Archiwum dla Październik 2012

rocznica poświęcenia własnego kościoła

(Łk 19,1-10): Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. (…)

Wchodząc dziś do naszej bazyliki widzimy w prezbiterium rusztowania. Trwają tam prace ratunkowe polegające na iniekcji i zszywaniu sklepienia i ścian. W trakcie tych prac staramy się również przeprowadzić badania konserwatorskie, które odsłaniają m.in. malowidła ścienne zwane zacheuszkami.
Jest ich zwykle 12 i umieszczone są w miejscach, które biskup namaścił świętym olejem. Tam też zwykle umieszczano lampkę oliwną lub świecę, którą należało zapalić w rocznicę konsekracji kościoła. Ich nazwa pochodzi od imienia celnika Zacheusza, który w swoim domu przyjął Jezusa.

Zacheuszki, inaczej znaki konsekracyjne czy dedykacyjne lub krzyże apostolskie, to nic innego jak „pieczęć potwierdzająca przekazanie kościoła na własność Bogu” – od tej chwili można sprawować w tym miejscu Najświętszą Ofiarę.
W obrzędzie konsekracji kościoła [namaszczenie ołtarza i ścian] odwołujemy się do obrzędu namaszczenia, które jest znakiem Bożego wybraństwa, duchowej mocy i łaski Bożej asystencji. Namaszczenia dokonuje się podczas chrztu, bierzmowania i święceń prezbiteriatu [kapłańskich]. Namaszczenie rzeczy świętym olejem czyni je poświęconymi Bogu, oddanymi Bogu na własność.

Zacheuszki więc są widzialnym znakiem Domu Bożego, wyznacznikiem miejsca poświęconego Bogu, miejsca świętego i wybranego przez Boga.

Może warto o tym pamiętać przekraczając próg świątyni…
Ona jest miejscem oddanym Bogu: wkraczając do niej oddaję Bogu siebie, swoje życie i pragnienia…
Chcąc zaprosić Chrystusa do swojego życia, muszę być gotowy na jego: „dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”.
Od dziś to nie ty Mnie ale Ja ciebie będę gościł w twoim/Moim domu…

4 Komentarze

powrót na ziemię [czyt.: do rzeczywistości]

… byłem ponad chmurami…

ale już wracam!!!

 

Dodaj komentarz

chrzest i kielich służby…

(Mk 10,35-45): Jakub i Jan synowie Zebedeusza zbliżyli się do Jezusa i rzekli: Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy. On ich zapytał: Co chcecie, żebym wam uczynił? Rzekli Mu: Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie. Jezus im odparł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? (…) Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: (…) Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.

Znajomości, koneksje, układy rodzinne… – dziś wielu z nas mówi, że bez tego nic się nie da osiągnąć. Stąd ciągłe zabieganie o wpływy. Nie może więc dziwić zachowanie synów Zebedeusza sprzed dwóch tysięcy lat. No może trochę ich tupet i próba wymuszenia zrealizowania żądania bardziej niż prośby: „chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy”. Nie dziwi również protest pozostałych, zapewne z irytacji i zazdrości – ktoś zdążył ich ubiec w „walce o przywileje”.
Nie może chyba również dziś dziwić zwykła ludzka chęć wykorzystania znajomości do własnych celów. To wszystko jest zakorzenione jakoś w naturze ludzkiej.
Pewnie dlatego Chrystus się nie zirytował i nie uznał prośby, czy wręcz żądania, za co najmniej niestosowne [tyle cudów widzicie – nie możecie wymyślić czegoś bardziej „odpowiedniego”?]. Zapewne stwierdził, że da się przemienić każdego samolubnego i może nawet pełnego niezdrowych ambicji człowieka w dojrzałego i zdolnego do poświęcenia świadka Ewangelii.

Dzisiejszy świat stawia w centrum człowieka – a człowiek samego siebie. To ja jestem najważniejszy. Co ciekawe, Chrystus również stawia w centrum człowieka, z tą różnicą, że drugiego: „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć”. Pokora, służba i prawdziwe poświęcenie – to Chrystusowe lekarstwo na pychę i egoizm współczesnego świata.

