Archiwum dla Styczeń 2014

nie rezygnuje ze mnie…

(Mt 4,12-23): Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalegou, Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.

Po pierwsze: wrażliwość na zapowiedzi, na proroctwa Pisma…
Taką wrażliwość posiadał Jan Chrzciciel, który dawał świadectwo wypełniającego się proroctwa…
Taką wrażliwość posiada autor dzisiejszej ewangelii, Mateusz, który czytając proroctwo Izajasza o ziemi Zabulona i Neftalego: Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło – mówi: właśnie jestem tego świadkiem, to proroctwo spełnia się w moich oczach…
Taką wrażliwość przypisuje również powoływanym przez Chrystusa. Sam Go przecież poznał i poszedł za Nim. Dziś pokazuje innych powołanych. Dla Mateusza jest jasne: ci co znają proroctwa idą za Chrystusem… dają się porwać świadectwu Pisma…

Po drugie: uczynię was rybakami ludzi jako tajemnica Kościoła…
I nie chodzi tu o jakąś sektę, która ma za zadanie łowić ludzi dla siebie. Akcent został położony na wyciąganie z wody…
W języku biblijnym woda symbolizuje niestabilność tego świata, bezmiar, w którym można zginąć. Stąd misją Kościoła staje się wyławianie ze świata, w którym człowiekowi się wydaje, że się dobrze czuje; w którym nie potrzebuje niczego więcej – choć nie jest to prawdziwe życie…
Misją Kościoła jest pomóc człowiekowi „wyjść z Matrixa”, choć – jak w znanym pewnie wszystkim kultowym filmie – jest to: czasami bolesne, może nawet przeżywamy pewien rodzaj śmierci – śmierci swych prawd, idei, przekonań…

Po trzecie: nie rezygnowanie z człowieka i wezwanie do nawrócenia…
Nawracajcie się… Tylko nawrócenie otwiera przed człowiekiem szansę uczestniczenia w życiu doskonalszym niż to, które jest – w życiu samego Boga… To serce Chrystusowej religii.
W ewangelii św. Jana Andrzej poszedł za Jezusem wcześniej (po wskazaniu Go przez Jana Chrzciciela). Na drugi dzień nawet przyprowadził Piotra. U Mateusza nadal łowią… Czyżby chwila słabości? Jak potem, po śmierci Jezusa, gdy wrócili znowu do łowienia ryb…
Czyżby rezygnacja i powrót do tego, co było przedtem? Czyżby zwycięstwo tego świata, świata w którym wydaje mi się, że żyję jak ryba w wodzie?…
Jezus nie szuka jednak nowej grupy… Nie mówi: jeśli wy odchodzicie, to znajdę sobie kogoś innego, wierniejszego… Obrażanie się i szukanie innych nie jest logiką Boga. Jego logiką jest wzywanie do nawrócenia…
Nawracajcie się: ciebie powołałem i nie zniechęcę się, nie zrezygnuję z ciebie…

1 komentarz

poznać = wyznać…

(J 1,29-34): Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi. (…) Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym.
Bardzo piękna i mocna ewangelia.
To Jan – nie Jezus, a Jan właśnie – zwraca uwagę, że wiara nie jest sprawą prywatną. Wiara nie może być sprowadzona do postawy, którą przyjmuję, gdy mnie nie widzą lub gdy jestem pośród tych, których nie „zgorszę” moim wyznaniem…
Jan poznał, uwierzył, i nie zachował tego dla siebie… Momentalnie zaczął krzyczeć: Oto Baranek Boży… oto Ten…
Dla Jana jest oczywistym, że uwierzyć oznacza: wyznać, przyznać się do Tego, w którego wierzę. Więcej nawet: wskazać na Niego…
Dla Jana jest oczywistym, że uwierzyć i zachować to dla siebie; że uwierzyć i nie wskazywać na Tego, w którego się uwierzyło – to tak naprawdę „nie uwierzyć”… Dla niego taka postawa nie ma sensu…

