Archiwum dla Kwiecień 2014

Pius V

 

Przywdział habit dominikański mając zaledwie piętnaście lat i otrzymał imię zakonne Michał. Szlachetne obyczaje i surowe życie, jakie prowadził, sprawiły, że wybierano go wielokrotnie na przeora. Pełnił również inne ważne funkcje w Zakonie.
Musiał wyróżniać się niezwykłą gorliwością, skoro został mianowany inkwizytorem: najpierw wikariuszem inkwizytora papieskiego na Padwę, niedługo potem inkwizytorem Pawii, następnie inkwizytorem na diecezję Como i Bergamo i wreszcie inkwizytorem na okręg rzymski (1551 r.). Na prośbę papieża Pawła IV przeprowadza reformę w kurii rzymskiej. Zostaje biskupem, następnie kardynałem i wreszcie w 1558 r. obejmuje urząd naczelnego inkwizytora na cały Kościół powszechny.

Po śmierci papieża Piusa IV, kardynałowie zebrani na konklawe, na wniosek Karola Boromeusza, 7 stycznia 1566 r., wybrali go na Stolicę Piotrową. Przybrał sobie imię Piusa V.
Od razu przystąpił do wprowadzania w życie uchwał zakończonego 3 lata wcześniej Soboru Trydenckiego. Urzędy kościelne powierzał tylko najgodniejszym. Odrzucał stanowczo względy rodzinne, dyplomatyczne czy też polityczne. Przeprowadził do końca reformę w kurii rzymskiej. Wprowadził zakaz opuszczania na dłuższy czas diecezji przez biskupów i parafii przez proboszczów. Nakazał biskupom odbywanie regularnych wizytacji parafii. Dla podniesienia studiów i poziomu moralnego kleru państwa watykańskiego nakazał, by klerycy odbywali studia w Kolegium Rzymskim, które zostało powierzone jezuitom. Nalegał by każda diecezja miała seminarium dla swoich kleryków. Wyznaczył wizytatorów apostolskich, którzy mieli dopilnować, aby uchwały Soboru były przeprowadzone we wszystkich krajach.
Zainicjował i ogłosił Katechizm Rzymski, który miał być dla proboszczów podstawą do wykładu wiary.
Inkwizytorom nakazał stosować wielką roztropność i umiar. Wystąpił stanowczo przeciwko inkwizycji hiszpańskiej, która nie miała nic wspólnego z obroną wiary, a służyła wyłącznie celom politycznym króla Filipa II.

Za jego pontyfikatu cesarz Jan Austriacki wystąpił przeciwko Turkom podczas jednej z najkrwawszych bitew morskich. Zjednoczona flota chrześcijańska odniosła 7 października 1571 roku druzgocące zwycięstwo. Na wieść o zbliżającej się wojnie papież, wielki czciciel Matki Bożej, rozpoczął żarliwe odmawianie modlitwy różańcowej w intencji powstrzymania islamizacji Starego Kontynentu. Po zwycięstwie przypisał je wstawiennictwu Najświętszej Marii Panny Różańcowej i ustanowił w tym dniu jej święto.
Zmarł 1 maja 1572 roku w wieku 68 lat. Zaraz po śmierci otoczyła go cześć ludu. Jego ciało spoczywa w Rzymie, w bazylice Santa Maria Maggiore. Jest patronem Kongregacji Nauki Wiary – kontynuatorki Świętej Inkwizycji.
Pontyfikat Piusa V to początek białej sutanny papieży. Zaczerpnięty z dominikańskiego habitu kolor sutanny do dziś używany jest przez biskupów Rzymu…

Tak wspaniała postać nie mogła mieć jednak tylko samych zwolenników. Było wielu, którym nie podobały się „rządy i reformy” Piusa. Legenda mówi – a w każdej legendzie jest ziarno prawdy – że papież miał zwyczaj przed udaniem się na nocny spoczynek całowania krzyża (stóp Ukrzyżowanego). Wykorzystali to jego wrogowie i posmarowali stopy Jezusa trucizną. Jakież musiało być ich zdziwienie, gdy Pan Jezus sam zdjął stopy z krzyża, by Jego sługa nie został otruty…

Pan naprawdę dba o swój Kościół! Dla mnie Pius V jest tego mocnym dowodem!!!

