Archiwum dla Październik 2014

150 lat temu… – otwierając „Księgę Historii”

krasnobrod_04Dziś mija 150-ta rocznica podpisania ukazu kasującego Zakony w Królestwie Polskim za ich udział w powstaniu styczniowym.
Gdy na początku września 1862 r. Komitet Centralny Narodowy, obejmujący kontrolę nad całym ruchem spiskowym w Królestwie Polskim, ogłosił się jedynym legalnym i prawowitym rządem przyszłej zjednoczonej Polski, zaczął zabiegać o poparcie całego narodu, w tym również, a może przede wszystkim, duchowieństwa. Do tajnych organizacji wstępowało coraz więcej księży, mających świadomość, że w razie wpadki mogą zostać wysłani na Syberię lub nawet straceni.
Spośród zakonów, najliczniej swój udział w powstaniu styczniowym reprezentowali dominikanie z Lublina, Janowa Lubelskiego i Krasnobrodu oraz franciszkanie z Lublina, Lubartowa, Chełma, Radecznicy i Puszczy Solskiej. Do nich dołączył także unicki zakon bazylianów z Chełma i z innych klasztorów.
Za politycznie szkodliwe uznano wpływy zakonów na ludność już w czasie powstania listopadowego. Mimo, że zdawano sobie sprawę z rozmiarów poparcia akcji zbrojnej przez zakonników, nie zlikwidowano jednak klasztorów w Królestwie, gdyż obawiano się protestów i akcji obronnej ze strony ludności.
Dopiero wybuch powstania styczniowego i zaangażowanie się klasztorów stawało się dogodnym momentem do przeprowadzenia „reformy zakonnej”. Wcześniej przygotowywana „reforma” zakładała bezzwłoczne skasowanie klasztorów, w których mieszka mniej niż 8 osób oraz tych, które wzięły udział w powstaniu. W pierwszym przypadku likwidacja będzie się opierać na prawie kanonicznym, a w drugim na tym, że rząd ma bezsporne prawo, a nawet obowiązek podejmować kasatę „w celu obrony porządku społecznego i bezpieczeństwa”.

27 X (8 XI) 1864 r. w Carskim Siole Aleksander II podpisał tekst ukazu kasacyjnego i dodatkowe przepisy wykonawcze. Dokumenty przetłumaczono na język angielski, francuski i niemiecki, a po wydrukowaniu (wraz z odpowiednimi instrukcjami) rozesłano do rosyjskich przedstawicielstw dyplomatycznych w Europie.
We wstępie ukazu powołano się na rzekomo przychylną postawę władców Rosji wobec zakonów, ich tolerancję i zaufanie, jakim obdarzali duchowieństwo. Przytoczono fakty likwidacji zakonów w większości krajów europejskich oraz samych papieży kasujących klasztory, które nie miały wyznaczonej prawem kanonicznym liczby osób. Ponieważ niektóre domy zakonne sprzeniewierzyły się zaufaniu cesarza i prawowitej władzy, a w niektórych mieszka zbyt mało osób, przeto zdecydowano się na dokonanie reformy życia monastycznego…

