Archiwum dla Luty 2013

Tabor i krzyż

(Łk 9,28b-36): Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. (…) Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy [tamci] weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie! W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmili o tym, co widzieli.

To jest Syn mój, Wybrany – podobne słowa słyszeliśmy po chrzcie Jezusa w Jordanie. Wtedy oznaczały one dla nas usynowienie: ty jesteś mój syn umiłowany, ty jesteś moja córka umiłowana. Dziś są zaproszeniem do wspinaczki w górę. Na tym właśnie polega nasze życie: wspiąć się na górę, aby doświadczyć przemiany i spotkania z Bogiem… Tylko wtedy dojrzeję do tego, by odkryć w sobie usynawiające Boże wołanie ze chrztu…
Spotkanie z Mojżeszem i Eliaszem tłumaczy mi to synowskie powołanie: odpowiadać na miłość Ojca [o tym mówi prawo przykazań] i opowiadać o tej miłości [misja proroka].

Chrystus dobrze wie, co może umocnić moją wiarę, dlatego jeśli podejmę wysiłek „wchodzenia na górę”, da mi się poznać jako prawdziwy Syn Boży. Wysiłek wiary sprawia, że Boga mogę niejako zobaczyć, a nawet dotknąć.
Prawdziwa wiara opiera się na osobistym spotkaniu z Bogiem, na „widzeniu” Go. Aby Go zobaczyć, trzeba jednak nabrać dystansu do świata i wspiąć się na górę [tydzień temu była mowa o wyjściu na pustynię]. Trzeba Go przywołać i zacząć z Nim szczerze rozmawiać – modlitwa. I na koniec wykazać gotowość przyjęcia Go do swojego życia, gotowość do zamieszkania z Nim – po prostu rozbić dla Niego namiot.

By nikt jednak nie pomyślał o ucieczce od realiów życia codziennego w świat wspaniałych wizji w chmurach, ale pamiętał o powrocie do życia tu i teraz, Tabor jest górą paradoksów. Z jednej strony jesteśmy świadkami przemienionego człowieczeństwa Jezusa a z drugiej słyszymy o „Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie”.
Zresztą wydarzenie Góry Tabor zamknięte jest niejako klamrą. Zanim Jezus zaprosił apostołów na górę zapowiada swoją mękę: „jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. Po zejściu z góry podczas uzdrowienia epileptyka znów zapowiada mękę.

Góra Tabor staje się dla nas Górą Golgotą. Tu stykają się niejako dwa sprzeczne ze sobą obrazy Boga: Ten wszechmocny z Góry Tabor i słaby, umierający na krzyżu z Golgoty. On sam jednak nic nie wyjaśnia, mówi tylko: Jego słuchajcie…
I tak wracamy do przesłania ewangelii z poprzedniej niedzieli, do oczyszczenia swojej religijności z fałszywych obrazów Boga, do oczyszczenia swoich pragnień i żądań wobec Boga… Do walki o to by nie dać szatanowi wyeliminować tajemnicy Krzyża z naszego życia…

3 Komentarze

Święto Katedry św. Piotra

(Mt 16,13-19): (…) Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój (…)

Jakże mocno i dobitnie przemawia do nas dziś ewangelia.
Od razu przypominam sobie słowa Kard. Christopha Schönborna, dominikanina, który w jednym z wywiadów, decyzję Benedykta XVI o złożeniu urzędu interpretuje jako ukazanie na nowo biblijnego sedna urzędu papieża: „Poprzez zrzeczenie się urzędu papież Benedykt przypomniał nam, że tą skałą jest urząd papieski, a nie osoba papieża”. Dodał również, że Benedykt XVI swoją decyzją dał wyraźnie do zrozumienia, że istotą urzędu papieża nie jest jego splendor, lecz to, „co poprzez papieża mówi Bóg”.

1 komentarz

oczyszczająca pokusa…

(Łk 4,1-13): Jezus pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu i czterdzieści dni przebywał w Duchu na pustyni, gdzie był kuszony przez diabła. (…) Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem. (…) Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje. (…) Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół! Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. (…)

Pierwsza niedziela Wielkiego Postu mówi nam o wyjściu na pustynię – tym właśnie jest czas Wielkiego Postu – ale i o pokusach jakich na tej pustyni możemy doświadczyć. Nie jest to jednak przykład pokus indywidualnych, z którym mamy do czynienia na co dzień, i które powinniśmy pokonywać wpatrując się w zwycięską walkę Jezusa, ale fałszywy obraz Boga, który rodzi fałszywe oczekiwania wobec Niego.