Wiara jest świadectwem… Więcej nawet, wyznacznikiem autentycznej wiary jest pragnienie apostolstwa… i to pragnienie realizowane, a nie w potencji tylko… wiary nie da się zamknąć w sercu…

Jeśli dawaniem świadectwa i apostolstwem nazwiemy tylko zwykłe praktyki religijne (nikt nas jeszcze nie zobowiązuje do męczeństwa i oddania życia za Chrystusa) jak uczestnictwo w niedzielnej mszy św., pełne uczestnictwo w sakramencie komunii, odwagę modlitwy w rodzinie itp. – okaże się, że wierzący jest i musi być praktykującym…
Jan Chrzciciel powie wprost: nie można być wierzącym i niepraktykującym – to po prostu nie ma sensu. Wiara niewyznana i niewyznawana nie jest wiarą…

I jeszcze jeden piękny moment w dzisiejszej ewangelii: Ja Go przedtem nie znałem…
Z drugiej strony wiemy, że byli krewnymi. Już w łonie swej matki poruszył się, gdy odwiedziła ich Maryja. Być może spędzali z sobą jakąś część dzieciństwa, może razem się bawili, może nawet uczyli… Nie poznał Go jednak tak, by móc na Niego wskazać: Oto Ten…
Może i nasze życie wygląda podobnie… „Bawimy się razem” z Jezusem, współpracujemy z Nim, nawet w pewien sposób „jesteśmy krewnymi”… ale Go nie znamy…
Nie znamy Go, bo nie potrafimy wyznać i zaświadczyć… Nie potrafimy na pustyni naszego życia głośno krzyczeć: Oto Baranek Boży… Oto Ten…

Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi. (…) Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym.
Panie, może rzeczywiście cię jeszcze nie znam… Zacznę się jednak przykładać do tego, co do mnie należy… Może przyjdziesz i mi się objawisz… Wtedy przejrzę i dam świadectwo…

1 komentarz

wyznanie miłości…

(Mt 3,13-17): Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. (…) A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.

Rok temu, dziękując za chrzest, pisałem: Dzisiejsze święto jest również podsumowaniem tego, co Bóg Objawia nam o sobie (…) To dziś otwiera się niebo i do każdego z nas Bóg mówi: ty jesteś mój syn umiłowany…, ty jesteś moja córka umiłowana…
I dzisiejsza ewangelia wprost o tym mówi. Dziś nie tylko Jezus objawia publicznie kim jest, ale również, a może przede wszystkim” daje się poznać cała Trójca Święta… Ojciec, Syn i Duch… sama Miłość…

Kiedy pisałem o „Bogu kochającym, bo Bogu w Trójcy”, zaznaczyłem, że: Miłość o tyle jest “miłością”, o ile jest wyznana: by być miłością musi być wyznana. Dlatego też Bóg wyznaje nam miłość posyłając swojego Syna (…) Miłość zostaje zakomunikowana i objawiona przez słowa i czyny Syna. Na tym się jednak nie kończy: Ojciec z Synem wyznają nam miłość posyłając Ducha. Miłość zostaje nie tylko zakomunikowana, ale i zaszczepiona w nas: Duch Miłości w nas jest, nas przenika i w nas KOCHA…

I to chyba właśnie jest tajemnica chrztu świętego…
Wiele dziś można mówić o obmyciu w wodzie chrztu, o zgładzeniu grzechu pierworodnego, o zalążku wiary, który otrzymujemy, o łasce Ducha, która uzdalnia do pójścia za Chrystusem, itd., itp.
Może słuchając dzisiejszej ewangelii spróbujmy usłyszeć Boże wyznanie miłości… takie wprost, do każdego z nas… Spróbujmy wydobyć też z naszej świadomości fakt, że jestem ochrzczony, to znaczy: „Bóg wyznał mi swą miłość!”

