Archiwum dla Czerwiec 2014

… a może szykuje ci jakieś szczególne zadanie?…

(2 Tm 4,6-9.17-18): (…) W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. (…) Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie /Ewangelii/ i żeby wszystkie narody /je/ posłyszały (…)
(Mt 16,13-19): (…) A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.

Dziś przede wszystkim dziękujemy Bogu za „Bożych szaleńców” – to dzięki nim sam Chrystus mógł dotrzeć do nas.
Dziękujemy za Piotra, któremu Pan powierzył władzę nad chrześcijanami pochodzącymi z Żydów. Piotr, Skała, mimo ludzkich słabości, zwątpienia i zaparcia się Pana, starał się przez całe życie potwierdzać wyznanie złożone pod Cezareą Filipową: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Wyznanie to przypieczętował śmiercią…
Dziękujemy również za Pawła, któremu Pan powierzył władzę nad chrześcijanami pochodzącymi z pogan. Nie należał do grona Apostołów, ale został nim wybrany przez samego Zmartwychwstałego. Świadomy łaski jakiej doświadczył, realizował misję, w której miało dopełnić się głoszenie Ewangelii i żeby wszystkie narody je posłyszały. On również poświęcił się głoszeniu aż do śmierci…

Słuchając dzisiejszej ewangelii mam wrażenie, że ma ona pobudzić każdego z nas do zdrowego niepokoju o autentyczność swojej wiary: A ty za kogo Mnie uważasz? Autentyczności wyznania Piotra nie można niczego zarzucić – jednak nawet taka wiara nie wytrzymała próby Wielkiego Piątku…
Jednak chyba nie o sam niepokój – choćby nawet „zdrowy” – chodzi w dzisiejszym święcie.

Niesamowicie zastanawiającym jest to, że ci, którzy byli i są filarami Kościoła, nie byli pozbawieni ludzkich słabości, a nawet wielkich niedoskonałości. Paweł prześladował Kościół, miał współudział w morderstwie, to jego ręce były splamione niewinną krwią a serce krzywdą wyrządzaną sprawiedliwym i uczciwym ludziom. Na Piotra, niejako zastępcę Pana, pada znowu cień zaparcia się Go, i to wtedy właśnie, gdy Kościół (inni Apostołowie) potrzebował jasnego świadectwa i przyznania się do Mistrza…
Czy tacy ludzie nadają się na Apostołów?, czy komuś takiemu można powierzyć władzę w Kościele?
To prawda, że byli świadomi swoich upadków – potrafili się do nich przyznać… Paweł nawet powiedział: „Jestem najmniejszy spośród Apostołów, ponieważ prześladowałem Kościół Boży”. Czy to jednak wystarcza?
Dlaczego zostali wybrani przez Jezusa? Wybrani pomimo niedoskonałości, a może właśnie dlatego, że je posiadali? Czyżby Panu nie zależało na ludziach idealnych…

A może chodzi o pokorę? To ona jest istotnym elementem mądrości człowieka. Przecież ktoś, komu brak pokory nigdy nie będzie sprawnym narzędziem w ręku Boga. Może Chrystus powołując Piotra i Pawła do tak ważnej misji uwzględnił właśnie to, co uczy pokory… Może warunkiem powierzenia jakiegoś ważnego zadania w Kościele są bolesne upadki?
Może właśnie Bóg – mam nadzieję, że nie jest to myśl zbyt przewrotna – zgadza się abyśmy popełnili zło, abyśmy upadli, tylko po to, aby nas nauczyć pokory… Po to, byśmy potrafili zobaczyć siebie w prawdzie. W prawdzie wobec Boga i wobec ludzi stawia jedynie świadomość słabości. To właśnie własny grzech staje się trudną, ale i niezwykle ważną lekcją pokory…