Zawsze mnie „fascynowało”, że szatan kusił Jezusa wyłącznie do „dobrego”:
Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem. Spraw by ludziom wreszcie było dobrze, przecież tego właśnie oczekują od mesjasza… Pragnienie powszechnego dobrobytu nie może być czymś złym.
Oddasz mi pokłon i wszystko będzie Twoje. Na pewno nie myślał, że rozbudzi w Nim żądzę władzy – diabeł jest zbyt inteligentny. Obejmij rządy nad światem. Wprowadź Królestwo Boże, niechby nawet królestwo sprawiedliwości i pokoju, ja się na to zgodzę – byle to Królestwo było tylko tu na ziemi…
Okaż chwałę i pokaż kim jesteś. Uwierzą i pójdą za tobą – czy to coś złego?…
Niechby na ziemi działo się więcej dobra – myślał kusząc – ale niech to „więcej dobra” dzieje się na ziemi. Naprawiaj tę ziemię i zapomnij o tym co dalej… Zamknij swą misję w granicach śmierci i nie podejmuj prowadzenia ku życiu wiecznemu…

W naszym poukładanym świecie wygód, który sami kreujemy, kuszenie jest podobne:
Sprowadzamy Boga do kogoś, kto potrafi i może zapewnić nam łatwe i pewne życie: chleb, dostatek i poczucie bezpieczeństwa. Zapominamy, że przychodzi po to, by zaspokoić przede wszystkim potrzeby duchowe.
Podobnie z drugą pokusą. Jezus nie chce by nim manipulowano, by manipulowano wiarą w kochającego Boga. Zbawienia nie osiąga się na drodze władzy tego świata, na drodze polityki i pieniądza.
Bóg-idol, produkt dobrej kampanii reklamowej – to także nie jest pomysł Jezusa na chrześcijaństwo. Zamiast „oczywistości” oczekuje wiary, zamiast sielanki proponuje krzyż…

Porażka w walce z pokusą powoduje, że te uproszczone wizje Boga i niezaspokojone życzenia względem Niego, przeradzają się w pretensje i odejście od Niego.

Oczyść Panie mój obraz Ciebie, oczyść moje pragnienia i oczekiwania wobec Ciebie…

4 Komentarze

ostatnia encyklika Benedykta XVI

Czterdziestodniowy post, który dziś rozpoczynamy, to czas wędrówki przez pustynię, czas nabierania dystansu i oczyszczania pragnień. To czas poznawania Boga, który nam w tej wędrówce towarzyszy. To czas weryfikowania swojej wiary i rozpoznawania na ile jest ona żywa a na ile jest tylko formą i tradycją…

Można by się skupić dziś na obrzędzie posypania głów popiołem, można by mówić o pomocach w dobrym przeżyciu Wielkiego Postu, którymi są modlitwa, post i jałmużna. Dla mnie jednak dziś ważniejszym się staje to, czego świadkami byliśmy dwa dni temu i czego świadkami nadal jesteśmy.

W Kościele nie ma przypadków i decyzję Benedykta XVI o swojej abdykacji należy potraktować jako nieprzypadkową.
Po pierwsze wymagała wielkiej odwagi, siły ducha i wiary i tego właśnie nie zabrakło Ojcu Świętemu.
Po drugie zostaje ogłoszona w Roku Wiary, w którym nad wiarą w sposób szczególny się zastanawiamy. Czekaliśmy na encyklikę o wierze, którą miał napisać papież na Rok Wiary – myślę, że te właśnie wydarzenia są najlepszą encyklika jaką mógł nam dać Benedykt. Nie prowadzi teoretycznych rozważań na temat wiary – ale zadaje wprost pytanie: czym jest Twoja wiara? To pytanie powinien usłyszeć każdy z nas…
Czy widzisz w obecnych wydarzeniach prowadzenie Ducha Świętego, który działa w Kościele, czy potrafisz zawierzyć Bogu? Czy może sprowadzasz Kościół do organizacji, w której trzeba na nowo wybrać „szefa” i zaniepokojony jesteś rozgrywkami politycznymi i różnymi przyziemnymi dążeniami do władzy pośród purpuratów…
Może twoja wiara jest zbyt słaba – i może po to właśnie jest ten Rok Wiary byś coś z tym zrobił…

Wyjdź na pustynię, nabierz dystansu i oczyść relację z Bogiem. Uwierz!
Uwierz! – ten krzyk Benedykta XVI właśnie słyszę…

Dodaj komentarz

w sieci…

(Łk 5,1-11): (…) rzekł do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! A Szymon odpowiedział: Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. (…) Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Chyba zbyt długo zajmowałem się problemem sekt, bo gdy słyszę „odtąd ludzi będziesz łowił…” – zaraz przed oczyma zapala mi się czerwone światło. Staram się jednak uspokoić – przecież o sekciarstwo tu chodzić nie może.
Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów! W języku biblijnym „woda” czy „głębia” oznacza niebezpieczeństwo i żywioły tego świata, czasami wręcz odmęty grzechu… Człowiek czuje się jednak w tym świecie jak ryba w wodzie. Gdy ktoś próbuje wyciągnąć go z tych odmętów, zaczyna się bronić…
Tymczasem wyciągnięcie ryby z wody jest dla niej ratunkiem – jakkolwiek dziwnym by się to wydawało… Taka jest właśnie dobra nowina dzisiejszej ewangelii. Zarzucić sieć to ratować a nie zniewalać…