Stąd zaproszenie do duchowego chrztu, w którym mam się wyrzec samego siebie, swoich pożądań, egoistycznych dążeń i ambicji. I nie chodzi tu o ich tłumienie czy udawanie, że ich niema. Chodzi raczej o kielich, do którego wypicia zaprasza.
Zasiadać po prawej lub lewej stronie Chrystusa to mieć odwagę wyrwać się z tłumu jak Weronika lub przynajmniej wyrazić wewnętrzną zgodę na „przymus pomocy” jak Szymon na drodze krzyżowej…

1 komentarz

nie szukam słońca za granicą…

Już zazdrościłem innym, że mogli wypoczywać w okresie letnim i zażywać słońca…

… a tymczasem Karkonosze zaskoczyły mnie niemal letnią pogodą…

… muszę szukać pomysłów na dalsze eskapady… 🙂

 

Dodaj komentarz

garb…

(Mk 10,17-30): Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. (…) Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Jezus odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.

Dziś właśnie kończę weekendowe rekolekcje naszego duszpasterstwa rodzin z małymi dziećmi. Jednym z tekstów, które rozważaliśmy na początku Roku Wiary był wstęp z książki Jeszajahu Leibowica Pięć Ksiąg Wiary. Leibowic przeciwstawił tam chrześcijaństwo, które w swej istocie stanowi ucieleśnienie wiary „interesownej”, judaizmowi, który w swej istocie stanowi ucieleśnienie „bezinteresowności”. Zadawaliśmy sobie pytanie ile w naszej wierze interesowności i na ile jest to dopuszczalne. Dzisiejsza ewangelia bardzo mocno wpisała się w tę rozmowę.
Chrystus bardzo często przedstawia nam jakąś propozycję, którą odrzucamy tylko dlatego, że boimy się, że będzie nas ona zbyt wiele kosztowała. I nie chodzi tu wcale o grzech czy naszą złą wolę. Chodzi jednak o coś więcej, o coś na co nas stać, bo On przecież daje siłę i możliwości.

Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?
Dobry? Chwalisz mnie, gdyż pewnie oczekujesz odwzajemnienia, pochwały: „świetnie, że zachowujesz przykazania, osiągniesz życie wieczne”… Co prawda nie można ci odmówić zapału, i gorliwości w wypełnianiu przykazań, ale to nie wszystko. Za to minimum już spoglądam na ciebie z miłością. Sprawdzę jednak, czy wiesz, o co w przestrzeganiu przykazań chodzi: jednego ci brakuje: uwolnij się od tego co cie zniewala. Tylko człowiek wolny jest w stanie naprawdę kochać, tylko człowiek wolny dostrzeże w przykazaniach drogę miłości a nie narzucone z góry jarzmo prawa.

Zapewne Jezus znał zarówno bogatych, którym bogactwo nie przeszkadzało w zrozumieniu miłości [np. bogate wdowy, które dzieliły się majątkiem (Łk)], jak i ubogich, którzy nie potrafili podzielić się odrobiną, którą posiadają. Wielkość dóbr nie ma tu znaczenia – znaczenie ma zniewolenie. Stąd: uwolnij się, bo łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego… Bogactwo, choć samo w sobie nie jest niczym złym, może stanowić złudną alternatywę dla miłości Bożej – może wmawiać, że Bóg jest niepotrzebny, bo wszystko możesz sobie zapewnić.
To pewnie dlatego, mimo, że młodzieniec zachowywał skrupulatnie wszystkie przykazania, Jezus zaniepokoił się o jego zbawienie. On jest realistą i ma świadomość, że człowiek zbytnio przywiązany do bogactwa, wcześniej czy później może się zacząć mijać z Bożymi przykazaniami…

Na koniec Piotr, który chce od razu mieć pewność, ze jego decyzja opuszczenia wszystkiego i pójścia za Jezusem była decyzją mądrą. On potrafił przecież zrealizować żądanie Pana, które zasmuciło młodzieńca. Jezus uspokaja: przecież w ewangelicznym ubóstwie nie chodzi o to, by nic nie mieć, lecz o to, by być wolnym. Każdy kto tę wolność posiądzie, już w tym życiu otrzyma „stokroć więcej”, a w przyszłym – życie wieczne.