krasnobrod_03Pierwszy etap kasaty rozpoczęto jednocześnie w całym Królestwie Polskim, w nocy z niedzieli na poniedziałek 15/16 (27/28) XI 1864 r.
Zgodnie z otrzymanymi wskazaniami akcję likwidacyjną rozpoczęto jednocześnie według schematu: otoczenie klasztoru i kościoła przez wojsko ok. godz. 23.00, wejście do środka wyznaczonych żołnierzy, oficerów, urzędnika władzy cywilnej i delegata władzy duchownej, zabezpieczenie dzwonów przed ewentualnym alarmowaniem okolicznej ludności, zebranie zakonników i oznajmienie im treści ukazu, przejęcie pieniędzy i kosztowności, spisanie danych personalnych zakonników, opisanie ksiąg inwentarzowych, wywiezienie zakonników (przygotowanymi uprzednio furmankami) do wyznaczonych klasztorów, przeszukanie i zapieczętowanie budynków, dopilnowanie odprawienia w następnych dniach – jak dotychczas – wszystkich nabożeństw.
Prawdopodobnie w dniu kasaty doręczono biskupom Królestwa pismo dyrektora Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i przewodniczącego Komisji zakonnej, które zawiadamiało o decyzji podjęcia kasaty klasztorów i zamiarze polepszenia położenia ubogich plebanów. Zobowiązywało jednocześnie biskupów do okazania czynnej pomocy wszystkim władzom miejscowym w realizacji przepisów państwowych, wyznaczenia do tego celu delegatów spośród duchowieństwa, zabezpieczenia wreszcie ciągłości nabożeństw w kościołach poklasztornych. Do pisma załączono teksty ukazu i przepisów dodatkowych oraz wykaz domów zakonnych przeznaczonych w diecezji do likwidacji.

W nocy z 15/16 XI 1864 r. skasowano 108 męskich domów zakonnych. Z istniejących w Królestwie Polskim 15-tu klasztorów dominikańskich skasowano 11. Zostawiono 4 (w tym Lublin), do których przewożono zakonników. 22 lata później, wśród wielkich zamieszek w mieście wywieziono dominikanów z Lublina, a potem z Wysokiego Koła, dogorywał także Klimontów. W Królestwie Polskim dominikanie przetrwali jedynie w klasztorze zbiorczym w Gidlach.

Co działo się z zakonnikami? Przy kościele poklasztornym zostawiano na ogół jednego lub dwu zakonników podkreślając jednocześnie, że będą oni tam sprawowali funkcje kapłańskie do czasu wyznaczenia na ich miejsce księży diecezjalnych. Zakonników zaangażowanych w powstanie styczniowe karano w różny sposób: karą pieniężną, aresztowaniem, zsyłką w głąb Rosji a nawet śmiercią. W stosunku do osób pozostawionych przy kościołach, jak i represjonowanych (uwięzionych) obowiązywał zakaz noszenia habitów zakonnych. Wszyscy oni musieli przywdziać stroje duchowieństwa diecezjalnego.
Życie zakonników skomasowanych w klasztorach etatowych nie było łatwe. W klasztorze przystosowanym na kilkunastu zakonników musiało mieszkać niekiedy kilkudziesięciu ludzi, w różnym wieku i z różnych zakonów. Brakowało żywności i opału. W klasztorach tych mieszkali również dozorujący zakonników oficerowie czy żandarmi, korzystający ze wspólnej spiżarni, odbierający zakonnikom cenniejsze przedmioty codziennego użytku i ingerujący w życie wewnętrzne.
Biskupi w ramach pomocy zakonnikom próbowali zatrudniać zakonników-kapłanów na parafiach – co spotykało się jednak z dużym oporem i trudnościami ze strony władz gubernialnych.

Dzieła kasaty nie zakończono w roku 1864. W latach następnych likwidowano dalsze klasztory, przejmowano mienie zakonne, nadzorowano duchowieństwo. Działała w dalszym ciągu Komisja zakonna…

