Archiwum dla Maj 2014

nie zostawię was sierotami…

(J 14,15-21): Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie oglądał. Ale wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was. Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.

Dzisiejszy fragment ewangelii spięty jest klamrą… Na początku: Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania, i na końcu, w odwrotnym porządku: Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje.
I dodatkowo: Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie…
To testament Jezusa… Wypowiada go w obliczu swojej męki i śmierci… Kościół czyta go przed samym wspomnieniem tajemnicy Wniebowstąpienia… To w tych słowach została w pełni wyrażona istota bycia chrześcijaninem: do Boga prowadzi jedynie miłość, a miłość jest wypełnianiem przykazań… Innej drogi nie ma…

Sama „miłość” jest pojęciem tak trudnym i niezrozumiałym, że Jezus musi zwrócić uwagę na przykazania… Tylko w przykazaniach znajdziemy konkretne odpowiedzi na pytanie „co to znaczy kochać Boga i bliźniego?” Tylko przykazania poprowadzą nas drogą „miłości praktycznej”…
Zachowywanie przykazań nie oznacza formalizmu, poddania się przepisom. W przykazaniach chodzi o miłość Boga do człowieka (chce nam przedstawić drogę do siebie) i vice versa. To miłość „tworzy” przykazania a przykazania są realizowaniem miłości…

Sama „miłość” jest pojęciem tak trudnym i niezrozumiałym, że Jezus, nie chcąc zostawić nas sierotami, obiecuje nam „innego Pocieszyciela”… Pocieszyciel, dosłownie Paraklet, z grec.: ktoś przywołany na pomoc, adwokat, obrońca, wspomożyciel, orędownik „ten, który odpowiada na wołanie”…
Gdy Jezus do swoich dorosłych uczniów mówi: Nie zostawię was sierotami, chce zwrócić uwagę, że w drodze do życia wiecznego nikt z nas nie jest dorosły i samodzielny… Stąd potrzebny jest Ten, który przeprowadzi nas drogą miłości, będzie nam towarzyszył i będzie nas prawdziwej miłości uczył… On jest Duchem prawdy – Tym, który wyprowadza ze świata ułudy i wprowadza w świat Bożej rzeczywistości…

Dodaj komentarz

zapraszam do mojego domu…

(J 14,1-12): Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce (…) zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. (…) Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. (…) Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. (…) Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? (…) Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca.

Fragment mowy pożegnalnej Jezusa… Często słyszymy go na liturgii pogrzebowej i być może kojarzy nam się z nadzieją życia wiecznego, przygotowanym dla każdego miejscem i „drogą”, która do tego „miejsca” prowadzi… Tymczasem Jezus przygotowując uczniów na swoje odejście – Niech się nie trwoży serce wasze – chce im przekazać to, co najważniejsze, to co najbardziej istotne tu i teraz…

Po pierwsze więc, jest to prawdziwe wyznanie miłości: W domu Ojca mego jest mieszkań wiele (…) zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem… dzieli się swoim domem!
Wyrazem prawdziwej miłości jest otwarcie swojego domu dla osoby kochanej – i nie chodzi tu tylko o ten wymiar materialny domu. To otwarcie i zaproszenie do wszystkich przestrzeni i sfer mojego życia – nie mam już nic „prywatnego” i zamkniętego – ten, którego kocham może wejść i przebywać wszędzie… Prawdziwa miłość otwiera i udostępnia własny dom, własny świat, świat w którym czuję się bezpiecznie, osobie kochanej. Kochać, to wprowadzić kochanego do swojego domu – mój dom staje się domem tego, kogo kocham…

Po drugie, prezentuje dowód tej miłości: jestem przy tobie, prowadzę i wspieram… Ja jestem drogą i prawdą, i życiem…
Jestem drogą, dzięki której dojdziesz do siebie samego, bo tylko we Mnie poznasz kim jesteś, po co żyjesz i dokąd zmierzasz… Jestem drogą do drugiego człowieka, bo tylko dzięki mnie wyzwolisz się z egoizmu i różnorodnych niedojrzałych i zdeformowanych form miłości. I przede wszystkim jestem drogą do mojego domu, do Mnie, do Boga, bo nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie…
Ale jestem nie tylko drogą, jestem również prawdą: prawdą o tobie samym, o człowieku, o Bogu…
I jestem również życiem: kto trwa we Mnie a Ja w nim…