Chyba nic więcej już do szczęścia nie będzie potrzeba… byle czasami sobie przypomnieć: jestem ochrzczony – jestem pokochany… i to nie na chwilę – bo On nie jest „chwilowy”…

1 komentarz

epifania w człowieku…

Jawi się Byt, który nie ma
Początku swego ni kresu,
Starszy od mgławic pierwotnych,
Największy, wzniosły, bez granic. [z hymnu na jutrznię]

Dzisiaj się Kościół złączył z Chrystusem, swoim Oblubieńcem, który go z grzechów obmył w Jordanie; biegną mędrcy z darami na królewskie gody, a woda przemieniona w wino cieszy biesiadników. Alleluja. [antyfona do pieśni Zachariasza]

Epifania, Objawienie Pańskie, objawienie się Mesjasza – to „treść” dzisiejszego święta. Objawienie dokonywało się jednak w czasie: najpierw w Betlejem, potem podczas chrztu w Jordanie i wreszcie przez pierwszy cud w Kanie Galilejskiej – te wszystkie wydarzenia były włączone w tajemnicę tego święta. Gdy to święto ustanawiano w III w. – zawierało się w nim nawet Boże Narodzenie.
W IV w. jednak, po wydzieleniu osobnego święta Bożego Narodzenia oraz wyłączeniu Chrztu Pańskiego i cudu w Kanie – w „treści” święta Objawienia zostało tylko „objawienie się Mesjasza całemu światu” (a nie tylko Żydom) – czyli pokłon Mędrców (Trzech Króli).

Rok temu pisałem: że Bóg w tajemnicy Wcielenia jest w stanie dać się poznać tym, którzy naprawdę szukają… Jeśli ktoś naprawdę szuka, Bóg się przed nim odkryje, objawi mu prawdę o sobie… Dziś, przede wszystkim, mówi do współczesnych “mędrców”, wszystkich poszukujących: poszukujących prawdy, poszukujących sensu życia…
Choć bycie „poszukującym” jest dziś bardzo popularne, to owo „poszukiwanie” nie do końca nastawione jest na odkrycie i znalezienie. Szukam, ale wciąż mam wątpliwości… więc się nie angażuję…

Może trzeba więc dziś przypomnieć „legendę o czwartym królu” – legendę, która trafia w sedno naszych „poszukiwań” Boga… Ma ona bardzo wiele wersji [nie będę jej przytaczał – odsyłam na strony internetowe], wszystkie jednak mówią o jednym: spóźniony „mędrzec” w drodze za „gwiazdą” rozdaje dary przeznaczone dla Pana tym, którzy w danym momencie ich najbardziej potrzebowali… I gdy wydawało się, że celu nie osiągnął, że schodził z areny życia pokonany – jego „rozdane” dary zostały przyjęte przez Pana: Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, cokolwiek uczyniłeś jednemu z tych braci najmniejszych, Mnie uczyniłeś…

Wielu szuka po omacku chcąc odnaleźć w Nim spełnienie, światło, prawdę o własnej godności…
Wielu nie zdaje sobie sprawy, że on „objawia się” w drugim człowieku, tym potrzebującym, tym czekającym na wyciągnięcie pomocnej dłoni, na uśmiech, na odwiedziny, na towarzyszenie po prostu…

1 komentarz

pocałunek Boga…

(Syr 24,1-2.8-12): Mądrość wychwala sama siebie, chlubi się pośród swego ludu. (…) Przed wiekami, na samym początku mię stworzył i już nigdy istnieć nie przestanę. W świętym Przybytku, w Jego obecności, zaczęłam pełnić świętą służbę (…)
(J 1,1-18): Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. (…) Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. (…)

W tym okresie, słowa z Prologu ewangelii św. Jana są ciągle przywoływane w Liturgii… aż do znudzenia… Niektórzy już słysząc: Na początku było Słowo… – wyłączają się: „już to znam…” W ten sposób, te piękne słowa stają się czymś spowszedniałym… Dlaczego więc Kościół pozwala na „zbanalizowanie” tak ważnych słów i ciągle je powtarza?

