J 2,13-25): Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska! (…)

Niewątpliwie fragment z Księgi Wyjścia o przykazaniach jest wspaniałym komentarzem do dzisiejszej ewangelii. To w Dekalogu właśnie rozpoznajemy Boga jako tego, który nas kocha i jedynym czego pragnie od człowieka jest to, by człowiek odpowiedział swoją miłością na Jego miłość, by ze względu na miłość do samego Boga potrafił pokochać również siebie i drugiego człowieka. Co więcej, do tej miłości Bóg człowieka również uzdalnia uwalniając go z każdego jego zniewolenia.
Dekalog podpowiada: relacja Bóg-człowiek, to relacja miłości…
Niestety człowiek nie potrafi do końca zrozumieć na czym polega prawdziwa miłość i albo ulega chwilowym zauroczeniom, albo posługując się współczesnym językiem komunikowania – językiem ekonomii – próbuje uprawiać z Bogiem handel

To dlatego dzisiejsza ewangelia wzywa by nie grzebać w „portfelu Pana Boga” i nie sprawdzać co, i za ile, może mi dać – spotkanie z Bogiem to nie plac targowy.
To dlatego dzisiejsza ewangelia ostrzega przed językiem ekonomii, który może sprawić, że zaczniemy myśleć tylko o sobie i staniemy się egoistami i egocentrykami. Zaczniemy, jak Żydzi, blokować innym przystęp do Boga. Swoim anty-świadectwem czy fałszowaniem obrazu Boga staniemy na przeszkodzie tym, którzy ten obraz dopiero odkrywają.

Dzisiejsza ewangelia mówi o świątyni ciała samego Chrystusa i Kościoła, ale mówi również o świątyni naszego ludzkiego ciała, o świątyni naszego życia. To moje życie ma być świątynią obecności Ducha Świętego. Ma być świątynią świętą i nieskalaną, miejscem spotkania z Bogiem dla innych.
To moje życie ma być miejscem spotkania dwóch kochających się naprawdę osób: Boga i mnie…
Może powinienem zacząć burzyć to wszystko, co z miłością nie ma nic wspólnego?

Dodaj komentarz

spowiedź na przystanku III

Ks. Leszek Surma, publicysta katolicki z o. Grzegorzem Kluzem, przeorem klasztoru dominikanów umówili się na wielkopostne rozmowy. Dzieląc się kapłańskim doświadczeniem, w murach starego klasztoru będą rozmawiać o sakramencie pojednania, w którym udzielają rozgrzeszenia, ale też sami przystępują do niego, by to rozgrzeszenie otrzymać. Spotkanie pierwsze.

5 rozmów w soboty Wielkiego Postu

Przystanek Ziemia
na Przystanku Ziemia: o spowiedzi cz. III – zapraszam do obejrzenia…

Dodaj komentarz