Może dziś właśnie trzeba spojrzeć na nasze drogi życia przez pryzmat życia i słabości Piotra i Pawła. Może to właśnie okazja do dostrzeżenia kolejnej szansy danej nam przez Boga… On ich nie odrzucił z powodu grzechu, lecz wybrał jako narzędzia do uświęcenia świata…
Może właśnie wtedy, gdy uświadamiamy sobie jak bardzo upadamy, Bóg szykuje dla nas jakieś szczególne zadanie?…
Bóg, nawet jeśli ciężko nam w to uwierzyć, ciągle nas kocha, nawet wtedy gdy dopuszczamy się niewierności i grzeszymy. Piotr daje nam nadzieję, że każdy upadek do którego w pokorze serca się przyznamy, może zbliżyć do Jezusa. Z drugiej strony, historia wczesnego życia Pawła staje się przestrogą przed zaślepieniem własną doskonałością, zaślepieniem, które prowadzi donikąd…

Dodaj komentarz

do tych, którzy chcą się bać…

(Mt 10,26-33): Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie bójcie się ludzi. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach! Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Przygotowuje najbliższe grono apostołów do misji głoszenia Ewangelii. Przygotowuje również nas do misji dawania świadectwa. Nic nie ukrywa, lojalnie uprzedza o trudnościach. Taki jest przecież koszt przyznania się do wiary i ewangelizacji: prześladowanie ze strony świata.
Zachęcając jednak do odważnego świadectwa wiary jak refren trzykrotnie powtarza: nie bójcie się…

Dobra Nowina nie może pozostawać w ukryciu – musi być proklamowana całemu światu. To co przekazuje uczniom w sposób prywatny (w ciemności…, na ucho…) powinno być głoszone w świetle dnia i na dachach.
Można by postawić pytanie: dlaczego nie mówi wszystkim wprost? po co jakieś ogniwo pośrednie, po co apostołowie, po co Kościół? Pojawiają się pomówienia, że dzieli naukę na tę dostępną tylko dla wtajemniczonych i tę, przeznaczoną dla pospólstwa. Dlatego z całą mocą powtarza: Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Cały przekaz chrystusowy przeznaczony jest dla wszystkich. Pragnie zbawienia wszystkich. Kościół jest katolicki…
Jednak w tamtych czasach, trudne do zrozumienia orędzie zbawienia przekazane zostało najpierw apostołom. Tłumy ze względu na inne oczekiwania były niezdolne do przyjęcia Ewangelii… Dopiero wtedy, gdy sami apostołowie byli zdolni mocą Ducha Świętego pojąć o co w tym wszystkim chodzi, zaczęli realizować pouczenie Mistrza: „przekażcie wszystko, gdy będą gotowi…”

Nic nie powinno stanąć na przeszkodzie głoszeniu całej prawdy. Nawet strach przed śmiercią i tymi, którzy mogą się do niej przyczynić. Chrystus zna dobrze ludzką naturę. Gdy woła nie bójcie się, nie ma na myśli „nieodczuwania lęku” w obliczu niebezpieczeństwa. Strach jest rzeczywistością ludzką i „bać się” nikogo nie hańbi.
Wołając: nie bójcie się, chce powiedzieć: „Nie dajcie się opanować strachowi! Niech łaska Boża okaże się większa od waszych lęków!” Człowiek, u którego nawet włosy na głowie wszystkie są policzone, jest niesamowicie cenny w oczach Boga. Stąd ostrzeżenie przed tym, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Cel naszego życia jest zgoła inny: przebywanie razem w domu Ojca… A do tego trzeba jasnego przyznania się do Niego…

Szczególna opieka Boga mobilizuje do odwagi i dynamicznego życia wiarą… Stąd wezwanie do porzucenia postawy bierności oraz niechęci do dawania świadectwa swojej wiary.
Prawdziwy apostoł nie może się zamknąć w swojej „prywatnej religii” i nie może również dać się zepchnąć „do zakrystii”. Jest wezwany do odważnego dawania świadectwa o swojej wierze w swoim domu, w pracy, gdziekolwiek jest i cokolwiek robi… Kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie…

Mam wrażenie, że dzisiejsza ewangelia jest skierowana do tych, którzy się boją i odczuwają lęk, przed dawaniem świadectwa wiary w dzisiejszym świecie… I to jest piękno dzisiejszej ewangelii…
Mam również wrażenie – i budzi ono mój niepokój – że pośród nas jest również wielu tych, którzy takiego lęku nie odczuwają… Bo nie mają się czego bać, bo nauczyli się żyć i funkcjonować w tym świecie, a sama prawda ewangelii niezbyt już ich obchodzi… Zaczęli żyć według reguł świata, demokracji, stanowionego prawa… a nie ewangelii… Tacy już nie usłyszą: nie bój się.

