Archiwum dla Styczeń 2015

czas na wydobycie z „matrixa”…

(Jon 3,1-5.10): Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam. (…)
(1 Kor 7,29-31): Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, (…) którzy używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystali. Przemija bowiem postać tego świata.
(Mk 1,14-20): Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. (…)

Czas się wypełnił… Pierwsze słowa Jezusa zanotowane przez Marka w jego Ewangelii. Muszą więc nieść w sobie coś ważnego – coś co jest źródłem i istotą misji samego Chrystusa…
Czas się wypełnił… Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą... Po uwięzieniu Jana… Skończyły się czasy proroków… Teraz Bóg osobiście bierze sprawy w swoje ręce… Gdy (…) nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego (…) aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. (Ga 4,4-5)
Czas się wypełnił… Skończył się czas nawoływania i upominania – skończył się czas proroków jak Jonasz w Niniwie… Przecież sumienie od dawna sygnalizuje ci, że musisz coś zrobić ze swoim życiem zrobić… A może zaczyna cię już ogarniać lęk, że cierpliwość Boża jest już zbyt nadwyrężona i się zaraz skończy… Najwyższy czas więc by podjąć jakieś radykalne decyzje i zmienić swoje życie…
Czas się wypełnił… Skończył się czas leniuchowania i zbijania bąków… Niech dobro, które dzieje się w twoim życiu, zostanie wreszcie dopełnione… Wykorzystaj wreszcie to wszystko, co masz, wykorzystaj „na maxa”… Zacznij realizować to, co jest w twoim zasięgu! Św. Paweł dopowiada: Mówię, bracia, czas jest krótki,… nie można go marnować na wygodę i beztroskę… Aż chce się powiedzieć carpe diem – wykorzystaj maksymalnie podarowany ci czas…
To trzy znaczenia wołania Jezusa… To początek i podstawa nawrócenia… To nazwanie jego „misji”… Dlatego dodaje: bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! Uwierzcie w „Dobrą Nowinę”, z którą do was przychodzę…

Królestwo Boże stanęło już na progu ziemskiego czasu… To ode mnie jednak zależy czy stanie się rzeczywistością aktualną – tu i teraz, czy ciągle będzie czymś, na co będę czekał. Jezus stawia dwa warunki, których wypełnienie sprawi, że królestwo Boże stanie się czymś aktualnym: nawrócenie (jak niniwici) i wiara Ewangelii…
Nawrócić się i uwierzyć Ewangelii, to zmienić sposób patrzenia na świat. To pozbyć się mentalności ziemskiej, która sprawia, że człowiek żyje i działa jedynie dla własnego interesu i szczęścia doczesnego. Przemija bowiem postać tego świata.

Nawrócić się i uwierzyć Ewangelii to zaufać bardziej Jemu niż sobie. To pozwolić, by odrywał nas od tego, na czym jesteśmy skupieni i czym jesteśmy pochłonięci. To nabrać dystansu do własnych dążeń… To dać się złowić… może bardziej dać się „wyłowić”…
Do swoich pierwszych „ewangelizatorów” mówi: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi… Możecie się takimi stać, bo wiecie o co chodzi… Sami jesteście „rybami”, które wyciągnąłem z „wody tego świata”. Wydobyłem was z „matrixa” (mam nadzieję, że wszyscy kojarzą kultowy już film). Wydobyłem was z „życia-snu”, z platońskiej jaskini cieni…
Teraz wy będziecie mieli takie zadanie… Wyciągajcie ludzi z „wody tego świata”. Być może będzie to dla nich bolesne, może przeżyją to jak pewien rodzaj śmierci – śmierci swych prawd, idei, przekonań (cytaty z filmu „Matrix”) – bo jest im tam wygodnie i czują się jak „ryba w wodzie”…
To trudne zadanie… Ale to Ja was wybieram i jestem pewny, że podołacie…

Jestem pewny, że podołacie, bo powołuję tych, którzy już teraz rzetelnie wykonują swoje zadania. Przychodzę do tych, którzy naprawdę pracują i coś robią, by świat był lepszy. Nie idę do tych, którzy pozostawiają pracę i czekają na powołanie… Nie idę do tych, którzy marnując swój dar czasu zachowują się jak osioł ze znanej bajki „Szrek” krzyczący „wybierz mnie…”
On przychodzi w codzienności, w pracy, w zwykłej szarej prozie życia – jak do tych rybaków zarzucających i reperujących sieci… Nie organizuje castingu na dobrego apostoła, nie sprawdza inteligencji i elokwencji. Powołuje w codzienności…
Chcesz usłyszeć głos? Chcesz być wyciągnięty z „matrixa”? Zajmij się na poważnie swoim życiem. Miej odwagę je przyjąć. Weź swą sieć w swe ręce i zajmij się tym, co do ciebie należy!