Dodaj komentarz

Katarzyna

Ty, Trójco wieczna, jesteś morzem głębokim, w którym im więcej szukam, więcej znajduję, a im więcej znajduję, tym więcej Cię szukam. Ty w nienasycony sposób nasycasz duszę; w Twojej głębokości tak nasycasz duszę, że zawsze pozostaje ona złakniona Ciebie, Trójco wieczna, i pragnie ujrzeć Ciebie, Światłości, w Twoim świetle.
Zakosztowałam i światłem mojego umysłu w świetle Twoim ujrzałam Twoje przepastne głębiny, Trójco wieczna, i piękno Twojego stworzenia. A oglądając siebie w Tobie, ujrzałam, że jestem Twoim obrazem. Bo ze swej mocy, wiekuisty Ojcze, i mądrości, którą jest Syn Twój Jednorodzony, udzieliłeś mi; a Duch Święty, który od Ciebie i od Syna pochodzi, dał mej woli zdolność kochania Ciebie.

Dialogu św. Katarzyny Sieneńskiej: O Bożej Opatrzności

Dodaj komentarz

znak miłosierdzia…

(J 20,19-31): Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. (…) A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. (…)

Niesamowicie dużo treści w dzisiejszym święcie…
Przychodzi mimo drzwi zamkniętych, na znak, że jest w stanie wejść do serc zaryglowanych przed Jego łaską…
Ukazuje swe rany nie potępiając nikogo, ale komunikując swą miłość…
Posyła Ducha Świętego, by stwarzać człowieka na nowo w akcie miłosiernego przebaczenia…
Rozumie wątpliwości w wierze i pozwala człowiekowi je pokonać przez zanurzenie dłoni w swoim przebitym boku… [więcej w: miłosierdzie]

I tzw. „niewierny” Tomasz… dla wielu synonim sceptyka. Pomimo niezrozumienia ze strony współtowarzyszy, braku zaufania i wzajemnych pretensji, pozostaje we wspólnocie… Ma powody by się obrazić, ale nie chce opuszczać Kościoła…
Grzegorz Wielki powie potem: „Więcej pomaga naszej wierze niewiara Tomasza, niż wiara apostołów”. [więcej w: didymos]

kanonizacjaI… ewangelia głoszona dzisiaj, w żywym Kościele: kanonizacja dwóch papieży Jana XXIII i Jana Pawła II jako dar Bożego Miłosierdzia.
Święci są żywą ewangelią, a świadectwo ich życia uwiarygodnia ewangelię jako konkretny program dojrzewania w wierze, nadziei i miłości, który realizowali w swym życiu.
Obie kanonizacje łączy i niejako komentuje światło Soboru Watykańskiego II: Jan XXIII z odwagą Sobór zwołał i rozpoczął jego obrady a Jan Paweł II z całym zaangażowaniem wypełniał i wprowadzał w życie jego zalecenia… To też dar Miłosierdzia dla Kościoła…

Dodaj komentarz

nie ma odpoczynku…

Wielkanoc 2014
w przededniu kanonizacji Jana Pawła II

Pocałunek Ojca
Oddech Ducha
Rany jaśnieją chwałą
Cisza Zmartwychwstania

Radość Matki
Okrzyk Magdaleny
Uderzenie stóp
Biegnących drogą

Zasapany Piotr
W locie zatrzymany Jan
Nie ma Go tu
Zmartwychwstał!
Ciągle na nowo przeżywana tajemnica Zmartwychwstania Pańskiego stara się wprowadzić każdego z nas w samo serce naszej wiary: przynosi nadzieję, ożywia działanie, nadaje sens naszemu życiu.

Zachęcam, by stając przed pustym grobem wsłuchać się w słowa Anioła, który zapewnia:
Nie ma Go tu. Zmartwychwstał!

Niech to zapewnienie dotknie głęboko naszych serc i umysłów, aby radość wiary i nadzieja ujrzenia Zmartwychwstałego Pana rozpromieniała nasze zatroskane oblicza.