Bo są prawdziwą mądrością!
Pojęcie „Logos” z Prologu janowej ewangelii tłumaczymy jako „Słowo” – bo jest odwiecznym Słowem wypowiedzianym przez Ojca. Równie dobrze możemy je tłumaczyć jako „Mądrość” – ta Boża Mądrość, o której mówi dzisiejsze pierwsze czytanie zachęcając do takiego właśnie odczytania Prologu: „Na początku była Mądrość, a Mądrość była u Boga i Bogiem była Mądrość. Wszystko przez nią się stało, bez niej nic się nie stało (…) Mądrość zamieszkała wśród ludzi, do swoich przyszła, a swoi jej nie przyjęli”.
Jakże inaczej brzmią teraz te słowa… Zachęcam, by kilka razy przeczytać je sobie w ten właśnie sposób i dać im szansę, by dotarły do naszego wnętrza…

Gdy czytam te słowa fascynuje mnie relacja Boga do człowieka i – odwrotnie – człowieka do Boga… Tu nie ma prób „zlewania się” z Bogiem jak w innych religiach mistycznych. Tu nie ma też zbytniego dystansowania się stworzenia od Boga jak w judaizmie czy islamie.
Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. On, który jest Miłością, kieruje się tylko i wyłącznie miłością – inne przypisywane Mu motywy są fałszywą projekcją… To dlatego Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Oto próba najwyższego zjednoczenia z Bogiem przy zachowaniu różnicy pomiędzy Stwórcą a stworzeniem…
Dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi… Staliśmy się dziećmi Boga – w pełnym tego słowa znaczeniu…

Dziećmi stajemy się poprzez potrójny pocałunek Boga. Ojcowie Kościoła mówili, że „Słowo staje się ciałem” w nas poprzez ten potrójny pocałunek – to w nim właśnie Boża miłość nas dotyka i stwarza na nowo…
Pocałunek Ojca w chrzcie świętym. Tam słyszymy: „ty jesteś mój syn/córka umiłowany/a”. To znak, że Bóg znajduje w nas upodobanie…
Pocałunek Syna w komunii świętej. W tym sakramencie doświadczamy intymnego dotyku Boga… Być może, to jest ten właśnie moment, od którego potrafimy kochać tak jak On…
Pocałunek Ducha w sakramencie bierzmowania. Pomoc Kochającego… Nawet jeśli nie potrafimy „kochać”, nie wiemy co to znaczy „kochać” – sam Duch w nas kocha…
Dziecko Boże więc, to ktoś, kto jest kochanym, potrafi kochać, a jeśli nawet nie potrafi – to Duch w nim kocha…

2 Komentarze

błogosławieństwo…

(Lb 6,22-27): (…) Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem. (…)
(Łk 2,16-21): Pasterze pośpiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. (…) Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie [Matki].

No i smok Lewiatan się nie pojawił – końca świata nie ma. Bóg obdarzył nas swym błogosławieństwem i dał nam następny rok…
Niektórzy dopiero wstają po sylwestrowych zabawach, większość z nas mniej lub bardziej świętowała tej nocy – mało kto pamięta jednak o źródle sylwestrowo/noworocznej zabawy…
Prawdopodobnie wg proroctwa Sybilli, w roku 1000 miał nastąpić koniec świata za sprawą smoka Lewiatana uwięzionego w lochach Watykanu przez papieża Sylwestra I (IV w.). Smok miał się zbudzić, skruszyć papieską pieczęć Rybaka, którą została zakneblowana jego paszcza i ziejąc ogniem spalić niebo i ziemię… W roku 999 przypomniano sobie o tej przepowiedni, ludzi ogarnęło przerażenie – dodatkowo spotęgowane tym, że papież przybrał imię Sylwestra II. Ludzkość czekała na koniec świata. Gdy jednak wybiła północ, a na moście zamku Świętego Anioła obok Watykanu nie pojawił się Lewiatan – rozpacz i trwoga zamieniły się w powszechną radość. Ludzie ze szczęścia wychodzili na ulice, by się z radości uścisnąć, by śpiewać, tańczyć i pić wino… Papież Sylwester II udzielił błogosławieństwa „urbi et orbi” (miastu i światu)…
Ta noc więc, to noc błogosławieństwa… Bóg daje nam łaskę czasu…