Dodaj komentarz

wskazanie, przyprowadzenie i zamieszkanie… – On szuka!

(J 1,35-42): Jan stał z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: Oto Baranek Boży. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: Czego szukacie? Oni powiedzieli do Niego: Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz? Odpowiedział im: Chodźcie, a zobaczycie. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: Znaleźliśmy Mesjasza – to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas – to znaczy: Piotr.

Zakończyliśmy okres Bożego Narodzenia, okres zwykłej ludzkiej, może czasami nawet zbyt infantylnej (w kolędach) radości z tajemnicy wkraczania Boga w naszą codzienność. Podsumowaniem była niedziela chrztu, która przybliżała nam tajemnicę przynależności do rodziny Boga. Można by dziś powiedzieć: przeszliśmy do codzienności… I co teraz? Jak w codzienności naszego życia odkrywać Jego obecność i bliskość?

W świadectwie wiary!
Oto Baranek Boży. Oto prawdziwy Mesjasz. Oto Ten, który cię zbawia, oto Ten, który daje ci prawdziwe życie, życie wieczne. Te słowa muszą być ważne, jeśli pojawiły sie w liturgii bezpośrednio przed przyjęciem Komunii św.
Jan wręcz wykrzykuje swą wiarę… Wcześniej znałem cię trochę, byliśmy krewnymi. Teraz wiem Kim jesteś i muszę powiedzieć to głośno!…
Nie mogę zachować tego tylko dla siebie. To łaska wiary, którą otrzymałem od Boga nie dla siebie. To łaska wiary, którą otrzymałem, by się nią dzielić… Wiara nie jest i nie może być moją prywatną sprawą…
Znakiem autentycznej wiary jest pragnienie dawania świadectwa!

Dawanie świadectwa, głoszenie ewangelii nie zatrzymuje przy głoszącym. Jan gromadził wokół siebie uczniów nie dla siebie, ale dla Jezusa. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Nie tylko nie próbował ich zatrzymać przy sobie, ale wszystko co robił, robił po to, by poszli za Mesjaszem. Nie musiał się godzić z ich odejściem, On po to właśnie głosił…
Może to przestroga dla wszystkich duszpasterzy gromadzących wokół siebie, tych, którzy chcą słuchać ich słowa. Sprawdź, po co gromadzisz wokół siebie ludzi, czy potrafisz ich odesłać dalej, czy potrafisz posłać ich za Jezusem, czy zgodzisz sie z ich odejściem… Może to również przestroga dla Kościoła i jego wspólnot, w których często „zdobywanie dla Chrystusa” przemienia się w „zdobywanie dla własnej wspólnoty”.
Prawdziwe dawanie świadectwa polega na pokazaniu Zbawiciela – ale pokazaniu w ten sposób, by ci, którym na Niego wskazuję chcieli i potrafili za Nim pójść…

Może właśnie dlatego, pytanie: Czego szukacie? stawia najpierw pierwszym pasterzom swego Kościoła. Jaki jest wasz cel? Co jest waszym pragnieniem? O co chodzi w waszym zabieganiu i staraniu się o próżną (często) chwałę…
Nic dziwnego, że takie pytanie może wzbudzić konsternację… Zatkało ich… Nie wiedzieli czego tak naprawdę szukają… Stąd pewnie nie do końca przemyślana odpowiedź na pytanie: Rabbi! (…) Nauczycielu – gdzie mieszkasz?
Odpowiedź nieprzemyślana, ale okazuje się, że nie może być lepszej… On ich zaprasza: Chodźcie, a zobaczycie. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. U Niego musieli spotkać się z prawdą i autentyzm. Dali się porwać. I od tego momentu zaczęli zdobywać dla Jezusa: Znaleźliśmy Mesjasza – to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa. Niesamowicie prosty sposób ewangelizacji: znalazłem Mesjasza! Chodź i zobacz, przekonaj się sam!