krasnobrod_02Wczoraj z reprezentacją grupy edukacji patriotycznej „Ćwieki 1863” byłem w jednym ze skasowanych klasztorów dominikańskich, w Krasnobrodzie.
Odprawiając mszę św. dziękowałem za 200-letnią posługę duszpasterską moich współbraci w tym właśnie miejscu. W 150-tą rocznicę ukazu kasującego klasztor w Krasnobrodzie, dane było mi stanąć w miejscu naznaczonym obecnością dominikanów i ze wzruszeniem powiedzieć swoim współbraciom, że ich praca, trud, zaangażowanie, modlitwy, głoszenie kazań i przede wszystkim dojrzałość, prawdziwe umiłowanie ojczyzny i patriotyzm nie zostały zmarnowane. Mogłem im podziękować za ich ofiarę i poświęcenie.
Takie rocznice skłaniają do spojrzenia w przeszłość i do zwrócenia uwagi na ogromny wysiłek tych, którzy walczyli za i o Ojczyznę, walczyli o jej niepodległość.
Dane mi było również w kazaniu powiedzieć parę słów o patriotyzmie jako miłości, pamięci i codziennej pracy. O tym, że być patriotą, to pamiętając o przeszłości i szanując dorobek minionych pokoleń iść naprzód wzbogacając ten dorobek swoimi talentami i codzienną pracą.
Nie mogłem sobie wtedy również nie pozwolić na wymienienie elementów duchowości dominikańskiej, dzięki której krasnobrodzcy dominikanie mogli być prawdziwymi patriotami. Wspominałem o psie, który będąc najlepszym przyjacielem, towarzyszy, ostrzega i broni; wspominałem o płaszczu Matki Bożej, pod którym znajdują się wszyscy objęci posługą duszpasterską dominikanów; wspominałem również o poszukiwaniu prawdy, studiowaniu kart historii, by poznać przyszłość i dzieleniu się obrazem Boga, który jest Bogiem wcielonym, Bogiem przy człowieku. Być Jego obrazem i podobieństwem to być tam gdzie ludzie, gdzie naród…

O. Ludwik Turzyniecki OP, przeor klasztoru w Krasnobrodzie w latach 1859-64, w liście napisanym na miesiąc przez ukazem kasacyjnym zachęcał do „otwarcia Księgi Historii”, czyli głębszego rozumienia przeszłości i misji Kościoła…
Co niniejszym uczyniłem i do czego zachęcam!

3 Komentarze

imperatyw miłowania…

(Mt 22,34-40): Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał , wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.

Dziś w większości kościołów Uroczystość rocznicy poświęcenia własnego kościoła – tak jest i u nas. Podobnie jak rok temu odsyłam do krótkiego komentarza związanego z tym świętem i nieco dłuższego komentarza o Zacheuszu. W tych jednak kościołach, w których znana jest data konsekracji – mamy zwykłą niedzielę i ewangelię o przykazaniu miłości. Nie da się przejść obok niej obojętnie…

Od kilku niedziel śledzimy rozmowy Jezusa z faryzeuszami, którzy zyskali sobie reputację ekspertów w dziedzinie interpretacji Pisma i których często określano mianem „uczonych w Prawie”. W dzisiejszym fragmencie ewangelii pada odpowiedź Jezusa na pytanie: które przykazanie w Prawie jest największe? Od tego momentu już chyba nie ma o co pytać… Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy. To co najważniejsze, to co porządkuje nasze odniesienie do Boga i drugiego człowieka zostało określone!
Co w takim razie z Dekalogiem i innymi przepisami Prawa?

Półtorej roku temu pisałem nawiązując do wstępu do Dekalogu:

Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli – wyprowadziłem i będę wyprowadzał z każdego zniewolenia. Dlaczego? Bo chcę byś był człowiekiem wolnym. Dlaczego Mi na tym zależy? Bo tylko wtedy, gdy będziesz wolny, będziesz mógł „kochać”… Pragnę przecież twej miłości i uczynię wszystko byś był w stanie odpowiadać swoją miłością na miłość Moją. Jeśli zechcesz i odpowiesz: to uznasz, że jestem jedyny, to będziesz szanował Moje Imię, to poświęcisz Mi trochę czasu, to ze względu na Mnie będziesz traktował poważnie i z szacunkiem siebie i innych – kocham przecież wszystkich, itd, itp… Oto Prawo Miłości – oto Dekalog…

Źródło i szczyt wszelkiego Prawa. Prawo miłości Boga i bliźniego leży u podstaw wszelkiego Prawa i zarazem jest doskonałym jego wypełnieniem.
Wszystkie inne przykazania i ustalenia prawne pojawiają się dopiero wtedy, gdy przyjdzie nam tłumaczyć co to znaczy „miłować”. To wtedy zaczyna się mnożenie „prawidłowych zachowań” jak za czasów Starego Testamentu, gdy do Mojżeszowego Dekalogu zaczęto dopisywać setki (było ich aż 613) drobiazgowych przepisów i obyczajów.