Dziś kończymy oktawę Bożego Narodzenia, w której świętowaliśmy tajemnicę Bożej Miłości – miłości, która sprawia, że Bóg przychodzi by być blisko człowieka, by dotknąć tego co ludzkie i zarazem samemu dać się dotykać… Świętujemy ten szczególny dar błogosławieństwa w tajemnicy Wcielenia.
Stąd pewnie dzisiejsze Słowo jest słowem błogosławieństwa… Błogosławieństwa bardzo osobistego – to sam Bóg przekazał je Mojżeszowi. Błogosławieństwa skierowanego do każdego z nas z osobna. Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem. I ta wspaniała intuicja, że o wiele lepiej jest dla każdego z nas, by to właśnie Bóg widział nas, niż my Jego. Jeśli On nas widzi, to nie może się nam stać nic złego…

I ciąg dalszy błogosławieństwa: Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki. Do VII w. w tym dniu obchodzono święto Obrzezania Jezusa, potem Święto Imienia Jezus. Imię Jezus, z hebrajskiego Jeszua (od Jehoszua, Jahweh szoah) oznacza „Jahwe jest zbawieniem”. Czyż to nie konkret błogosławieństwa właśnie?
To samo imię nosił zastępca Mojżesza Jozue (Jeszua), który wprowadził Izraela o Ziemi Obiecanej. Dziś Jezus, nasz Zbawiciel – podobnie jak Jozue – wprowadza nas do Ziemi Obiecanej życia wiecznego, miejsca zamieszkiwania samego Boga… Po to właśnie przyszedł…

Można by jednak zadać pytanie, dlaczego dziś obchodzimy święto Świętej Bożej Rodzicielki. Dlaczego papież Pius XI w roku 1931 wprowadził to święto zamiast święta Imienia Jezus?
Bo osoba Maryi jest gwarantem i strażniczką prawdy, że Syn Boży stał się prawdziwym człowiekiem, że to Boże błogosławieństwo ma wymiar bardzo realny…
Przedwieczny Bóg, przyjmując człowieczeństwo, przez pierwsze dziewięć miesięcy swego ludzkiego życia kształtował się w łonie swojej matki, był niemowlęciem, przechodził kolejne etapy ludzkiego rozwoju.
Boża Rodzicielka staje się gwarantem spełnienia nadziei, że Bóg ciągle będzie wchodził w naszą prywatną historię, w realne dzieje każdego z nas – bo to jest sposób na obdarzanie nas swoim błogosławieństwem…

Jest jeszcze jeden obraz w dzisiejszej ewangelii, którego przegapić nie można: „kolejność” w jakiej pasterze spostrzegli osoby w stajni: znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę leżące w żłobie. Szukali przecież Dziecięcia, to Ono było najważniejsze. Zauważyli najpierw jednak Maryję i Józefa – oto porządek odnajdywania Jezusa.
Może warto chwilę pomyśleć nad tym „porządkiem”. Jezusa i Jego błogosławieństwa doświadczamy poprzez Maryję i Józefa, poprzez drugiego człowieka… Dziś pasterze nam mówią, że Jezusa nie da się zobaczyć od razu, że najpierw widzimy Jego rodzinę. Każdy z nas ma przecież w swoim życiu takie „Maryje” i takich „Józefów”, którzy wskazywali i prowadzili ku Jezusowi. To oni są naszym błogosławieństwem…
To przez nich nam dziś Bóg błogosławi…

———————————————————————————————————–

P.S.
… jako prezencik noworoczny, nawiązując do satyrycznej „szopki noworocznej”: wpadki przy produkcji „klipów z moim udziałem” 😉 – śmiech jest również błogosławieństwem…

2 Komentarze