Archiwum dla Marzec 2012

by dotknąć, przytulić i pocałować…

Zwiastowanie – miłość i pokora Boga: nie wyobraża sobie miłowania człowieka bez dotyku, przytulenia czy pocałunku – początek wywyższenia człowieka…
Zwiastowanie – za dziewięć miesięcy Boże Narodzenie: naprawdę stał się człowiekiem – to nie „garnitur”, w którym się pokazał…
Zwiastowanie – w pełni przyjmuje ludzką naturę: nie pomija nawet tajemnicy rozwoju w łonie matki…

Naprawdę stał się człowiekiem i ja, człowiek, mogę stanąć przed Nim i opowiedzieć Mu o wszystkim, co się dzieje w moim życiu: o radościach i smutkach, o sukcesach i porażkach, o słabościach, grzechach i nierozumieniu świata,… o miłości i niedojrzewaniu do niej… On to wszystko rozumie, bo tego dotykał – moje słowa nie trafiają w pustkę…

Zastanawiająca jest jednak obecność tej tajemnicy w okresie Wielkiego Postu. Tajemnicę rodzącego się życia łączymy z tajemnicą Krzyża, tajemnicą śmierci…
W Kościele nie ma przypadków: jeśli życie ludzkie, człowieczeństwo, jest tajemnicą obecności Boga – to każde wystąpienie przeciwko człowiekowi jest wystąpieniem przeciwko Bogu, zabijaniem Boga…

Dodaj komentarz

obumrzeć, by nie zatrzymać się na darze…

(J 12, 20-33): Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go mówiąc: „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: „Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. (…) A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie”. To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.

Radość: przybywają Grecy, cudzoziemcy, prawdopodobnie poganie – chcą się z nim spotkać, szukają protekcji: to przecież ktoś ważny. Nadeszła właśnie godzina, aby został uwielbiony, nadeszła właśnie godzina gdy przyciągnie wszystkich do siebiegdy zostanie nad ziemię wywyższony

I zaskoczenie: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity – nie o takie wywyższenie przybywającym chyba chodziło, nie o takie uwielbienie…

Ziarno pszeniczne, które obumarło, przyniosło plon obfity…

Każdy z nas jest niezmiernie wdzięczny za ten dar – dar życia, dar powstawania ze śmierci. Jesteśmy tak zachwyceni darem, że zapominamy o Darczyńcy, o tym, że dla daru umierał na Krzyżu.
Bywa, że nie chcemy tego pamiętać… – bo, a nuż pozwoli sobie pomóc – jak pozwolił Szymonowi z Cyreny.
Na wszelki wypadek, gdy spotyka nas cierpienie, czy jakieś trudne doświadczenie, prosimy: zabierz to ode mnie – rzadko kto poprosi: daj mi siłę bym sprostał, bym wytrwał, bym uniósł ten krzyż – bym potrafił obumrzeć...
A On ciągle zaprasza: „to czyńcie na moją pamiątkę…”

Otwartość i gotowość na cierpienie, na krzyż – to wyjście poza dar, który otrzymaliśmy i którego kurczowo się trzymamy…
Otwartość i gotowość na cierpienie, na krzyż – to podniesienie głowy znad daru i spojrzenie na Tego, który daru udzielił…
Otwartość i gotowość na cierpienie, na krzyż – to podążanie Jego śladami…

1 komentarz

Józef

– nie zanotowano ani jednego jego słowa;
– znamy jego rozterki z powodu brzemienności poślubionej sobie kobiety – stąd patron małżonków myślących o rozwodzie;
– wiemy, że opiekował się Maryją w dniach jej rozwiązania – patron kobiet w ciąży;
– podjął ucieczkę do Egiptu, aby chronić dziecko – patron ojców, rodzin;
– ponieważ Jezus nazywany jest cieślą lub synem cieśli – można wnioskować, że wyuczył Go zawodu – patron robotników, pracujących;
– w latach publicznej działalności Jezusa jego postać już się nie pojawia – można się domyślać, że już nie żył – prawdopodobnie przy jego śmierci byli Jezus i Maryja – stąd patron dobrej śmierci;
– jako opiekun Jezusa i Maryi, Matki Kościoła – jest także opiekunem i patronem Kościoła…

Gdy myślę o Józefie przypomina mi się „kolejność” w jakiej pasterze spostrzegli osoby w stajni: „znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę leżące w żłobie” (Łk 2, 16). Szukali Dziecięcia, Ono było najważniejsze, ale najpierw zauważyli Maryję i Józefa – oto porządek odnajdywania Jezusa.
Maryja symbolizuje Kościół, który rodzi dla nas Chrystusa. Tenże zrodzony w Kościele Chrystus domaga się jednak troski i opieki Józefa by mógł w nas wzrastać i dojrzewać. Troski i opieki, która ochroni Go także przed zabójczą ręką Heroda (Mt 2, 13-23).