Bo powołanie – dzisiejsza ewangelia jest przecież ewangelią o powołaniu – bo głoszenie ewangelii, dawanie świadectwa, to wskazanie (Oto Baranek Boży) i przyprowadzenie (Chodźcie, a zobaczycie (…) I przyprowadził go do Jezusa). Chrystus nie powołuje tych, którzy wcześniej o Nim nie słyszeli. Pierwszych uczniów przysyła Mu Jan Chrzciciel, Szymon Piotr zostaje przyprowadzony przez Andrzeja (powołanego wcześniej). Wiara jest łaską, ale wiara nie spada na nas bezpośrednio z nieba. Drogę do niej wskazują nam konkretni ludzie…
Dzisiejsza ewangelia zachęca nas, by zauważyć, że na drodze każdego z nas, Bóg postawił ludzi, którzy przyczynili się do tego, że uwierzyliśmy, że spotkaliśmy w swoim życiu Jezusa. Postawił tych, którzy dali świadectwo… Może warto ich sobie przypomnieć i za nich podziękować…
Dzisiejsza ewangelia przypomina również, że i na nas spoczywa obowiązek wskazywania na Pana i prowadzenia innych do spotkania z nim. Jakże rzadko zdajemy sobie z tego sprawę… Ważne jest to, co mówimy, gdy mówimy o naszej wierze, ale jeszcze ważniejsze jest to, jak żyjemy, jakie dajemy świadectwo…

Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego.
Wskazanie, przyprowadzenie i… zamieszkanie! To ciąg dalszy procesu dawania świadectwa i głoszenia ewangelii. Czym jest „zamieszkanie”?
To kontakt z prawdą i autentyzmem. Nauczycielu – gdzie mieszkasz?, byśmy mogli Cię lepiej poznać. Wzrastanie w wierze, to nie zdobywanie wiedzy na temat Boga i Jego nauczania. W wzrastaniu w wierze nie chodzi o teoretyczną informację, nie chodzi o katechezę nawet… Wiara przecież, to nie światopogląd czy zbiór zasad teologicznych i moralnych. Wiara to relacja z Osobą, to wspólne zamieszkanie, to prawdziwa relacja miłości, którą będziemy w stanie zbudować tylko wtedy, gdy odważymy się z Nim zamieszkać…

Czego szukacie?… Przecież to ja was szukam! Wskazanie, przyprowadzenie i zamieszkanie, to mój sposób na poszukiwanie każdego z was… To mój sposób na znalezienie każdego z was… To mój sposób na zaproszenie każdego z was, by zamieszkać razem!…

Dodaj komentarz

zaspokoić pragnienie…

(Mk 1,6b-11): Jan Chrzciciel tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym. W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.

Kończymy okres Bożego Narodzenia. Święto Chrztu Pańskiego staje się podsumowaniem tego, co Bóg Objawia nam o sobie: stał się człowiekiem byśmy i my mogli stać się dziećmi Bożymi. To właśnie w chwili chrztu każdego z nas – nad każdym z nas otwierało się niebo i każdy z nas w głębi serca usłyszał głos Boga: ty jesteś mój syn umiłowany…, ty jesteś moja córka umiłowana…
To wtedy właśnie, Bóg powiedział: Nie jestem jakimś abstraktem, czy zwykłą tradycją. Nie jestem też, i być nie mogę, zaspokajaczem twoich bolączek… Tworzymy realną rodzinę…