Po trzecie wreszcie, potwierdza domysły uczniów, że Bóg jest kimś tak bliskim, że przebywa z nimi… Na prośbę Filipa: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy, odpowiada: Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. (…) Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? I nie było tu żadnego karcenia lecz wyrażenie zrozumienia… Zasadniczo już samo pytanie Filipa było bluźnierstwem – przecież Boga nikt nigdy nie widział i widzieć nie może. Skoro Filip odważył się w ten sposób wyrazić swoją prośbę, to wierzył, że Chrystus jest w stanie pokazać im Ojca… Wyznał wiarę w szczególną bliskość Jezusa i Boga… Poniekąd wyznał wiarę, że sam Jezus jest Bogiem przebywającym pośród nich…!
Można mieć oczywiście co do tego wątpliwości… I Jezus je rozumie: Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła… Warto mieć jednak oczy otwarte na to, co się wokół dokonuje…

I na koniec: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. To przecież zaproszenie nas wszystkich, by tajemnica Bożej miłości objawiała się w nas i poprzez nas… Tak dokonują się dzieła o wiele większe!!!

Dodaj komentarz

pasterski pies…

(J 10,1-10): Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. (…)

Chyba najbardziej znana ewangelia. Przywoływana w Liturgii, gdy wspominamy świętych pasterzy Kościoła. Co roku komentowana w Wielkanocną Niedzielę Dobrego Pasterza…

Zasadniczo dobrze wiemy, co chce Jezus powiedzieć Kościołowi, gdy nazywa siebie Dobrym Pasterzem. Wiemy również jakie wymagania stawia funkcjonariuszom Kościoła, czyli swoim następcom w misji pasterskiej: być gotowym, by oddać życie za owce; znać je; sprawić, by one również dobrze znały pasterza i myśleć również o innych owcach, które trzeba do owczarni przyprowadzić – o tym pisałem dwa lata temu
Wiemy również, że być dobrą owcą oznacza: słuchać głosu pasterza, znać jego głos, jego śpiew, intonację… Być dobrą owcą, to słuchać codziennie jego głosu – to… modlić się! Wiara rodzi się ze słuchania, „Szema Izrael”…

Dziś jednak, jako członek Domini Canes chciałbym zwrócić uwagę na inną „formę pasterzowania” – bycie psem pasterskim… Nasz Zakon bardzo mocno pielęgnuje tę właśnie formę opieki nad owczarnią.

Pies, jak pisałem dwa lata temu, będąc najlepszym przyjacielem człowieka, ciągle mu towarzyszy, nie szuka wygody i nie ucieka. Dobry duszpasterz więc potrafi towarzyszyć człowiekowi we wszystkich jego troskach, problemach i doświadczeniach – nie ucieka od nich, nie szuka wygody. Potrafi towarzyszyć szczególnie tym, którzy upadają…
Ale rolą psa pasterskiego jest również ostrzeganie i obrona. Stąd właśnie dobry duszpasterz ostrzega przed spłycaniem, banalizowaniem i rozmywaniem prawd wiary. Broniąc wiary broni człowieka stojąc na straży nauczania Kościoła, broni też człowieka mocą sakramentów Kościoła…

Dziś, gdy myślę o pasterzowaniu, przyglądam się psom pasterskim… i od nich się uczę… 🙂

1 komentarz

katecheza o modlitwie…

(Łk 24,13-35): Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? (…) Na to On rzekł do nich: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. (…) Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. (…)
Powracamy do poranka zmartwychwstania… Każde objawienie się Zmartwychwstałego to pewnego rodzaju katecheza… Tym razem katecheza nt. obrazu Mesjasza.
Uczniowie uciekający od miejsca swych zawiedzionych nadziei. A myśmy się spodziewali…: wyzwolenia spod okupacji, dobrych posad i przywilejów lub choćby tylko utarcia nosa pyszałkowatym faryzeuszom…, uzdrawiania i rozmnażania chleba… Tymczasem On dał się ukrzyżować i wszystko przepadło…
O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego… Nie jestem prorokiem ale Mesjaszem, a cierpienie i śmierć nie są ostatnim słowem Boga o człowieku… Bóg jest Bogiem żywych, a nie umarłych… Dlatego daję wam odczuć swoją obecność: żyję i jestem z wami, nie zapomniałem, spełniłem to, co obiecałem, choć może nie w taki sposób, jak to sobie wyobrażaliście…

