Archiwum dla Kwiecień 2013

od tego trzeba zacząć…

(J 13,31-33a.34-35): Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. (…) Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali.

Po wyjściu Judasza z wieczernika… czas zdrady, hańby i klęski, czas – zdawałoby się po ludzku – zwycięstwa nienawiści i niesprawiedliwości… On jednak widzi to inaczej: Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Dla Niego to godzina chwały i tryumfu miłości – prawdziwej miłości…

Stąd właśnie słowa: Przykazanie nowe daję wam… – nowe, bo w wcześniej nie mogło zostać sformułowane. Nikt do tej pory nie dał takiego przykładu miłości… Prawdę miłości można zrozumieć jedynie w krzyżu a prawdę krzyża pojąć jedynie w miłości.
Postawił znak równości pomiędzy krzyżem a miłością. Nie da się więc prawdziwie mówić o krzyżu i bronić krzyża, jeśli nie ma we mnie prawdziwej miłości do drugiego człowieka… Bronić krzyż, to spojrzeć z miłością na drugiego!

Dużo w Kościele mówi się o nowych akcjach ewangelizacyjnych i doskonaleniu metod apostolstwa. Tymczasem tzw. kryzys chrześcijaństwa wynika chyba z braku autentycznej miłości wzajemnej – zapominamy, że by zadziwić świat i „pociągnąć ku Bogu” wystarczy świadectwo prawdziwej braterskiej miłości pomiędzy nami… Pokusa rzucenia się w wir „działań ewangelizacyjnych” prowadzi do tego, że zaczynamy się zajmować tym, czym żyje świat, a nie tym, czym żył Chrystus…

Zastanawiającym jest, że uczniów Jezusa poznaje się po miłości wzajemnej a nie po miłości nieprzyjaciół… Być może miłość nieprzyjaciół jest zbyt abstrakcyjna – wezwanie do miłości wzajemnej dotyka natomiast mojej rodziny, wspólnoty – tych najbliższych. Ona jest chyba najtrudniejsza…

To kochająca się rodzina a nie zaangażowanie w wielkie akcje ewangelizacyjne jest znakiem, po którym inni poznają, co to znaczy być uczniem Jezusa. I równocześnie, nie wspaniałe kazania i samodzielne prace duszpasterskie, ale żyjąca w zgodzie i miłości wspólnota klasztorna jest najlepszym znakiem tego, o co chodziło Jezusowi: abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie.
To niewątpliwie dotknięcie tajemnicy krzyża, obumieranie własnych pragnień i ambicji, ale od tego trzeba zacząć…

1 komentarz

o i za powołanych…

Tydzień temu, w IV Niedzielę Wielkanocną, rozpoczęliśmy Tydzień Modlitw o Powołania – dziś tydzień kończymy, ale modlitwa – mam taką nadzieję – pozostanie…
Był to szczególny czas wypraszania u Boga daru świętych powołań oraz modlitwy za tych, którzy odczytali swoje powołanie i pełnią służbę w Kościele, jak również za tych którzy swoje powołanie dopiero odczytać usiłują.

W orędziu przygotowanym jeszcze 6 października 2012 r. na Światowy Dzień Modlitw o Powołania: „Powołania znakiem nadziei opartej na wierze”, Benedykt XVI napisał:

Powołania kapłańskie i zakonne rodzą się z doświadczenia osobistego spotkania z Chrystusem, ze szczerego i ufnego dialogu z Nim, aby pełnić Jego wolę. Konieczne jest zatem wzrastanie w doświadczeniu wiary, rozumianej jako głęboka relacja z Jezusem, jako wewnętrzne wsłuchiwanie się w Jego głos, który w nas rozbrzmiewa…

Ufając, że modlitwa o powołania i za powołanych nigdy się nie skończy ośmielam się przypomnieć teledysk powołaniowy zrealizowany przed paru laty przez moich współbraci w Krakowie…

„tydzień modlitw” minął – ale nikt nie zakazał modlić się dalej – więc o tę modlitwę proszę…

Dodaj komentarz

słuchanie owiec…

(J 10,27-30): Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. (…)

Ewangelia o powołaniu… o życiu…
Jakieś 20 lat temu wybrałem się z w Gorce na Turbacz. Z tej eskapady pamiętam jedno ciekawe spostrzeżenie:
Wspinamy się pod górę i naraz słyszymy dziwny powtarzający się okrzyk „ho… hoooo”. Z początku nie wiedzieliśmy o co chodzi. Po pewnym czasie wychodzimy na niewielką polanę i widzimy górala, który pokrzykuje „ho… hoooo”. Prowadzi owce, one się rozbiegają po szlaku, ale za każdym razem gdy krzyknął charakterystyczne „ho… hoooo” one natychmiast zbiegały się w jedną gromadę i żadna nie odchodziła od stada…

Być owcą to słuchać głosu pasterza, znać jego głos, jego śpiew, intonację…
To słuchać codziennie jego głosu – to… modlić się!

