Archiwum dla Maj 2013

ciało Boga…

Rok temu komentowałem uroczystość Bożego Ciała z perspektywy procesji, która tak mocno wpisała się w świętowanie tego dnia, że dla niektórych uczestnictwo w samej procesji stało się ważniejsze od uczestnictwa we mszy św. Pisałem wtedy o tym, że Kościół „procesją” stara się przypomnieć najbardziej istotne elementy przeżywanej w to święto Tajemnicy: tajemnicę obecności, tajemnicę odpowiedzi na tę obecność, tajemnicę dziękczynienia i kapłaństwa powszechnego…

Dziś jednak chciałbym wrócić pamięcią do pielgrzymki do Sokółki, którą wraz z Bractwem Krzyża Św. odbyliśmy tydzień temu. Wszyscy zapewne słyszeli o cudzie eucharystycznym, który tam się dokonał. Cudowne „wydarzenie” potwierdzone zostało przez miejscowego biskupa i zgłoszone do potwierdzenia przez Stolicę Apostolską.
Komunikat Białostockiej Kurii Metropolitalnej z 14 października 2009 r. mówi: „Wydarzenie z Sokółki nie sprzeciwia się wierze Kościoła, a raczej ją potwierdza. Kościół wyznaje, że po słowach konsekracji, mocą Ducha Świętego, chleb przemienia się w Ciało Chrystusa, a wino w Jego Krew. Stanowi ono również wezwanie, aby szafarze Eucharystii z wiarą i uwagą rozdzielali Ciało Pańskie, a wierni, by ze czcią Je przyjmowali.”

Zasadniczo jako ludzie wierzący wyznajemy, że każdego dnia na wszystkich ołtarzach dokonuje się największy z możliwych cud – cud przemiany chleba i wina w prawdziwe Ciało i Krew Jezusa Chrystusa.
Jako ludzie wierzący wyznajemy tę prawdę – doświadczeniu zmysłowemu dostępne pozostają jednak tylko niezmienione fizycznie przez konsekrację postacie chleba i wina. „Dotknąć” prawdziwie Boga możemy jedynie przez wiarę.

Stąd zapewne ponad 130 zatwierdzonych przez Kościół cudów eucharystycznych [i setki tych niezatwierdzonych]. Towarzyszyły one zwykle sytuacjom, gdy realna obecność Chrystusa w Eucharystii była poddawana wątpieniu lub gdy Najświętszy Sakrament był lekceważony, zaniedbywany, zapomniany, przyjmowany niegodnie, a nawet bezczeszczony…

Może dlatego właśnie cud w Sokółce, może warto zadać sobie pytanie o prawdziwość swojej wiary.
Może trzeba dziękować dziś Bogu, że daje nam znaki, które tę wiarę mogą umocnić…

Dodaj komentarz

MB od Trójcy

MB SejnyDziś jestem w Wilnie. Jadąc tu mijaliśmy Sejny. Tam w naszym podominikańskim kościele znajduje się łaskami słynąca figura Matki Boskiej Sejneńskiej od Trójcy.

Rzeźba Matki Bożej z Dzieciątkiem, siedzącej na tronie,  jest otwierana na boki – po otwarciu Maryja trzyma rękoma płaszcz opiekuńczy. Wewnątrz figury, na tle postaci oddających się opiece Maryi, przedstawienie Boga w Trójcy Jedynego.

Dziś uroczystość Trójcy Przenajświętszej – o tajemnicy Trójcy pisałem rok temu. W Kościele nie ma jednak przypadków i nieprzypadkowym jest, że w tym roku uroczystość Trójcy Świętej przypada w maju, w miesiącu poświęconym Maryi. To Ona przecież może nam dziś pomóc przybliżyć niezgłębioną tajemnicę Bożej miłości objawioną w Trzech Osobach.

Patrząc na sejneńską figurę warto kontemplować zamieszkanie Trójcy w Maryi. Warto kontemplować zamieszkiwanie Trójcy w człowieku: obecność Bożej miłości w każdym z nas.

Dziś za tę obecność Miłości Bożej w nas dziękujmy Bogu…

Dodaj komentarz

Duchu Mądrości, przyjdź…

(J 20,19-23): Wieczorem w dniu Zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam! (…) Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam.” Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.”