Wiele dziś można mówić o obmyciu w wodzie chrztu, o zgładzeniu grzechu pierworodnego, o zalążku wiary, który otrzymujemy, o łasce Ducha, która uzdalnia do pójścia za Chrystusem, itd., itp.
Dziś posłuchajmy Jana, co on mówi o chrzcie…
Idzie za mną mocniejszy ode mnie (…) Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym. „Ja was chrzczę tylko wodą, ale czymże jest woda na bród waszych grzechów? Tu potrzeba innego chrztu, tu potrzeba chrztu Bożego, chrztu Duchem Świętym. Tylko On jest w stanie was oczyścić… ale i napełnić.”
Dlaczego chrzest Janowy był „słaby”? Był jedynie zewnętrznym znakiem pokuty – obrzędem nawrócenia polegającym na głośnym nazwaniu swej grzeszności i obmyciu wodą. Był wyrazem wewnętrznego pragnienia, by stać się czystym wobec Boga. Był „grubą kreską”, która symbolicznie odcinała od poprzedniego życia.
Sam wyraz pragnienia nie mógł jednak tego pragnienia zaspokoić. Człowiek, bezsilny wobec przeszłości, nie jest w stanie cofnąć czasu i unieważnić tego, co było. Świadomość grzeszności przytłacza i zatruwa. Potrzeba czegoś więcej… I to „coś więcej” pojawia się w sakramencie pojednania. W pewnym sensie chrzest Jezusa w Jordanie staje się zapowiedzią tego, co dokonuje się w sakramencie spowiedzi.
W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany… Chrzest Jezusowy, chrzest Kościoła, zaspokaja pragnienie… Prawdziwie oczyszcza, ale i wypełnia serce samym Bogiem. Serce ludzkie zostaje zanurzone równocześnie i w oczyszczającej wodzie i w Miłości Boga, w Miłości Ojca i Syna, i Ducha Świętego…

Dlaczego więc Jezus wchodzi do Jordanu, dlaczego przyjmuje chrzest Janowy? Jak słyszymy w ewangelii grzechów nie wyznawał, bo ich nie miał – oczyszczenia więc nie potrzebował…
Uznał jednak pragnienia człowieka wzywającego zmiłowania Bożego. Wszedł do Jordanu i swoim chrztem uświęcił i zaakceptował wszystkie, bezsilne dotąd, usiłowania.
Stanął w tłumie grzeszników, solidarny z nimi, gotowy dzielić ich los. To dzięki Niemu, ci właśnie grzesznicy, mocą Ducha stają się synami i córkami Boga…
W tajemnicy chrztu w Jordanie Jezus ujawnia się przed światem – to początek Jego publicznej misji. I na początku tej misji musi nastąpić namaszczenie. Jest to namaszczenie Duchem Świętym, które miało się stać udziałem wszystkich ochrzczonych w Jego imię.
On nigdy nie będzie się wstydził człowieka. On też w niego nigdy nie zwątpi. Prawdziwa miłość przecież nie wątpi. On w swojej wielkiej miłości pochyla się nade mną i tą miłością całkowicie mnie otacza…

Dodaj komentarz

jedynie On jest w stanie się objawić…

To, co najważniejsze w dzisiejszej uroczystości, starałem się wyrazić we wpisach sprzed roku i sprzed dwóch lat. Dwa lata temu pisałem również: że Bóg w tajemnicy Wcielenia jest w stanie dać się poznać tym, którzy naprawdę szukają… Jeśli ktoś naprawdę szuka, Bóg się przed nim odkryje, objawi mu prawdę o sobie… Dziś, przede wszystkim, mówi do współczesnych “mędrców”, wszystkich poszukujących: poszukujących prawdy, poszukujących sensu życia…

Wczoraj, w wigilię Objawienia Pańskiego, w duszpasterstwie absolwentów oglądaliśmy film „Sunset Limited”. Niesamowicie trafy komentarz do dzisiejszego święta. Rozmowa profesora-ateisty z nawróconym-pragnącym-przekazywać-wieść-o-obecności-Boga-światu staje się pretekstem do podjęcia polemiki między dwoma skrajnie różnymi światopoglądami i systemami wartości.
Rozmawiają w sposób niezobowiązujący i pozbawiony jakiegokolwiek patosu o wszystkim Rozmawiają w sposób daleki od teologiczno-filozoficznych dysput, jednak w sposób uderzający i rozbrajający. Między kawą a odgrzewanym obiadem „zgłębiają” poważne zagadnienia tj.: Bóg, życie, szczęście, dobro i zło, wiara, Biblia i polemika z nią.
To właśnie w prostocie zwykłego codziennego życia rozgrywa się bój jasności z mrokiem.