Ojcowie Kościoła mówili, że istnienie ryby pływającej w morzu zasadniczo nie ma większego sensu. Dopiero człowiek nadaje sens jej istnieniu gdy ją złowi, wyciągnie z wody i uczyni pożywieniem dla siebie.
Pierwszą złowioną „rybą” był Piotr – jego życie nabiera nowego sensu…
Potem to on staje się rybakiem, on zaczyna „łowić” i nadawać sens życiu tym, których złowi.
Nie dokonuje tego jednak wg własnego „widzimisię”. Praca ewangelizacyjna to nie pomysł człowieka, to nie widzimisię funkcjonariuszy Kościoła, to odpowiedź na wezwanie samego Chrystusa. Zarzućcie sieci na połów!… Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci…

I jeszcze jedna istotna uwaga. Bóg powołując daje się poznać powołanemu. Zwykle jest to doświadczenie przepaści dzielącej nas od Boga, poczucie niegodności… Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny.
I można by spytać dlaczego? Czy nie lepiej być kimś bliskim powołującego? Ewangelia zdaje się tłumaczyć, że tylko doświadczenie przepaści może stać się podstawą posłania przez Boga. „Koleżeństwo” może zaszkodzić – na koledze można wymusić to, co się uważa za słuszne. Na Bogu nie da się nic wymusić – to On działa przez powołanego…

I jeszcze: Wypłyń na głębię… Odpłyń od swojej „płycizny”…
To oni byli rybakami, to oni wiedzieli, że w dzień się nie łowi – z punktu widzenia zdrowego rozsądku nakaz mało sensowny. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci. Piotr wypływa na głębię z płycizny infantylnej wiary w swoje możliwości, z płycizny cynizmu i powątpiewania i odkrywa prawdziwy sens swojego życia…

Panie, wyprowadź mnie z płycizny egocentrycznego słyszenia tylko siebie, wyprowadź mnie na głębię słyszenia Ciebie. Panie, zechciej mnie złowić…

1 komentarz

skradzione relikwie…

relikwiarz_drzewa_lublinDziś w nocy minie 22 rocznica kradzieży jednych z trzech największych fragmentów relikwii Drzewa Krzyża Świętego [9/10 lutego 1991 r.]. Jesteśmy w trakcie triduum ekspiacyjnego, którym staramy się zadość czynić Bogu za tę profanację. Przepraszamy za zaniedbania przez które do niej doszło, prosimy o miłosierdzie dla tych, którzy nawet nie do końca świadomie przyczynili się do kradzieży oraz o skruszenie serc dla tych, którzy w profanacji brali udział lub wiedzą cokolwiek na temat zaginionych relikwii.

Przygotowując nabożeństwo pokutno-przebłagalne za kradzież Relikwii Drzewa Krzyża Świętego zagłębiłem się na nowo w historię lubelskich relikwii [zachęcam do lektury]. Ich droga do Lublina, do naszego dominikańskiego klasztoru, była przedziwna. Zapewne ta przedziwna droga sprawia, że mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że mimo iż policja lubelska określiła kradzież relikwii mianem „kradzieży stulecia”, zostaną one znalezione i powrócą na swoje miejsce.

Były od samego początku czymś, dzięki czemu możemy dotykać Chrystusa, dotykać Boga – czymś co umacnia naszą wiarę. Człowiek jest istotą zmysłową i dotknięcie krzyża, na którym zawisło ciało naszego Zbawiciela w wielkim darze miłości Boga do człowieka, jest niezmierną pomocą w „urealnieniu” przedmiotu naszej wiary. To w co wierzymy, to nie bajki i legendy – to prawda, której można dotknąć.

Mam głęboką nadzieję, że Ten, który stał się człowiekiem, nie tylko po to by umrzeć na krzyżu, ale i po to, by dać się dotknąć, sprawi, że to co może pomóc naszej wierze, znowu będzie jej pomagało. Dzieląc się tą nadzieją zapraszam do wspólnej modlitwy o odnalezienie relikwii Drzewa Krzyża Świętego…

1 komentarz

przyświadczenie a nie deklaracje…

(Łk 4,21-30): Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I dodał: Zaprawdę powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. (…) Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

Kontynuacja ewangelii sprzed tygodnia. Pisałem wtedy, że zanim zacznę głosić Ewangelię innym, musi się ona stać wpierw częścią mnie samego. Inaczej moje głoszenie będzie tylko nieudolną reklamą a nie przekazywaniem Dobrej Nowiny. Chrześcijaństwo to przede wszystkim Wcielenie Słowa w nasze życie…