Pamiętam jak w jednej z rozmów w duszpasterstwie, jeden z młodych z cynicznym uśmiechem zauważył: „Ale ta miłość jest też przykazaniem – Bóg każe się kochać. Przecież miłość z obowiązku nie jest nic warta.”
W teście sprzed dwóch lat nawiązałem do tej zaczepki, zwracając uwagę na to, że miłość jest i będzie zawsze wolnym wyborem. Problem pojawia się tylko wtedy, gdy miłość utożsamimy z przemijającym uczuciem. Bóg w przykazaniu mówi o miłowaniu i kochaniu, nie wspomina natomiast nic, by lubić…
Miłowanie to akt woli, w którym skłaniamy się do kochania nawet wtedy, gdy nie mamy już na to specjalnej ochoty – zmusza do tego poczucie odpowiedzialności oraz wierność wobec daru i zobowiązania, jakie zaciągnęliśmy wobec ukochanej osoby.

Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. W tej części przykazania miłości często skupiamy się na imperatywie dotyczącym miłości bliźniego. I jakoś trudno nam dostrzec jeszcze jeden imperatyw, który tam się znajduje: „imperatyw miłości siebie samego”. Być może miłość samego siebie kojarzy się nam z egocentryzmem i egoizmem. Może tak być w przypadku miłości nieprawdziwej, miłości, która zamiast otwierać na innych, zamyka.
Miłość samego siebie jednak, to przede wszystkim świadomość, że Bóg pokochał mnie pierwszy i to za nic. Dopiero świadomość bycia kochanym otwiera na Tego, który kocha, i tych, których kocha… Ten, który stworzył nas na swój obraz i podobieństwo, zawarł w tym obrazie i podobieństwie uzdolnienie do prawdziwej miłości… Uzdolnienie do włączenia się w Jego własne życie miłości!

1 komentarz

pośród twarzy Lublina ;-)

Co prawda projekt już się zakończył ale dziś właśnie moja twarz pojawiła się na Facebooku – dlatego przypominam:

Pomysłodawczynią na portretowanie niesztampowych, mających coś ważnego czy ciekawego do powiedzenia, mieszkanek i mieszkańców Lublina, jest Oksana Cymbaluk. Oksana jest dziennikarką, mieszka w Łucku, i właśnie tam po raz pierwszy zaczęła robić portrety spotykanym na ulicach osobom.

Na lubelskiej stronie projektu pisze:

Twarze Lublina – fotoprojekt o mieszkańcach tego miasta, którzy go rozwijają i dodają jaskrawych kolorów do jego codziennego życia.
Fotoprojekt «Twarze Lublina» ma na celu przedstawienie wielokulturowej mozaiki miasta, a także – pokazać ciekawych ludzi, którzy przykładają się do rozwoju Lublina.
Twarz jest odzwierciedleniem charakteru człowieka. Ona opowiada wszystko o nim jeszcze zanim zaczyna mówić. Ważnym elementem projektu jest głębokie i prawdziwe przedstawienie osób, które dają życie temu miastu. Przez obraz twarzy bohatera każdy może zobaczyć wyjątkowy Lublin, przez wyjątkową historię – myśli i poglądy człowieka.
Na tej stronie będziecie mogli poznać osób, wśród których są muzykanci, aktorzy, dziennikarze, przedstawiciele władzy, sportowcy,osoby publiczne, turyści i po prostu zwykli ludzie, którzy tworzą organizm tego miasta.

projekt: Twarze Lublina i moja twarz 😉

 

Dodaj komentarz

zapłać podatek…

(Mt 22,15-21): (…) Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową! Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

Czy wolno płacić podatek (…), czy nie? Dość dziwne pytanie gdy wszyscy dziś kombinują, by albo podatku nie płacić, albo płacić go jak najmniej. Przepraszam za ten kwantyfikator wielki – być może przesadziłem i powinienem powiedzieć niewielu uczciwie płaci podatki… Ci jednak, którzy nie płacą uczciwie, nie widzą w tym żadnego problemu: no bo przecież skarbówka oszukuje, no bo zabiera zdecydowanie za dużo, a trzeba przecież z czegoś żyć… itd. itp.