Panie spraw, by moje świadectwo było znakiem sprzeciwu, bym był po stronie tych, którzy się boją i których umacniasz… Panie spraw, by słowa dzisiejszej ewangelii były skierowane właśnie do mnie…

Dodaj komentarz

to nie muzeum…

Już pisałem o procesji w Uroczystość Bożego Ciała, która tak mocno wpisała się w świętowanie tego dnia, że dla niektórych uczestnictwo w samej procesji stało się ważniejsze od uczestnictwa we mszy św. Starałem się również zwrócić uwagę na to, że „procesją” właśnie Kościół stara się przypomnieć najbardziej istotne elementy przeżywanej w to święto Tajemnicy: tajemnicę obecności, tajemnicę odpowiedzi na tę obecność, tajemnicę dziękczynienia i kapłaństwa powszechnego…

Procesja eucharystyczna jest w pewnym sensie formą adoracji Najświętszego sakramentu, a celem adoracji ma być otwarcie na głębsze przeżywanie pamiątki śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, czyli rozbudzenie pragnienia pełnego zjednoczenia z Chrystusem w Komunii św.
Sobór Trydencki, broniąc w czasach reformacji nauki o Przeistoczeniu, mocno podkreślił w Dekrecie o Eucharystii trwałość przemiany konsekrowanego chleba i wina. Jego orzeczenia sprawiły, że w kulcie eucharystycznym nastąpiło niejako oddzielenie samej adoracji od ofiary eucharystycznej i Komunii św. W samym Dekrecie czytamy: Nie zmniejsza obowiązku uwielbienia to, że Chrystus ustanowił ten Sakrament do spożywania. Dziś dokumenty Kościoła wyraźnie zwracają uwagę na to, że kult Eucharystii poza Mszą św. jest i być powinien ściśle powiązany ze sprawowaniem Najświętszej Ofiary.

Może warto dziś właśnie przypomnieć, że procesje, które są również formą adoracji Najświętszego Sakramentu nie mają na celu zmieniać intencji Jezusa z „bierzcie i jedzcie” na „bierzcie i patrzcie”. Dziś Chrystus wychodzi do nas, by przypomnieć: „bierzcie i jedzcie” i by te słowa spełniały się jak najgłębiej w naszym życiu.

Reasumując, dziś ważniejsze jest pełne uczestnictwo we mszy św. i Komunii, niż samo przejście lub obejrzenie procesji…

Pozwolę sobie jeszcze na małą dygresję… Dwa dni temu było mi dane odwiedzić we Lwowie podominikański kościół pw. Bożego Ciała właśnie. Po II wojnie światowej w kościele i klasztorze utworzono Muzeum Ateizmu – dziś kościół jest w opiece Ukraińskiego Kościoła Grekokatolickiego a w części klasztoru umieszczono Muzeum Historii Religii…
Kiedyś nasi Bracia dbali mocno o to by przypominać o tajemnicy Bożego Ciała. Gdy stałem przed klasztorem, przyszła mi do głowy niepokojąca myśl… czy tajemnica Bożego Ciała, realnej obecności Boga w Eucharystii, nie jest dziś powoli umieszczana w Muzeum Historii Religii?…

2 Komentarze

Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…

(J 3,16-18): Jezus powiedział do Nikodema: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

KAPLICA TROJCY SWIETEJTak Bóg umiłował świat… Nie mógł inaczej, bo jest Miłością, jest Trójcą… Dwa lata temu pisałem, że Bóg jest i musi być Trójcą – nie da się inaczej, jeśli jest Miłością. Zachęcam, by wrócić do tego tekstu, choćby tylko dlatego, by zastanowić się nad codziennym „znakiem Krzyża”: W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, który jest wyznaniem wiary w Miłość i zarazem wołaniem: Boże naucz mnie KOCHAĆ.