Obraz, który nie podważa sensu dawania świadectwa zawsze i na wszelkie sposoby – ale również obraz, który przypomina, że to nie człowiek jest tym, który objawia obecność Boga, Jego miłość i zbawienie.
Obraz, który nakazuje pamiętać, że objawianie się Boga należy tylko i wyłącznie do Niego samego – to On sam się objawia i zapala swoją gwiazdę by przyprowadzić do siebie prawdziwie poszukujących (dzisiejszych mędrców) nawet z krańców współczesnego świata…

Dodaj komentarz

Mądrość przyszła do swoich a swoi jej nie przyjęli…

(J 1,1-18): Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. (…) Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. (…)

Rok temu, w tę drugą niedzielę po Narodzeniu Pańskim pisałem:
(…) słowa z Prologu ewangelii św. Jana są ciągle przywoływane w Liturgii… aż do znudzenia… Niektórzy już słysząc: Na początku było Słowo… – wyłączają się: „już to znam…” W ten sposób, te piękne słowa stają się czymś spowszedniałym… Dlaczego więc Kościół pozwala na „zbanalizowanie” tak ważnych słów i ciągle je powtarza?
Bo są prawdziwą mądrością!
Pojęcie „Logos” (…) Równie dobrze możemy (…) tłumaczyć jako „Mądrość” – ta Boża Mądrość, o której mówi dzisiejsze pierwsze czytanie zachęcając do takiego właśnie odczytania Prologu: Na początku była Mądrość, a Mądrość była u Boga i Bogiem była Mądrość. Wszystko przez nią się stało, a bez niej nic się nie stało (…) Mądrość zamieszkała wśród ludzi, do swoich przyszła, a swoi jej nie przyjęli.

Mądrość przyszła do swoich a swoi jej nie przyjęli…

Pójdźmy dalej… Grecki „Logos”, jako pojęcie o niesamowicie wielkiej ilości znaczeń, można również przetłumaczyć jako: „Sens”. Wtedy pierwsze zdanie janowej ewangelii zabrzmi: Na początku był Sens, a Sens był u Boga i Bogiem był ów Sens. Wszystko przez niego się stało, bez niego nic się nie stało…
To dlaczego ciągle narzekamy, że świat jest źle urządzony, że tyle w nim bezsensu?
Jan od razu dopowiada: Sens zamieszkał wśród ludzi, przyszedł do swoich, a swoi go nie przyjęli… bo ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło…

Największym absurdem ludzkości jest chyba to, że człowiek, który został stworzony przez Boga z miłości i w pełni Bożego Sensu, od tej miłości ucieka by pogrążyć się w starotestamentowym „tohu-wa-bohu”, gdy ziemia była jeszcze „bezładem i pustkowiem”. By pogrążyć się w bezsensie i ciemności.
Nie ma postawy bardziej irracjonalnej niż modelowanie swojego życia według założenia, że wszystko ma swój początek w jakimś pierwotnym bezsensie i ostatecznie do tego bezsensu zmierza.

Może dlatego właśnie potrzeba, by Słowo Bożej Miłości i Sensu naprawdę stało się Ciałem w naszym życiu. By w nasze życie, w którym tak wiele bezrozumu (nie przyjęli Mądrości), egoizmu (nie przyjęli Miłości), zakłamania i wzajemnej agresji (tohu-wa-bohu), zstąpił sam Boski Logos, w którym świat został stworzony. Tylko On jest w stanie naprawić to, co człowiek popsuł i zamienił na bezład…
Tylko On jest w stanie wyprowadzić człowieka z ciemności, bezładu i pustki, i przywrócić mu godność dziecka Bożego. Dziecka stworzonego na obraz i podobieństwo samego Boga, który jest Sensem wszystkiego.

Adam Mickiewicz komentując dzisiejszą ewangelię napisał:

„Słowo stało się ciałem, ażeby na nowo
Ciało twoje, człowieku, powróciło w słowo.”

Spróbujmy odczytać te słowa według klucza „sensu”:

„Sens stał się ciałem, ażeby na nowo
Ciało twoje (czyt. życie, człowieczeństwo), człowieku, powróciło do sensu (czyt. nabrało sensu)”.

1 komentarz