Bardzo łatwo wtedy odejść od problemu uczciwości w płaceniu podatku i skupić się na przewrotnej manipulacji, której dokonali „pytający” z dzisiejszej ewangelii i cieszyć się z tego, że Chrystus, okazał się bardziej „przebiegły” w swojej odpowiedzi. Nie przychylił się bowiem do płacenia podatków – w ten sposób, nikt nie mógł go posądzić o kolaborację z okupantem. Nie przychylił się również do ich niepłacenia, co mogłoby zostać odebrane jako sugestia buntu i stać się zarzewiem zamieszek… Nie dał też prostego rozwiązania – dał coś więcej, „wzór”, którego zastosowanie pozwoli unikać wielu błędów i poprowadzi właściwą drogą: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

Tylko zastosowanie tego „wzoru” pozwoli zachować dystans wobec tych, którzy kwestionują prawo Boga do człowieka i wzywają do źle rozumianej autonomii, która przybierając pozory kultury, tolerancji i liberalizmu sprowadza się do buntu i walki z samym Bogiem. Przecież Bóg kierujący się miłością nie potrzebuje niewolników i respektuje wolność człowieka i słuszną autonomię świata stworzonego.
Tylko zastosowanie tego „wzoru” pozwoli odkryć, że sprawy boskie i ludzkie, które z woli Bożej rozgrywają się na różnych płaszczyznach, nie są zupełnie od siebie niezależne. Nie da się więc całkowicie oddzielić Kościoła od państwa, nie da się sprowadzić Boga do kościelnej zakrystii i zmuszać człowieka, by w „świecie” kierował się prawami, które obowiązują w państwie. Jakaś kompatybilność pomiędzy zachowaniem w kościele, a zachowaniem w życiu społecznym być musi…
Tylko zastosowanie tego „wzoru” pozwoli zrozumieć, że nie da się rozgraniczyć przestrzeni „dla Boga” od przestrzeni „dla państwa”. Człowiek, funkcjonując w państwie jednocześnie funkcjonuje w przestrzeni Bożej. Te dwie sfery się przenikają a sfera Boża jest nadrzędną…

Funkcjonując w przestrzeni państwa i prawa świeckiego musimy pamiętać, że w każdym z nas jest odbity wizerunek Boga. Bogu należy się wszystko to, w czym odbity jest Jego wizerunek – a więc całe moje człowieczeństwo, całe moje życie. Nie wolno mi okradać Boga z tego, co należy do Niego.
Poza tym będąc stworzonym na obraz Tego, który jest Miłością powinienem uwzględnić, że to właśnie miłość powinna być pierwszą wytyczną w moim życiu i postępowaniu. Tylko ona jest w stanie budować Boże relacje w życiu społecznym. Tylko dzięki niej posługując się „świeckimi” sposobami działania będziemy w stanie przekształcić świat w duchu Ewangelii.

1 komentarz

… a strój weselny?

(Mt 22,1-14): Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.

Bardzo mocna i pełna emocji – budzonych również w naszych sercach – ewangelia. Tak emocjonalnie mocna, że czasami nie pozwala zrozumieć sensu tego, co chciał Jezus w przypowieści wyrazić – szczególnie wtedy, gdy skupiamy się na fabularnych szczegółach obrazu a one przesłaniają istotę i sens. Może więc na początek zachęta by nie zwracać uwagi na gniew króla i jego wojska zabijające zbójców i palące miasto oraz dziwną, niezasłużoną karę wymierzoną człowiekowi bez stroju weselnego. Spróbujmy skupić się na tym, co sam Chrystus chciał przekazać…