Dotykamy tajemnicy, której nikt nie jest w stanie wypowiedzieć. I jak miłość można dotykać jedynie sercem, tak sercem jedynie można dotknąć Tajemnicy Ojca i Syna i Ducha Świętego. Wiary nie da się sprowadzić do teoretycznego wyznania, powtarzania pewnych formuł, czy chociażby zwykłego wypowiedzenia „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. On zaprasza, by uczestniczyć w życiu Bożej Miłości…

Miłość, kochający Bóg… Tymczasem, to właśnie w dzisiejszej ewangelii słyszymy: Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. Czy potępienie nie kłóci się aby z miłością Boga?…
Jasne, że nie… Kochający Bóg nikogo nie potępia… Każdy, kto zatopił się w Bożej miłości nie podlega potępieniu… Ten jednak, kto tę miłość odrzucił – nie wierzy, nie dotknął sercem Tajemnicy Trójcy – nie doświadczył prawdziwej miłości, i nie potrafi „ulec” jej zaproszeniu…
„Został potępiony” nie oznacza „poszedł do piekła”. Tak jak zbawienie jest procesem dynamicznym, który rozpoczyna się w życiu ziemskim, w momencie opowiedzenia się za Bogiem i Jego miłością; tak i potępienie, to dynamiczny proces, zapoczątkowany odwróceniem się od Bożej miłości – obraniem kierunku „przeciw Bogu”.

Dzisiejsza ewangelia bardzo mocno zachęca nas do zapraszania innych, by zetknęli swoje serca z Tajemnicą Bożej miłości… Wszyscy jesteśmy do tego zaproszeni, wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc waszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze. (Ga 4,6)

Dodaj komentarz

dar języka…

(Dz 2,1-11): Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. (…) I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. (…) – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże.
(J 20,19-23): Wieczorem w dniu Zmartwychwstania, (…) Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.


Dwa lata temu wspominając jedno z najbardziej spektakularnych objawień się chwały Bożej pisałem o cierpliwości objawiającego się Boga, o tym, jak powoli, krok po kroku, tłumaczy tajemnicę… Obmywa co nieświęte, oschłym wlewa zachętę, leczy serca rany. Nagina, co jest harde, rozgrzewa serca twarde, prowadzi zabłąkane…
Rok temu natomiast przypomniałem słowa Grzegorza z Nazjanzu o pedagogii Boskiego zstępowania, które przygotowują nas do kontemplacji Trójcy…

Dziś chciałbym zwrócić uwagę na pierwszy dar, dzięki któremu Duch Święty w pierwotnym Kościele został rozpoznany: dar języków. To w ten właśnie spektakularny sposób spodobało się Bogu ukazać obecność Ducha Świętego… Dziś niektóre wspólnoty charyzmatyczne wracają do tego znaku podkreślając, że jedynie on jest widzialnym symptomem działania Ducha Świętego…

W tym właśnie kontekście chciałbym przypomnieć kazanie nieznanego afrykańskiego autora z VI w., który mówił o Duchu Świętym rozlewającym w naszych sercach miłość Bożą. Pisał on w ten sposób:
Ta miłość miała zgromadzić Kościół Boży na całym okręgu ziemi. Niegdyś jeden człowiek, który otrzymał Ducha Świętego, mógł przemawiać wszystkimi językami. Obecnie cały Kościół, zgromadzony w jedno przez tego samego Ducha, przemawia wszystkimi językami. A zatem, jeżeli ktoś powie jednemu z naszych: „Otrzymałeś Ducha Świętego, czemu więc nie przemawiasz wszystkimi językami?” – ten niech odpowie: „Owszem, przemawiam nimi, bo należę do Ciała Chrystusa, czyli do Kościoła, który przemawia wszystkimi językami. Bo cóż innego Bóg wtedy oznajmił przez obecność Ducha Świętego, jeżeli nie to właśnie, że Jego Kościół będzie przemawiał wszystkimi językami?”
Oto tajemnica działania Ducha w Kościele…