Nie bez znaczenia jest spotkanie „w drodze”… „Droga” symbolizuje trud wzrastania w wierze…
Po pierwsze: potrzeba towarzyszenia. Właściwe rozumienie Słowa Bożego nie jest czymś prostym, potrzeba kogoś, kto towarzyszy i wyjaśnia… Potrzeba Kościoła, potrzeba Jezusa, który się przyłączy i będzie wyjaśniał Pisma…
Po drugie: zaproszenie do swojego domu. Ich wiara jest słaba, chwiejna i pełna wątpliwości. Zdobyli się jednak na zaproszenie „tego, którego jeszcze nie rozpoznali” do domu… Decydują się odkryć przed Nim swoją codzienność, taką jaka ona jest, niezafałszowaną… Wtedy On z gościa staje sie gospodarzem, podobnie jak w domu Zacheusza, zamiast być goszczonym, zaczyna karmić tych, którzy Go przyjmują…

Im częściej czytam ten fragment ewangelii, tym bardziej staje się on dla mnie katechezą o modlitwie… Modlitwa przecież to nic innego jak:
Po pierwsze: spotkanie z żyjącym, żywym, obecnym… To uświadomienie sobie, że On idzie obok mnie, że jest obecny w moim domu, mieszkaniu, pokoju, gdziekolwiek jestem i cokolwiek robię… i zawsze mogę się do Niego odezwać, bo On przecież zagaduje…
Po drugie: wspólna droga, która tworzy więź… Tylko wspólne przemierzanie różnych trudnych ścieżek potrafi zawiązać między nami coś bardzo intymnego – więź zaufania, bliskości i nadziei, że razem możemy już wiele…
Po trzecie: zaproszenie do siebie, by odkryć swą codzienność… W modlitwie nie może być tzw. schizofrenii duchowej, w której z jednej strony mamy próbę pięknej rozmowy z kochającym, a z drugiej rozdrażnienie z powodu problemów, z którymi sobie nie radzę… Wszystko czym żyję, nie tylko radości, ale i to co trudne i mnie przekraczające – to przestrzeń, w którą On chce być zaproszony… bo to przecież moje normalne i prawdziwe życie…
I po czwarte wreszcie: słuchanie tego co On ma do powiedzenia, gdy „wyjaśnia Pisma”. Stąd przecież na modlitwie tak ważnym jest czytanie Pisma Św. i słuchanie modlitw, które się wypowiada w tzw. pacierzu… Przecież modlitwy, które wypowiadam nie są do odmawiania, ale do słuchania właśnie…

Ale to nie wszystko…
Modlitwa, choćby była najpiękniejszym i najszczerszym spotkaniem z Jezusem w drodze, choćby nawet sprawiła, że serce będzie w nas pałało, gdy On wyjaśnia Pisma, nie sprawi, że Go rozpoznamy…
Poznać Go można jedynie po „łamaniu chleba”… Każda modlitwa więc prowadzi do stołu, do ołtarza, do eucharystii… Dopiero gdy z Nim zasiądę do stołu moje oczy zostaną otwarte…

1 komentarz

zapraszam na 3 maja…

Święto Narodowe: rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja Rzeczypospolitej Obojga Narodów [1791]…
Święto też prawie narodowe choć z wymiarem religijnym: NMP Królowej Polski…
U nas, lubelskich dominikanów, święto zgoła inne: 1690 rocznica odnalezienia Relikwii Drzewa Krzyża Św. przez cesarzową Helenę… [3 maja inaczej]

więcej na stronie lubelskich dominikanów: Uroczystość Znalezienia Krzyża Świętego i modlitwa o odnalezienie skradzionych w 1991 roku relikwii za wstawiennictwem św. Jana Pawła II

Dodaj komentarz