A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. Nie chodziło pewnie tylko o to, że schlebiała im Jego mądrość i przypisywali ją trochę swojemu wpływowi i zasługom – to nasz ziomek. Nie chodziło też pewnie o przywileje jakie mogą odnieść ze znajomości ze współczesnym „celebrytą”.
Łukasz używa tajemniczego słowa: „przyświadczali” Mu. To słowo występuje tylko raz w całym Piśmie św. W polskim tłumaczeniu jakiś dziwny neologizm, którego słowniki do końca nie wyjaśniają. W greckim oryginale mamy: emartyron, co łacińskie tłumaczenie oddaje przez: testimonium illi dabant – dawać świadectwo aż do męczeństwa…
J.H. Newman mówi o przyświadczeniu wiary [assent] jako o przylgnięciu do prawdy, nie tyle z powodu jej zrozumienia ile ze względu na osobę wypowiadającą tę prawdę. Chodzi o przylgnięcie nie tylko umysłem ale i sercem.
Przylgnęli więc do Słowa tak, że stało się ono częścią ich samych…

Jakże trudny do zrozumienia jest więc ten jeden z najbardziej dramatycznych i tragicznych momentów w Ewangelii. Przylgnęli do tego co mówił – nie tylko umysłem ale i sercem – i naraz odrzucili to co mówi. Co się stało? Skąd ta przemiana?

Pewnie rzeczywiście zależało im na doraźnej skuteczności. Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. Pewnie naprawdę potrzebowali Go do spełniania życzeń i zaspokajania codziennych potrzeb. Zapragnęli mieć Jezusa na małą, ludzką, przyziemną miarę. On tymczasem zamiast być dalej ich ziomkiem i realizować pragnienie korzystania z przywilejów, chciał ich wiary. To ich przerastało…

Pokusa przylgnięcia do tego co bliskie i skupienia się na tym co przyziemne jest znana od wieków. Do Marii Magdaleny, po zmartwychwstaniu, musiał ostro powiedzieć: „nie dotykaj Mnie!”, nie skupiaj się na obrazie mężczyzny, którego kochasz, spójrz dalej… Może i dziś błogosławiony Jan Paweł II krzyknął by do nas: „nie żyj papieżem-Polakiem, nie wspominaj kremówek – czytaj encykliki…”

W jednym z wpisów sprzed pół roku napisałem: ewangelia odsłania egoizm naszego myślenia także w przestrzeni religijnej. Jeśli z mojej rodziny, spośród moich znajomych, czy tylko z mojej miejscowości pochodzi ktoś znany, współczesny celebryta – chętnie o tym opowiadamy, chętnie się do tego przyznajemy, gdyż podnosi to naszą wartość i możemy coś na tym ugrać… Prawdopodobnie dlatego też wszyscy w Nazarecie pobiegli do synagogi by posłuchać ziomka, którego sława już do nich dotarła. Może ze względu na znajomości liczyli na program specjalny i nadzwyczajne cuda. Tymczasem On przyszedł ze słowem Bożym, z prawdą i mądrością – zaczął tłumaczyć o co chodzi w Słowie, które znają. Pojawiło się więc zniecierpliwienie i oburzenie: jakim prawem tak się wymądrza! kimże On jest?! przecież Go dobrze znamy!
… i zamykamy sie na Słowo!

On nie zadowala się naszymi deklaracjami… On czeka na prawdziwe przyświadczenie…

1 komentarz

nie kradnij… dziękuj!

Dziś dzień dziękczynienia:

Dziś przynoszę Ci w ofierze to, co mam, by uświadomić sobie, że otrzymałem to od Ciebie, że to Twój dar dla mnie. Dziękuję Ci za wszelkie dobro i łaski, którymi mnie obdarzasz…

Dziś uświadamiam sobie, że nic mi się nie należy, że wszystko jest Twoim darem. Jeśli czegoś nie otrzymałem – nie będę się na Ciebie obrażał. Obym potrafił zawsze dziękować za życie, za rodzinę, za zdrowie, za wszelkie dobro, którego doświadczam… Dziś modlę się, abym potrafił, po prostu, Twoje „prezenty” zauważać…

Dziś jasno dociera do mnie, że wszystkie sfery mojego życia należą do Ciebie i Ty je przenikasz. Dziś wiem, że za każdym razem, gdy mówię Ci: „To moja sprawa, moje życie i Ty się w to nie wtrącaj” – zawłaszczam coś, co należy do Ciebie. Dziś wiem, że grzesząc okradam Ciebie…

Dziś, w dzień życia konsekrowanego, to właśnie zakonnice i zakonnicy przypominają mi, że powinienem oddać Bogu to, co do Niego należy…

2 Komentarze