Archiwum dla Marzec 2013

by być blisko…

Dodaj komentarz

takim być…

Rok temu, właśnie w Wielki Czwartek, pisałem o psim życiu księdza odwołując się również do dłuższego mojego tekstu

Dziś trudno dodać cokolwiek. Pan postawił mnie na drodze pełnej wymagań i zostaje mi tylko powtarzać sobie wiersz Krzysztofa Buszmana, który niedawno usłyszałem:

Dostojnym być, lecz nie wyniosłym
I mądrym, nie zarozumiałym
Być prostym, ale nie prostakiem
Szczęśliwym, lecz nie ogłupiałym

Wymagającym, nie tyranem
I kochającym, nie kochliwym
Szczęśliwym być, nie ogłupiałym
I dobrym, a nie pobłażliwym

Odważnym być, ale nie hardym
Stanowczym, ale nie upartym
I ufnym być, lecz nie naiwnym
Nie złotym, ale czegoś wartym

Służebnym być, lecz nie służalczym
Troskliwym, ale nie nachalnym
Człowiekiem, ale ludzkim być
Choć niekoniecznie idealnym…

posłuchaj wiersza w wykonaniu Krzysztofa Buszmana Takim być

1 komentarz

palmowa…

(J 12,12-16): Wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: “Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie” oraz “Król izraelski!” (…)

Dziś Męka Pańska jest nie na miejscu, dziś Chrystus ma być witany gromkim i radosnym “hosanna”
[tekst sprzed roku].

1 komentarz

noc konfesjonałów…

noc konfesjonałów

Za tydzień „Noc konfesjonałów”. Z jednej strony PR Kościoła, który nie chce być postrzegany jako skostniała instytucja, ale jako wspólnota wychodząca naprzeciw człowiekowi i wskazująca na to co ważne – choćby tylko w przesiąkniętym komercją czasie przedświątecznym. Z drugiej strony troska o człowieka, delikatne zaproszenie, stworzenie szansy i możliwości skorzystania z sakramentu spowiedzi. Oby tylko nie stała się następnym argumentem za tym, że spowiadać należy się tylko raz w roku…

Przyznaję, że okres przedświąteczny jest dla mnie okresem wzmożonej irytacji. Pojawia się pewna bezsilność, której trudno jest zaradzić. Ci, którzy przychodzą rzadko do spowiedzi, właśnie tylko raz do roku, albo jeszcze rzadziej, i domagają się poniekąd od kapłana szczególnej troski, cierpliwości i otwartości – nie mogą jednak za bardzo na to liczyć ze względu na tłum spowiadających się i kolejki do konfesjonałów. Zostają potraktowani w miarę „sprawnie”. Ta „sprawność” jednak powoduje, że dalej nie są świadomi o co tak naprawdę chodzi w sakramencie spowiedzi. Utrwala się obraz porządków przedświątecznych połączonych z porządkami wnętrza – spowiedź zostaje sprowadzona do umywalki, z której korzystanie jest konieczne przed przyjęciem świątecznej komunii.
Niedawno rozmawiałem z młodym mężczyzną, który oznajmił mi, że przestał chodzić do spowiedzi, bo został źle potraktowany przez kapłana. Gdy spytałem na czym polegało owo „złe potraktowanie”, odparł: „potrzebowałem rozmowy, wyjaśnienia pewnych rzeczy, z którymi nie daję sobie rady, a on odbębnił spowiedź: zadał mi tylko pokutę, rozgrzeszył i odesłał”. Spytałem tylko jak często się spowiadał. Gdy odparł, że raz w roku przed Wielkanocą, wszystko stało się dla mnie jakoś jasne, choć smutne zarazem.

Całość tekstu w „Liście do przyjaciół” – zapraszam do lektury – jeszcze przed wielkanocną spowiedzią…

1 komentarz

nie cudzołóż…

(J 8,1-11): (…) Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.

Wszyscy znamy inną wersję tej ewangelii opowiadaną w dowcipach. Po słowach Jezusa: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień – kamień poleciał. Reakcja Jezusa: Mamo, prosiłem byś się nie wtrącała. Nie zamierzam wchodzić w polemikę, czy Maryja była tam obecna oraz czy miała świadomość swej bezgrzeszności – uważam jednak, że nigdy nie potępiłaby drugiego człowieka. Nie o potępienie człowieka Jezusowi przecież chodziło, dlatego mówi: Ja ciebie nie potępiam

Potępianie drugiego człowieka nie jest nam jednak obce. Dlaczego? Bo potępiając innych wydajemy się sobie samym lepsi. Co więcej, jest to gra, dzięki której może damy radę wmówić to także innym.
Stąd właśnie obłuda i mnóstwo wysiłków, które wkładamy w walkę z grzechami innych – byle nie wyszły na jaw moje własne. Walcząc z grzechami innych czujemy się dyspensowani od walki ze swoimi…

Zresztą taka próba samousprawiedliwienia może przybrać dwie formy. Albo zaczynamy tłumaczyć i usprawiedliwiać najgorsze nawet zło drugiego człowieka, by usprawiedliwić również siebie, albo, całkiem odwrotnie, zaczynamy się domagać bezwzględnego ukarania najmniejszego nawet występku. Wtedy właśnie, jako stróże moralności, nie możemy podlegać jakimkolwiek osądom. Tak można ukryć największe nawet nieprawości.