Każdy z nas ma na swojej drodze wiary swoich własnych Józefów:
tych, którzy rozwijają parasol opieki nad zrodzonym w sercu Jezusem;
tych, którzy troszczą się, by mógł się rozwijać i dojrzewać;
tych, którzy bronią Jego obecności w moim życiu, aby nic jej nie zagrażało;
tych, którzy bronią Go przed zagrożeniem ze strony takich czy innych Herodów – którzy nie pozwolą Mu zginąć…

Podziękuj dziś za „Józefów”,
Podziękuj dziś „Józefom”…

1 komentarz

Dotknij! – by wyszedł z krzaków…

(J 3, 14-21): Jezus powiedział do Nikodema: „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony (…)”.

Gdyby Adam i Ewa – jak mówili Ojcowie Kościoła – po popełnieniu grzechu nie uciekli przed Bogiem i nie zaczęli się ukrywać w rajskich zaroślach, ale wyszli Mu naprzeciw i poprosili o miłosierdzie – Jego serce rozpalone miłością przebaczyłoby im i nie wypędzał by ich z raju.

W perspektywie Nowego Testamentu można by powiedzieć: Bóg nie wypędził pierwszych rodziców z raju, ale z głębokim bólem serca pozwolił im odejść – bo nie odwołali się do Jego serca. W pewnym sensie samych siebie potępili.
Bóg, który jest Miłością, nigdy nikogo nie potępia. To człowiek, który nie potrafi tej miłości do końca zrozumieć i przyjąć, sam siebie potępia. Upadłem, nie jestem godzien przebaczenia, nikt nie jest w stanie tak kochać, by mi wybaczyć… – zamykam się na przebaczenie, zaczynam się chować przed Bogiem po krzakach…

Mojżesz postawił miedzianego węża na pustyni mówiąc: „Spójrzcie, a zostaniecie przy życiu”. Dziś Kościół, wskazując na Chrystusa, na Jego Krzyż, woła: „Spójrz, a zostaniesz przy życiu”. Spójrz: tak umiłował świat, że zrobi wszystko abyś miał drogę powrotu do Niego. Położył swój Krzyż nad przepaścią, którą wyrwał twój grzech. Spójrz w kochające oczy, uwierz miłości, wyjdź z krzaków – dotknij serca…
Kto uwierzy w Jego miłość – nie podlega potępieniu…

Proste – a jednak trudne… Czasami człowiek już po prostu nie wierzy w „jakąkolwiek” miłość… I potrzeba kogoś, kto tym doświadczeniem się podzieli.
Aby człowiek zechciał dotknąć serca Boga – trzeba wpierw dotknąć jego ludzkiego serca i wlać mu odrobinę miłości…

1 komentarz

rekolekcje: by odpocząć…

Za chwilę wyjeżdżam na rekolekcje – bez obaw: jakieś wpisy się pewnie pojawią 😉
Najpierw rekolekcje w Małem Cichem [niesamowicie piękne miejsce – bywam tam od małego], potem misje św. w Dobranowicach k/Nowego Brzeska. Głoszenie Słowa i posługa sakramentalna – pracy dużo – ale też dużo odpoczynku…

Rekolekcje to czas powtórnego „pozbierania się”, zebrania się „do kupy”, wzięcia się w garść [łac. „re-collectio” – zebranie na nowo, powtórnie] – dla tych przede wszystkim, którzy w rekolekcjach uczestniczą. Ale jest to też czas „pozbierania się” dla prowadzącego rekolekcje…

Cieszę się za każdym razem gdy udaje mi się „wyrwać” spośród różnych zajęć, które mam w klasztorze, aby prowadzić rekolekcje – to czas błogosławiony. To dni oddechu – pomimo trudu głoszenia zawsze można znaleźć chwilę na spacer czy poczytanie mniej lub bardziej poważnej książki. To czas wypoczynku…
Czas odpoczynku – sprzyja modlitwie…
Czas odpoczynku – sprzyja zachwytowi nad pięknem stworzenia i odkrywaniu miłości Stwórcy…
Czas odpoczynku – sprzyja prawdziwym rekolekcjom – poukładaniu sobie na nowo tego jak widzę Boga, siebie, innych i świat…
Korzystam więc z tego czasu pełnymi garściami 🙂

Św. Łukasz opowiadając w ewangelii o uczniach zmierzających do Emaus (Łk 24, 13-35) mówi o tym, że nawet gdy spotka się Jezusa i rozmawia z Nim, i On wszystko tłumaczy i wyjaśnia – można Go nie poznać. Poznali go dopiero po „łamaniu chleba”.
Na rekolekcjach więc zostaje mi tylko zapraszanie wszystkich do uczestniczenia w „łamaniu chleba” – tylko tam jest szansa, że oczy się otworzą i naprawdę poznamy Pana…

… odpoczynek!