Może warto więc myśląc o ewangelicznym uchu igielnym pomyśleć o naszych wielbłądzich garbach i powoli zacząć się ich pozbywać… Może i na nas dzisiaj Jezus „spogląda z miłością” – i to właśnie ta miłość pozwala, a nawet każe Mu postawić nam wysokie wymagania: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz… Potem przyjdź i chodź za Mną!”.

2 Komentarze

słucham w co wierzę…

Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi.
I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Maryi Panny.
Umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion.
Zstąpił do piekieł.
Trzeciego dnia zmartwychwstał, wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego.
Stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych.
Wierzę w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, świętych obcowanie, grzechów odpuszczenie, ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny.
Amen.

Benedykt XVI zachęca, by w Roku Wiary, który dziś rozpoczynamy, codziennie odmawiać Credo

… ja natomiast zachęcam, by codziennie słuchać Credo, wszak każda „modlitwa” jest bardziej do słuchania niż do odmawiania… [zobacz: duas aures, os unum]

 

2 Komentarze

dojrzałość miłości…

(Rdz 2,18-24): Potem Pan Bóg rzekł: Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc. (…) Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. (…) Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. (…)
(Mk 10,2-16): Faryzeusze przystąpili do Jezusa i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając zapytał ich: Co wam nakazał Mojżesz? Oni rzekli: Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić. Wówczas Jezus rzekł do nich: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela! W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo. (…)

Czytając dzisiejszą ewangelię słyszę w głowie słowa jednej ze znanych wszystkim piosenek: „Znów się zepsułeś i wiem co zrobię, zamienię ciebie na lepszy model…” I nie da się inaczej, muszę wrócić do wpisu, który poczyniłem dwa tygodnie temu: „naprawiaj…”. Jadąc na mszę św. jubileuszową z okazji 55 rocznicy sakramentu małżeństwa mojej cioci i wujka, przytoczyłem anegdotę, która zwraca uwagę, na to, że dzisiejsza kultura nie zna już prawie pojęcia „naprawić” – prościej jest nam wyrzucić to, co się zepsuło do kosza. W dzisiejszym świecie coraz częściej wszystko jest na chwilę, na niby, na próbę, dopóki nam się nie znudzi. Leasing wartości, leasing relacji… aż do leasingu przyjaciela lub współmałżonka nawet.

Problemy w życiu małżeńskim, niewierność, zdrady i w konsekwencji rozwody, to nie wynalazek naszego wieku. Od wieków człowiek przyznaje się, że w pewnym momencie życia popełnił błąd: zabrakło dojrzałości i źle dokonał wyboru partnera. Przyznając się do niedojrzałości i błędu, nie chce równocześnie, by zaważył on na jego „szczęściu”.
Stąd właśnie pretensje ludzi niedojrzałych skierowane do Boga, że decyzja zawarcia małżeństwa wiąże w sposób nieodwracalny i aż do śmierci. Przecież musi być jakiś sposób, by usprawiedliwić rozpad małżeństwa i możliwość zmiany partnera. Tak przecież było w Starym Testamencie.
To właśnie niedojrzałość charakteryzuje się tym, że człowiek w chwili próby nie umie sprostać zadaniu i ratuje się ucieczką. Ucieczka jednak zawsze jest klęską.