Niech to zapewnienie uzdolni nas do żywej wiary i niezmąconej niczym nadziei…
Niech obdarzy nas stałą radością i rozpali nasze serca miłością, która jest silniejsza niż śmierć…
Z radosnym świątecznym pozdrowieniem i z modlitwą…

Dodaj komentarz

być mężczyzną…

umywanie nógTajemnica Wielkiego Czwartku wprowadziła nas w tajemnicę Eucharystii i tajemnicę Kapłaństwa. Bł. Jan Paweł II mówił, że tam gdzie nie sprawuje się Eucharystii nie ma Kościoła, bo nie ma „Zwołania Bożego”. Nie ma więc również Kościoła bez kapłanów sprawujących Eucharystię…

Dlatego dziś, podczas Liturgii, dziękowałem moim współbraciom w kapłaństwie za ich posługę kapłańską (w sprawowaniu sakramentów)… i za ich posługę duszpasterską… czyli ojcowską…

Rok temu w składanych im życzeniach mówiłem o tym, że kapłan powinien być przede wszystkim człowiekiem i cytowałem wiersz Krzysztofa Buszmana: Takim być… – w którym padły słowa:

Służebnym być, lecz nie służalczym
Troskliwym, ale nie nachalnym
Człowiekiem, ale ludzkim być
Choć niekoniecznie idealnym…

Dziś natomiast, gdy dziękowałem im za posługę duszpasterską, czyli posługę bycia „ojcem”, uświadomiłem sobie, że ojcem może być jedynie mężczyzna…

To były raczej nie-genderowe życzenia. Kodeks Prawa Kanonicznego mówi, że kapłanem może zostać jedynie mężczyzna ochrzczony. Być więc kapłanem, być duszpasterzem, być ojcem, może tylko mężczyzna…
I nie chodzi tu zapewne o tylko to, że być mężczyzną to znaczy nie narzekać, nie zrzędzić, nie obrażać się na to, co nie po mojej myśli… itd. itp.
Nie chodzi też pewnie tylko tzw. „męskie cechy” – takie jak: siła – i to ta od samego Chrystusa; samotność – pomimo wspólnoty (np. zakonnej) mężczyzna jest poniekąd samotny w realizowaniu zamierzeń i celów; czy misja – zadanie, które stoi przede mną i które muszę zrealizować…

Mężczyznę cechuje również odwaga i to paradoksalnie ten najtrudniejszy rodzaj odwagi [czego nawet mężczyźni się lękają] jakim jest przyznanie się przed sobą samym, że nie wszystko jestem w stanie zrobić, nie wszystkiemu jestem w stanie sprostać – nie wszystkie cele osiągnąć…

Moim współbraciom w kapłaństwie życzyłem więc odkrywania tego, co to znaczy być mężczyzną… Tylko wtedy będziemy dobrymi ojcami, dobrymi duszpasterzami, dobrymi kapłanami…

Dlatego też na zakończenie życzeń przywołałem wiersz Krzysztofa Buszmana (również), który w pewien sposób opisuje męską odwagę przyznania się do „małości”:

Dziś proszę Cię byś dostrzec raczył
Że spojrzeć nie znaczy zobaczyć.

Że choć byś miał żelazne dłonie
To unieść nie oznacza donieść.

Że choć pogrążysz się w zadumie
To wiedzieć nie znaczy zrozumieć.

Że właśnie o tym milczą groby
Ze dotknąć nie oznacza zdobyć.

1 komentarz

w tłumie skandujących…

(Mt 21,1-11): (…) A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: „Hosanna Synowi Dawida. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie. Hosanna na wysokościach”. (…)
(Mt 26,14-27,66): (…) Rzekł do nich Piłat: „Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?” Zawołali wszyscy: „Na krzyż z Nim!” Namiestnik odpowiedział: „Cóż właściwie złego uczynił?” Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: „Na krzyż z Nim!” (…)

Dziś dość dziwny dzień i dziwna i zaskakująca liturgia… Z jednej strony pełne radości „Hosanna” z drugiej dramatyczne „Ukrzyżuj Go!”
Bez wątpienia sytuujemy siebie pośród tłumu wiwatujących „Hosanna Synowi Dawida” – wiemy Kim On jest i przyjmujemy Go jak króla… Dzisiejsza liturgia przenosi jednak akcenty na mękę i skazujące wołanie: „Na krzyż z Nim!” Radosne „Hosanna!” przemienia się w przepełnione zawodem i nienawiścią: „Ukrzyżuj!”.
Skąd to przesunięcie akcentów? Czy chodzi o zwrócenie uwagi na zbawczą mękę i śmierć Chrystusa?
Być może… Według mnie jednak Kościół daje każdemu z nas czas, bym zobaczył siebie nie tylko w tłumie radośnie witających Króla, ale również w tłumie skandujących „na krzyż z Nim!”…

palmowa

Niedziela Palmowa msza o 10:30 – dla rodzin z małymi dziećmi

Skąd tyle nienawiści wśród tych, którzy domagają ukrzyżowania Jezusa? Zapewne chodzi o żądzę władzy i pychę. Nikt nie mógł zarzucić Wysokiej Radzie braku gorliwości i religijności. Zaczęli jednak wykorzystywać nauczanie o Bogu i samego Boga instrumentalnie… Religijność stała się niezłym sposobem na wygodne życie… Dlatego też wszystko, co stanęło na przeszkodzie „takiej religijności”, nawet sam Bóg, musiało zostać usunięte…