5 Komentarzy

nie grzeb w portfelu Pana Boga…

(Wj 20,1-17): W owych dniach mówił Bóg wszystkie te słowa: Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! (…)
(J 2,13-25): Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska! (…)

Pamiętam, jak w gdańskim duszpasterstwie młodzieży, jedna z dziewczyn tłumaczyła mi, że nie wierzy w miłość o pierwszego wejrzenia. Widząc moje zdziwienie dopowiedziała: „od pierwszego wejrzenia nie da się ocenić zawartości portfela…”

Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli – wyprowadziłem i będę wyprowadzał z każdego zniewolenia. Dlaczego? Bo chcę byś był człowiekiem wolnym. Dlaczego Mi na tym zależy? Bo tylko wtedy, gdy będziesz wolny, będziesz mógł „kochać”…
Pragnę przecież twej miłości i uczynię wszystko byś był w stanie odpowiadać swoją miłością na miłość Moją.
Jeśli zechcesz i odpowiesz: to uznasz, że jestem jedyny, to będziesz szanował Moje Imię, to poświęcisz Mi trochę czasu, to ze względu na Mnie będziesz traktował poważnie i z szacunkiem siebie i innych – kocham przecież wszystkich, itd, itp…
Oto Prawo Miłości – oto Dekalog…

Bywa, że nie rozumiesz jednak miłości. Lubisz uprawiać handel:
Dzięki Ci Panie Boże za to, ale potrzebne mi jeszcze tamto… Załatw proszę to, a będę się więcej modlił, pójdę na mszę, może nawet do spowiedzi… Ofiarowałem Ci Panie to i tamto, nawet mszę św. zamówiłem – musisz mi to załatwić – nie bądź bezduszny… Bo się obrażę… Wielu z nas słyszało pewnie o tzw. „pobożności sesyjnej” u studentów…

Wiara to nie grzebanie w portfelu Pana Boga i sprawdzanie: co i za co może mi dać. Spotkanie z Bogiem to nie plac targowy, to nie prowadzone z Nim gorączkowo interesy – choćby tylko małe.

Dlatego: przybądź Panie i uporządkuj świątynię mego serca, więcej: świątynię mego życia. Spraw by „to, co należy do Ojca”, rzeczywiście do Niego należało.
Oczyść moje życie z „targowiska”. Usuń także to, co przyziemne (woły), potulne i zgadzające się na wszystko (baranki) oraz płochliwe (gołębie). Powywracaj to, co kolaborujące z „panem tego świata” (stoły bankierów).
Uporządkuj „dziedziniec” mej świątyni, by inni mogli również tam wejść. Spraw bym swoim życiem nie blokował im przystępu do Boga – bym zrobił im miejsce na spotkanie z Nim, bym nie zamykał religijności do prywatnych zakamarków swojego życia.

Przyjdź i porządkuj, by świątynia mego codziennego życia była:
miejscem szczególnej obecności Boga – by inni też mogli się z Nim tam spotkać;
miejscem składania miłych Bogu ofiar – On nie pragnie całopaleń ale serca i miłości – wierności Prawu;
miejscem składania prawdziwego świadectwa – aby inni we mnie widzieli, że On jest miłością i kocha każdego…

3 Komentarze

„goździk” za inność…

Ukrywana ponoć przez Kościół i zakazana apokryficzna Ewangelia Tomasza, 114: Rzekł im Szymon Piotr: „Niech Mariham odejdzie od nas. Kobiety nie są godne życia”. Rzekł Jezus: „Oto poprowadzę ją, aby uczynić ją mężczyzną, aby stała się sama duchem żywym, podobnym do was, mężczyzn. Każda kobieta, która uczyni siebie mężczyzną, wejdzie do królestwa niebios”.

musicie być równe mężczyznom, silne – jak mężczyźni…
musicie uniezależnić się od nich – aby was nie krzywdzili…
musicie… zrezygnować ze swej kobiecości…
… utracić część swojej tożsamości…