Co prawda uroczystość Trójcy Przenajświętszej będziemy świętować za tydzień, ale to właśnie dziś jesteśmy świadkami ostatniego etapu objawienia się tajemnicy Jednego Boga w Trzech Osobach. Tę pedagogię Boskiego „zstępowania” wspaniale wyjaśnia św. Grzegorz z Nazjanzu: Stary Testament głosił wyraźnie Ojca, Syna zaś bardzo niejasno; Nowy objawił Syna i pozwolił dostrzec Bóstwo Ducha; teraz Duch mieszka pośród nas i udziela nam jaśniejszego widzenia samego siebie… Nie było bowiem rzeczą roztropną głosić otwarcie Syna, gdy nie uznawano jeszcze Bóstwa Ojca, i dodawać Ducha Świętego jako nowy ciężar, jeśli można użyć nieco śmiałego wyrażenia, kiedy jeszcze Bóstwo Syna nie było uznane…

O tej cierpliwości Boga pisałem już rok temu: Okres Wielkanocny, który dziś kończymy, to jedna tajemnica, jedno wydarzenie, jedno misterium: zmartwychwstaje, wstępuje do Ojca, posyła Ducha… Potrzeba jednak aż pięćdziesięciu dni by spróbować to zrozumieć, by postarać się te prawdy przyswoić. Bóg jest jednak cierpliwy: powoli, krok po kroku tłumaczy tajemnicę – dziś mówi o działaniu swego Ducha…
Dopiero po upływie długich siedmiu tygodni wypełnia się Pascha Chrystusa: tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Wypełnia się poprzez wylanie Ducha Świętego, który zostaje objawiony, dany i udzielony jako Osoba Boska… To w tym dniu właśnie zostaje w pełni objawiona Trójca Święta. To od tego dnia zapowiedziane przez Chrystusa Królestwo zostaje otwarte dla tych, którzy w Niego wierzą.
Tchnął na nich – jak Ojciec w raju tchnął życie w nozdrza Adama. Tenże Duch daje nam powrót do raju: którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone… – otwiera bramy nieba.

„Nikt… nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: Panem jest Jezus” (1 Kor 12,3). To On wychodzi naprzeciw nas, wzbudza w nas wiarę i udziela łaski nowego życia…
Można się jednak na niego zamknąć o czym również pisałem rok temu przypominając dowcip o gołębiach. Ten, który potrafi przeniknąć „zamknięte drzwi” lęku, niemocy i uprzedzeń… rozbija się często o tajemnicę naszej niewiary.

Prosząc dziś o dary Ducha Świętego warto, jak pisałem w refleksji nt. „zimnej Zośki”, prosić jak Salomon o mądrość. Jeśli będzie w nas mądrość, to pojawią się również i jej córki: wiara, nadzieja i miłość…

3 Komentarze

ku wolności…

(Łk 24,46-53): (…) Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga.

Rok temu, w komentarzu do tajemnicy Wniebowstąpienia „nieba-zstąpienie…”  napisałem: Prawdziwe Wniebowstąpienie dokonało się wcześniej, w momencie Zmartwychwstania: Chrystus nie wracał przecież do życia ziemskiego, On wszedł do chwały Ojca. Dzisiejszym wydarzeniem kończy jedynie okres ukazywania się uczniom: „Już wystarczy. Zobaczyliście wystarczająco dużo, macie pewność, że żyję, że jestem realny – teraz do roboty: dajcie temu świadectwo.”

Powiedzcie wszystkim, że tu na ziemi przygotowujemy się do życia w niebie. Że to doczesne życie, to dopiero początek drogi. Że to czas ważny i istotny, bo czas kształtowania własnego serca w miłości, czas dojrzewania – ale równocześnie czas krótki.
Często odbieramy doczesność jak formę ciasnego i niewygodnego więzienia. Tyle w tym życiu ograniczeń: od zwykłych ludzkich słabości i chorób po „zbyt małe talenty”… I bardzo dobrze. Nasze życie tu i teraz można – a tak czynili starożytni chrześcijanie – porównać do życia i rozwijania się dziecka w łonie matki. Czekamy na prawdziwy poród i nowe wspaniałe życie.
Starajmy się więc podziękować Bogu za ten czas kształtowania się i twórczego rozwoju mając perspektywę oczekiwania dnia wolności.