Pierwsze pytanie, które mi się zrodziło, gdy czytałem tę ewangelię, to pytanie o jaką ucztę chodzi? O ucztę eschatologiczną w królestwie niebieskim, czy tę eucharystyczną, na którą jesteśmy zapraszani co niedzielę.
Z odpowiedzią przychodzi człowiek bez szaty godowej, która symbolizuje zasadniczo łaskę uświęcającą. Posiadanie lub nieposiadanie stanu łaski ma miejsce jedynie tu na ziemi.
Myślę więc, że dzisiejsza ewangelia oprócz wielu innych kontekstów zmusza do refleksji na temat mojej obecności i przygotowania się do uczestnictwa we mszy św.

W tej perspektywie widzimy mszę św. jako ucztę weselną, tę najważniejszą i najpiękniejszą, tę na którą Oblubieniec z radością chce zapraszać wszystkich, i to tylko po to by świętować swoje wesele… Jest to dla Niego coś niesamowicie ważnego i tą radością chce dzielić się z nami – oczekuje, że dla nas jest to radość równie wielka i nie odmówimy Mu przyjęcia zaproszenia. Tym bardziej, że stanowimy cząstkę Jego Oblubienicy. Nieprzyjęcie zaproszenia stałoby się nie tylko obrazą Pana Młodego ale i zdradą.

Nic więc dziwnego, że wszelkie wymówki, którymi próbujemy usprawiedliwić swoją nieobecność, są znieważeniem i zdradą miłości Oblubieńca.
Tu chyba pojawia się jedna z prawd o grzechu. Grzech przecież, to nie tylko nieprzestrzeganie przykazań, ale zwrócenie się ku rzeczywistości dla nas ważniejszej niż miłość Boga. Grzech pojawia się za każdym razem, gdy ważniejszym od Pana staję się ja, moje pomysły idee, może inny człowiek albo inne rzeczy… Niestety konsekwencje takiego odwrócenia się od Boga mogą prowadzić aż do próby jego zanegowania – bo mi przeszkadza. Stąd w ewangelii mowa o tych, którzy pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali.
Mogłoby się wydawać…: zwykłe prozaiczne wymówki, by nie uczestniczyć w uczcie, na którą zostałem zaproszony… Są one jednak objawieniem tego co w moim sercu!
Nic więc dziwnego, że posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. On walczy z grzechem i jego źródłem – nigdy z człowiekiem…

Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Szukając kontekstu sprzed dwóch tysięcy lat, nie dziwimy się Bogu, który mając prawo czuć się dotkniętym, gdy Izraelici nie potrafili docenić i przyjąć miłości Boga, oddaje Królestwo Boże poganom. Ale jak to się ma do kontekstu zaproszenia na mszę św.
Myślę, że mamy tu dowód na Jego miłosierdzie. Miłosierdzie, które nie ma granic i otwiera się dla każdego, kto tylko chce je przyjąć. Zaprasza wszystkich dobrych i złych. Nawet „źli” mogą przyjść na ucztę, jeśli będą mieli świadomość gdzie przyszli. Wyrazem tej świadomości jest nie co innego, jak przyodzianie się w strój weselny. Przyjęcie Jego łaski, daru Jego miłości.
Brak stroju świadczyłby o braku realnego włączenia się w ucztę, o tym, że nie wiem po co tu jestem. Byłby wyrazem duchowego niechlujstwa. I to przede wszystkim powinniśmy sobie wziąć do serca.
On zapytuje wszystkich obecnych dziś na mszy św. o szatę godową…

1 komentarz

bunt bandy złoczyńców…

(Mt 21,33-43): (…) Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami? Rzekli Mu: Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze. (…) Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce.