Czego zabrakło? Zabrakło prawdziwej relacji z osobą Boga, która powinna stać u podstaw wiary i prawdziwej religii…
Może to jest właśnie przesłanie dla nas… Religijność bez żywej relacji z osobą Boga i wiara traktowana instrumentalnie (Ten, w którego wierzę ma zaradzić moim potrzebom) prędzej czy później sprawi, że stanę w tłumie krzyczących: „Na krzyż z Nim!”

zobacz również: palmowa i Jesus Christ Superstar

1 komentarz

śmierć nie jest najmocniejsza…

(J 11,1-45): (…) Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. (…) Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie. (…) Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. (…) A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. (…) Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. (…)

Nie potrzeba obozów koncentracyjnych, przerażających grozą miejsc zagłady i brutalnych wojen, by zadawać sobie pytanie: „Gdzie jest Bóg?”. Gdyby On był, gdyby istniał, to przecież nie zezwoliłby na takie okrucieństwo… Panie, gdybyś tu był… – okrzyk rozpaczy, zawiedzenia i niezrozumienia w obliczu trudnego doświadczenia, które nas spotyka – pojawia się często także w obliczu śmierci kogoś bliskiego, nieuleczalnej choroby, kalectwa, nawet alkoholizmu czy narkomanii, a także przy zwykłej utracie pracy… Panie dlaczego, na to pozwalasz, czemu jesteś taki okrutny? A może po prostu zapomniałeś o mnie?… A może Cię po prostu nie ma?…

Jezus… wzruszył się w duchu, rozrzewnił… zapłakał… I pewnie nie jest żadnym pocieszeniem (bo wytłumaczeniem doświadczenia zła na pewno nie jest) to, że On jest obecny, że razem z nami „płacze” nad śmiercią, cierpieniem, złem, które dotyka człowieka.
Płacze pomimo, że wie, że zaraz dokona cudu wskrzeszenia – po to przecież się pojawił. Płacze, bo przyjaciel doświadczył tego co najgorsze…
Płacze nie tyle nad Łazarzem, co nad ludzką śmiercią. Płacze, bo człowiek oddala się od kochającego Boga, od Źródła życia i sprowadza na siebie śmierć.

Ale jest obok, nie zostawia nas samymi, wspiera… Choć nie jest twórcą zła, to z miłości do człowieka towarzyszy mu w doświadczeniach… Bierze krzyż na swoje ramiona i umiera poddając się konsekwencjom ludzkiego grzechu… Mimo, że panuje nad śmiercią (wskrzesza leżącego od czterech dni w grobie Łazarza), dobrowolnie się jej poddaje… Oto tajemnica Bożej miłości…

Nie wiem, czy Łazarz był zadowolony ze swojego wskrzeszenia – być może więzy rodzinne były tak mocne, że nie martwiło go to, że na nowo musi wrócić do tego świata, do trosk i kłopotów tzw. normalnego życia, ze świadomością, że śmierć przeżyje jeszcze raz… Pewnie Jezus wziął pod uwagę ryzyko niezadowolenia przyjaciela z powrotu do obecnego życia.
Czy zademonstrowanie panowania nad śmiercią było jednak wystarczającym powodem wskrzeszenia po tylu dniach? Pewnie chodziło o coś jeszcze. Chciał pokazać, że więzy miłości są dla Niego ważne, i to ważne do tego stopnia, że śmierć nie powinna im przeszkadzać i ich rozrywać…
Może w ten właśnie sposób chce nam powiedzieć coś ważnego o samym zmartwychwstaniu, które zdecydowanie różni się od wskrzeszenia… Może chce nam powiedzieć o niesamowicie mocnych więzach miłości Boga, który robi wszystko, by zwyciężyć to, co nas od Niego oddala, wyzwala nas ze śmierci i obdarza nowym życiem – już całkiem innym niż obecne…
Wyzwala nas od śmierci zdecydowanie gorszej, duchowej, i przez zmartwychwstanie zaprasza do nowego życia w Jego obecności…

1 komentarz