Archiwum dla Grudzień 2014

… od tej nocy szczęście…

W tę sylwestrową noc, składając życzenia na rok 2015, przypominam, że

„anioł wie już jak to będzie
No bo jeśli cud się zdarzy to szczęśliwy będzie każdy
Jeśli zechce od tej nocy szczęście mam…”

Niech więc zdarzy się cud i szczęśliwy będzie każdy…

 

Dodaj komentarz

tylko rodzina…

(Łk 2,22-40): Gdy upłynęły dni Ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. (…) Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela. (…) Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. (…) Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. (…)

Można się dziś skupić na wiernym wypełnianiu Prawa przez rodzinę Józefa i Maryi. Można też zwrócić uwagę na dwoje starców w świątyni, którzy radowali się z objawienia Mesjasza i wypowiadali – jak Symeon – proroctwo. Dzisiejsza Ewangelia zresztą daje kaznodziejom okazję do mówienia o znaczeniu dla Kościoła ludzi starych, którzy poprzez rozmodlenie i doświadczenie życia posiadają pewną wrażliwość rozpoznawania działania Bożego w naszym codziennym życiu. To właśnie ta wrażliwość pozwala Symeonowi dostrzec, że Mesjasz ma być zbawicielem wszystkich, a nie tylko jednego narodu: Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela.
Niektórzy zwracają również uwagę na wymowny uniwersalizm zbawienia: przyniesionym do świątyni Dziecięciem uradowali się mężczyzna i kobieta. Ważnym również dla egzegetów jest to, że byli to ludzie starzy, a więc w ich osobach z przyjścia Mesjasza raduje się lud Starego Przymierza.

Dziś jednak w liturgii obchodzimy święto Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa. Cała tajemnica Bożego Narodzenia prowadzi nas ku rodzinie: Bóg stał się człowiekiem w rodzinie. Kościół radując się z tajemnicy Wcielenia nie jest w stanie przejść obojętnie obok „tajemnicy rodziny”. Tajemnicy dzieciństwa Syna Bożego nie da się przyjąć bez tajemnicy rodziny, w której Syn Boży wzrastał.
Rodzina Jezusa była uboga – wskazuje na to choćby ofiara, którą składają w świątyni (ofiara ubogich). Doświadczyła, jak mimochodem wspominają o tym ewangelie, odrzucenia przez znajomych. Jest to jednak rodzina szczęśliwa, bo kochają się wzajemnie. Nikt nie czuje się samotny, wszyscy wiedzą, że są sobie potrzebni. Maryja czuje się potrzebna Dziecku i mężowi, Józef żonie i Dziecku, a samo Dziecko Matce i Józefowi. To chyba sekret rodzinnego szczęścia…
Zastanawiając się więc nad dobrem dziecka, trzeba wcześniej myśleć o dobru rodziny. To ona jest naturalnym środowiskiem przyjmującym i wychowującym dziecko. Tylko zdrowe, dojrzałe do odpowiedzialności i szczęśliwe rodziny sprawią, że wzrastające w nich dziecko będzie człowiekiem szczęśliwym…

Dlatego też dziś, jak co roku, biskupi polscy napisali list pasterski o rodzinie. Warto sięgnąć do całego Listu – ja przytoczę jedynie fragmenty:

Trwamy w atmosferze radosnego zachwytu nad miłością Boga do człowieka. Oto Bóg wcielony, Jezus Chrystus, wybrał ludzką rodzinę, aby przyjść do każdego człowieka i nauczyć go miłować. Skoro Chrystus nie bał się miłości, co więcej, w pełni objawił człowiekowi prawdę o Bogu, który jest miłością to i my, ludzie wierzący, chcemy w tę Niedzielę Świętej Rodziny odkrywać prawdę o Miłości. W Liście do Rodzin św. Jan Paweł II pisał: „Syn Jednorodzony, współistotny Ojcu, ‹Bóg z Boga i Światłość ze Światłości›, wszedł w dzieje ludzi przez rodzinę: ‹przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękami pracował, (…) ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu›” (Gaudium et spes, 22). Tak, Bóg naprawdę zamieszkał pośród nas, w naszych rodzinach.
(…)
nieprzerwane nauczanie [Kościoła] przypomina, że rodzina jest miejscem poznawania wiary, dzielenia się sobą i budowania najtrwalszych relacji. Rodzina, która bierze swój początek w sakramencie małżeństwa jest ciągle dla wielu młodych największym pragnieniem życia. Bóg pragnie szczęścia człowieka i dlatego chce, aby małżonkowie obdarowali się sobą i przyjęli siebie wzajemnie w rodzinie, aby nowe życie, owoc miłości małżeńskiej, poczynało się w środowisku najbardziej mu przyjaznym.
(…)
Wiele rodzin boryka się dzisiaj z problemami niewiary swoich dzieci, zauważamy z niepokojem wzrost rozwodów i związków nieformalnych. Z tym większym przekonaniem trzeba głosić Ewangelię o rodzinie, daną wszystkim przez Boga Ojca w osobie Jezusa Chrystusa. Ta Ewangelia, jak podkreślił Ojciec Święty Franciszek, jest zdolna udzielić odpowiedzi na najbardziej nawet zawiłe pytania człowieka. Miłość nie umarła. Miłość objawia się przez żywe i radosne świadectwo wielu rodzin, które w ciszy, jak Rodzina z Nazaretu, dzień po dniu żyją miłością i przebaczeniem.
(…)
W pochylonych nad małym Jezusem Maryi i Józefie odkrywamy tajemnicę miłości rodzinnej – mieć czas na to, aby się zatrzymać, pobyć ze sobą, porozmawiać, szukać miejsc i sytuacji, które pozwolą na budowanie trwałych więzi. Nie mogą być one oparte na wykorzystywaniu innych do własnych celów, ale mają być owocem pogłębionej miłości opartej na darze z siebie. Święta Rodzina, jak wiemy z opisów biblijnych, nie posiadała wiele majątku. Jednak zawsze, kiedy spoglądamy na żłóbek, odkrywamy radość Rodziców, którzy z zachwytem wpatrują się w Boże Dziecię i choć doskwiera im chłód, to cieszą się sobą, cieszą się miłością, cieszą się obecnością Boga wśród nich. Każda rodzina ma w sobie coś z tej Rodziny Nazaretańskiej. Każda rodzina potrzebuje pielęgnować w sobie ten zachwyt nad miłością. Tam, gdzie jest miłość, samotność nie istnieje.
(…)

Dodaj komentarz

Wschodzące Słońce…

warto sięgnąć do słowa na Boże Narodzenie z roku 2012 i 2013

Dodaj komentarz

pozwolić Bogu na cud…

(Łk 1,26-38): (…) Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą. (…) Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. (…) Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. (…) Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł.

Czwarta niedziela adwentu, radosnego oczekiwania i przygotowywania się na „Przyjście”. Jednym z piękniejszych wymiarów tego czasu są msze św. roratnie, czyli wspólne trwanie z Maryją na modlitwie – Ta, która chyba najlepiej wie, co to znaczy czekać na Jezusa, uczy oczekiwania. Nie tylko uczy ale przede wszystkim towarzyszy w tym oczekiwaniu.
Niesamowita jest jej dyskrecja i pokora… Choć chcielibyśmy się w Nią zapatrzyć, uczyć się Jej postawy i dziękować za Jej oddanie i niesamowitą wiarę – Ona nie pozwala skupiać uwagi na sobie. Nawet w dzisiejszej ewangelii, gdy wydaje się, że to Ona gra pierwszoplanową rolę i jest głównym bohaterem – Ona wyraźnie wskazuje na Boga. Podobnie jest w tych pięknych ikonach, które nazywamy „hodegetria”, czyli „wskazująca Drogę”. Podobnie było w Kanie, gdy do uczniów mówi: „zróbcie cokolwiek wam powie”…
Nie zostaje nam więc nic innego jak spojrzeć w tym samym kierunku co Ona i posłuchać tego, co Bóg mówi o sobie… do nas…

Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą. Te słowa Słyszy Ona, ale te słowa powinien słyszeć każdy z nas. Emmanuel, Bóg z nami, objawia swoją obecność w tajemnicy Wcielenia: Pan z Tobą. On jest z każdym z nas. On jest źródłem naszej radości i On napełnia każdego z nas swoją łaską. Obecność łaski Jego miłości przemienia nas i stajemy się pięknymi w Jego oczach… Bóg opowiada o sobie i o swojej fascynacji człowiekiem – człowiekiem, którego sam uczynił pięknym…
Gdy mówi do każdego z nas: „bądź pozdrowiony, pełen łaski, jestem z tobą”, to pragnie wtedy powiedzieć: „odkryj w sobie nadzieję i radość, daj się przemieniać łaską miłości, bo przecież ciągle jestem z tobą”…

Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Wielkość, potęga, wspaniałość daru łaski Bożej może zaskoczyć każdego. Nawet sama wiara jest darem, który absolutnie nas przekracza…
Jednak modlitwa „rozważanie tego, co On pragnie nam powiedzieć” daje przynajmniej namiastkę rozumienia – bo pojąć się raczej tego nie da – jak bardzo nas kocha… Beż żywego kontaktu z Osobą wszystkie Jego słowa będą dla mnie tylko pustymi frazesami, które nic ważnego nie znaczą. Przejdę wtedy obojętnie obok nich i moje życie pozostanie puste, pozbawione sensu i piękna.
Trzeba nie lada odwagi, by usłyszeć co do mnie mówi i spróbować to rozważać, by zrozumieć i przyjąć Jego miłość.

Ona zmieszała się na te słowa. (…) Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się… Trzeba nie lada odwagi, bo każde Boże Słowo [wezwanie] może wywołać nie tylko niezrozumienie, ale i prawdziwy lęk… Taki lęk może się pojawić, gdy zacznę Go naprawdę słuchać, gdy spojrzę na Pismo święte nie jak na zbór pobożnych czytanek, ale jak na wyrażenie Jego woli wobec mnie… Gdy usłyszę wezwanie do przełożenia usłyszanego słowa na konkret mojego życia. Gdy usłyszę wezwanie do zrobienia kroku w ciemność. I nie chodzi tu o infantylne potraktowanie Bożego zaproszenia – Bóg nikomu nie każe pozbywać się daru rozumu, który odróżnia człowieka od innych stworzeń (Maryja też z niego korzystała: „jakże się to stanie skoro nie znam męża”).
On mówi do każdego z nas: Nie bój się… Tak mówił, jak słyszeliśmy w tym tygodniu do Zachariasza, tak mówił do Józefa, tak mówi do każdego, do kogo przychodzi.
W tym „nie bój się” nie chodzi również tylko o to, by nie budować naszej wiary na „misterium tremendum” (tajemnicy strachu) i postrzegać Boga jak kogoś, kto jest potężny, mocny, transcendentny, oddalony i nierozumiejący człowieka, zbyt wiele od niego wymagający i dlatego sam niezrozumiały, obojętny lub nawet wrogi…
Nie bój się oznacza, że to co stawiam przed tobą jest naprawdę możliwe do zrealizowania i choćbyś się lękał i twierdził, że nic z tego nie wyjdzie – Ja w to wierzę… Gdy Bóg mówi do mnie nie „bój się”, to chce powiedzieć: wierzę w ciebie, dałem ci przecież wystarczająco łaski, byś wszystkiemu sprostał… Nie bój się, bo i Ja się nie boję postawić przed tobą wyzwania. „Nie bój się (…) znalazłeś bowiem łaskę u Boga” Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Dlaczego? Bo Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Już zstąpił i ciągle zstępuje w sakramentach Bożej miłości…

I niesamowita delikatność Boga wobec człowieka… Nie obdarza darami na siłę… Nie chce gwałcić naszej wolności… Czeka na nasze „tak”: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Zaproszenie Boga i Jego obdarowywanie można przyjąć albo odrzucić.
Opowieść o Bogu przychodzącym do człowieka niesamowicie pięknie oddał Fra Angelico (dominikanin) w namalowanej przez siebie scenie zwiastowania. Anioł klęczy przed Maryją… Bóg klęczy przed człowiekiem i prosi: „przyjmij Mnie… stań się Moim domem…”
Może warto pozwolić Bogu na cud…

Dodaj komentarz

Głos…

(1 Tes 5,16-24): Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła. (…)

(J 1,6-8.19-28): Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni (…) I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: (…) Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie (…)

Dziś niedziela „Gaudete” – „Radujcie się”… Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie! W każdym położeniu dziękujcie… Pan jest blisko… Co więcej… wokół ciebie są ci, którzy pomogą ci Go dostrzec, zauważyć i nie przejść obojętnie obok Jego obecności…