Tajemnica Wniebowstąpienia, to objawienie i otwarcie drogi do świata prawdziwej wolności. Każdy z nas jej szuka.
Dziś Chrystus daje nam nadzieję: wychodzi ze świata naszych ograniczeń i przechodzi w świat wolności. On nas tam zaprasza i On nas tam zaprowadzi…

1 komentarz

trybunalska

Dziś wspominamy Opiekunkę naszego Zakonu. Legenda mówi, że Dominik miał pewnego razu widzenie nieba: widział Chrystusa, Jego Matkę i przedstawicieli wszystkich znanych mu zakonów za wyjątkiem dominikanów. Zaczął więc płakać i pytać o powody „nieobecności” w niebie członków jego Zakonu. Jezus uśmiechając się wskazał na swoją Matkę tłumacząc, że troskę o Zakon Jej właśnie powierzył. Ona rozchyliła wtedy swój płaszcz, pokazując całą rzeszę członków rodziny dominikańskiej.

W naszym kościele obraz Matki Boskiej Cudownej Opieki zwany jest również obrazem Matki Boskiej Trybunalskiej. Gdy w Lublinie obradował Trybunał Koronny wszyscy sądzeni udawali się do klasztoru dominikanów, gdzie na krużgankach wisiał obraz Opiekunki naszego Zakonu, aby u Niej właśnie szukać wstawiennictwa i opieki. Wierzono, że ma Ona pod swoją opieką nie tylko sam zakon dominikański ale wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób objęci są ich posługą duszpasterską.
Wszyscy więc, którzy czują się w jakikolwiek sposób związani z naszym zakonem, należą do szerokiej rodziny dominikańskiej. Mogą więc mieć nadzieję, na szczególną Jej opiekę i wstawiennictwo.

Maryjo, Opiekunko naszego Zakonu, módl się za nami.
Maryjo, Opiekunko naszego Zakonu, miej w swej opiece wszystkich, którzy czują się naszą rodziną.

1 komentarz

ama, et fac quod vis…

(J 14,23-29): Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. (…)

Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę… Ama, et fac quod vis – kochaj i rób co chcesz – powiedział później św. Augustyn. Chrześcijaństwo nie polega na „niełamaniu” przykazań czy „byciu porządnym”. Wiary nie można zredukować do moralności. To miłość jest centrum naszego życia.
Miłość – a może jeszcze bardziej zrozumienie, czym ona jest – nadaje naszemu życiu sens i właściwy kierunek. To dzięki niej przykazania przestają być ciężarem, a stają się drogowskazem.

Z drugiej strony, jakże często spotykam w konfesjonale młodych, którzy rozpoczęli współżycie przed ślubem. Na moje pytanie: dlaczego?, pada odpowiedź: „bo się kochamy!”. Chciałoby się powiedzieć: no właśnie, kochaj i rób co chcesz, przecież miłość jest najważniejsza… Tylko jak się to ma do przykazań?
Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich… Jeśli nie zachowuję przykazań, to znaczy, że nie „kocham” naprawdę, że nie wiem czym jest prawdziwa miłość. Nie może przecież chodzić tylko o „buzujące uczucie” i wspaniałe emocje. Miłość to również odpowiedzialność za drugą osobę, szukanie jej prawdziwego dobra, rezygnacja z siebie, swoich ambicji, to często rezygnacja z tego, co wydaje się dla mnie dobre, to pozbywanie się egocentryzmu i egoizmu… Tego uczę się tak naprawdę w małżeństwie i rodzinie, ale jeśli nie spróbuję wcześniej zdefiniować sobie czym jest miłość – w małżeństwie może być już za późno…

Przykazania i całe życie moralne jest konsekwencją wiary i miłości. Mój stosunek do przykazań ujawnia na ile tę miłość rozumiem – na ile wiem o co w tym wszystkim chodzi…

1 komentarz