Gdy błogosławię związki małżeńskie, zwykle przypominam młodym, o tym by pamiętali skąd biorą dar „połączenia w jedno”. Otrzymują go przy ołtarzu. Jeśliby więc w tym darze pojawiła się jakaś skaza, wada, czy inne „zgrzyty” – z reklamacją należy się udać z powrotem przed ołtarz – nie należy „grzebać samemu”, bo utraci się gwarancję. Prawdziwą miłość małżeńską można budować w sposób pewny jedynie w oparciu o Boga. Jego się nie poprawia, ale robi wszystko, by z Nim współpracować.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na sam moment stworzenia człowieka. Mówi się, że Ewa jest odpowiedzią Boga na samotność Adama. Powiem więcej, stworzenie kobiety obok mężczyzny jest pomocą Boga w zrozumieniu powołania człowieka. Człowiek o tyle jest człowiekiem, o ile potrafi kochać – a kochać, to wchodzić w relacje, relacje bardzo głębokie, relacje, w których jedno oddaje się drugiemu w całości, bez końca, relacje wymagające dojrzałości.
Stąd właśnie małżeństwo, do którego człowiek dojrzewa i w którym uczy się prawdziwej miłości – uczy się człowieczeństwa. Tylko w małżeństwie miłość i obecność drugiej osoby jest zobowiązaniem nie na chwilę, nie na niby, nie na próbę, ale na zawsze, nawet wtedy, gdy się znudzi.

Modląc się więc o miłość, która naprawdę łączy, trzeba się modlić o prawdziwą dojrzałość – a wyrazem dojrzałości jest również walka o prawdziwą miłość i rezygnacja z wszelkich form ucieczki…

2 Komentarze

Franciszek

Jestem dominikaninem, i staram się być nim na maxa, dziś jednak na nowo dociera do mnie wszystko to, co fascynujące w postaci Franciszka…

Po pierwsze: prostota w umiłowaniu świata. Franciszkowe: brat Słońce, siostra woda, kazania do zwierzątek… – to narodziny prawdziwej ekologii. Ekologii, która nie jest i nigdy nie była eko-terroryzmem, ale „dbaniem o wspólny dom”. Wbrew zachętom masowej kultury do buntu przeciwko Bogu i nazywania dojrzałością emancypacji od religii, duchowość franciszkowa zachęca do odczytania świata jako daru Bożego. Uczy zachwycania się nim i zaprasza do współuczestniczenia w dziele stwórczym. Zachwyt i współudział w tym dziele, to przede wszystkim dbałość o to, by to, co zostało stworzone jako piękne, nadal takim pozostało – jest przecież darem dla nas.

Po drugie: prostota wielkiego podróżnika. Znamy franciszkowe podróże na Bliski Wschód, do Ziemi Świętej i do Egiptu na rozmowę z sułtanem. Znamy również istotną w jego życiu „podróż” na górę Alwernię, gdzie otrzymał stygmaty męki Chrystusa. Jego podróżowanie jest niewątpliwie konsekwencją umiłowania świata, zachwytu nad pięknym dziełem Stwórcy. Jego życie, to przecież wielka duchowa podróż, w której odkrywa Boga a w Bogu samego siebie, swoją tożsamość. „Boże, Ty sprawiłeś, że św. Franciszek żyjąc w ubóstwie i pokorze upodobnił się do Chrystusa, daj abyśmy idąc tą drogą naśladowali Twojego Syna…”

Po trzecie: prostota w umiłowaniu tajemnicy krzyża. Jej wyrazem są niewątpliwie otrzymane stygmaty. Upodobnienie do Chrystusa nie wyraża sie jednak tylko w przeżywaniu męki, ale przede wszystkim w dawaniu siebie. Tajemnica krzyża, to tajemnica miłości Boga do człowieka, która ma zaowocować miłością człowieka do człowieka. Życie Franciszka, to przecież ciągła walka o człowieka i jego godność. To walka o odkrywanie i zachowanie obrazu Boga w każdym z nas…

Duchowość franciszkańska dla mnie, to wzięcie na poważnie świata, w którym żyjemy, bo wziął go na poważnie Chrystus…

Dodaj komentarz