To właśnie dlatego, gdy do świąt Bożego Narodzenia coraz bliżej, i liturgia Kościoła wskazuje na Jana Chrzciciela – ja przypominam sobie pasterzy przed betlejemską stajnią… Znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę leżące w żłobie (Łk 2, 16). Szukali Dziecięcia, Ono było najważniejsze, ale najpierw zauważyli Maryję i Józefa. To chyba porządek w jakim odnajdujemy Jezusa. Każdy w swoim życiu ma jakąś Maryję (chociażby Kościół), która rodzi mu obecność Chrystusa, każdy ma też jakiegoś Józefa, który opiekuje się i troszczy o obecność Chrystusa w naszym życiu broniąc jej przed Herodami tego świata…
Każdy ma też, jeszcze bardziej, swojego Jana Chrzciciela, posłanego przez Boga, by zaświadczyć o światłości. On mi ciągle podpowiada, że w moim życiu – nawet wtedy, gdy dopadnie mnie kryzys, zwątpienie, czy sytuacja bez wyjścia – nie musi być ciemno. On podpowiada, gdzie znaleźć „świeczkę”, która te ciemności rozproszy…

Może dlatego właśnie mówi: Jam głos wołającego na pustyni. Głos Słowa, które mamy usłyszeć. Głos, który słyszymy na modlitwie – wtedy gdy bierzemy do ręki Pismo Święte i zaczynamy słuchać co ono do nas mówi. Wtedy gdy zaczynamy słuchać – tak, słuchać a nie odmawiać – modlitwy, które zwykle odmawiamy w pacierzu. Głos, który zaczynamy słyszeć, staje sie płomykiem, który rozprasza panujące w sercu i umyśle ciemności.
Ten „Głos” wreszcie, to nauczanie Kościoła, wierność przykazaniom i prawdzie ewangelii. Być może zbyt radykalny – jak Jan na pustyni – ale jedyny prawdziwie wskazujący na Chrystusa…

Paradoksalnie potwierdzeniem prawdziwości Głosu jest jego negowanie przez świat. Wysłannik Boga będzie dla świata zawsze kim niewygodnym. Kim jesteś (…) Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Wysłannicy tego świata podważali i podważać będą wiarygodność mandatu „bycia Głosem”. Będą szukać haków, kwestionować moralność, byle tylko zamknąć mu usta.
Byle nikt mi wprost nie pokazał światła świecącego w ciemności… Byle nikt nie sprawił, by pojawiła się we mnie prawdziwa nadzieja…

I jeszcze jedno wołanie Głosu: Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie… Kościół przez dwa tysiące lat wskazuje na Jego obecność „pośród nas” a my ciągle Go nie znamy…
Może to i dobrze, że przyjdzie jako dziecko. Może widząc Go właśnie takim – zrozumiemy wreszcie kim jesteśmy…

Dodaj komentarz

przygotujcie drogę, by wejść na Drogę…

(Mk 1,1-8): Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki. Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając /przy tym/ swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym.
Dziś właśnie rozpocząłem głoszenie rekolekcji adwentowych w jednej z parafii. I na początek tych rekolekcji otrzymuję słowo: Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją… Nie da się przejść obojętnie obok tych słów. „Posłany”, „wysłaniec”, „mający przygotować drogę”…
Co tu przygotowywać, jeśli to On sam jest „Drogą”?

A może chodzi o „pustynię”? o miejsce dla „Drogi”?
Może chodzi o przygotowanie „tęsknoty za Bogiem”? tęsknoty za religijnością „na serio”?
Przecież Janowa pustynia temu właśnie służyła – ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy. Jego radykalizm budził w innych tęsknotę i pragnienie odnowienia relacji z kochającym Bogiem… Albo to będzie radykalne tak dla Boga i nie dla grzechów, albo nic z tego nie będzie – zagubię się i zginę w obojętności…

Na tej pustyni jest jednak prorok i płynie Jordan…
Nie mogę więc nie być prorokiem. Proszę więc Jana, by nauczył mnie być „Głosem wołającego na pustyni”. Proszę bym mógł uwolnić i siebie i innych od kłamstw, półprawd… i zafałszowywania ewangelii i jej radykalizmu…
Pomocą niech będzie obmycie w Jordanie konfesjonału…

Sympatycy religii „przyjaznej człowiekowi” posądzą być może o fanatyzm. I dobrze… Adwent to przecież czas dla „fanatyków”. Czas, w którym muszę zapragnąć odnowy, wyjścia na pustynię i obmycia się w Jordanie…

Poza tym, co to za „fanatyzm”, jeśli ma się świadomość, że idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów…
To również piękna nauka dla prowadzącego rekolekcje i tych, którzy w rekolekcjach uczestniczą. Tu chodzi przede wszystkim chodzi o spotkanie w Tym, który posłańca wysłał. Jan uczy, by nie pomylić środków prowadzących do celu z samym celem…
Nie chodzi więc również o samo nawrócenie, czy doskonałość – to tylko środek. Tu trzeba wejść na Drogę!!!

1 komentarz