Bardzo szybko złapałem się na tym, że czytając tę ewangelię, umieszczam ją natychmiast we „właściwym” kontekście, który zasadniczo mnie nie dotyczy – to było dwadzieścia wieków temu. Choć radość bierze, że Jezus „dołożył” faryzeuszom i tym wszystkim, którzy odrzucali proroków, że wypomniał Izraelowi jego ogromną niewdzięczność… No i dobrze, że Królestwo zostało zabrane Izraelowi i oddane nam… Kościołowi!
I przyznaję, że w pierwszej chwili nawet przez myśl mi nie przeszło, że przypowieść może dotyczyć również Kościoła – tego po dwóch tysiącach lat. Że przypowieść może dotyczyć również, mojego w nim uczestnictwa i dbania lub niedbania o inwestycję Boga w winnicę Kościoła… Że może być pytaniem, o to, co robimy z męką i śmiercią Jego Syna, co robimy z Jego sakramentami, darami i charyzmatami… Czy aby nie dzieje sie tak, że marnując Jego dary, odrzucam, a nawet zabijam „Jego sługi”?…

A więc… Pierwsza intuicja, która przychodzi po powtórnym zaczytaniu się w dzisiejszą ewangelię, to fakt, że nie jesteśmy właścicielami świata (winnicy), w którym żyjemy. On jest Gospodarzem, a my zwykłymi rolnikami, którym przekazał świat w dzierżawę. No może nie do końca takimi „zwykłymi”, bo godnymi przecież zaufania, jeśli pozwolił sobie na zostawienie nam tego wszystkiego i wyjazd. Co więcej mamy wolność w pielęgnowaniu tego, co otrzymaliśmy. Gdzie więc „kruczek”?
Ta wolność wiąże się z odpowiedzialnością… Świat, moje życie, to dar do zagospodarowania… Nawet jeśli wyjechał, to to wszystko, co nam zostawił, jest Jego własnością i kiedyś zada nam pytanie o owoce naszej pracy… O owoce naszego życia, naszego powołania…

Druga intuicja, to niesamowita cierpliwość Gospodarza. Być może ona właśnie jest powodem tego, że przestajemy traktować Go poważnie i zaczynamy zawłaszczać sobie Jego „winnicę”. Zaczynamy traktować siebie jak właścicieli a nie dzierżawców… A On ciągle posyła tylko emisariuszy dobrej woli, którzy próbują przypominać o obowiązkach wobec Gospodarza. Nie chcą i nie próbują – a przecież tak byłoby skuteczniej – egzekwować sprawiedliwości…
Ostatecznie nie zależy Mu chyba na plonach i owocach naszej pracy, zależy Mu tylko na nas, na ludziach…
Zależy Mu na tych, którzy ciągle wystawiają Jego cierpliwość na próbę…

I trzecia intuicja, dość smutna, to irracjonalne postępowanie „pracowników winnicy”. Racjonalność wyraża się w dbałości o miejsce, w którym żyję i w którym pracuję, wyraża się we współpracy z tym, który mi tego udziela. Irracjonalność natomiast, przejawia się w zaślepieniu chciwością i głupią zazdrością, które prowadzą do nienawiści. To ona potrafi przekonać człowieka, że to, co dobre, jest szkodliwe, że przyjaciel jest wrogiem, a największym z nich jest Ten, który nas kocha…

I intuicja czwarta… dzisiejsza ewangelia mówi o grzechu i to grzechu, który coraz bardziej jest doświadczeniem współczesnego człowieka. Ten grzech, to sukcesywne przywłaszczanie sobie coraz większej części „winnicy”, czyli tego co nie jest naszą własnością. To okradanie Boga… Zaczyna się od zwykłego buntu, którego źródła już nie pamiętamy. Potem dochodzi eskalacji buntu… aż do zabicia syna „Właściciela”…
Dzisiejsza kultura, lub inaczej mówiąc anty-kultura, wciąż zachęca do buntu przeciw Bogu. Więcej nawet, wzywa do „wyzwolenia się od myślenia” o Gospodarzu świata… Ewangelia jednak brutalnie obnaża skutki takiego buntu: w winnicy zamiast godnych zaufania dzierżawców rozrabia banda złoczyńców…

1 komentarz