Rdz 2,18-23: Potem Pan Bóg rzekł: ”Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc”. Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, (…) ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny. Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. (…)

Stawia kobietę u boku mężczyzny jako pomoc – ale nie: przynieś, wynieś, pozamiataj.
Stawia kobietę u boku mężczyzny by budować relacje, by uczyć miłości, by dojrzewać do „bycia człowiekiem”…

… bo powołana do istnienia na samym końcu, jakby „korona stworzenia” – jest najbliżej Stwórcy, najbliżej Miłości;
… bo z natury wie czym jest miłość: dziewczynki od małego wchodzą w relacje – są przyjaciółkami; chłopcy są tylko kolegami [nie bywają przyjaciółmi] – spotykają się by współpracować, rywalizować, pobić się;
… bo św. Paweł woła do mężczyzn: „Mężowie miłujcie żony!” (Ef 5,25) i nie powtarza tego kobietom – ich nie trzeba zachęcać do miłości, to leży w ich naturze;
… bo postawił Ewę obok Adama, aby mu uświadomić co w życiu jest najważniejsze – by uczyła miłości i prowadziła do Miłości [przez duże „M”];
… bo ona zawsze znajdzie drogę do Boga – serce prowadzi ją do Niego…

Dziś dziękuję wam za to, że chcecie być kobietami, tak na co dzień – a nie tylko w ten jeden dzień.
Dziś modlę się za mężczyzn, aby widzieli w was kobiety codziennie – a nie tylko w ten jeden dzień.
Dziś modlę się za mężczyzn, aby potrafili dziękować wam za to, że chcecie być kobietami…

Dziękuję, że jesteście inne…
i w ramach tradycyjnego goździka:

😉

Dodaj komentarz

„na górę” – by umieć żyć na dole…

(Mk 9,2-10): Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. (…)

Góra: bliżej nieba – można go niemal dotknąć.
Warto przypominać sobie swoje własne „góry”, na które mnie zapraszał, bym mógł przez chwilę doświadczyć Jego obecności. Każdy z nas ma w swoim życiu takie momenty, gdy pozwalał nam zobaczyć coś więcej – dla umocnienia wiary. Warto je mocno wpisać w serce na czas próby, ciemności, opuszczenia – po to przecież są.

Góra: „dobrze, że tu jestem”, fajnie być blisko Boga – jak Piotr chciałbym Mu rozbić namiot, by mieć Go „pod ręką”, by mieć Go dla siebie…
Tymczasem On sam rozbija swój namiot. „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” – dosłownie: „rozbiło namiot między nami” (J 1, 14). Ukrywa się w tym co ludzkie i zwyczajne, czasem małe i niepozorne. Paradoksalnie: zaprasza mnie na górę bym zaczął szukać Jego namiotów na równinach i w dolinach. Otwiera oczy, umysły i serca – przemienia postrzeganie, rozumienie i doświadczenie…

Góra: spotkanie z Mojżeszem i Eliaszem.
Z Mojżeszem: by przyjąć Prawo Boże, nauczyć się odpowiadać Bogu swoją miłością na Jego miłość.
Z Eliaszem: by stać się prorokiem, nauczyć się z radością opowiadać o Bogu, świadczyć o Jego miłości.
Wtedy na szczycie góry ponownie usłyszę słowa, które wypowiedział w momencie mojego chrztu: „Ty jesteś mój syn umiłowany” [„moja córka umiłowana”].
Zabiera mnie na górę bym dojrzał do bycia dzieckiem…

9 Komentarzy

R†P zadanie – darem…

Parę godzin temu odeszła do Pana moja babcia…
Bardzo długo nie była już samodzielna, potrzebowała pomocy swoich dzieci.
Kruchość życia, słabość człowieka – i częsta refleksja: cóż wart jest człowiek, gdy nie jest w stanie już nic zrobić.

Każdy człowiek jest darem – gdy pomaga, gdy jest obok i wspiera, gdy pociesza, gdy choćby tylko przyjaźnie się uśmiecha… Radując się z daru i czerpiąc z niego zapominamy, że jest on także zadaniem. Zadania staramy się odsuwać na bok…

I potrzeba, by człowiek stał się zadaniem: często trudnym, męczącym, wyczerpującym fizycznie i psychicznie, zbliżającym do granicy zniechęcenia: „po co to wszystko?” By odkryć, że jest darem… Będąc zadaniem objawia: dlaczego naprawdę jest darem…
Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili…

modlitwa…, msza za zmarłą w klasztornej kaplicy… – zadanie…? raczej dar…

4 Komentarze