Gdy jednak te sposoby samousprawiedliwienia na nic się nam zdają – zostaje „potępienie” samego Boga i próba usprawiedliwienia swojej niewiary. Zawsze znajdę w Bogu coś co mnie do niego dystansuje. Będzie to albo Jego okrucieństwo: bo „zbyt sprawiedliwie” karze za grzech; albo niekonsekwencja wobec tego co zapowiada i tego jak postępuje: dlaczego nie karze i pozwala panoszyć się złu…

Wracając do ewangelii: On usprawiedliwia jedynie tych, którzy mają odwagę przyznać się do winy i prosić o przebaczenie. Wszyscy przecież jesteśmy grzesznikami i On nas nie potępia. Potępia jednak nasz grzech i chce nas od niego uwolnić. Do każdego z nas mówi podobnie jak do kobiety: Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili już nie grzesz… Potępiam twój grzech, ale nie ciebie. A potępiam twój grzech, gdyż Mi na tobie zależy. Staraj się już odtąd żyć tak, by nie było w tobie już nic, co bym musiał potępić…

Na zakończenie warto postawić się dziś w miejsce kobiety, którą pochwycono na cudzołóstwie. Przecież każdy nasz grzech polega tak naprawdę na cudzołóstwie wobec Boga. On jest jedynym naszym Panem, jedynym Oblubieńcem – każdy wybór, w którym ważniejszym od Niego jestem ja sam, moje idee i pomysły, inny człowiek lub jakieś inne rzeczy – jest zdradą Kochającego i Ukochanego – jest cudzołóstwem wobec Boga… Grzesząc i zdradzając Ukochanego zachowuję się jak nierządnica…

1 komentarz

Habemus Papam…

Papież Franciszek… jako dominikanin cieszę się, że papieżem jest jezuita, który przyjął imię Franciszek…

… i na tym można by skończyć, ale to nie koniec…

… w Franciszkowej prostocie rozpoczął pontyfikat od modlitwy za emerytowanego Biskupa Rzymu i prośby o modlitwę za siebie…

Oto pierwsze przesłanie: módlmy się za siebie nawzajem…

Modlitwa uczy pokory. Wszystkiemu sprostam, jeśli oddam to Panu… Jest nadzieja dla Kościoła… Oremus więc..

1 komentarz

okradając samego siebie…

(Łk 15,1-3.11-32): (…) Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. (…) A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. (…) rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. (…) Tymczasem starszy jego syn (…) Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. (…)

Często powtarzam, że grzech polega na okradaniu Pana Boga, na zawłaszczaniu sobie różnych sfer życia: to jest moja sprawa i niech się w to nie wtrąca ani Bóg, ani Kościół, ani jakiekolwiek prawo…

Dziś ta istota grzechu się wyłania: „Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada”. „Daj mi to co moje”, na wyłączną własność i już się nie wtrącaj… Czyżbym nie zauważał, że On chce mi dać wszystko a nie tylko część, której zażądam…
Okradanie Boga staje się okradaniem samego siebie…

Egoizm młodszego syna: po pierwsze, gdy zabiera to, co uważa za swoje i, po drugie, gdy nagle uświadamia sobie, że gdy wróci do ojca będzie mu po prostu lepiej, nie myśli o zranieniu rodzica… I egoizm starszego syna: nie umie się cieszyć z powrotu brata.
Ewangelia w prosty sposób podaje lekarstwo na egoizm i egocentryzm. To rzucenie się w objęcia Ojca leczy z egocentryzmu. Powstrzymanie się natomiast od tego rzucenia się w objęcia to wyraz niezdolności zrozumienia miłości Ojca to trwanie w egoizmie…

Nie na egoizmie i egocentryzmie się jednak nie skupia dzisiejsza ewangelia. Ona mówi o wielkości ojcowskiego serca.
Ojciec spełniając moją, często egoistyczną, prośbę oddaje mi na własność moje życie, moją wolność, mój rozum i odpowiedzialność za siebie… Nawet gdy się pogubię, wszystko roztrwonię, popadnę w nędzę – On, powstrzymując się od reprymendy, ciągle mnie wypatruje, by rzucić się na moją szyję, by mnie przyodziać i zaprosić na ucztę… I tak to trwa od samego początku, od raju i grzechu pierworodnego…
Przyodziewa mnie w szatę zakrywającą wstyd upadku. Nie chodzi tu o zapomnienie, ale o proste zapewnienie, że mój grzech nie zostanie nigdy użyty przeciwko mnie.
Przywracając moją godność daje mi pierścień: jesteś synem i ciesz się z synostwa – obyś tego pierścienia nie wyrzucił jak twój brat, który zazdrości… Daje mi również sandały wolności: teraz możesz chodzić gdzie chcesz. Ama et fac quod vis – powtarzał św. Augustyn.