Kościół mocą Ducha przemawia wszystkimi językami, by do wszystkich dotarła prawda o Bożej miłości, by niwelować to, co dzieli, by obrócić sytuację spod wieży Babel, by człowiek z człowiekiem mógł się porozumieć…
Stąd właśnie pierwszy dar Ducha: odpuszczenie grzechów: tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone… Grzech dzieli, oddziela od Boga i oddziela od drugiego człowieka… Język miłości Ducha Świętego, którym przemawia Kościół w sakramencie pojednania – bo tak właśnie można interpretować dar języków – prowadzi do porozumienia z Bogiem i drugim człowiekiem…
Dar języków w Kościele, to dar jedności i zgody, to dar porozumienia, to realizowanie pragnienia Jezusa: aby byli jedno…

Zesłanie Ducha Świętego, objawione w darze języków, to posłanie skierowane do każdego z nas… Posłanie, byśmy w Kościele kierowanym przez Ducha posługiwali się darem języków, który prowadzi do jedności… Byśmy potrafili posługiwać się tym „jednym językiem” Ducha, językiem miłości, który nie dzieli a łączy…
Brak miłości jawi się światu jako nieobecność Boga. Niech miłość, której stajemy się szafarzami w prawdziwym darze języków sprawi, byśmy mogli być świadkami Bożej obecności w świecie, świadkami działania Ducha Świętego…

Mówić językami, to mówić jednym językiem Ducha, językiem miłości… To szukać tego, co łączy a nie dzieli, to żyć w zgodzie z Bogiem i drugim człowiekiem…

1 komentarz

posłanie…

(Mt 28,16-20): (…) Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.
(Dz 1,1-11): (…) uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.

Truizmem byłoby ciągłe powtarzanie, że „wydarzenie” Zmartwychwstania, Wniebowstąpienia i Zesłania Ducha Świętego, to jedno i to samo wydarzenie…, że w momencie zmartwychwstania Jezus wstępuje do nieba i posyła Ducha… Z drogiej strony jednak, warto to sobie przypominać, bo te największe wydarzenia są niesamowicie dyskretne… Dowiadujemy się o nich post factum, z wydarzeń następujących po nich, z wydarzeń, które dokonują się w życiu Kościoła…
W pustym grobie dwaj mężczyźni w lśniących szatach mówią do bezradnych kobiet: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj, zmartwychwstał” (Łk 24,5–6) – nie ma go tu, bo wstąpił do nieba. Czterdzieści dni później dwaj mężowie w białych szatach znów przemawiają do zaniepokojonych uczniów: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba” (Dz 1,11)…
Gdzieś pomiędzy wierszami można usłyszeć: „Nie żyjcie wspomnieniami, macie już Ducha… zacznijcie działać… jesteście posłani… niech dokona się nieba-zstąpienie…”.

Wniebowstąpienie, to posłanie: Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Chrzcząc, włączając do wspólnoty Kościoła… A Kościół to Ja, żywy, żyjący i ciągle działający w sakramentach… A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Nie uciekłem z tego świata… Wstępuję do nieba, by jeszcze bardziej być z wami…
Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem… Ale pamiętajcie, ze chrześcijaństwo to nie tylko nowa nauka, która daje wskazówki, jak żyć (jakiś zbiór treści doktrynalnych, dogmatów, przepisów prawnych i liturgicznych), to sam Chrystus, który pozostał ze swoim ludem…
Poprzez Wniebowstąpienie Bóg jeszcze bardziej zbliża się do człowieka… Kończy się misja historyczna Jezusa, wraca do Ojca, tym samym rozpoczyna się misja Ducha Świętego w tajemnicy Kościoła.

Po co wstępuje do nieba? By jeszcze bardziej pozostać na ziemi…
By w każdym z nas zrobić krok ku niebu…
Bym uświadomił sobie, że niebo nie jest „gdzieś tam wysoko”, ale że ono przenika świat, w którym żyję…
Bym zadbał mocą Ducha o Jego obecność, by i inni jej doświadczyli…

Dodaj komentarz