Wiara rodzi się ze słuchania, „Szema Izrael”… Wspomniałem już o tym, że modlitwy są nie tyle do odmawiania co do słuchania

Wiara…, to słuchać ciągłego nawoływania Pasterza – On chce naszego życia, prawdziwego życia, wiecznego życia…

3 Komentarze

kochasz?… wiesz!

(J 21,1-19): (…) Szymon Piotr powiedział do nich: Idę łowić ryby. Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu (…) rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. (…) A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? Odpowiedział Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. (…) Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego Jezus: Paś owce moje. (…)

morze tyberiadzkie 01Słyszeli od uczniów w Emaus, że żyje, spotkali go w wieczerniku… coś jednak jest nie tak. Cały świat obrócił się do góry nogami, ciągle w sercach odzywa się głos: „a myśmy się spodziewali…”
Trzeba zabić jakoś te myśli o zawiedzionych nadziejach, nie można też przecież też „nic nie robić”. Najbardziej konstruktywnym pomysłem i celowym działaniem jest powrót do starego wyuczonego zawodu: „idę łowić ryby”. Inni zgadzają się z Piotrem: nie zajmujmy się mrzonkami, zajmijmy się tym co potrafimy robić najlepiej: „idziemy i my”…
morze tyberiadzkie 02I tu niespodzianka… Profesjonaliści nic nie złowili.
Zapomnieli, że specjalistą od połowu jest kto inny: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie”.
Zapomnieli o przekwalifikowaniu zawodowym z rybaków na pasterzy: „Paś owce moje”…

Gdy po śniadaniu oswoili się z obecnością Jezusa, musiało paść decydujące pytanie: co dalej?
Nie pyta czy są gotowi, czy chcą, czy wiedzą, co mają robić, i czy potrafią. Pyta tylko czy kochają…

morze tyberiadzkie 03

Gdy siedem lat temu stałem w tym samym miejscu, co przepytywany Piotr, uświadomiłem sobie, że zawsze gdy pojawia się pytanie: co dalej?, On nie daje odpowiedzi, tylko pyta: czy kochasz?
I to właśnie jest odpowiedź… Jeśli kochasz, wiesz co dalej…

morze tyberiadzkie 04

1 komentarz

Didymos

(J 20,19-31): (…) Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. (…)

Miłosierdzie Boże objawia się w przychodzeniu mimo drzwi zamkniętych, w ukazaniu swych ran, w „tchnieniu na nich”, w rozumieniu wątpliwości i w tym wreszcie, że daje się dotknąć – jak pisałem rok temu…

Dziś przyglądam się Tomaszowi. „Niewierny” stał się dla wielu synonimem sceptyka. Niektórzy próbują tłumaczyć imię Didymos jako „człowiek o dwóch duszach”, rozdwojony, poszukujący…
Tymczasem Didymos oznacza „bliźniak”, zapewne często mylono go z bratem. Pierwsze skojarzenie bliźniaka: zobaczyli kogoś podobnego do Jezusa. Takie wytłumaczenie jest przecież o wiele bardziej prawdopodobne niż pomysł, że zmarły ożył. Był wierny swojemu doświadczeniu.
Reszta uczniów nie rozumiała doświadczenia bliźniaka, dlatego szybko stwierdzili, że nie wierzy.

I tu dokonują się dwa cudy miłosierdzia:
Pierwszy: Tomasz, pomimo niezrozumienia ze strony reszty uczniów, nie potraktowania poważnie jego wątpliwości, braku zaufania i wzajemnych pretensji, pozostaje we wspólnocie. Nie odchodzi z grona uczniów. Ma powody by się obrazić, ale nie chce opuszczać wspólnoty, pojawia się w następnym tygodniu, by być razem… Oni również, pomimo tlącego się pewnie braku zaufania, pozwolili mu być z sobą…
Drugi: Jezus traktuje poważnie doświadczenie i dylematy Tomasza. Pozwala mu się dotknąć i rozpoznać. Przywraca mu wiarę…

Zmartwychwstały nie przychodzi do Tomasza na osobności, by uleczyć jego „wątpliwości”. On przychodzi do wspólnoty, kiedy przebywają razem. Leczy nie tylko Tomasza, ale i wzajemne więzi apostołów, odnawia więź pomiędzy Tomaszem a innymi.

Papież Grzegorz Wielki komentując to wydarzenie powiedział: „Więcej pomaga naszej wierze niewiara Tomasza, niż wiara apostołów”.
Dla Chrystusa wszystkie rozterki są ważne i potrafi je uzdrowić – da się dotknąć, o ile jak Tomasz, pozostaniemy we wspólnocie. To jedyne miejsce, gdzie mnie znajdzie. Wspólnota Kościoła natomiast, pomimo niezrozumienia i pretensji z powodu „niewiary” swoich członków, powinna okazywać cierpliwość – Jezus sam, w odpowiednim czasie, pochyli się nad „dylematami wiary” wątpiących…

2 Komentarze