Jakże inaczej w tej perspektywie widać spowiedź, która kojarzy się z karą, zmniejszonym zaufaniem czy ograniczeniem wolności…  Nie siedź w klatce swoich upadków! Idź! Jesteś wolny!…

Ojcze, obym nie uległ pokusie ponownej ucieczki od ciebie…
Ojcze, oby Twoja miłość mi nie spowszedniała…
Ojcze, wiem, … że i tak czekasz, by rzucić się na moją szyję…

1 komentarz

miejsce przyjazne … dzieciom!!!

Uczestnictwo małych i jeszcze „mało co rozumiejących” dzieci we mszy św. ujawnia w sposób szczególnie jasny i wyrazisty prawdę, że Bóg ukochał nas pierwszy i to bez żadnych naszych zasług, że łaska Jego miłości jest niezależna od naszej dojrzałości i stopnia jej rozumienia i przyjęcia.
Człowiek dorosły ma zazwyczaj poczucie, że to on szuka Boga. Rzadko kiedy potrafi odkryć i zrozumieć, że w gruncie rzeczy Bóg szukał go pierwszy. Myślę, że zetkniecie się dorosłych z obecnością małych dzieci oraz refleksja na temat ich obecności we wspólnocie Kościoła i na Liturgii może stać się katalizatorem zmiany myślenia. „Nie jestem tu dlatego, bo sam szukałem, próbowałem zrozumieć i teraz wszystko rozumiem, ale dlatego, że to On mnie zaprosił nie biorąc pod uwagę stopnia mojej dojrzałości”. W przypadku małych dzieci widać to z całą oczywistością. Dar realnej przyjaźni z Bogiem jest udzielany człowiekowi po prostu dlatego, że przyszedł na świat. A przyszedł na świat właśnie dlatego, że pierwej Ktoś go pokochał.

miejsce przyjazne– tak pisałem w jednym z tekstów Listu do Przyjaciół naszego klasztoru – niedługo potem nasza Bazylika otrzymała certyfikat: „Miejsce przyjazne rodzicom i dzieciom”. Dziś ten certyfikat został podtrzymany na rok następny. Zapraszam do naszego duszpasterstwa

Dodaj komentarz

Cierpliwości Boże!…

(Łk 13,1-9): (…) Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloe i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia? Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.

Cierpliwości Boże! – chce się krzyczeć – cierpliwości! My naprawdę wielu rzeczy nie rozumiemy…
Gdy spotykamy się z cierpieniem i krzywdą, to albo pytamy „gdzie jest Bóg” [gdyby istniał na pewno nie dopuściłby do tego], albo próbujemy nadać temu jakikolwiek sens i szukamy grzechów, za które karzesz…
By zracjonalizować to, czego doświadczamy, jesteśmy skłonni przypisać Ci mściwość, a przynajmniej karzącą sprawiedliwość. Nieszczęścia, które spotykają mnie lub innych, prościej zinterpretować jako karę za konkretny grzech. I tak zostajesz sprowadzony do kogoś mściwego i okrutnego.

Cierpliwie, jak dziecku, tłumaczysz: czy myślisz, że znajomy, który utracił wiarę i pogubił się duchowo; że znajoma, której małżeństwo się rozpadło; że krewni, których dzieci zeszły na tzw. „złą drogę”; że wszyscy oni byli większymi grzesznikami niż ty? Bynajmniej, lecz jeśli się nie nawrócisz może cię spotkać to samo…

Chcesz mi po prostu powiedzieć: nie zajmuj się innymi, zajmij się sobą. Nie szukaj odpowiedzialnych za zło. Potraktuj to, jako znak dla siebie, opamiętaj się i zacznij dbać o to, co otrzymałeś.
Przestań żyć tylko dla siebie. Owoce drzewu są niepotrzebne, owoce są dla innych… Zwalcz egoizm nieurodzajnego drzewa.

Dzięki Ci, Boże, za cierpliwość, za to że czekasz, aż zmądrzeję. Że czekasz z nadzieją, że wydam owoce. Widzę, że Ci na mnie zależy…
Obiecuję, że Twojej cierpliwości nie nadużyję i nie będę wystawiał na próbę.
Wiem, że zależy Ci na moim nawróceniu, a nie zagładzie!

2 Komentarze

„Jestem w Kościele i jestem szczęśliwy”

„Jestem w Kościele i jestem szczęśliwy” – Lechu, świetny tekst. Nie dlatego, że zgadzam się z każdym zdaniem, ale dlatego, że starałeś się wyartykułować jedną z ważniejszych prawd: „wierzyć to chodzić po ziemi. Twardo stanąć na własnych nogach”.

Świetny tekst – bo zachęca mnie do rozmowy, co niniejszym, jeśli będziesz miał ochotę i czas (czyt. żona i… dzieci pozwolą), uczynię. Może tak, jak rok temu, gdy zainicjowałeś w pewien sposób pisanie tego bloga?… 😉

Oczywiście wpis jest po to, by zachęcić do przeczytania tekstu Lecha na deon.pl

Dodaj komentarz